Zajawki Kropki # 2.. AKA „Gdyby nie blogosfera żylibyśmy szczęśliwiej”

Gdy byłam w pierwszej ciąży zupełnie nie miałam pojęcia o ogromie i popularności blogosfery, dzięki czemu większość moich zakupów okołodzieciowych robiłam „na czuja” lub podpierając się „mądrościami” z forów internetowych. Nieświadomość blogowa spowodowała, że sporo gadżetów i modnych dodatków dla niemowląt umknęło mojej uwadze. Ale to nic. Teraz nadrabiam.

 Śmiem twierdzić, że gdyby nie blogosfera wszyscy żylibyśmy szczęśliwiej.

Książki kupowalibyśmy w markecie – kolorowe, zwyczajne, infantylne – w końcu to dla dziecka, więc po co wydziwiać. Nie znalibyśmy nazwisk ilustratorów, nie wymienialibyśmy jednym tchem tuzina niszowych wydawnictw, specjalizujących się w projektowaniu oryginalnych dziecięcych lektur (okej, generalizuję, może to tylko ja mam takie zboczenie:). Idąc co „Smyka” zachwycalibyśmy się na widok góry świecąco grających plastikowych ustrojstw , nie wiedząc o tym jakie niesamowite kreatywne zabawki możemy znaleźć w sieci. To samo tyczy się wszystkiego – naczyń, plecaczków, mat, krzesełek do karmienia (dumny posiadacz najdroższego krzesełka z przeciętnego sklepu stacjonarnego na bank posmutnieje na widok na przykład takiego Fresco Bloom’a:), kocyków, hand-made’owych ciuszków, gadżetów do wózka.. nooo, wszystkiego po prostu! Zakupy w zwykłym sklepie z jednej strony ograniczają nasz wybór, ale z drugiej strony nie masakrują naszej kieszeni. Rzadko się zdarza, by w zwykłym sklepie atakowały nas wózki po 4 tysiące, kocyki po 200 zeta, albo pieluchy w podobnej cenie. A w internecie to wszystko jest. I kusi.
Przyznaję że, często zdarza się, że dzięki jakiemuś blogowi dokonamy dobrego wyboru w zakupie łóżeczka/krzesełka/zabawki dla dziecka, ale dużo częściej pod wpływem pięknych zdjęć i zachęcających opisów postanowimy kupić coś, czego jeszcze wczoraj wcale nie potrzebowaliśmy! I kupujemy, zachwycamy się, opisujemy z entuzjazmem (większym lub mniejszym) na własnym blogu. I nakręcamy kolejne mamy, które TEŻ MUSZĄ TO MIEĆ! Czasem mam wrażenie, że tą całą blogosferę parentingową wymyślili sprytni handlowcy, którzy dzięki temu już nic nie muszą reklamować, bo fama sama się rozchodzi. To taka mała spiskowa teoria dziejów.. coś w stylu jak podejrzenia, że to CIA założyło Facebooka :). I wiecie co? Na koniec tej tyrady o zakupoholiźmie i konsumpcyjnym rozpasaniu chciałabym pokazać Wam.. nowe zajawki Kropki! Takiego szczytu hipokryzji w jednym poście się chyba nie spodziewaliście:)). Sorry :)

1. Łóżeczko turystyczne Koo-di Pop Up Bubble Cot – Polka Dot.

Nowe jak nowe to łóżeczko, pisałam o nim dawno temu (o tutaj), bo najpierw należało do kropkowego brata. To sprzęt z gatunku kocham i nienawidzę jednocześnie. Z jednej strony muszę mu przyznać, że prezentuje się rewelacyjnie, ma tą lekkość, ładne wzornictwo, nie jest topornym klocem, jak 90% łóżeczek turystycznych na rynku. Moskitiera świetnie się sprawdza, więc łoże rozsiadło się ostatnio w naszym ogrodzie, gdzie moja córka zażywa swoich popołudniowych sjest.

Podoba mi się w nim to, że może być dla dziecka taką enklawą, która daje poczucie bezpieczeństwa w nowym miejscu, w pokoju hotelowym, czy mieszkaniu znajomych. Pamiętam jak po wielu wrażeniach na urodzinach kumpla Młody ucieszył się na widok swojego łóżeczka rozłożonego w obcym domu.. i jak natychmiast w nim zasnął. Czasem ja również pakuję się do środka Koo-di (przynajmniej część od pasa w górę), by nakarmić małą. Jest to bardzo wygodne i kameralne i daje nam odrobinę intymności na świeżym powietrzu. O takiej:

Dużą zaletą jest też jego lekkość – jest naprawdę malutkie, w podróż samolotem jak znalazł. Z drugiej strony ta lekkość jest kosztem czegoś – a mianowicie komfortu dziecka.. i trochę bezpieczeństwa. Pisałam już o tym, więc nie będę się powtarzać, ale w skrócie mówiąc trochę łyso, że do łóżeczka za trzy stówy trzeba dokupić materac, bo inaczej spanie w nim nie wchodziłoby w rachubę (a jak dokupimy materac to gabaryty łóżeczka rosną i waga również).

IMGP7887-15- IMGP7887-25-Nie podoba mi się też, że boczne ścianki (a dokładniej ich dolna część, ta w kropki) są z cieniutkiego materiału, i dziecko które potrafi się trochę przemieszczać, może praktycznie z łóżeczka spaść, to znaczy niby być dalej w środku – jak w namiocie – ale jednak uderzyć się w głowę. Te ścianki powinny być z konkretnego sztywnego materiału, by dziecko, które akurat przemajgnęło się z plecków na brzuszek nie było w stanie uderzyć się o podłogę. A tymczasem stały monitoring łóżeczka lub rozkładanie go na kocu trzeba wpisać w zestaw atrakcji. Drogie Koo-di! Trochę słabo jak na tę cenę! Ale i tak kochamy, co zrobić:).

2. Poduszka La Millou Angel Wings.

Na te muffinki ostrzyłam sobie ząbki od dawna, wprawdzie marzyłam o kocyku, ale póki co cieszę się poduszką, którą mamy dzięki ekoMaluchowi. Kropka uwielbia.. może nie tyle mieć ją pod głową, co trzymać w rączkach i wielkimi oczami pożerać muffinki. A czasem nie tylko oczami. Tradycyjne zastosowanie tej podusi też się u nas sprawdza, jednak nie nazwałabym jej niezbędnym wyposażeniem rodzica. U nas to po prostu ładny gadżet – poprawia mi humor, ale bez niego dawaliśmy radę równie dobrze.

IMGP7887-41- IMGP7887-42- IMGP7887-43-3. Pieluszki flanelkowe Luvable Friends.

Gdy urodził się Młody też kupiłam flanelki. Takie w chamskie żyrafy, jak w co drugim szpitalu mają. I wiecie co? Czasem dalej ich używamy! Brzydkie są jak nie wiem, ale jakość mają bardzo dobrą, służą już drugiemu dziecku i poza dyskomfortem estetycznym nie mam do nich żadnych zastrzeżeń.

No ale blog zobowiązuje, zakupiłam jakiś czas temu pięciopak bardziej wypasionych flanelek marki Luvable Friends. Co znaczy „wypasionych”? Normalna cena sklepowa to około 60 zł, ja wyhaczyłam za połowę, więc nie czuję się z tym źle. Urzekły mnie wzory tych pieluszek.

Czy to udany zakup? I tak i nie. Wzory zaiste są piękne, jakość samych pieluszek jest zadowalająca, ale.. obszyte są tragicznie, już prawie wszystkim się popruły krawędzie.
Zwykła obciachowa flanela z żyrafką za 4 zeta lepiej sobie radzi w praniu. Ale jest jeden powód dla którego nie żałuję zakupu.. bez pięknej pieluchy w kolorze fuksja w grochy Słodka Sesja Kropki nie byłaby taka słodka. No ale wiecie.. jestem niepoprawną estetką i nie należy brać ze mnie przykładu :).

4. Otulacze bambusowe Aden + Anais.

Nasze otulacze dostaliśmy w prezencie. Obejrzeć i kupić możecie je na przykład w sklepie Kidy.pl. Sama pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na taki zakup, bo mimo mojego rozpasanego zakupoholizmu cena około 200 zł za trzypak czegoś, co w moim mniemaniu było po prostu dużymi dobrej jakości pieluchami to cena .. no wiecie. Mówiąc oględnie dość wysoka:).

Otulacz jako osłonka przeciwsłoneczna na łóżeczko. Rozmiar 120x120cm daje radę.
IMGP7887-17- IMGP7917
Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami tych otulaczy od jakichś dwóch tygodni i muszę Was zmartwić.. one nie mają wad. Są przepiękne, eleganckie, materiał jest taki delikatny, że sama bym chciała pod tym spać.. czasem w upalną noc podbieram chyłkiem trochę otulacza Kropce i okrywam sobie nogi.. ten chłodny materiał daje niesamowicie przyjemne uczucie. Otulacze A+A to górna półka, również cenowo. Ale, cytując Zuzię (Milly Me!), z którą dzisiaj chill outowałam się w ogródku, za jakość się płaci. Na stronie internetowej producenta można sobie obejrzeć jak Heidi Klum i Jessica Alba otulają swoje maluchy w dokładnie te same wzory, w których otulona jest Kropka. Nie powiem, miłe uczucie:).
DSC_6719 DSC_6711A tu jako osłonka do naszego nowego wózka (o którym niedługo:).
DSC_6752 DSC_6746
Rozmiar wszelkich otulaczy, mgiełek czy to bambusowych, czy muślinowych jest optymalny 120×120 cm. Jest to wystarczająco, by wykorzystać je jako chusty do karmienia piersią, kocyki dla dzieci, osłonki do wózka (zwykła tetra jest zawsze za mała), czy nawet pareo na plaży:). Polecam zwłaszcza orientalne wzory, bez dzieciowych motywów, dzięki czemu zyskują na elegancji i za chustę na szyję też robić mogą. Otulacze są naprawdę duże i dlatego nie jest powiedziane, że muszą służyć tylko w wieku niemowlęcym. Myślę, że i czterolatek chętnie przykryje się takim lekkim kocykiem w gorącą noc. Czterdziestolatek pewnie też by nie pogardził, ale tutaj mogą lekko wystawać nogi:).

Podsumowując temat: wychowałam Młodego bez takich cudów, przekonana, że przykrywanie dziecka tetrą w czasie największych upałów jest jedynym słusznym rozwiązaniem i chłopak żyje i ma się dobrze.

Mam tylko nadzieję, że nie ma z tego powodu traumy, że nie poda mnie do sądu za nieszczęśliwe dzieciństwo :). Mimo to z całą mocą stwierdzam: otulacze/mgiełki bambusowe to nie to samo co pieluchy tetrowe. Mają ze sobą tyle wspólnego co Lamborghini z Tico, jeśli mogę posłużyć się motoryzacyjnym porównaniem. Niby służą do tego samego.. ale różnica jest widoczna gołym okiem :).
IMGP7954

Otulacze są piękne i mimo, że drogie moim zdaniem warte każdych pieniędzy.. pod warunkiem, że się te pieniądze ma. Jeśli nie macie to moja dobra rada jest następująca: dajcie sobie spokój, tetra też daje radę, wiem co mówię, Młody przetrwał dwa sezony letnie – jako noworodek i jako roczniak – pozbawiony bambusowych luksusów, kto wie.. może to z tego powodu jest małomówny, w każdym razie nic mu zasadniczo nie dolega, więc tetrę też śmiało polecam.

5. Otulacz muślinowy Lulujo.

Tutaj już nie mam wymówki, otulacz kupiłam sama, niejako z rozpędu, by porównać jakość do tych bambusowych od Aden+Anais. Taniutki (w porównaniu oczywiście:), kosztował jedyne 49 zł, co czyni go jednym z tańszych otulaczy na rynku.

IMGP8021 IMGP8022Materiał nie jest aż tak śliski i delikatny jak wyżej wspomniane bambusowe, i nie wiem, czy to kwestia marki, czy innego materiału. Ale sprawdza się tak samo dobrze i równie pięknie wygląda. Również w rozmiarze 120×120 cm, co czyni go tak samo uniwersalnym produktem, jak te Aden+Anais. Polecam.

IMGP8026 IMGP80326. Gryzaczki.

Na koniec kilka słów o nowej kropkowej miłości, czyli gryzakach. Kupiłam ich całkiem pokaźne stadko, bo Kropka zaczyna ząbkować, a przy okazji zaczyna ssać kciuk, więc – jako że jest bezsmoczkowa – postanowiłam nie wprowadzać już smoczka, tylko zainteresować ją gryzakami. Wszystkie są piękne, jeden (niebieski) nawet będzie pasował do mojej stylowej skrytki na smoczek w torbie Beaba, bo ma odpowiedni rozmiar.

Faworyt jest jeden – Arbuz Dr Browns. Zachwycił mnie od razu i inne były w zasadzie tylko dodatkami do tego zakupu. Piękny.. ale również funkjonalny. Wykonany z bardzo przyjemnego tworzywa, które można schładzać w lodówce, w idealnym rozmiarze i kształcie by bez problemów i frustracji trafić nim do buzi (a to nie zawsze łatwe, gdy się ma 5 miesięcy) od razu pokochany przez Kropkę. Inne.. są tolerowane, a do tego jednego moja córka ma emocjonalny stosunek:). A ja bardzo lubię ten kochany odgłos żucia, który moja mała wydaje z siebie zjadając arbuza. No i wyglądają razem prze-słod-ko <3.

IMGP7998 IMGP7960

Pozostałe gryzaki to: lody w wafelku od Chicco (też można schładzać), niebieski gryzak smoczkopodobny Dr Browns (ortodontyczny, również daje radę), trzyczęściowy NUK, w którym każdy element spełnia inną funkcję i ma inną miękkość. Wszystkie zakupione na Allegro.

IMGP7976 IMGP7969 IMGP7973 IMGP7966 IMGP8004Są fajne, ale nic nie poradzę.. to tylko background dla naszego arbuza. 

IMGP8012 Uff, to wszystkie gadżety na dziś, kończę z nadzieją, że mój post nie wydrenuje Wam całkowicie kieszeni. Zwłaszcza, że wkrótce kilka słów o naszym nowym wózku i gadżetach z nim związanych:)*

* I’m so evil!
 P.S. O Zajawkach Kropki # 1 możecie poczytać tutaj.

18 comments

  1. NIe, nie , nie macie quinny ;( choruje na niego strasznie, a przez ten post jeszcze bardziej…hlip, hlip .
    Ale zgadzam się w 100% z Tobą, przez tą cholerną blogosferę mój portfel cierpi, a ile jest jeszcze rzeczy na które choruję, ale przed zakupem których się hamować muszę. No cóż, maybe next time ;)

  2. Masz sto procent racji! Gdyby nie blogosfera, mój portfel na pewno byłby cięższy, ale jednocześnie nie poznałabym takich cudeniek jak Tula, czy bambusowej mgiełki La Millou :-).

  3. kejt says:

    Właśnie zmieniłam zdanie na temat tych otulaczy. Nie wiedziałam, że są trzy w opakowaniu- to w końcu wiele zmienia. Jedziemy pod koniec sierpnia nad morze i sądzę, że są mi absolutnie NIEZBĘDNE. sesese
    P.S.Kropka z arbuzem do schrupania!

  4. Domi Z says:

    Aden+Anais są przepiękne !! przy następnym na pewno nie wytrzymam i się skuszę !
    A co do Lulujo to ja mam bambus+ muślin i po praniu wygląda tak jak przed, cały gładki i śliski, przyjemnie chłodny, tak jak te z Aden, ale wzory mogliby wymyślić ładniejsze ;)
    Flanelki na chwilę mnie oczarowały bo są piękne, ale prucie się skreśliło je z mojej listy przyszłych pragnień :(
    Ściskam !

  5. Zuzi Clowes says:

    A poza tym życiebe blogosfery nie było by szczęśliwsze… Owszem, z blogosferą jest uboższe (całkiem dosłownie!) w gotówkę, ale ile cudów dzięki blogosferze odkrywamy (i ile eliminujemy – patrz mamascarf. Hmmm, widzisz, w sumie wychodzi na to że oszczędzamy:p)

    • Ruby Soho says:

      Zawsze gdy kupuję ‚niezbędne’ rzeczy w promocyjnych cenach lub dzięki większym zakupom mam dostawę za darmo, to upieram się przed mężem jaką zrobiłam wielką oszczędność..jaką to ja jestem praktyczną żoną!;) mąż jakoś tego nie kupuje.. I jeszcze dyskutuje gdy ja zaczynam argumentować, że jakiś zakup to ‚dobra inwestycja’ :)) nie rozumiem o co mu chodzi!! ;)

    • radoSHE says:

      Ja jeszcze używam argumentów „ale przecież to inwestycja na lata” (tula), „w tym będzie chodziła dwa sezony” (o nowej kolekcji that way) „przecież to później sprzedamy prawię za tę samą kase”- hehe w życiu! ale to go czasami przekonuje;)

    • Ruby Soho says:

      też ostatnio używam argumentu o dwóch sezonach.. kupuję tuniczko-koszulki w rozmiarze 80 i w tym roku mam sukienki dla 5 mies.Kropki, a za rok tuniczki lub koszulki. chodzaca ekonomia ze mnie;P

  6. Pola says:

    co do tej blogosfery… Ja mam wrażenie, że większość blogów parentingowych powstała po to, by otrzymywać prezenty od handlowców;)
    Fajne te gadżety, które pokazałaś, estetyczne bardzo:) Ale my dalej osłaniamy się zwykła tetrą, poza domem córa śpi w wózku/przyczepce/chuście/na łóżku gospodarzy i nie ma problemu. Gryzaczków jeszcze nie potrzebujemy (chociaż ten arbuz wygląda rewelacyjnie:) ). Dajemy radę;)

  7. Ruby Soho says:

    Pola, Twoja teoria spiskowa też ma sens :) A wiesz, że za Waszą przyczepkę królewską to ja bym oddała wszystkie te gadżety! noo, może poza otulaczami A+A, bo uzależniają.. no i arbuzem, ale już ośliniony, nie sądzę byście chcieli! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.