The Heat Is On – lato w domu i ogrodzie

Lato. Niemożliwie duszno na poddaszu, słońce torturuje nas już od rana wpadając prosto do sypialni i – mimo przemyślnego systemu zasłaniania balkonu i okien – jakiś promyk zawsze musi zabłądzić na śpiących twarzach. Czasem ładna pogoda wygania nas do ogrodu, gdzie spędzamy naprawdę miłe chwile, pod warunkiem, że akurat nie jestem sama z dziećmi i nie muszę gonić za uciekającym synem (zwłaszcza gdy akurat karmię Kropkę.. zaiste ciekawy to widok:).

Ostatnie foty z wózkiem. Poszedł na Allegro, ubolewam, że sprzedał się szybciej niż zakładałam.
Młody chyba już zupełnie przestał uznawać mój autorytet i na „Stój!! Nie będę cię gonić!” w ogóle nie reaguje, co z kolei rodzi pewną niekonsekwencję, no bo ja oczywiście dalej go gonię, szczególnie wtedy, gdy napiera w stronę parkingu. Mimo to zdarzają się też całkiem sielankowe popołudnia, gdy udaje nam się odsapnąć na chwilę przy pysznej lemoniadzie z miodem, porozmawiać, pogapić się na krzaczory w ogrodzie i na brzęczące owady. I placek zjeść. Taki prosty placek na lato, który w niejednym domu zrobił już furorę, a zmieszanie paru składników w misce naprawdę nie jest skomplikowane i nawet przy dwójce dzieci da się znaleźć na to czas.
DSC_6621 DSC_6622 DSC_6636
Czasem leje jak z cebra i wtedy nudzimy się w domu z marudnym Męczy-klockiem, jak ostatnio nazywamy Młodego. Chłopak – poza klasycznym „buntem dwulatka”, „okresem negacji” i innymi atrakcjami, które staramy się sobie tłumaczyć etapami rozwojowymi dzieci (a w żadnej mierze nie własnymi porażkami wychowawczymi) – ostatnio cierpi także na lekkie rozchwianie osobowości.
IMGP7873 IMGP7875
Zaczęło się od .. jedzenia truskawek, a musicie wiedzieć, że Młody je całym sobą. Niosłam go później do łazienki, całego czerwonego upaćkanego owocami, pachnącego niemożliwie truskawkowo, a że byłam akurat w dobrym humorze to szczebiotałam radośnie, jaką to mam małą pachnącą truskawkę (innym razem pewnie klęłabym pod nosem, że taki uświniony – ot, życie!:). Od tego czasu Młody począł pytać pokazując na siebie: „Co to?” (pytania: „Kto to?” jeszcze nie ogarnął), a ja w odpowiedzi wypowiadałam jak zawsze jego imię. „NIE!” – zaprzeczał z mocą i dopiero gdy mówiłam: „truskawka” rozpromieniał się i z wielkim entuzjazmem stwierdzał, że „tak!”. Tak było przez jakiś czas, ale teraz coś się zmieniło.
IMGP7806 IMGP7808

Jak by to powiedzieć.. „Truskawka” kilka dni temu doszedł do wniosku, że jest pszczołą, a co więcej swoją siostrę również uważa za wyjątkowo małą pszczołę. Nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało, ale gdy ostatnio pani w przychodni zapytała go o imię, a on odpowiedział „bzzzzzzzz!!!” a potem z przejęciem zaczął pokazywać rączką jak się zbiera „muń” (czyli miód), to stwierdziłam, że może kwestie osobowościowe wymagają dodatkowego wyjaśnienia. „Czy ja wyglądam na pszczołę??” – zapytałam wczoraj retorycznie, by dać mu do zrozumienia, że z tym udawaniem owadów to tylko taka zabawa, a tak naprawdę jest małym chłopcem. Przez chwilę widziałam jak niebezpiecznie zaświeciły mu się oczy, zupełnie jakby właśnie odkrył prawo powszechnego ciążenia. Zobaczyłam jak wyciągnął rękę w moją stronę mówiąc „bzzzz!!”.. już, już zaczął sobie układać w główce nową wizję świata, więc szybko odpowiedziałam z naciskiem: „Nie. Nie jestem pszczołą. Jestem MAMĄ”. Lekko rozczarowany uznał, że chyba faktycznie. Ale wciąż pokazuje to na siebie, to na siostrę mówiąc: „Bzzzz. DWA.” Dwie pszczoły rządzą w naszym ulu. I wszystko jasne.

IMGP7806 IMGP7808 IMGP7809

Kropka, zupełnie nieświadoma tego, że jest pszczołą, ciągle coś kombinuje. Jej fizyczne możliwości zwiększają się z każdym dniem, z zachwytem i zdumieniem obserwuję jak precyzyjnie potrafi złapać zabawkę, jak świetnie radzi sobie z ćwiczeniami na macie. Tulę ją w ramionach wciąż martwiąc się, że mi tak czas ucieka, że to już prawie pięć miesięcy, że tak szybko przestanie być słodkim niemowlakiem! Jest piękną, pogodną i silną kobietką. Z ciekawością spogląda na brata, próbuje obłaskawić go trochę swoimi promiennymi uśmiechami i czasem nawet jej się udaje, czasem Młody sprawia wrażenie, jakby chciał się z nią bawić. Ale nie namawiam, nie naciskam, tylko obserwuję. I bronię, gdy trzeba.

Z powodu chwilowego braku wózka, Kropka urzęduje w swoim łóżeczku turystycznym po bracie podczas posiedzeń w ogródku. A tak na marginesie, to ta mała dziewczynka ostatnio obrasta nie tylko w niemowlęce fałdki, ale również w stylowe gadżety – post na ten temat w produkcji, więc lepiej uważajcie, by tu nie zaglądać, bo istnieje niebezpieczeństwo wykreowania jeszcze kilku potrzeb.

IMGP7887-22- IMGP7887-23-

I jeszcze mały look na estetyczny koszmar, czyli zabawki Młodego w ogrodzie. Jest tu wszystko, na co się nie godzę w domu. Plastik, tony plastiku! Łopatki, grabki, foremki, autka małe i duże, taczki.. Szał. Istny altankowy horror vacui. Myślę nad jakąś skrzynią ogrodową na to ustrojstwo, bo mi psuje wizję ogrodowej sielanki i ma tendencje do panoszenia się pod stopami..

IMGP7887-30- IMGP7887-31- IMGP7887-32-

Ale wystarczy dobrze wykadrować i.. jest pięknie.

IMGP7887-37- IMGP7887-47- IMGP7887-51- IMGP7887-53- IMGP7887-56-

Pozdrawiam,

Ruby Soho
DSC_6615

26 comments

  1. Domi Z says:

    Ale fajnie tam u Was ! Truskawa aka Pszczoła i Pszczółka 2 są cudowni ! Zakochana w nich jestem :)
    U Kropki już widzę otulacze Aden+Anais które są przepiękne i o których marzyłam, a musiałam kupić Lulujo ze względu na portfelowe sprawy ;) Już się boję do Was zajrzeć ! U mnie potrzeby kreuje moja szwagierka (mama 10 miesięcznej ) która nie wiem skąd, ale znajduje takie cudowne, piękne i drogie rzeczy które ja potem pragnę mięć, ale większość mi się udaje zdobyć więc potem się ze mnie śmieją że z nich ściągam ;)
    Ściskam Was !

    • Ruby Soho says:

      Na szczęście otulacze dostaliśmy w prezencie, bo – mimo mojego rozbuchanego zakupoholizmu i estetyzmu -również uważałam, że tyle kasy za trzy pieluchy (duże i świetnej jakości, ale w sumie jakby pieluchy:) to gruba przesada. Trochę zmieniłam zdanie, ale o tym wkrótce. Jedną Lulujo kupiłam z rozpędu, dla porównania. Też są świetne :)

    • radoSHE says:

      Właśnie sobie uświadomiłam, że wybieramy się nad morze, a ja nie mam (tzn. M.nie ma…)takich otulaczy! Może zrezygnować z wyjazdu?;) Idę zerknąć ile te cuda kosztują, może mnie otrzeźwi.

    • Ruby Soho says:

      Haha, no nie dziwię się – napiszmy to wprost – 3 otulacze (rozmiar 120x120cm) A+A to koszt średnio ok. 200 zł. Po przecenie 180 zł (JAK ZA DARMO:) plus koszt dostawy. Myślę, że to kubeł zimnej wody dla większości społeczeństwa, dla mnie również.. ale cieszę się że je dostałam (w sensie, że Kropka dostała:), bo ich jakość jest cudowna! I już nie chcę sobie bez nich radzić:))

  2. Gdy wspomniałaś o sprzedaży wózka, zastanawiałam się właśnie czym teraz będzie się wozić Kropka, bo przecież niezbyt się Wam opłaca kupować nowy wózek z gondolą w której Kropka pojeździłaby może ze 2-3 miesiące. Dobrze, że macie Tulę, bo jak sama wspominałaś wózek i tak Wam się nie mieścił w aucie.

    A tak na marginesie dodam, że nie mogę wchodzić na Twojego bloga bo się nakręcam na te wszystkie cudowności i cierpię potem z chęci ich posiadania, a na niektóre nie mogę sobie pozwolić ( niestety).

    • Ruby Soho says:

      No widzisz właśnie, nasza sytuacja zmienia się dynamicznie, kupiłam wózek dla dwojga, ale Kropka trochę za mała na jeżdżenie w nim. Podparcia dla plecków w nim brakuje.. a gondola mogła jeszcze posłużyć w ogrodzie. żal.

  3. kejt says:

    Sielankowo i uroczo, aż mi się głupio zrobiło, bo ja z racji mieszkania w środku miasta łażę z dzieckiem po hipsterskich knajpach. Ogród mam u teściów, ale wiadomo, że częściej niż raz w tygodniu nie zniesę:// Łóżeczko masz superfajne i ten otulacz pielucha też fajna, ale tak do końca nie kumam fenomenu tego ustrojstwa- w sensie nie mogę uwierzyć, że to tak głównie do przykrywania służy i tyle kosztuje. No i do otulania, jeśli ktoś otula oczywiście, bo ja na przykład nie otulam:)

    • Ruby Soho says:

      No właśnie – niby duża pielucha z nadrukiem.. więc uczciwie by było gdyby kosztowała tyle co 2 pieluchy. No niech będzie nawet tyle co 3. Młody wychował się bez bambusowych otulaczy, w lecie przykrywany zwykłą tetrą i żyje. Fakt, że są świetnej jakości i odkąd je mamy to się zakochałam i je uwielbiam, ale nie są niezbędne i sama bym nie kupiła..

    • Ruby Soho says:

      Hipsterskie knajpy!!! zazdroszczę :) Ja bym się mogła najwyżej bujać po wsiowym spożywczaku, ewentualnie po barze dla czerwononosych autochtonów ;) To już lepiej w ogródku siedzieć!

    • Zuzi Clowes says:

      Oj tam oj tam! Ja zaliczam i hipsterskie knajpy i ogródki, a na taki jeden zasadzam się już bardzo wkrótce :p
      PS. Otulacze – chcę, mimo że nie otulam – ale czemu to jest takie drogi, jasny gwint!? Kupiłam używaną matę edukacyjną więc oczywiście w ramach poczynionych oszczędności pewnie i tak je kupię :/ Ruby zło!!!!!

  4. Wiola G. says:

    Coś wiem o gorącym lecie na poddaszu.
    Jako dziecko, nastolatka i trochę już jako dorosła jak mieszkałam z rodzicami to uwielbiałam klimat swojego pokoju na poddaszu. Bardzo. Dopóki nie było upalnie. Wtedy to jeden wielki koszmar.
    Pomyślcie o klimatyzacji, jest warta kupna na upały :)

  5. Ola Fefkunia says:

    Potwory ogródkowe nie takie straszne :). Kryzys tożsamości Młodemu przejdzie ot taki kaprys pewnie. Kochana ja jestem na etapie wyboru łóżeczka turystycznego. Błagam poratuj mnie jakimiś radami ewentualnie postem.

    • Ruby Soho says:

      Rety, łóżeczko mamy tylko jedno – to, co wyżej i tylko częściowo spełnia swoje funkcje. Inne, klasyczne łóżeczka turystyczne są za to strasznie toporne i wielkie.. a często po prostu brzydkie.. choć pewnie dużo praktyczniejsze. I tańsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.