Życie towarzyskie rodziców

Ostatnia nasza randka odbyła się – zaraz, zaraz.. mam to udokumentowane na blogu (tutaj) – odbyła się we wrześniu. Słabo, prawda? Wprawdzie nikt przy zdrowych zmysłach nie zakłada, że rodzicielskie życie imprezowo – kulturalne będzie kwitło tak, jak w czasach poprzedzających założenie rodziny, ale jednak większość z nas ma cień nadziei, że jakiś kontakt ze światem hedonizmu i dorosłych rozrywek uda nam się zachować. Oczywiście z dziećmi można spędzać czas na wiele fajnych sposobów, lecz dostosowanie atrakcji do wieku małoletnich dyskwalifikuje te, które interesują nas najbardziej. WIECZORNE wyjście na piwo z przyjaciółmi? Kino (przy dzieciach poniżej 3 roku życia)? Restauracja WE DWOJE? Wszystko to z definicji jest niedostępne dla młodych rodziców, a nawiasem mówiąc – pisząc „młodych rodziców” odnoszę się oczywiście do wieku posiadanych dzieci, a nie przebiegu protoplastów – jak zaleca Lucy Es.

IMGP5798 IMGP5829
Codzienny maraton obowiązków, biegi na przełaj po markecie spożywczym, podnoszenie ciężarów zawodowych, akrobacje z odkurzaczem i ścierką, gimnastyka z obieraczką do ziemniaków.. te codzienne trudy i znoje spowodowały, że zdarzyła się nam karygodna rzecz: przegapiliśmy kilka ważnych dla nas dat, w tym na przykład – bagatela – rocznicę ślubu. A ja przecież lubię celebrować takie wydarzenia, uważam to za bardzo istotny element związku, więc nie znajduję dla nas żadnego usprawiedliwienia. I jak tu się wkurzać na męża, który wrócił po nocnej zmianie mówiąc: „A wiesz, że wczoraj mieliśmy naszą rocznicę ślubu?”, gdy jedyne co mogę odpowiedzieć, to: „Ja też zapomniałam”. Smutne, nie? Nawet nie mogę strzelić focha, bo również tak bardzo zatraciłam się w tym wszystkim. No, ale pojawiło się światełko w tunelu.. okazja pojawiła się zacna – rocznica związku! Trzynasta!
„Tyle lat razem, kochanie!” – szczebiotałam podczas podróży autem. Żeby było jasne: gdy piszę „podróży” mam prawdopodobnie na myśli trasę do lub z Lidla – „Zobacz, trzynaście lat razem i dalej jesteśmy szczęśliwi!” – kontynuowałam szczebiotanie – „I mamy nasze małe stwory! Kto by pomyślał!! Wszystkiego najlepszego z okazji trzynastej rocznicy!” – dodałam patrząc na męża z czułością. A on, jak to on, zastanowił się przez chwilę i odparł: „Studia zaczęliśmy w roku (..), rok później zaczęliśmy się spotykać. Ostatnią okrągłą rocznicę mieliśmy, gdy Młody miał pół roku, to wszystko wskazuje na to, że właśnie obchodzimy DWUNASTĄ rocznicę naszego związku” – zakończył spokojnie konkluzję nie zmieniając wyrazu twarzy. „Hyhyhy” – zaśmiałam się trochę głupkowato – „No to… wszystkiego najlepszego z okazji DWUNASTEJ rocznicy kochanie!”. Zna mnie od dwunastu lat, a nawet trochę dłużej. I dokładnie wie, że matematycznie to nie może się po mnie zbyt wiele spodziewać..
Ale czy to wszystko ważne, w obliczu prawdziwego wyjścia we dwoje? Wprawdzie zero w tym spontaniczności, gdy negocjujesz warunki z potencjalnymi opiekunami, że cztery godziny na wolności, nie dłużej, że woleliby nie kąpać dzieciaków.. Nieważne co, nieważne jak – godzę się na wszystko! Randka!! Zaświeciły mi się oczy. Zaczęło się wybieranie czegoś z repertuaru kinowego, kręcenie nosem przy restauracyjnych menu, szykowanie kiecki i najwyższych obcasów z całej garderoby, wszak okazja odpowiednia, by się zrobić na bóstwo.
Tia… Do randki nie doszło – potencjalni opiekunowie podupadli na zdrowiu, pojawiły się szpitale, wizyty lekarskie i sporo dodatkowych problemów dorzuconych do ogólnej puli z problemami. W takiej sytuacji nawet nie wypadało obarczać bliskich naszymi maluchami, więc z rezygnacją – do której w końcu jesteśmy przyzwyczajeni – jeszcze w świetle dziennym pojechaliśmy z dzieciakami do kawiarni. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciastko. Stwory siedziały grzecznie, bo zapchaliśmy je na słodko. Porozmawialiśmy jak ludzie, bo gdy małe buzie są zapchane, to da się wyartykułować myśli i uznaliśmy, że.. człowiek może liczyć tylko na siebie. I że jest nas czworo, więc odkrywcza zasada jest taka, że w czwórkę spędzamy czas wolny i świętujemy ważne wydarzenia. Bardzo bym chciała by od czasu do czasu było inaczej! Jak wiele zmieniłaby jedna, jedyna night out w miesiącu! O ile bylibyśmy szczęśliwsi i bardziej wyluzowani, już widzę ten poziom frustracji i szczękościsku, który spada do poziomu akceptowalnego. Wiem, że nasz związek bardzo by na tym zyskał, a co za tym idzie zyskałyby i nasze dzieci.. a jednocześnie wiem, że to niemożliwe, bo radosne wyjście kosztem bliskiej osoby, która nie jest w pełni sił witalnych, przestaje być takie radosne. Ot, życie!
Tak się składa, że w tym roku pojawią się wyczekane premiery „Gwiezdnych Wojen”, nowego Bonda i kilku innych filmów, które chciałabym zobaczyć na dużym ekranie. Już obmyślam plan – jak to zrobić, by móc iść do kina? Planuję więc wizytę u Dziadków z Gór, podrzucenie im maluchów i wyprawę do najbliższego miasta w celu obejrzenia filmu. Albo: wizytę u Dziadków z Gór, podrzucenie im maluchów i pójście na piwo, na kilka piw? Albo: wizytę u Dziadków z Gór…
Trochę zdjęć na osłodę tego gorzkawego posta:
IMGP5833 IMGP5856 IMGP5834 IMGP5857 IMGP5859 IMGP5858 IMGP6135 IMGP6141 IMGP6355 IMGP6356 IMGP6360 IMGP6361
 Co się dzieje? Wieprzowina na obiad?
IMGP6363 IMGP6368 IMGP6362 IMGP6536 IMGP6528 IMGP6534 IMGP6549 IMGP6557 IMGP6560 IMGP6559 IMGP6151
Pozdrawiam,
Ruby Soho

24 comments

  1. Fajne masz dzieciaki, a ich kuchnia – wspaniała !
    Powiem Ci, że ja nawet nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy z mężem na randce… Smutne…
    Ale ! Ale mam obiecane, że na imieniny zabierze mnie na kolację do świetnej restauracji – a to za niedługo, bo końcem stycznia !
    Już doczekać się nie mogę :D

  2. radoSHE says:

    Już o tym pisałam, ale my w grudniu nadrobiliśmy randkowanie, w zapasie na te kolejne długie miesiące, w których nawet do sklepu pojechać nie możemy sami. Poziom frustracji i szczękościsk spadł, a jakże-ale powiem Ci, że to zjawisko krótkotrwałe :) A..i dwa razy zrezygnowaliśmy z kina 20 minut przed seansem, bo pomilczeć to możemy sobie w domu, ew. obejrzeć film online. A piwo(a) na mieście, wśród ludzi, muzyki, młodości, nieskrępowanych rozmów, beztroski, gwaru. No to jest to!:)

  3. Ania Kotynia says:

    Och u nas to samo… szkoda że nie pisałam bloga wcześniej bo nawet nie pamiętam kiedy byłam na randce. Ostatnio M. nawet zaplanował wyjście do kina i na obiad ale Niunia postanowiła nam zrobić niespodziankę 39,6 gorączki. No i jak tu zostawić tak chore dziecko :-( A na „Gwiezdne wojny” mój M. powiedział że opiekunkę wynajmiemy a do kina pójdziemy :-D

  4. tynka says:

    hmm…prawie jakbym czytała o nas ;) tylko matematycznie też kilka szczegółów nieco inaczej wygląda ;) ale co ja tam wiem, też ze mnie analfabeta matematyczny ;)
    randka? (wytrzeszcz oczu) a co to takiego? ostatnio byliśmy rok temu!!! ponad rok…od przyjaciół dostaliśmy groupona :) plus co NAJWAŻNIEJSZE zapewnienie o zajęciu się dzieciakami podczas tego naszego randkowania…to się nazywa full pakiet :)
    hihi ale najbardziej podoba mi się to planowanie …jak pojedziemy do Dziadków z Gór…nasi i jedni i drudzy z Gór :) haha to dobrze świadczy, szkoda że wszystko dalekoooo i nie da rady tak samych zwierzaków zostawić ;) ;) można sobie pomarzyć, poplanować a na koniec zostać przy ciastku :)
    Szczęścia i cierpliwości i jak najmniejszego poziomu szczękościsku na codzienność :)
    ps. dziecio-foty rozwalające są!!! :) Kropka ładnie miesza tam przy kuchni ;) a Młody wyskoczył chyba ostro w górę! :) urocze ujęcie stóki w rajtkach…z gwiazdkowym kocykiem i kropkowym prześcieradłem :) no i te rączki wyciągnięte w stronę obiektywu „daj…daj…” skąd my to znamy :)
    POZDRAWIAM

  5. Pola says:

    Oj rozumiem Cię doskonale… I życzę dużo zdrówka dla Opiekunów!
    Ale wykorzystaliśmy ostatnio mocno Dziadków z Polski:) I – tak tak – porandkowaliśmy solidnie NIECAŁY MIESIĄC TEMU:D

    U nas też niedawno minęło 12 lat związku;)

    Synek jak pięknie radzi sobie z puzzlami! A Kropka widzę ostro gotuje:)

    • Ruby Soho says:

      Tak – ciężko go oderwać od puzzli, co jest trochę pain in the ass, bo jednocześnie trzeba utrzymywać Kropkę z daleka, by nie zżuła mu całej układanki :)

  6. Kaps Love says:

    Przeczytałam rano Twój post ale nie miałam czasu skomentować. Przez cały dzień chodziło mi po głowie to Wasze nieudolne randkowanie, aż tu nagle mój mąż (który jest obecnie na urlopie) zadaje pytanie:
    -Może sprawdzisz czy są jakieś poranki filmowe w kinach.
    Anielskie chóry się rozśpiewały, kokieteryjny uśmiech ozdobił twarz i huk, że rano ale sam z siebie mąż zaproponował kino więc trzeba napawać się tym romantyzmem. Już widziałam jak załatwiamy babcię do opieki, w co się ubiorę (najlepiej coś luźnego bo w planach mam największy kubek karmelowego popcornu) i że koniecznie umaluję usta na czerwono. Ale mąż niestety kontynuował swą wypowiedź:
    – Jakie teraz bajki grają? Myślisz, że Kapsel wysiedzi tyle czasu w jednym miejscu?
    Kurtyna opada razem z moją szczęką :)
    Tak jak napisałaś jesteśmy jednością my i dzieci i koniec szaleństw:P

    • Ruby Soho says:

      też zaczynam się zastanawiać kiedy nadejdzie ten czas, że Młody usiedzi na jakimś Disney’u (i nie mam tu na myśli „Gwiezdnych Wojen”.. wszak czasy takie, że to również Disney :), ale myślę, że dopiero po ukończeniu 3 r.ż. Rozważałam też opatentowanie takie super kina, gdzie siedzący obok siebie ludzie oglądają inne projekcje. Dzieci swojego Shreka, a dorośli.. coś dorosłego. Czyż to nie byłoby genialne? :)

    • Ale to już jest! Nazywa się Multibabykino. Warunki dostsowane do niemowlat: przewijaki na sali, pieluchy i chusteczki w gratisie, foteliki samochodowe, jeśli nie wjeżdżasz z wózkiem – a możesz, jasne światło, dobra temperatura sali i premiera jest Twoja :) Niestety daleko, bo w Multikinie, czyli Zabrze, ale zawsze dobrze, że próbują coś robić pod matki z małymi dziećmi. Ja generalnie bym nie reflektowała, bo jakoś nie widzę tego mimo wszystko – za dużo bodźców dla dziecka, ale jeśli starszak (2-latek) to w sumie, czemu nie?

  7. Skąd ja to znam. Muszę wznieść się na wyżyny logistyki, by przy Hubisiu, pracy mojej, pracy Męża (wiecznie w rozjazdach), mieszkających w innych miastach dziadkach i stu milionach innych spraw, wyrwac się na randkę. Życzę Wam kochana, jak najwięcej takich chwil. Bo one są równie ważne, jak te spędzane w czwórkę.
    Ps. „Wieprzowina na obiad” rozbawiła mnie do łez.
    Ps. 2. Te okrągłe puzzle są ogromne!
    Ps. 3 Cudna ta stópka wystająca spod kołdry.
    Ps. 4 Wystarczyło troszkę wyjazdów i odrobinę choroby, nie zaglądałam do Ciebie chwilę, wracam, a tu nowy szablon :-)! Jest fajny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.