Styl życia

Wielkanocna psychodrama. Plus dużo zdjęć.

Zdjęcia robiłam przez cały weekend. Najchętniej przed śniadaniem, gdy świeżo wystrojone stwory brykały po domu w jeszcze czystych przyodziewkach. Stan przyodziewku pogarszał się z każdą godziną – pojawiały się niezamierzone zdobienia o różnej proweniencji. Plamy od wielkanocnego żuru. Odrobinę szarlotki wtartej w rękaw. Pomidor na dekolcie.

Ten pogarszający się stan ubranek to niezła metafora dla mojego własnego stanu psychicznego. Cieszę się, że Święta dobiegły końca, tym razem naprawdę oddycham z ulgą. Takie uroczystości o charakterze rodzinnym wtłaczają nas w pewne grzecznościowe schematy, na które nie zawsze mamy ochotę, a tym razem to ja naprawdę nie miałam na nie ochoty. Nasza podstawowa komórka społeczna wygrzebuje się właśnie z długotrwałego chorowania, Małż pracuje dużo, a gdy akurat jest w domu, to.. go nie ma, bo studiuje. Przeżywam syndrom uwięzienia, walczę z postępującą klaustrofobią i wieloma innymi fobiami, ryczę w poduszkę, a marzenia mam coraz mniejsze. Chciałabym po prostu z domu wyjść. Gdziekolwiek. Sama. Z wymienionych powyżej przyczyn (vide: nieobecny mąż) jest to chwilowo nieosiągalne. Po tym rozpaczliwym pierwszym akcie dramatu przychodzi drugi, radosny, pod tytułem: „Wielkanoc”. A oczywistą oczywistością jest, że rodzinne spotkanie odbędzie się jak zwykle u nas w domu! Mogłabym powiedzieć „nie” i  przypuszczam, że nikt by się nie obraził.. tylko te dzieci stęsknione niemożliwie za Dziadkami. I jak tu powiedzieć „nie”?

W sytuacji gdy w Wielką Niedzielę najchętniej zakopałabym się w górze poduszek i koców w towarzystwie książki, jak gdyby nigdy nic wstaję, poprawiam koronę i zasuwam. Z przyklejonym uśmiechem rozkładam te cholerne talerzyki, serwetki i maciupeńkie łyżeczki. Goście są jak zawsze cudowni, dzieciaki zachwycone i mówiąc ogólnie to pięknie jest. Wzruszam się patrząc na najmłodsze pokolenie bawiące się z Dziadkami. Dziękuję w duchu, że mają cały czteroosobowy komplet starszyzny rodowej i proszę, by za rok, za dwa, za dziesięć lat było podobnie. By nic się nie zmieniało. Ganię się za swoje egoistyczne pragnienia pod tytułem „święty spokój na święta”, wstyd mi za swoją aspołeczną postawę.

Ale nic nie poradzę! Chciałabym chociaż raz nie mieć presji. Zamknąć się na cały świat, nawet na bliskie i kochane osoby. Nie mieć powinności. Olać poczucie winy, że przecież dzieciaki są szczęśliwe, gdy mają tylu kompanów do zabaw. Pomyśleć o sobie. Odpoczywać każdą komórką ciała. Wyjechać w cholerę i wcale się nie przejmować. Może kiedyś to się uda, tymczasem oddycham z ulgą,  że Święta dobiegły końca i zakopuję się na wieczór z książką w pościeli. A jutro rano odpalam brykę i jadę gdzieś sama. Nieważne gdzie, sama jadę, muzykę sobie puszczę i będę głośno śpiewać. I nawet jeśli wrócę do domu po prostu z torbą ziemniaków na obiad, to przypuszczam, że wrócę odrobinę szczęśliwsza.

1 2 9 11 IMGP0029 IMGP0040 IMGP0043 IMGP0060 IMGP0092 IMGP0125 IMGP0145 (1) IMGP0145 (2) IMGP0145 (4) IMGP0148 IMGP0170 IMGP0201 IMGP0208 IMGP0211 (2) IMGP0213 (1) IMGP0213 (2) IMGP0213 (3) IMGP0229 IMGP0235 IMGP0236 IMGP0241 IMGP0244 IMGP0259 IMGP0264 IMGP0277 IMGP0293 IMGP0308 IMGP0335 IMGP0338 IMGP0360 IMGP0418 IMGP0427

logo

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

17 komentarzy

  • Reply Matko Zabawko 06/04/2015 at 21:03

    Pięknie :) własnie zdałam sobie sprawę, że nie mamy ani jednego zdjęcia Świątecznego…

    • Reply Ruby Soho 06/04/2015 at 21:09

      Ja miałam zrobić Młodemu piękną sesję z koszyczkiem w drodze do kościoła. Najpierw wywaliłam koszyczek przed domem. Potem miałam problemy z parkowaniem i okazało się, że dalej nie potrafię cofać. Potem spóźniliśmy się na święcenie, a na koniec uciekliśmy ze świątyni gdy ksiądz zaproponował wszystkim dzieciom jakże higieniczne całowanie rzeźby. Do domu wróciłam z prawdziwą ulgą. Pozdrawiam :) :)

  • Reply Mama Junior 06/04/2015 at 21:24

    Psychodrama mi obecnie mocno bliska :* Klaustrofobia i te marzenia malutkie, coraz mniejsze też … Tylko u mnie Święta podziałały jak antydepresant. Głównie dlatego, że święta u nas były, co oznaczało przekazanie Juniora na dwa przedświąteczne dni tacie i wyekspediowanie ich w siną dal, a ja ten czas spędziłam z kolei w kolejkach po mięso, mechacąc się w spożywczym, ujeżdzając odkurzacz i szmatę i stercząc w garach. Sama! Cudnie było. Odpoczełam jak nigdy. Przysięgam. Taka ze mnie Matka Polka…

    • Reply Ruby Soho 06/04/2015 at 21:26

      Rozumiem to, naprawdę rozumiem! :)

  • Reply Zuzi 06/04/2015 at 21:40

    Do mnie, przyjedź do mnieeee!!!!!

  • Reply No.2 06/04/2015 at 22:02

    Zazdroszczę, że humor Ci wyhamował. Bo ja miałam gotowego dziś rano posta pełnego wulgaryzmów na własną rodzinę. Potem sobie myślę, a po cholerę mi to, i nie puściłam, ale potem oni znowu byli, więc się waham teraz. Do mnie też przyjedź ;) Albo… jedźmy obie do Zuzy, bo tak zwany kolokwialnie „wkurw wielkanocny” (tudzież triduum, jak nazywa ten stan moja siostra) zebrał w tym roku spore żniwo.

    • Reply Ruby Soho 06/04/2015 at 22:54

      No chętnie bym się pisała na jakiś mały zlot (u Zuzy, albo u No.2), musimy coś zorganizować, bo spontan to chyba już umarł ;) A jutro mam ściśle zaplanowaną namiastkę wolności w godzinach 11-13, potem wracam szybciutko do domu i zasuwam dalej :)

  • Reply radoSHE 06/04/2015 at 22:16

    Ale zdjęcia cudne, w ogóle nie widać ww. samopoczucia. My po praz pierwszy caluteńkie święta spędziliśmy wyjeździe. Natłukliśmy kilometrów, samochód przypomina zaniedbany camper, w walizce lotniczej cały dobytek, a my się tłumczemy od punktu A do pkt XYZ. Przywilej „bycia w gościach” jest taki, ze wychodzimy o której chcemy, a z argumentem „bo dziecko…” nikt nie dyskutuje ;) Ale choć się przy tych świętach w ogóle nie narobiłam, to boli mnie każdy minimetr ciała. Ale fajnie jest, prawie jak na wakacjach, tak sobie wmawiam. Heloł, przecież chciałam podróżować z dzieckiem. No to mam. Btw. skąd ta samochodowa kiecka?? Pozdrawiam! jutro będzie lepiej!

    • Reply Ruby Soho 06/04/2015 at 22:45

      Dzięęęki za support!
      Samochodowa kiecka z TK Maxx. Kupiłam na ciążę, w ostatnim trymestrze dalej się w nią mieściłam. Teraz trochę luźna.. ten tego w biuście. I paska wymaga, ale dalej wymiata :) Młody komplementuje ją zawsze (‚mamusiu, ślicnie wyglondas’ i te sprawy;)

  • Reply Kasia 06/04/2015 at 23:32

    Sukienka świetna! A skąd ramka na plakat z abecadłem, dobrze widzę że nie ma szybki? Szukałam czegoś lekkiego do zawieszenia na moich kartonowych ścianach i niestety nie znalazłam w tym formacie..

    • Reply Ruby Soho 06/04/2015 at 23:43

      Dziękuję. Ramkę kupowałam na Allegro, bo tylko tam znalazłam wymiar wymiar A1. Jest lekka, zamiast szyby ma plexi.
      Producent nazywał się T-plast, czy coś w ten deseń.

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 08/04/2015 at 15:19

    U nas co prawda Wielkanoc na luzie, mocno spacerowa i kulinarnie w większości ogarnięta przez męża, ale i tak rozumiem Cię Ruby doskonale, klepię wirtualnie po ramieniu i chętnie bym dołączyła do tej wyprawy ze śpiewem na ustach… (dlaczego przed oczami przemknęła mi Thelma i Louise?)

    A Twoja kieca w samochody wymiata!

    • Reply Ruby Soho 08/04/2015 at 23:15

      Thelma i Louise! Ha! Widzę to! A kieca w samochody jak nic symbolizuje wyprawę w nieznane :)

  • Reply Hubisiowa mama 09/04/2015 at 18:34

    Wiesz, naprawdę żałuję, że nie mieszkamy bliżej. Doskonale wiem, jak bardzo uciążliwa jest sytuacja z brakiem godzinki tylko dla siebie. Dlatego, jak tylko mogę biorę Hubiego, jadę do koleżanki, wyprawiam ją do miasta albo na spacer, a sama ogarniam małoletnie towarzystwo. A w następnym tygodniu jest zamiana. Niby t tylko 2-3 godziny, ale jak podreperowują zdrowie psychiczne :-). Z wielką przyjemnością wyprawiłabym na taki spacer Ciebie :-).

    • Reply Ruby Soho 16/04/2015 at 23:28

      To by było wspaniałe :)

  • Reply kluscka 11/04/2015 at 02:16

    Dzięki Dziewczyny, że tu jesteście – jak Was czytam nie czuję się taka samotna we wszechświecie. Czuję, że przebiegło przeze mnie stado wielbłądów. Mąż mnie namówił na wyjazd w Święta – „odpoczniesz w końcu tyle rąk czeka do bawienia”. Pakowanie trzech metrów sześciennych bagażu dla dwójki dzieci trwało 3h. Już sama myśl rozpakowywania tego majdanu mnie przytłoczyła. Na miejscu młodsza sister pakowana w jedne z tych „stu chętnych rąk do bawienia” zaczynała płakać, więc po jakimś czasie nikt nawet się do niej nie zbliżał żeby Jej nie zepsuć humoru. W domu jak wybija godzina 21:00 to odjazd dzieci na „białą salę” czyli w pościel do łóżeczek udaje się już prawie zawsze, a u Pradziadków w oba świąteczne dni zasnęły o 24:30! Morał z tego taki, że przestałam Męża molestować o jakiś urlop na wyjeździe (bo polskie morze to nie pamięta już jak wyglądam… ). -przynajmniej do czasu, aż zaleczę tą Wielkanocną psychodramę i zatrę obraz zrozpaczonych oczu Babć, Dziadków, Wujków, Cioć pełnych współczucia jak mijałam ich w korytarzu biegnąc zaparzyć dziesiąte mleko.

    A fota przytulonych dzieci to prawdziwa fota best-ever. Moja starsza Córka traktuje póki co młodszą jak mebel i przechodzi obok zupełnie obojętnie. Ale cóż się dziwić, gdzieś czytałam, że dla starszego rodzeństwa pojawienie się młodszego to na początku tak jest odbierane jakby Mąż przyprowadził nam do domu kochankę!

    • Reply Ruby Soho 11/04/2015 at 21:13

      Tak, też czytałam to porównanie z kochanką. I faktycznie coś w tym jest.Wyobrażasz sobie:
      „Daj jej przymierzyć Twoje ciuchy – i tak już z nich WYROSŁAŚ – i co się denerwujesz? Zobacz jaka śliczna, jaka młodziutka. No jak tu jej nie kochać?” – pyta Twój mąż z czułością. Trudno się dzieciakom dziwić, że tak reagują na konkurencję :)

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.