Tak. To już!

Moja długa absencja na blogu mogła oznaczać tylko jedno: nasza rodzina wreszcie się powiększyła o małą Kropkę!! Trochę to trwało zanim zabrałam się za pisanie.. głównie przez awersję jaką żywię do klawiatury na smartfonie. Liczyłam na to, że jak już wyjdę ze szpitala i dopadnę do mojego laptopa to wysmażę głęboki piękny tekst na temat ogromu miłości jaka zawitała do naszego domu. Tymczasem po wczorajszym powrocie ze szpitala zaczął się prawdziwy kierat dwuzmianowy: dzienny etat polega na spędzaniu maksimum czasu ze stęsknionym synkiem, a nocny na zajmowaniu się Kropeczką, która wchodzi wtedy w fazę aktywności – jedzenia na zmianę z niespaniem.

Kropka urodziła się w sobotę. Jak wiecie w Walentynki zaliczyliśmy falstart, wizytę w szpitalu i dużo nerwów, więc tym razem, gdy po północy zaczęły się skurcze, postanowiłam nie budzić męża tylko z zimną krwią mierzyć częstotliwość i czekać na rozwój sytuacji. Do szpitala pojechaliśmy spokojnie po śniadaniu, bo skurcze dalej pojawiały się średnio co 15, a potem co 10 minut. Cieszyłam się, z tego że mogłam się pożegnać z synkiem, bo najbardziej obawiałam się nocnego wyjazdu do porodu, bez słowa wyjaśnienia.

Skurcze mierzyłam od 1.35 aż do rana. Chociaż z czasem zaczęłam chyba trochę zasypiać, co widać na zapisie. Kropka urodziła się o 14:37, po dobrych kilku godzinach spacerowania po porodówce i próbach opanowania bólu ćwiczeniami oddechowymi. Sam poród odbył się w wodzie, co było niesamowitym przeżyciem zarówno dla mnie, jak i dla męża, a najlepsze jest to, że wszystko odbyło się szybko: 10 minut, 3 skurcze i już córeczka była z nami. Dodam, że jestem osobą odporną na ból, położna żartowała, że dopiero, gdy zaczęło się „wyciskanie” maleństwa zauważyła jakąś zmianę na mojej twarzy, ale te 10 minut w wannie to było coś strasznego. Ogromny ból, cierpienie nie do opisania, ale chwilę później wielkie wzruszenie, gdy nasza mała rybka już wypłynęła i spojrzała na nas otwartymi oczami spod powierzchni wody.

A teraz jesteśmy już w domu i oswajamy się z nową sytuacją. Młody jak na razie daje radę – jest zdziwiony obecnością małego intruza, ale powoli się przyzwyczaja. Zaczyna po swojemu pomagać – gdy dzidziuś płacze, to on instruuje mnie że „mniam, mniam”, a gdy mała kończy jeść to synek pokazuje mi ze znawstwem jak mam ułożyć ją w kołysce, a sam z wrodzoną sobie delikatnością rzuca jej pluszaka, by nie czuła się samotna.

A całą zmianę sytuacji skwiwował filozoficznie wskazując na mój brzuch i na dzidziusia słowami: „babum-hop-hop-mama”. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że w brzuchu nie ma już Kropki, bo .. wyskoczyła sobie z mamy :).

24 comments

  1. Meg says:

    Pięknie! Gratuluję Wam serdecznie!!! No Młody jest dzielny z okazji „babum-hop-hop-mama” (uwielbiam jak opisujesz, co Młody mówi)!

  2. tynka says:

    gratulacje mamuśka!!
    wiele siły teraz życzę…
    a „babum-hop-hop-mama” REWELACJA!!!
    cieszcie się sobą :) i oby Kropeczce się poustawiały pory dnia… :)

  3. Zuzi Clowes says:

    No i cudnie! Urodziła się w trzydzieste urodziny mojego Towarzysza Męża, a to musi być dobry omen, bo Towarzysz Mąż dobrym tylko omenem może być :) Super że poród w wodzie, ja też się bardzo na taki nastawiam i jeśli tylko mi się poszczęści (a. M. się obróci głową w dół w końcu b. nic strasznego i nieprzewidzianego się do czasu i w czasie porodu nie wydarzy i c. załapię się na jedną jedyną wannę porodową w obleganym szpitalu w którym chcę rodzić i nie będzie w niej żadnej babeczki która miała szczęście zacząć rodzić przede mną) to mam nadzieję że tak to się skończy. Twoje pozytywne wrażenia (mimo dzisięciu traumatycznych minut) jeszcze bardziej mnie utwierdzają w tej decyzji, więc bardzo dzięki! No i witamy Kropkę na świecie, niech rośnie zdrowo, a Wam dużo siły! Buźka!

    • Ruby Soho says:

      15 to dobra data, znam co najmniej 3 fajne osoby, które urodziły się tego dnia.. no teraz już 4. No i jeszcze Twój mąż. Więc data.. wymiata :)

  4. Cudownie! Zazdroszczę, że to już :) Ligota daje radę, prawda? My dopiero w sobotę jedziemy na KTG (na dyżur naszej lekarki), ale pewnie odeślą nas do domu bo „mam się przygotować na poród po terminie”. Czekam zatem i też liczę na poród w wodzie. Pozdrowienia i gratulacje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.