Wyższa szkoła cięcia blachy

Ostatnio narowisty się zrobił. Podejrzewam, że to ten słynny bunt dwulatka, który potrwa pewnie do trzecich urodzin. Włącznie z rykami, wymuszaniem i nadużywaniem rodzicielskiej cierpliwości. Kłamstwem! Wybiórczym słuchaniem. Bezczelną miną. Totalnym ignorowaniem naszych uwag. Myślałam, że to za jakieś 12 lat mnie czeka, a tu taka niespodzianka! Dwu- i pół latek to jednak wyższa szkoła cięcia blachy, jak mawiają w gimnazjum.

W tym kontekście doceniam słodki, niemowlęcy charakter młodszej, prawie 9 – miesięcznej latorośli – bo.. wiem, że to się zmieni, i to bardzo szybko – wszak u małych dzieci jedyna pewna rzecz to zmienność. Póki co uwielbiam Kropkę za to pogodne, czyste i nieskończenie dobre niemowlęce spojrzenie. Za te policzki pucołowate i za cztery zęby! Za tę wzruszającą radość, którą okazuje za każdym razem, gdy widzi bliskie osoby. O Kropce mogę godzinami opowiadać, jak każda zakochana, szalona matka. O tym, jakie moje niemowlę jest genialne! Że wszędobylskie, że po całym domu na czworakach łazi, i że wspina się, gdzie popadnie (tak, proszę państwa – parę razy ściągałam ją ze schodów na antresolę). A ostatnio to już dookoła stołu zaczyna chodzić, w jedną i drugą stronę. No i kontaktowa z niej dziewczynka – uśmiechnięta, radosna i najładniejsza na świecie, nawet z tym klapniętym prawym uchem i lekko obdartym nosem. Bo jak wszędobylska to i guzy częściej łapie niż rozsądniejsze niemowlęta. Obcy ludzie się nią zachwycają, więc mogę zapewnić, że wszelkie powyższe rewelacje są potwierdzone przez obiektywne źródła, nie związane z rodzicami i dziadkami:).
Kropka je śliwkę. Spodniami.
Młody je spaghetti. Kreatywnie.
Mimo codziennych rozdzierających scen w stylu „Kropka płacze, więc trzeba jej wklepać, by wiedziała czemu płacze”, albo „oddaj to moje” coraz częściej widujemy jak dzieciaki z nudów zaczynają tworzyć stado. Trudno się dziwić: Mama jest nudna. Statyczna. Zwykle zmęczona nie wiadomo czym, albo w kuchni siedzi wśród swoich zabawek. Tata też jest nudny – siedzi, a częściej leży, albo nie ma go w domu. Słowem – trzeba wziąć sprawy we własne małe rączki i zacząć się bawić z jedynym równie wszędobylskim stworzeniem, czyli w tym wypadku bratem/siostrą. Młody czasem solidaryzuje się z Kropką i na czworakach przemierza wraz z nią cały dom. Wczoraj widziałam jak złapał ją w pół i niezdarnie się przytulił wyznając, że „kocha ją mocno, moc-no!!”, widziałam też jej spanikowaną minę w stylu: „uderzy, czy nie?”.. i ulgę, gdy już sobie poszedł.
Wspólne usypianie przy stole. Lowam <3.
Zauważyłam też, że dzieciaki za sobą tęsknią. Gdy z jakiegoś powodu nie widzą się przez jakiś czas reagują prawdziwą radością na swój widok. A gdy jeszcze dodać do tego rozczulające domowe scenki, gdy Młody karmi siostrę kaszką to.. serce matki naprawdę rośnie.
A wracając do Młodego – narowy narowami, ale odkąd dużo mówi, jest u nas zdecydowanie weselej. Te jego życiowe komentarze – przenikliwe czasem, zabawne, bezczelnie szczere. A czasem takie zwykłe, dziecięce teksty, no słodkie po prostu. Ostatnio przybiega do mnie co rano krzycząc: „Jestem zwieziątkiem, jestem zwieziątkiem!!”. Na pytanie „Jakim zwierzątkiem?” odpowiada wymijająco i z bardzo zagadkowym spojrzeniem: „INNYM!”. Czyli, że niby ja mam zgadywać. No to jadę: „Pieskiem?” „Nieeeee!!!” – odpowiada TAKIM tonem, jakby chciał powiedzieć „z byka spadłaś mamo? Trochę kreatywności!”. 
No więc brnę dalej, wymieniam wszystkie koty, niedźwiedzie, węże i borsuki. Gdy kończy mi się asortyment zwierząt typowych przechodzę na ryjówki, tchórzofretki i tym podobne. Nie zapominając, że u babci Młody dysponuje tajną bronią, czyli moją książką z dzieciństwa o łące. Szczegółową taką. Czasem w końcu udaje mi się zgadnąć.. a czasem nie, zwłaszcza, że Młody przeobraża się bardzo szybko, nawet kilka razy dziennie! Jeszcze z rana był konikiem, by potem przeistoczyć się w „biedjonkę” lub „kjowę”, a nawet „komaja”. Ostatnio zwierzęta idą w odstawkę i dziecko zamienia się w bardziej abstrakcyjne jestestwa: na przykład w .. spiżarkę pełną jedzonka (skąd wziął spiżarkę?), albo rurę („juję”), w której piszczy.. i tak chodzi po całym domu robiąc „piii-piii!” jak rury w pewnej ukochanej książeczce.
Wczoraj postanowił być „bjokułem” i wymyślił zabawę pod tytułem: rodzina brokułów się przytula siedząc w łóżku. „Idzie bjokuł mały!” – skomentował widząc Kropkę wyłaniającą się spod stołu. Zainspirowany ubrankiem od Cioci K. lubi czasem przemieniać się w smoka vel „moka” (w języku Młodego wiele pierwszych liter jest niemych – w tym „s”:). Na koniec dzisiejszej relacji pewien z życia wzięty obrazek: wyobraźcie sobie jak taki mały, zielony i bardzo pluszowy smok schodzi po schodach, trzymając się kurczowo balustrady i z wielkim przejęciem totalnie słodko sam do siebie gada: „duzie schody, uwaziaj, moku, uwaziaj!”. Tak. Właśnie tak mamy w domu:).

18 comments

  1. mama silesia says:

    No to fajnie macie :) mój prawie 2latek! ostatnio bardziej się rozgadał i też ciekawie się zrobiło, ale na pełne zdania z większą ilością słów niż dwa, trzy jeszcze czekam :)

  2. mama84 says:

    Ja to już szykuje pokłady cierpliwości na ten bunt dwulatka u Wiktora, tym bardziej że u czteroletniego Mikołaja jeszcze chyba się on nie skończył i chyba nieprędko się kończy;)
    Tak poza tym to fajnie z tymi dzieciakami, jak czasem coś palną albo spojrzą to wszystkie bunty w zapomnienie idą.
    Przynajmniej na chwilę:)

  3. Zuzi Clowes says:

    Hahhahahaha! Wesoło macie! Ja czytając tego posta wybucham co rusz śmiechem a Towarzysz Mąż z drugiego pokoju sprawdza co robię, że tak mi wesoło, no ale przecież nie będę mu posta tłumaczyć, no! :)

  4. radoSHE says:

    Bunt dwulatka trwa tak długo??? Ożesz kurczak. W ogóle to przeagenci są! Powiedz mi, czy przy drugim dziecku luzuje się trochę w kwestii tej całej asekuracji, trzęsienia się nad każdym rogiem i kantem, do którego zmierza niemowlę itd. Bo ja się trzęsę. Ostatnio próbowałam wyluzować no i jest siniak na brodzie i przytrzaśnięty (lekko) paluch:p Ale już mnie to odrobinę męczy.

    • Ruby Soho says:

      Tak. Luzuje się. Co nie znaczy, że nie mam poczucia winy, gdy Kropka przydzwania kilka razy dziennie. Za każdym razem serce mi rozrywa, co nie zmienia faktu, że tych dzwonów dużo jest – ale nie dam rady asekurować jej non stop.. bryka po domu i obrywa czasem:/ żal!

  5. Pola says:

    Ech, słodziaki! Wiem o czym mówisz, a widok dwulatka z hakiem gadającego do siebie… no cudne to jest. I interakcje takich Bąków małych… A tak w ogóle, na zdjęciach z aparatem Młody przypomina mi Bena Stillera:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.