W aucie piszę..

.. bo właśnie jesteśmy w drodze. Pulpety zasnęły na tylnym siedzeniu, jest miło, jest cicho. A jeszcze przed chwilą byliśmy w domu i.. opadały nam ręce w poczuciu niemocy. Wyjazd do Dziadków Z Gór to zawsze dobra okazja by zrewidować nasze umiejętności organizacyjne, zwłaszcza, gdy pakujemy się w dzień wyjazdu.

Ja próbuję układać coś w torbach podróżnych, Młody kręci się dookoła i wrzuca bezładnie różne przypadkowe rzeczy do tychże toreb, zapewniając całe otoczenie, że on „pomaga mamie”. A chwilę później życzy sobie „miętkę” i reaguje prawdziwą rozpaczą, bo akurat „miętka” się skończyła. Jakoś uspokajamy Młodego i próbujemy pakować się dalej, wśród pisków i krzyków Kropki, która wrzuca piąty bieg za każdym razem, gdy mnie zobaczy, krzątającą się po domu. I pędzi na czworakach w moim kierunku w niewiarygodnym tempie, by się wspiąć po nogawce.. można by wręcz rzec, że galopuje :).

Pakowanie się w ich towarzystwie to prawdziwa tortura, zawsze w pośpiechu, nerwach i chaosie. Poza tym zawsze towarzyszy mi przeświadczenie, że zabieramy za dużo rzeczy i, że w domu dziadków przywita nas ten „judgemental look”, gdy wniesiemy 100 – litrową torbę naszych dzieci do ich niewielkiego salonu. A potem dołożymy do niej nasze torby weekendowe, by całą konstrukcję ukoronować stertą pieluch z nocnikiem na szczycie. Dziadkowie oczywiście nie serwują nam żadnych „judgemental looks”, ale być może dziwią się.. na cholerę nam to wszystko. Gdy przyjeżdżamy NA JEDNĄ NOC :).

Wyjazd wyjazdem, a tymczasem wrzucam trochę bieżących zdjęć z jesiennych spacerów i ogólnie.. z naszych zmagań z życiem:). Uprzedzam pytania o śpiwór Kropki – to Bundleme z JJ Cole Collections. Otrzymała go już na chrzciny od Ojca Chrzestnego, ale to było w lipcu i z racji ówczesnych upałów, nawet nie chciało mi się go przymierzyć do wózka, tak abstrakcyjny mi się wówczas wydawał ten zakup. Co innego teraz – Kropka przesypia w nim każdy spacer, a ja zachwycam się jego prostą elegancją i przytulnością. Wybrałam wersję od roku do trzech lat – bo Kropka coraz bliżej roczku, więc nie było sensu inwestować w coś tylko na chwilę. Śpiworek przeznaczony jest na jesień, wiosnę i lekką zimę – są też nieprzemakalne, ekstremalnie zimowe śpiworki tej samej marki ale nie chodzimy na spacery w zamiecie śnieżne, więc jakoś nie widzę sensu takiego zakupu. Możecie mieć inne zdanie – tak naprawdę wszystko zależy od indywidualnych potrzeb, trybu życia, sposobu przemieszczania, itp.

Ogródek w jesiennej odsłonie. Basen schowany,  piaskownica stoi oparta o płot, ale.. i tak jest fajnie.
Pogoda bywa tak piękna, że ostatnio obeszliśmy nasze ulubione jeziorko dookoła. Niby żaden wielki wyczyn, te 6 czy 7 kilometrów po asfalcie z wózkiem i małym chłopczykiem. Niestety mały chłopczyk postanowił włączyć opcję ‚maruuudaaa’ i Tatuś niósł go przez niemal całą drogę na barana. Więc.. dla niektórych to jednak był całkiem konkretny wyczyn.
Jak spacer nad jeziorem, to i kawka u Pana Samochodzika. Młody popija swoje hipsterskie cieplutkie kakao z papierowego kubeczka.
Z innych istotnych newsów o zasięgu światowym – u fryzjera byliśmy. Młody ma swoją stałą panią fryzjer odkąd skończył roczek, a tajemnicą poliszynela jest to, że autorka tego bloga również oddaje swoją fryzurę w ręce pań z dziecięcego salonu „Lucky Look’ w Chorzowie. Gdy już zyskałam nowy ‚look’ i wypiłam aromatyczną herbatkę, a Młody został poddany postrzyżynom wpatrując się nieprzytomnym wzrokiem w kreskówki na małym ekraniku, wzrok całej ekipy padł na czterozębną Kropkę. A konkretniej na jej niemowlęcy nieład na głowie. Nieład wprawdzie dość niepozorny, w kolorze blond i całkowicie niewidoczny na poniższym zdjęciu (nota bene zdjęciu o smartfonowej, niezbyt wyględnej jakości), ale już miałam dość zaczesywania dłuższych kosmyków na boki i codziennej walki, by nie miała fryzury „na Adolfa”. Teraz jest o niebo lepiej – równiutka chłopięca fryzurka jest moim zdaniem lepszym wyjściem niż długie i nierówne niemowlęce pióra:). A ponieważ jesteśmy już w górach, to zostawiam Was z czterozębnym uśmiechem naszej bohaterki i zamykam laptopa.
Pozdrawiamy!

10 comments

  1. mama silesia says:

    Śpiworek super, a fryzjera też chyba z B. odwiedzę, bo już sił nie mam do obcinania tych jego mega super hiper szybko rosnących włosów, tyle że jak on tak mi się już nie daje,to co dopiero pani fryzjerce :) no i miłej wizyty u dziadków!

    • Ruby Soho says:

      Młody lubi chodzić do fryzjera.. wystarczy, że pani odpali bajeczki i już można robić z jego włosami co się chce :) W domu rzadko ogląda to taki efekt uboczny mamy :)

  2. Pola says:

    Mamy taki sam śpiworek! JEszcze po starszaku:) Potwierdzam, jest świetny, arcyprzyjemny i wcale się nie dziwię córze, że sobie przysypia na spacerkach;)
    A galopująca Kropka, to musi być boski widok – swoją drogą te jej ząbki są przeurocze. U nas na razie dwa, cztery górne się przebijają (w bólach…)

    Fajnie macie… w górach… Widzę że pogoda piękna, i okoliczności przyrody takież:) A pakowanie… to jedna z tych czynności, których nielubienie przyćmiewa radość i podjara z tego, co za chwilę;)

  3. tynka says:

    ostatnie zdjęcie zabójcze :)
    a z pakowaniem na noc czy na tydzień co za różnica? przy dzieciach to się trzeba nagimnastykować z myśleniem „i co jeszcze?” ;)
    Babcia mawiała jakoś tak „Lepiej nosić niż prosić” czy coś w tym stylu ;)
    pozdrawiam maluchy :) no i ich Mamę ;p
    bye

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.