Szare niebo nad wioską

Dziś problem trochę nietypowy, ale tak naprawdę dotyczący nas wszystkich, więc postanowiłam się z nim zmierzyć. Codziennie rano podchodzę do okna i badawczym wzrokiem ogarniam okolicę. Czy można dziś wywietrzyć w domu? Co za dylemat!

Okiem znawcy spoglądam na kominy z sąsiednich posesji: dym siwy, dym szaro-bury, dym żółty. Wietrzenie odwołane. Temat powraca, gdy chcę wyjść z dzieckiem na spacer. Z rana jest to niemożliwe, bo sąsiedzi pracowicie rozpalają w piecach, dorzucając co się tylko da, by się dobrze kopciło. Po południu całą okolicę znów zasnuwa gryzący dym – to mieszkańcy gotują obiady, znów ładując do kotłów i piecyków wszystko, co wpadnie im w ręce. Butelka po coli, resztki obiadowe, butla po detergentach – niemal każdy odpad z gospodarstwa domowego nadaje się do utylizacji. Oszczędność jest podwójna, bo przecież za wywóz śmieci również trzeba płacić. Gospodarze są pewnie zadowoleni ze swojego sprytu i zmysłu do oszczędzania.
Czasem myślę sobie, że może jestem jakimś dziwolągiem, że mi to przeszkadza. No bo przecież WSZYSCY tak robią, więc może to jest norma, a ze mną coś nie teges? Może to normalne, że człowiek tak sobie ustawia priorytety: wakacje – tak, samochód – tak, ale węgiel na zimę – nie. Albo: nowe kosmetyki i fryzjer – tak, ale szambo wyleję na własny plac, by przyoszczędzić trochę grosza. Nie wierzę, że moich sąsiadów nie stać na normalne źródła opału, oni po prostu uważają, że tak należy robić – fuck the system i te sprawy.  Znów podnieśli ceny gazu? Ja im zaraz pokażę!
Nie kumam naprawdę, a nie jestem jakąś bogatą panienką, której się w dupie przewraca. Wprawdzie mieszkam na wsi od niedawna, może jeszcze nie załapałam tego „folkloru”. Po prostu nie rozumiem dlaczego ludzie sami siebie krzywdzą. Mam wrażenie, że „zaradność” w kwestii gospodarki odpadami to dla nich wręcz powód do dumy, chwalą się przed sąsiadami jak to w ich piecu wszystko można spalić. Wiem, że jesteśmy relatywnie biednym narodem, więc wszyscy usprawiedliwiają się brakiem kasy. Może jestem dziwna, ale wolałabym nie jeździć autem, albo nie mieć telewizora, (i tak nie mam:) ale palić w piecu tym, czym się powinno.
A najgorsze jest to, że w naszym kraju żadne prawo nie chroni przed byciem trutym, w biały dzień, regularnie, codziennie. Do tej pory tolerowałam to zjawisko, ale odkąd mam małe dziecko budzi się we mnie lwica chroniąca swoje potomstwo. Zaczynam reagować. Dzwonię do gminy, ale tam nic nie mogą zrobić, najwyżej pouczyć. Doradzają, by zawiadamiać policję, a na terenach miejskich straż miejską. No to dzwonię na policję pewnego styczniowego popołudnia, gdy pióropusze dymu za oknem są wyjątkowo imponujące.
– A skąd pani wie, że to nie węgiel? 
– Bo śmierdzi plastikiem, sąsiedzi codziennie spalają śmieci. 
– Oficer dyżurny już pojechał do domu, ale powiem mu, by się rozejrzał jak tam będzie u was w okolicy.
No jasne, bo przestępstwa to się popełnia tylko do drugiej po południu! Jestem obywatelem, płacę podatki i nie mam żadnych prawnych możliwości, by powstrzymać innych ludzi od codziennego powolnego zatruwania mojej rodziny. W mediach problem nie istnieje – ostatnio jedynie głośno o Krakowie, gdzie równie zdesperowani mieszkańcy zrobili akcję ”No smogging”. Skrytykował ją prezydent miasta, bo przecież plakaty z mieszkańcami w maskach tlenowych odstraszą turystów! No ręce opadają, sam nic nie zrobił z problemem od lat, lecz czepia się pozytywnych akcji zrobionych przez ludzi. Przejeżdżając przez Żory jakiś tydzień temu zobaczyłam plakat apelujący, by przywrócić błękitne niebo nad miastem. I to tyle. A jadąc przez Polskę widać że skala problemu jest zatrważająca – zimą niemal każda wieś jest zasnuta szaroburym smogiem. Niemal na każdym skrzyżowaniu czekając na zielone widzę komin podobny do kominów moich okolicznych „ekologów”.
Jeśli kiedyś przejdzie Wam drodzy czytelnicy przez myśl, by przeprowadzić się na wieś, to naprawdę zastanówcie się dwa razy. No chyba, że wyprowadzacie się do enklawy nowych domków, gdzie nie ma żadnych zasiedziałych mieszkańców o zadymiarskich przyzwyczajeniach. Marzy się Wam święty spokój, własny ogródek, ładne widoki, czyste powietrze? No to lepiej wprowadźcie się na blokowisko – tam powietrze jest relatywnie najczystsze w dzisiejszych zadziwiających czasach. Naprawdę, coraz bardziej boję się tego w jakim świecie będą żyły nasze dzieci.
Jeśli nie jest Wam obojętny ten temat,  udostępnijcie powyższe zdjęcie na swoich blogach, napiszcie o tym. Może ktoś się zastanowi nad swoim postępowaniem, może ktoś się chociaż zawstydzi! Sprawmy, by na ten temat zaczęto mówić, by spalanie śmieci stało się obciachem! W końcu ten świat odziedziczą po nas nasze dzieci, miejmy nadzieję, że coś z niego zostanie.
Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania w tej kwestii. Czy uważacie, że problemy ekonomiczne usprawiedliwiają nasze mało ekologiczne przyzwyczajenia? Czy ludzie mają prawo działać na zasadzie „wolnoć Tomku w swoim domku” i robić na swoim terenie co im się tylko podoba? Będę wdzięczna za komentarze.

9 comments

  1. My w domu palimy kominkiem z płaszczem wodnym. Ale tylko drzewem. Nawet przez myśl nikomu nie przeszło żeby wrzucać tam coś innego…
    Postęp cywilizacji… Tia.. A ludzie coraz głupsi się robią..

  2. anluna says:

    My mieszkamy w mieście w blokach więc wokół na nikt nie pali w piecu, ale u moich teściów, którzy mieszkają pod miastem też jest to duży problem. Teściowa zawsze mówi, żebyśmy przyjechali do niej powdychać świeżego powietrza, ale w zimę raczej nie jest to możliwe niestety :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.