Waga ciężka

Kiedyś byłam jak butelka coca coli – szczupła, zgrabna z fajnym wcięciem w talii, a jednocześnie z kobiecymi krągłościami. Miałam nadzieję, że ciąża nie zmieni mej sylwetki permanentnie – to w końcu stan przejściowy – brzuszek powinien rosnąć ale reszta już nie!

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Zwłaszcza gdy taka „ciężarówka” musi przetrwać całą zimę siedząc w domu i nie pasąc się za bardzo, chociaż zachęty czyhają na każdym kroku – tu lodówka, tam szafka na przekąski.. Na dodatek miałam lekarski zakaz chodzenia na basen, profilaktycznie w obawie przed infekcjami intymnymi, więc ulubiony wysiłek fizyczny poszedł w odstawkę. Termin porodu miałam na czerwiec, a na początku kwietnia byłam dalej w dobrej formie – codziennie robiłam ćwiczenia rozciągające na karimacie i ćwiczyłam na stepperze. Bo jestem zdania, że do porodu też powinno się być przygotowanym – w końcu to duży wysiłek fizyczny.

Od kwietnia wszystko się zmieniło – lekarz kazał mi bezwzględnie odpoczywać, bo pojawiło się ryzyko przedwczesnej akcji porodowej. Takie dwa miesiące siedzenia w fotelu są zabójcze dla kondycji – a zwłaszcza dla nóg, które delikatnie mówiąc zaokrągliły się tu i tam. W każdym razie z wagi początkowej 54 kg, jaką miałam przed ciążą, zrobiło się 69 kg – przytyłam 15 kg – niby w ciążowej normie, ale w górnej granicy. Kilka kilo mniej też byłoby zdrowe, ale czy to wszystko ważne, gdy koncentrujemy się na wydaniu na świat małego człowieka? Wiadomo, że to drugorzędne – co nie znaczy, że zupełnie nie ma znaczenia. Wkurzyłam się, gdy jedna osoba z rodziny widząc moje zdjęcie z trzytygodniowym Młodym napisała mi w wiadomości, że konkretna, spora baba się ze mnie zrobiła. No OK, wszystko rozumiem, prawdziwa cnota krytyk się nie boi, ale.. 3 tygodnie po porodzie?? No heloł, wiadomo, że nie będę wyglądać jak modelka Victoria’s Secret!! Ręce opadają.

Oczywiście byłam zdeterminowana, by pozbierać się do poprzedniej wagi i kondycji. Cała moja determinacja musiała jednak stawić czoło potężnemu wrogowi – zmęczeniu po całodziennej opiece nad Młodym. A zmęczenie było wielkie – powodowało, że potrafiłam usnąć na karimacie podczas ćwiczeń z Mel B. Szybko z ćwiczeń zrezygnowałam (chociaż początkowy entuzjazm był duży, o czym pisałam tutaj), po prostu nie miałam ich kiedy wykonywać. Na domiar złego mimo, że karmiłam dziecko piersią chudłam bardzo powoli. Ale mimo wszystko rok po porodzie przywitałam z niewielką czterokilową nadwagą. Znów byłam butelką coca – coli. Wprawdzie trochę większą, już nie smukłą szklaną 0,2 l, a bardziej tą plastikową litrówką. No ale przynajmniej proporcjonalną!

Rok po porodzie pojawiły się również dwie kreski na teście ciążowym, więc o dalszym spadku wagi nie może być mowy – a wręcz przeciwnie, moja waga rośnie i to w zastraszającym tempie. W 23 tygodniu ciąży mam już 63 kg, czyli duuużo dużo więcej niż w 23 tygodniu ciąży pierwszej.  Kropka pęcznieje w moim brzuszku, a wraz z nią rozrastam się i ja, mimo, że staram się odżywiać racjonalnie, jeść razowe pieczywo, dużo warzyw i owoców, pić wodę mineralną, a na przekąskę przegryzać orzechy i suszone owoce. Zresztą nie jest to dla mnie duże wyrzeczenie – lubię warzywa i owoce, a woda mineralna jest moim zwykłym codziennym napojem poza herbatą.

Ale tak idealnie to znowu nie jest – przyznam się bez bicia, że poza spacerami nie uprawiam obecnie żadnego sportu – karimata leży zwarta i gotowa, ściąga z zestawem rozciągających ćwiczeń ciążowych leży zachęcająco na toaletce.. od miesiąca. A ja.. no cóż. Nie mam ochoty ćwiczyć. I czasu. Wiem, że to ważne, ale jest tyle innych rzeczy do zrobienia. Na domiar złego mam ciągłą ochotę na słodkie jedzenie, ze szczególnym uwzględnieniem ciast. Nie wiem, czy to wpływ małej dziewczynki w brzuchu, czy to po prostu jesień pcha mnie w stronę szarlotek i serników. Faktem jest, że jak tak dalej pójdzie, to skończę jako wielka dwulitrowa butla z gazowanym napojem! Oczywiście teraz najbardziej interesuje mnie to, by moje maleństwo było zdrowe i zadowolone, więc cóż mogę zrobić, jeśli nie dostarczać jej odpowiedniej ilości sernika. A rozmiarami coca colowych butelek będziemy się martwić na wiosnę.

P.S. Oczywiście od jutra zacznę moje ćwiczenia rozciągające. Obiecuję!

parawan4

Po lewej – mój brzuszek w ósmym miesiącu pierwszej ciąży, a po prawej lokator brzuszka 11 miesięcy później. Więcej zdjęć z sesji z parawanem tutaj.

24 comments

  1. anluna says:

    Nie ma co się martwic na zapas. Przy dwójce dzieci będziesz miała tyle roboty i ćwiczeń na co dzień, że nawet nie zauważysz kiedy znikną ciążowe kg. Na razie najważniejsze jest maleństwo w Twoim brzuchu :)

  2. Zojka Mama says:

    Ja przy drugiej ciąży też tyję jakoś za dużo. Apetyt na słodycze może faktycznie jest związany z tym, że to dziewczynka:). Nie przejmuję się bardzo, bo skóra wygląda mimo to jakby była w świetnej kondycji i liczę na to, że po porodzie szybko wrócę do normalnej wagi (szybko nie znaczy łatwo;)). A teraz staram się pilnować, ale też pamiętać, że najważniejsze jest zdrowie maleństwa. Ćwiczyć przestałam jakiś czas temu, bo już nieduży wysiłek powoduje duże konsekwencje dnia następnego. Już się nie mogę doczekać, kiedy znów zacznę biegać.

  3. Moniq Ch says:

    Słodycze…hmmm…też na nie mam ochotę to straszną….choć staram się zamieniać je na owoce…
    Nie ma ci się przejmować na zapas, wrócisz do formy.
    Będzie dobrze…teraz najważniejsza jest Dziewczynka :)
    Choć ja już myślę o mojej aktywności przed ciążą – czy będę miała tyle siły i samozaparcia.

    pozdrawiam

    • Ruby Soho says:

      Też staram się zamieniać słodycze na owoce, ale mam niedosyt jedząc te owoce… Dziwna sprawa, że nie interesują mnie wszystkie słodkie batony i czekoladki – gdybym mogła, to piekłabym codziennie ciasto. Owocowe oczywiście, albo sernik – toż to samo zdrowie, ser, owoce i takie tam :))))) Gdy byłam w ciąży z synkiem to jakoś jedzenie owoców i bakalii zaspokajało moje słodkie potrzeby. Teraz nie ma o tym mowy. Jednak dziewczynka to dziewczynka :)))

  4. Ola Fefkunia says:

    Co się martwisz kochana :). Ja przytyłam bardzo dużo w ciąży z Gabi, ale zaraz po porodzie spadło mi 15kg, teraz (3,5 miesiąca od porodu) zostało tylko 3kg. Ja przed ciążą nie jadłam nic słodkiego za to pod wpływem małej dziewuszki oszalałam na punkcie słodkości :). Może dziewuszki już tak mają?

    • Ruby Soho says:

      No to pozazdrościć – ja moje 15 kg zrzucałam i zrzucałam i zrzucić nie mogłam :) Co nie jest w sumie dla mnie typowe, bo zawsze miałam super legendarną przemianę materii. Mam nadzieję, że dwójka maluchów będzie dla mnie jak najlepsza siłka na mieście i pozbieram się jakoś do wiosny :)))

    • ja ze słodyczami mialam tak, jak ola, chociaż nosiłam syna. a teraz? dzień bez słodkosci to dzień stracony;p na szczeście po ciąży mam o 5 kg mniej niż przed nią ;)

    • Ruby Soho says:

      Różnica faktycznie mała, ale właśnie tak chciałam, by potem móc pozbierać się po dwóch ciążach – gdybym miała w perspektywie kolejną za 4 lata, to skąd wziąć motywację, by wrócić do formy? A poza tym raz wyjdziemy z pieluch i już będzie okej. chociaż początki mogą być ciężkie:)

  5. Nina says:

    Hmmm…zatem trzymam kciuki, abyś nie miała już ochoty na nic słodkiego do końca ciąży :D

    A co do ćwiczeń to chyba najtrudniej zacząć, ale wydaje mi się, że jak raz wykonasz zestaw to poczujesz „moc” i nie odpuścisz już kolejnych ;)

  6. Kochana, wiem, że z reguły mówi się „nie przejmuj się, ważne aby było zdrowe, a potem będziesz zrzucać”. Powiem tak – mam 2 synów 11 i 14 lat. W obu ciążach przytyłam po 20 kg, czyli z 50, skoczyłam na 70. Po pierwszej zrzuciłam, po drugiej już był problem z 5 kg. Teraz urodził nam się synek, dzisiaj kończy miesiąc :). Waga z jaką startowałam to już 58 kg, bardzo się pilnowałam jeśli chodzi o wysiłek fizyczny – codziennie spacery minimum 1 godzina, codziennie gimnastyka, przy „Faktach” lekko, machanie nogami, przysiady okrakiem, damskie pompki – lekko i delikatnie. Też bałam się, że przeskoczę sporo ponad 70, bo jakoś w 24 tygodniu moja waga w porównaniu do poprzednich ciąż była ogromna !!! Koniec końców miałam 74 kg :) Teraz po miesiącu ważę 62, karmię piersią, codziennie spacerujemy około 2 godzin, latam jak dzika po mieszkaniu, noszę małego, robię sobie ćwiczenia na nogi z nim na rękach. A dieta?? Jestem łasuchem, szczególnie jak karmię :). Prawie codziennie muszę zjeść coś czekoladowego, albo żelki :)))
    Trzymaj się dzielnie, nie przejmuj co mówią, czasem to nie wynika z tego, że jesteśmy obżartuchami, ale naprawdę dziecko tyle potrzebuje ! Mój Oleniek miał 4390g !!! I jeszcze do tego miałam za dużo wód. Jak wyglądałam, możesz zobaczyć na moim blogu :))) jest też aktualne zdjęcie :)

    http://jagodowyzakatek.blogspot.com/

  7. A ja z kolei martwiłam się w ciąży, że nic nie tyję :-). Serio, w szóstym miesiącu dopiero mi waga drgnęła, ostatecznie w czasie całej ciąży przytyłam 5 kilogramów. Martwiłam się bardzo, czy coś ze mną jest nie tak, albo może ciąża źle się rozwija. My kobietki zawsze znajdziemy sobie powód do zamartwiania :-).
    Ps. W ciąży wyglądasz cudownie – to zdjęcie jest boskie :-).

  8. Eko Ubranka says:

    Ja przytyłam prawie 30 kg. Co ciekawe wcale dużo nie jadłam, ale mnóstwoooooo piłam wody. No i też po ciąży przestała mi smakować czekolada, a wcześniej zjadałam jedną dziennie:) Ps. Też mi się nie chce wstać z fotela ostatnio (a w ciąży nie jestem:))

    • Eko Ubranka says:

      Szczupła? KOCHAAAAAAAAAM!! Strasznie dużo jem, uwielbiam to, a do tego nie piję kawy bez słodkiej drożdżówki:). Dużo jem, ale też dużo piję, biegam za dzieckiem…Szybko zrzucisz przy dwójce:) A tak poza tym jeszcze to W KOŃCU WIDAĆ, ŻE JESTEŚ W CIĄŻY!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.