Urodziny i dinozaury

Słońce padało właśnie na świat pod czarującym kątem wydłużając cienie drzew i przyjeziornych zarośli. Tafla wody połyskiwała w tych popołudniowych promieniach, a ptaki wykrzykiwały swoje serenady tuż nad naszymi głowami. To był wyjątkowy dzień, podczas którego co chwilę wzruszenie ściskało za moje gardło.

Gdy tylko przypominałam sobie to niemowlę w błękitnej czapeczce, które otrzymałam do rąk własnych dokładnie sześć lat wcześniej. Mikroskopijne pozginane jeszcze śmiesznie, prosto z brzusznych niewygód, z tej ciasnoty wewnętrznej kawalerki. Czerwone, przestraszone i bardzo, bardzo przytulone do mnie. Pierwsze tak małe dziecko, jakie kiedykolwiek trzymałam na rękach, z całą niewiedzą, jaką tylko można mieć. Z totalnym nieprzygotowaniem do roli matki, z karkołomnym „jakoś to będzie”, z ogromem naiwności, ale również z morzem miłości, bliskości, z sercem na dłoni.

I teraz to gigantyczne stworzenie o poważnych oczach, o długich rękach i nogach, które głaskam czasem pieszczotliwie pytając jak to możliwe, że zmieściłeś się do mojego brzucha? Takie wielkie kolano? A on odpowiada wtedy lekko znudzony, przewracając oczami: „Mamoooo, no przecież ja wtedy byłem bardzo mały!”

Od kilku miesięcy niemal codziennie słyszałam o urodzinach. O kolejnych wypasionych prezentach, jakie chciałby dostać, a pojawiały się ich całe listy! Szczegóły dotyczące sugerowanych dań (rosół), przekąsek (frytki), słodyczy (lody, tort czekoladowy, jeszcze więcej lodów), oraz wszelkie wskazówki, dzięki którym dzień miał być idealny.

Najbardziej rozczulił mnie jeden postulat:

„Na urodziny chciałbym dostać paczkę gorgonzoli” – powiedział kiedyś przy śniadaniu. No naprawdę, co za człowiek!

Od pewnego czasu wśród postulatów zaczęły jednak dominować dinozaury. Dominować nie tylko swoim rozmiarem. Po prostu rozpanoszyły się w naszym życiu, co akurat jest miłą odmianą po zupełnie jałowym czytaniu o różnych tam Lego Nexo i Ninjago – takie dinozaury to przynajmniej wartościowa wiedza. A ile sama się zdążyłam nauczyć w ciągu  ostatnich miesięcy, to nie macie pojęcia!

Odróżniam już stegozaury od triceratopsów i pentaceratopsów, a parazaurolofy od spinozaurów.. że wiem jakie są ptasiomiednicze, a jakie gadomiednicze. Nawet na gastrolitach się znam, no naprawdę! Czy są tu jakieś matki kilkuletnich dzieci, które wiedzą o czym rozmawiam i chcą przybić piątkę?

Od kilku miesięcy cierpliwie mówiłam mu, że jeśli chodzi o prezenty, to zobaczymy. Że nie można mieć wszystkiego – to przede wszystkim, ale również, że jeśli się o czymś marzy, to warto na to poczekać, wtedy bardziej cieszy.

Tymczasem zrobiliśmy sobie ciche, rodzinne urodzinki. Jeszcze przed obchodami w towarzystwie rodziny i kumpli.

Postanowiliśmy po prostu pobyć razem.

Spacer. Kolacja. Wzruszenia nasze, gdy on odpakował prezent. Gdy patrzyłam na zachwycone oblicze. Rety! Cała encyklopedia dinozaurów! Niby dla starszych dzieci, ale już od dawna nie zwracam na to uwagi, moje dzieci również. A zaraz potem niemal żałuję zmuszona do wielokrotnego czytania. Ale potem znowu jestem dumna.

Gdy on zaczyna wykład o metorycie, który uderzył w ziemię, o trujących gazach i erupcjach wulkanów. O tym jak wymarły rośliny, a po nich dinozaury roślinożerne, a co za tym idzie mięsożerne. Mówi miarowym tonem, spokojnie, rzeczowo. No Ross Geller z „Przyjaciół”, wypisz, wymaluj, mówię Wam!

Wszystkiego dobrego, Chłopaku!

Może kiedyś wykopiesz prawdziwe dinozaurowe pozostałości i wykład wygłosisz przed zacnym audytorium naukowym, gdzieś na prestiżowym uniwersytecie, kto wie? Może będę siedzieć na widowni z wilgotnym spojrzeniem, przypominając sobie pamiętną encyklopedię i pierwsze przeczytane słowa, gdy sklecałeś mozolnie literka po literce.. I wcale nie „dom”, ani „kot”, ani nawet „Ala”.

Tylko od razu.. „a-r-g-e-n-t-y-n-o-z-a-u-r”!

EDIT: Musiałam dodać ostatni akapit niejako na zamówienie, gdyż pewna stała Czytelniczka zarzuciła mi dzisiaj w luźnej rozmowie, że wpis ten nie ma końca, i ona dopiero się rozkręcała z czytaniem, a tekst się wziął i urwał bez sensu zaraz za Ross’em Geller’em, zostawiając coś w rodzaju niedosytu. Odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą, że podczas publikacji czekał zarówno bób, fasolka, jak i ziemniaki na przetworzenie, również pranie w zielonej balii, mokre i stłamszone, czekało aż je rozwieszę na suszarce, i wreszcie stado dzieci czekało przy drzwiach aż wyprowadzę je do ogrodu, więc puenta literacka została niejako zepchnięta na drugi (a może nawet i czwarty) plan.

Cóż mogę powiedzieć? #momlife!

10 comments

  1. e-,milka says:

    Stegozaury i tryceratopsy tez rozpoznaje odkad mam dzieci, niestety co do reszty musze sie jedynie domyslac. Ale kazdemu jego „p***o” – za to bezblednie rozpoznam lokomotywy Rocket i Big Boya, a nawet, mimo nic nie mowiacej mi nazwy, TGV (no i ktora jest amerykanska). :) Lubie Twoje wpisy, a te sentymentalne to juz w ogole. Na tyle, ze o maly wlos nie polecialabym do nocnego po ta gorgonzole, dopakowala kilka Schleich’ow tematycznych na dokladke i wyslala w paczce do Mlodego. Opamietalam sie jednak, ze przeciez nie znam adresu. :) To chociaz w sieci moge Was spotkac i miec tym samym dyskretny udzial w Waszym zyciu.

    • Agata / Ruby Times says:

      Kochana jesteś, zapewniam że zakupiliśmy urodzinową gorgonzolę, nie mogło być inaczej :D

  2. Zuzi Clowes says:

    Uwielbiam cały wpis, tak samo jak tego sześcioletniego (!!!!!) Chłopczyka. A zakończenie najbardziej ?

  3. KrystynaW says:

    Sto lat dla jubilata. Powinnaś objąć patronat nas PR’em jeziora Pogoria bo tylko w twoim obiektywie wygląda niczym jezioro Garda :)

    • Agata / Ruby Times says:

      Dzięki :)
      Odpowiednia pora, odpowiednie miejsce i oświetlenie :D
      Nie że plaża w lipcu między parawanami i grillami :D

Pozostaw odpowiedź Agata / Ruby Times Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.