The Story Of..

Są takie dni, gdy patrzymy wstecz, rozmyślamy, przypominamy sobie przeszłe zdarzenia i robimy się nieznośnie sentymentalni. Dziś mam właśnie jeden z takich dni. „Co ja robiłam rok temu o tej porze?” Ta myśl towarzyszyła mi dziś non stop, przeplatana westchnieniami i uśmiechami – podczas szorowania domu i usypiania ryczącego Młodego – żeby jakoś osadzić ten romantyzm w twardej rzeczywistości.

IMGP5039 IMGP5042

To był ciepły czerwiec, trochę inny niż ten tu ulewny ponurak. Postanowiliśmy spędzić dzień aktywnie – w końcu to oficjalny termin porodu, trzeba było Młodemu dać wycisk, że tak powiem. Gdy wspinaliśmy się na wieżę widokową lokalnego zamczyska pani z kasy biletowej patrzyła na nas z nieskrywaną obawą. Towarzyszący jej pan zasugerował nam kupno dodatkowego biletu. Młody zaczynał się więc już rysować jako odrębna jednostka w oczach postronnych. Przez cały dzień towarzyszyły mi skurcze co jakiś czas – nie przejmowałam się tym. Ogólnie nasze podejście było ‚very cool’ i ‚take it easy’.

IMGP3200IMGP3927-84-IMGP5053

W Lidlu kupiliśmy piękny koc piknikowy w kratę z nieprzemakalnym spodem. „Popatrz! – zachwycałam się kocem w sklepie – „będzie idealny na pikniki Z DZIEĆMI!”. Musieliśmy go wziąć, mąż przecież nie odmówiłby brzuchatej żonie. Gdy jechaliśmy do domu zasugerowałam mężowi, że te skurcze to chyba jakby częściej. „No ale jak często?” – spytał on. „Nie wiem. Na przykład teraz mam jeden” – odpowiedziałam. „No dobrze, a poprzedni kiedy był?” „Chyba, gdy staliśmy na światłach”- odparłam i dotarło do mnie, że mam regularne skurcze co 15 minut. Ale co tam, w szkole rodzenia mówili, by się nie przejmować i nie gnać na porodówkę od razu. No więc robię ravioli ze szpinakiem. Dużo czosnku i parmezanu do tego.

IMG_0003Tak, moi drodzy: mamy uśmiechnięte zdjęcie z USG:) Mój lekarz był nim zachwycony.

W tym momencie Młody (zwany w okresie płodowym „Kropkiem”) powiedział chyba popularne, nadużywane przez rodaków brzydkie słowo, po czym dodał „Ja już tego dłużej nie zdzierżę. Wynoszę się z tego lokalu!” i wytworzył jeszcze więcej oksytocyny, by dać znać swojej mamie, że czas na poród. Jestem pewna, że to czosnek go wykurzył.

Wzięłam długą kąpiel, tak jak zalecali w szkole rodzenia. Gdy okazało się, że skurcze są wciąż i to co pięć minut postanowiliśmy – no ale na luzie, robiąc kanapki, itepe – jechać do szpitala. Po drodze odwiedziłam rodziców mieszkających tuż obok i musiałam ich uspokajać i prosić by nie dzwonili do nas aż do rana, że sami damy znać co się dzieje. W międzyczasie wybiła północ – a tak martwiliśmy się, że będziemy jechali na porodówkę w porannych korkach. Jakie mądre to nasze dziecko, jak to sobie wszystko zaplanowało.

Co jeszcze zapamiętałam? Krzyki rodzącej kobiety pośród ciszy nocy, dochodzące do nas z sąsiedniej sali porodowej. Akurat, gdy my skakaliśmy na piłce i usiłowaliśmy robić oddechy przeponą. Pobeczeliśmy się oboje, gdy jej krzyki ustały i zamiast nich rozległ się płacz nowo narodzonego człowieka. To była naprawdę magiczna chwila, jedna z takich, których się nie zapomina. Kilka godzin później, z samego rana urodziłam mojego syna. Podobno miałam dość łatwy poród – ale to zdanie położnych. Moim zdaniem bolało jak diabli, ale to już nie ważne. Młody jest z nami od roku. Od roku obserwujemy jego postępy i rozpiera nas duma. Jutro około siódmej rano będzie obchodził swoje pierwsze urodziny. Mówiąc banalnie i tanio-sentymentalnie całkowicie zmienił nasze życie. I całkowicie zmienił nas. Stooo lat, Kochanie***

IMGP5533 IMGP5635 IMGP5664

10 comments

  1. Mamiczka says:

    O, no to wszystkiego dobrego! Dużo zdrowia przede wszystkim, bo to najważniejsze. U mnie poród zaczął się trochę inaczej. Oglądałam Taniec z gwiazdami (wyniki) i nagle ze mnie poleciało. To było dziwne uczucie – tak jakbym sikała, ale nie mogłam nad tym zapanować :D

  2. Mamajaga says:

    spóźnione, ale od serca sto lat dla już nie niemowlaczka!:)
    Ale ma długie nóżki, na tym zdjęciu u Taty na rękach.
    A u mnie o 1szej w nocy zaczęło się lekkie pobolewanie pleców, a kilkanaście godzin później trzymałam w ramionach synka:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.