Zajawki Kropki #1

Zajawki Młodego już były, teraz czas na siostrę, która również powiększa swój stan posiadania. Od niedawna jest na przykład szczęśliwą posiadaczką pierwszej książki.

1. Materiałowa książka z Ikei.

Zakochałam się w tej małej materiałowej książeczce, mimo, że kosztowała fortunę (jak na Ikeę trzy dychy to sporo.. stolik czasem można za to kupić, ha!). Spodobały mi się proste, stonowane kolory, dbałość o detale.. i ogólnie klimat lektury (jeśli możemy mówić o „lekturze”. Kropka, jak każde niemowlę, lubi wszystkie kontrastowe rysunki, więc póki co furorę robią czarno biała krówka i kaczka na granatowym tle. Gdy tylko Młody udaje się na popołudniową drzemkę wyciągam książeczkę ze schowka i rozpoczynamy „czytanie” z zaciekawioną Kropką. Wolimy pozostać w podziemiu, bo nie wiem, jak Młody przeżyłby fakt, że siostra posiada jakąś książkę. Mogłoby być ciężko..
IMGP4477 IMGP4478 IMGP4486 IMGP4480 IMGP4483
2. Kropko – kocyk Baby Ono.
Zupełnie nieoryginalnie zakochana jestem w pięknych kocach z minky i bawełny. Przechodziłam już różne stadia tej fascynacji, od cielęcego zachwytu nad każdym wzorem, do bardziej krytycznego i wybrednego przeglądania co mi się podoba, do pełnego zdecydowania, że „chcę ten!”, a potem jednak decyzji, że uszyję sama.. a jeszcze później niezdecydowania w sprawie materiałów, bo skoro to ma być ten piękny, niezwykły kocyk, to nie mogę się zdecydować na żaden oklepany wzór w stylu sówek czy muffinek (a początkowo muffinki z la millou były namberem łan). Ale do rzeczy.. moje długie zastanawianie nie wynika (ło) tylko i wyłacznie z mojej niezdecydowanej natury, a miało głębsze ekonomiczne dno. Słowem – gdyby nie brak kasy kupiłabym już z pięć koców z minky, a że kasy brak to utkwiłam na Craftoholicu poszukując mojego wymarzonego materiału, bo kocyk ma być idealny.
IMGP3786 IMGP4553A w międzyczasie dziecko czymś trzeba przecież przykryć. Poza jednokolorywymi kocykami z Ikei kupiłam więc takie mikrofibrowe dziewczyńskie coś z Baby Ono (cena: niecałe 30 zł). Wiem, nie jest to trendy i dżezi firma, o zgrozo nie jest to hand made i nie jest to minky. Ale urzekający jest i mięciutki, i Kropka bardzo go sobie ceni. A jak już znajdę idealne materiały i uszyję kocyki to nic ich nie przebije!

3. Grzechotki do zakładania na rączki i nóżki Lamaze.

Miękkie, zapinane na delikatne rzepy, dzięki którym niczym bransoletki można je przytwierdzić do rączek Kropki. Do tego zabawne skarpetki również wyposażone w brzęczące insekty i już Kropka przeistacza się w ruchomą grzechotkę. Jej początkowa reakcja to było prawdziwe „WTF??”, otwierała szeroko oczy z lekkim przerażeniem i zastanawiałam się czy jej radosne ruchy rączkami nie są tak naprawdę dramatycznymi próbami strząśnięcia owadów, ale z czasem oswoiła się z zabawką i teraz sama z zapałem bawi się w bycie kastanietem..
IMGP4213 IMGP4220 IMGP4202 IMGP4211 IMGP4226

4. Żyrafy.

To nie tak, że darzymy te zwierzęta jakimś większym sentymentem niż inne. Kupiłam wprawdzie czarno – białą żyrafkę z La Millou (zdjęcie poniżej), bo chciałam, by Kropka miała jakiegoś monochromatycznego pluszaka do przytulania. Pozostałe żyrafy to prezenty.

Sophie La Giraffe. Gumowa żyrafa, ponoć kultowa, ponoć uwielbiana przez dzieci celebrytów, ponoć najukochańsza zabawka francuskich niemowląt od .. 50 lat. W samej Francji sprzedaje się 800 tysięcy Sophii rocznie. Wow. No, niezła rekomendacja. Co jest takiego fajnego w tej żyrafie, że ma takie wzięcie?  Otóż, jest wykonana z naturalnej gumy, której smak i zapach odpowiadają najwyraźniej niemowlętom, jej kształt idealnie nadaje się do łapania małymi rączkami, szyja jest fajnym uchwytem do trzymania, a nogi to podobno wspaniałe gryzaki. Dlaczego piszę „podobno”? Ponieważ nasza Kropka póki co nie wykazuje wielkiego zainteresowania swoją Sophie, może musimy poczekać aż zacznie się etap wkładania zabawek do buzi, pewnie wtedy gumowa żyrafa przypadnie małej do gustu.

Wesoła, pomarańczowo-żółta, pasiasta żyrafa to również prezent. Wygląda na pluszaka ale tak serio to można uznać, że jest dziergana jakąś dziwną techniką. Podoba mi się jej spiralkowaty design, lubiane przez większość maluchów metki na szyi, dzwoneczek wmontowany gdzieś w brzuchu i szeleszczące nóżki, które bardzo interesują moją Kropkę.

5. Mata edukacyjna Ikea.
No przecież Młody miał swoją matę. To siostra nie może jej odziedziczyć? Koniecznie musi być nowa? No niby nie musi.. ale póki co Młody nie toleruje czegoś takiego jak pożyczanie swoich zabawek Kropce. Zaakceptował wprawdzie fakt, że dziewczynka posiada własne lale i maskotki, nie rusza ich, prawie codziennie musi wszystkie ucałować, ale wie, że zaraz potem odłożymy je do łóżeczka siostry. Maluch bardzo się denerwuje, gdy zawieszamy Kropce nad głową jakieś stare niemowlęce zawieszki, które on pamięta i wie, że to jego. Niestety zabawki ze starej maty były w użyciu jeszcze kilka miesięcy temu, wisiały sobie w kojcu, a synek w ogóle nie zwracał na nie uwagi. Co innego teraz, z rękach Kropki znów stają się warte uwagi, trzeba je jak najszybciej wydrzeć, uciec i rzucić na ziemię w oddalonym od siostry miejscu…
W związku z tym kupiliśmy matę. O wiele prostsza niż mata Młodego, bez bajerów, bez Mozarta, bez feerii barw, wykonana z miłej bawełny, a nie śliskiego czegoś. Z pewnością łatwiej i milej się na niej ćwiczy. Jest odpowiednio gruba, nie trzeba pod spód nic podkładać, by dziecko mogło bezpiecznie pracować, a poprzednią matę trzeba było kłaść na czymś amortyzującym uderzenia, gdy dziecku opadała główka, bo mógł się zdarzyć bolesny dzwon.
Jest wyposażona w kilka zabawek (żółwik nie jest w zestawie, po prostu go tam powiesiliśmy), ale zasadniczo to jednak jest baaardzo prosta, bez żadnych rysunków, piszczków i szeleszczących elementów na powierzchni do leżenia. Mogłaby wprawdzie mieć kilka przykuwających wzrok gadżetów, ale równie dobrze mogę położyć zabawki, zachęcające dziecko do ruchu, więc jakoś przeżyjemy fakt, że mata nie jest wszystkomająca. Nasza poprzednia była jednak fest pstrokata, na wymarzoną Treetop Friends mnie nie stać, więc Ikea jest jak zwykle jedyną sensowną alternatywą, by zachować jakąś estetykę, a nie przepłacić. A propos, za matę zapłaciliśmy 90zł, w ramach promocji cenowej -10% na wszystkie zabawki. Moim zdaniem cena rewelacyjna i jakość ceny do jakości również bardzo na plus.
IMGP4554 IMGP4556 IMGP4557A oto i Kropka ćwicząca w pocie czoła.. Tak sobie myślę, że ja chyba też powinnam mieć taką matę.. i zacząć gimnastykę wzorem młodszej latorośli. Wiosna w pełni, czas zacząć pociążowe ćwiczenia!
IMGP4598 IMGP4618

To tyle naszych zajawek na dziś.. wkrótce zapewne pojawią się kolejne. Jak już wspominałam w komentarzach pod poprzednim postem „to serial o tym, jak minimalizm umiera”:).

16 comments

  1. radoSHE says:

    Ale mnie zainspirowalas! Musimy mieć (ten tego, tzn M. musi…)te zabawki na kończyny . A zyrafe zoske też chyba musze nabyc coby ocenic jej fenomen:) och, ach jakie te dzieci drooogie:)

  2. Taką matę Skip Hop też bym sobie wymarzyła.. ;) A my mamy używaną za jakieś 60 zł z Tiny Love i też jest super, ale idzie już powoli w odstawkę, dużym plusem faktycznie jest że jest na tyle gruba że nie trzeba nic pod nią kłaść ! :)
    Kocyki uszyć super sprawa ! Też nad tym myślałam, może też uszyję jakiś większy na zimę :) Ceny gotowych kosmos !
    Książeczka z Ikei mega ! A my mamy do niej tak strasznie daleko :(
    Pozdróweczki !

  3. U nas też żyrafy królują! Jedną wygrałam od Peticado i Polka zauważyła ją jako pierwszą (ciemne kolory). Drugą dostała od teściowej (plastik, klasyczny plastik, ale miły). Dużo mamy zabawek, może też zrobię o tym reportaż? ;)

  4. Zojka Mama says:

    My też kolekcjonujemy żyrafy. Trochę się już uzbierało. Do Zosi, mimo że jest moją imienniczką, jestem sceptycznie nastawiona. Mata mi się bardzo podoba. Kot jest boski.

  5. Marysia says:

    o kurcze, świetna ta książeczka z Ikei, muszę się wybrać po nią! A starszy brat też ma super zajawki, fajnie spędza czas chłopak :)

  6. Ruby, Ty i kilka blogowych mam przywracacie mi wiarę w to, że jak w końcu pojawi się i u mnie mały człowiek, to mój dom nie stanie się jedną wielką plastikowo-grającą feerią barw ;)
    Skrzętnie notuję w pamięci proste, a jednak świetne gadżety i jestem już spokojniejsza ;)

    Pozdrawiam

  7. kammak says:

    My już matę i grzechotki mamy na strychu ale z przyjemnością pooglądałam, no i tak na wszelki wypadek, bo wiosna, pełno bocianów dookoła, może jakiś przyniesie Kubusiowi siostrzyczkę :)

  8. Zuzi Clowes says:

    Super ma kropka zabawki, nie ma to tamto. Zachorowałam na tą książeczkę z Ikei! I tak muszę jechać po krzesełka dla siostrzenica mojego męża to i po książeczkę zajrzę:) i po matę może też, bo wyrodna ze mnie matka i maty edukacyjnej się jeszcze nie dorobiłam, a ćwiczy dziecko na maminym lub tacinym brzuchu, albo… mojej macie do jogi:p zabawek też mamy sporo biorąc pod uwagę mało zaawansowany wiek dziecięcia, ale póki co leżą i nomen-omen rujnują minimalizm, bo M. zainteresowania zabawkami jakiegoś szalonego póki co nie wykazuje:/

  9. Ola Fefkunia says:

    Ty to zawsze coś z Ikei wyłowisz :) muszę się w końcu do nich wybrać i obkupić Gabi. Grzechotki na łapki również mamy, ale Gabi próbuje je zjeść, a wcześniej nie interesowała się nimi :) Kropka boska

  10. mama silesia says:

    faktycznie książeczka z Ikei też mnie zadziwiła cenowo, więc uszyłam Benowi własną :)) a pozostałe rzeczy fajne i przypomniała mi się nasza mata (już dawno sprzedana) i grzechotki i inne słodkie gadżety :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.