Urodziny

Zazwyczaj wychodzili po śniadaniu poszwendać się po ulicach. Zawsze tak robili, gdy z okazji urodzin udało się wziąć wolne i nie biec do pracy, a wyspiarski deszcz nie psuł akurat planów. Jako tło tej historii wyobraźcie sobie niezbyt finezyjne kamienice z czerwonej cegły i senną rzekę, która przepływała obok, by ujść do równie sennego pobliskiego morza. A nad zatoką górowały dwa kominy. Taka sceneria towarzyszyła im każdego dnia.

Przemierzali ulice, czasem zaskakująco słoneczne, ale zazwyczaj jednak deszczowe. Czekali na światłach, by przejść przez most, biały, ażurowy, taki ładny, że zawsze go eksponują na pocztówkach. Tak sobie szli na południową stronę miasta, a tam zatrzymywali się obowiązkowo w ulubionej francuskiej kawiarence, której już chyba nie ma. Świętowali zajadając tartę z owocami i popijając smaczną kawę.

Czasem wybierali się do pobliskiego parku na spacer wzdłuż zadbanych alejek, bujnej zielonej roślinności w kolorze soczystym jak cała wyspa. Prezenty z okazji urodzin dostawała zawsze gustowne. Były raz takie urodziny, że odpakowała z pięknego papieru wymarzoną książkę. Jakiś czas wcześniej wypatrzyła ją na półkach w muzealnym sklepiku. To był album bogato ilustrowany, o grafice w świecie mody. Od starych, dziewiętnastowiecznych rycin, poprzez interesujące rysunki vintage z początku poprzedniego stulecia (tak, mówię o dwudziestym wieku, i tak – musiałam poprawić z „naszego” na „poprzedniego”, bo się zapomniałam!), aż po współczesne. No piękne te ilustracje, mogła się w nie wpatrywać godzinami, popijając leniwe kawki i herbatki, podczas gdy deszcz, tak powszechny nad Zatoką Dublińską, bębnił miarowo w okna. W mieszkaniu było zazwyczaj chłodno, takie tam mają budownictwo, nieocieplone budynki wychładzają się szybko. No więc koc, muzyka, ciepła herbata i książka.

imgp7972

Ale miało być o prezentach. Zdarzyło się, że mąż kupił jej komplet biżuterii. Srebrny z koralem, bardzo gustowny, chociaż niekoniecznie pasujący do jej stylu. Dlatego też, choć piękny, zakładany był tylko kilka razy w roku. Innym razem podpatrzył co też jej się aktualnie podoba i w sklepie „Past Times” wyszukał naszyjnik i kolczyki. To był sklep, który specjalizował się w rzeczach stylizowanych na poprzednie epoki, niestety zamknęli go kilka lat temu. Były tam przedmioty codziennego użytku, w tym biżuteria. Barokowe kolczyki, repliki celtyckich broszek, awangardowe tiary secesyjne, naszyjniki z okresu empire. Najrozmaitsze cuda! Ona zakochała się przede wszystkim w biżuterii w stylu art deco i art noveau. Piękne formy, klasyczne, ale nowoczesne. Czarna emalia, masa perłowa i srebro. I jeszcze opływowe jak te kolczyki lilie art noveau. Odpakowała papier prezentowy i zobaczyła te małe błękitne pudełeczka z napisem „Past Times”, i już skakała z radości.

W tym samym sklepie kupił jej kiedyś kufer na biżuterię, również stylizowany na art deco, czarny, błyszczący, do tej pory stoi na jej toaletce. Innym razem, to chyba na Gwiazdkę, specjalnie poszedł na drugi koniec miasta po wielką etniczną torbę, do której wzdychała od miesiąca. Niedawno wymieniała w niej suwak, ale do tej wyszywanej kolorowo torebki dalej ma wielką słabość. Innym razem dostała buty. To już delikatnie sugerowany prezent, przy czym słowo „delikatnie” wypadałoby wziąć w olbrzymi cudzysłów. Czarne szpile, wiązane z przodu na dużą kokardę. Wysokie, ale bardzo wygodne. Stała przed nim, mierzyła tego buta, stukając obcasem na prawo, na lewo. Tańcząc niemal po sklepie, wyginając się. No popatrz, no popatrz. I co? I co? Jak myślisz? Ładne? Trochę drogie, fakt.. ale ładne? Jak myślisz?

W dniu urodzin znalazła charakterystyczne podłużne pudełko. Te buty! Cudownie! Uff, pamiętał jaki rozmiar! A potem oczywiście szli świętować. Za dnia do kawiarni. Wieczorem zwiedzać puby, pić piwo i przekrzykiwać zbyt głośną muzykę.

imgp7974

Każdy lubi spersonalizowane prezenty. Skrojone na miarę, przemyślane, wyjątkowe. Wymagające zachodu. Więc pomyślcie sobie jak ona się poczuła kilka lat później, gdy z kolorowego papieru odpakowała kosmetyki. Krem do rąk, lakier do włosów.. O najzwyklejszych, drogeriowych kosmetykach tu mowa, nie o żadnych ręcznie robionych cudach, w modnych minimalistycznych pudełeczkach, albo takich co się miesiąc w lodówce trzyma.

Jak myślicie, jak ona się poczuła?

Gdy obudziła się w dniu swoich urodzin z niemowlęciem przy piersi i przez godzinę nigdzie nie musiała się spieszyć, bo mąż zadeklarował, że ogarnie starsze dzieci. Z niemowlaczkiem tuliła się więc, patrząc w oczy, całując po nóżkach, po główce, wąchając wciaż pachnące mlekiem ciałko, przykładając swoją twarz do jego malutkiego policzka, i trąc nosem o jego brzuszek, co powodowało fale niepohamowanego niemowlęcego śmiechu.

Z kuchni dobiegały różne odgłosy. Mikser chyba. Krzyki. Rozróba na maksa, ale nic to. Ma nie wychodzić, to nie wychodzi.

imgp7978

Wreszcie pojawili się wszyscy – mąż, czteroletni synek i dwu-ipółletnia córeczka – śpiewając głośno „Sto lat”, ku zaskoczeniu niemowlęcia. Mąż niósł tort, własnoręcznie zrobiony tego ranka, obficie oblany czekoladą. Na torcie były świeczki, z jednej strony trzy, z drugiej cztery (co wcale nie oznacza, że ona skończyła siedem lat). Dzieci w rączkach ściskały kartki. „Mamo zobacz, dla ciebie zrobiłem te rakiety. I słońce z niebieskim promieniem”. Kartki takie koślawe, fioletowa z czarną toporną rakietą, no najpiękniejsza na świecie! Od razu wiadomo, że to od syna, a nie jakieś tam łzawe kwiatki i serca. Gdy już się nazachwycała kartkami, rozpakowała prezenty.

Potem schowali tort do lodówki (wszak było jeszcze wcześnie rano) i zjedli śniadanie przygotowane przez męża. Jedząc rozmawiali, a on opowiadał jak to z dziećmi rano piekł tort. Nie było to łatwe, zważywszy na fakt, że dzień wcześniej, przed północą wrócili z gór i lodówka była pusta. Pojechał więc z dwójką starszych do marketu po składniki, na szybko kupując również „prezenty”, by wraz z dziećmi móc coś zapakować dla mamy. Wręczając je z przepraszającą miną. Bo wiadomo. Kasy przed wypłatą niezbyt dużo, czasu też nie było. Tego zawsze jak na lekarstwo. Nie było kiedy dumać co też ona zechciałaby dostać – czy biżuterię, w której ostatnio wcale nie chodzi, czy szpilki, których do ogrodu nie używa, czy też albumy z ilustracjami, których grzbiety pięknie wyglądają na półce, gdy się ją przeciera wilgotną szmatką.  Nie było kiedy dumać, nie było kiedy jechać.

Po południu spotkali się z bliskimi, jeszcze raz zaśpiewali „Sto lat” i zjedli ten tort, zrobiony na poczekaniu, który oczywiście okazał się genialny, taki, że aż trzy razy sobie dokładała na talerz. Tata wycałował ją w policzki, Mama ją uściskała mocno, patrząc w oczy z takim wilgotnym spojrzeniem. Bo to przecież nie tylko święto człowieka, który się urodził. Z wiekiem coraz częściej myślę, że to przede wszystkim ogromne święto każdej Matki! Dzieciaki umorusane od tortu nie odpowiadały na pytania, czy im smakuje. Bo gdy im smakuje, to nie mają czasu na konwersacje. Najmłodszy posyłał wszystkim uśmiechy całym sobą, całą buzią, takie radosne.

Jak myślicie, jak ona poczuła się tego dnia?

Powiem Wam, chociaż to chyba jasne.

Poczuła się najszczęśliwszą, najbardziej kochaną osobą na świecie. W domu pełnym miłości (i wrzasków, krzyków, nerwów też, to wiadomo, nie muszę przypominać), ale tak bardzo kochaną, że nie wiem, czy można jeszcze bardziej, czy można mieć jeszcze więcej szczęścia!

Happy Birthday To Me! :)

imgp7638 imgp7875 imgp7881 imgp7887 imgp7892 imgp7898 imgp7899 imgp7900 imgp7902 imgp7909 imgp7915 imgp7919 imgp7986 imgp7989 imgp7994 imgp8030 imgp8031 imgp8046 imgp8047 imgp9273 imgp9284 imgp9297 imgp9298

20 comments

  1. Magda Z. says:

    Pięknie malujesz słowem! Bardzo sugestywnie, a przy tym z pomysłem… Życzę Ci,by w Twoim otoczeniu nigdy nie brakło tych, którzy będą kolorować Twe życie razem z Tobą i dla Ciebie. A po przeczytaniu Twego tekstu i refleksją nad własną codziennością dochodzę do wniosku, że szczęście to suma małych radości. PS. Po co komu wyszukane prezenty, gdy ma obok siebie tyle cudnych, bosych stópek…:D

    • Agata / Ruby Times says:

      Może kiedyś jeszcze zdarzy się taki we dwoje, może nie cały dzien, ale chociaż kawałek.. ;)

  2. Radoshe says:

    Cudowny wpis! Jeszcze raz gorące uściski. Mogłabym napisać życzenia, aby każdy dzień wyglądał jak ten, ale to chyba zupełnie zbędne ?

  3. e-milka says:

    Wszystkiego najlepszego! Czyli Waga, jak moja sp. Mama i corka. Wiedzialam ;) Sliczna sukienka, ten kolnierzyk pensjonarski jest boski!
    Dalas mi do myslenia. U nas podobnie – ostatnio wreczylam Mezowi prezent tydzien po urodzinach, wlasnie dlatego ze wczesniej nie bylo czasu, by sie nad zakupem zastanowic, a na chybcika nie chcialam. I chyba, mimo wszystko, bylo mu przykro (oczywiscie, znasz facetow, im nie jest przykro, oni to inaczej wyrazaja). A czy ja jestem lepsza – w moje urodziny regularnie sie obrazam, trudno mi cos podarowac, bo twierdze, ze nic nie chce, a potem jednak jakos czuje sie zawiedziona. Jakos tak przypominam Klapouchego. Ty piszesz, to co ja tez powinnam myslec, i jakas czastka mnie tez tak mysli, ze wiadomo jak jest. Ale gdzies jest lek, ze sie od siebie oddalamy, jesli juz nawet nie wiemy, co sobie podarowac. A moze to jest tylko symptomatyczne dla tego opiewanego rush hour of life? Bo sa po prostu inne priorytety. Nie, ze nie jestem wdzieczna losowi, za te dzieciaki moje i za wszystko, przeciwnie. Chyba jednak za duzo sie martwie, a za malo zyje.

    • Agata / Ruby Times says:

      Ja myślę, że to właśnie taka rush hour, człowiek nie ma czasu pójść do toalety w spokoju, a co dopero wybierać prezenty! :D

  4. mamamagda says:

    Wszystkiego co najlepsze ? !!! piękne miałaś urodziny ? a opisane są tak ze sie czyta jednym tchem pomimo ze z pokoju od dzieciaków dochodzą makabryczne odgłosy walki tak wiec pora jednak sie zawijać ?

  5. mamamagda says:

    A i jeszcze chciałam o mapie – zgapiliśmy, kupiliśmy i jest rzeczywiście swietna ? radocha starszego ( no bo co tu od ledwo roczniaka wymagać ochów i achów nad czymś co ani za bardzo pogryźć ani poszarpać nie idzie ?) ogromna ? a o to przeca chodzi! Zaszaleliśmy i wzięliśmy w pakiecie z mapa Polski, tez genialna!!

  6. Ola says:

    W erze „przed dzieckiem” na urodziny z mężem zapraszaliśmy się na różnego typu wyjścia – głównie teatr, czasami kabaret. Zawyżaliśmy tym samym średnią krajową bo wychodziliśmy minimum dwa razy w roku do teatru ;-) Potem było niemowlę i budowa domu więc nie było czasu, sił i możliwości na świętowanie tego typu świąt. W tym roku w końcu zabrałam męża na urodziny na koncert, więc idzie ku lepszemu. Chociaż nie miałbym nic przeciwko żeby spędzić urodziny tylko z moją rodziną, leżąc długo w piżamach, wygłupiając się na łóżku, jedząc dobre śniadanie… Po prostu ciesząc się z bycia razem. Może człowiek z wiekiem ma mniejsze wymagania, albo to kwestia priorytetów. Agato, miałaś piękne urodziny, a lakier do włosów zawsze się przyda :-D

Pozostaw odpowiedź Pola - Odpoczywalnia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.