Styczniu, nap..ieraj!

Lubię te chwile, gdy dom wreszcie śpi, po kąpieli spoglądam na zegarek i okazuje się, że mam jeszcze całkiem sporo wolnego wieczoru przed sobą. Wieczoru wypełnionego ciszą, herbatą, książkami, samotnością w sieci – w zależności od nastroju.

Lubię ten moment, gdy narzucam na grzbiet przytulny, miękki, fioletowy szlafrok, czując się niemal jak Superman zakładający swoją wspaniałą pelerynę superbohatera.

Tak, oto ja – Superbohaterka Codzienności – po raz kolejny wygrałam bitwę, nakarmiłam, umyłam, utuliłam, sprzątnęłam i teraz mogę odpocząć, zapaść się w fotel, ciesząc się puchatością mojej peleryny, świętym spokojem i tym, że wreszcie mogę zebrać myśli, porozrzucane po całym domu. Bitwa została wygrana, ale walki toczą się nadal. Codziennie. Od około szóstej rano.
IMGP4863 IMGP5044 IMGP5242 IMGP5250
Cieszę się, że grudzień się już skończył, bo w moim subiektywnym odczuciu był to najcięższy miesiąc w dopiero co minionym roku. Sygnalizowałam to dyskretnie w tekście o Strzępie, ale niech Was humorystyczny ton i lekki dystansik nie zmylą, bo miałam prawdziwy wycisk spędzając ten miesiąc w przeważającej większości sama z dziećmi – we dnie i w nocy.

Tak się akurat złożyło: praca, studia, remonty, różne ważne sprawy u nas i u najbliższej rodziny, trochę osamotniona pilnowałam więc domowego ogniska, nie oddalając się od niego zbytnio, by nie wygasło.

Czasem odchodziłam od zmysłów, rycząc już od rana nad deską do krojenia, chcąc walnąć pięścią w ścianę i wyjść, po prostu wyjść z budynku, odpalić auto i nie wracać przez kilka godzin. Resztkami sił starałam się sprawiać wrażenie osoby zrównoważonej – kocham te moje małe stwory, nie chcę by matczyne nastroje odbiły się im na psychice. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że siedzę pogrążona w depresji od miesiąca – czasem spędzamy wspaniałe dni i zastanawiająco często zdarzają się akurat wtedy, gdy jestem w miarę wyspana. Wtedy tańczę z dzieciakami po kuchni robiąc kanapki, śpiewamy razem, skaczemy i bywa cudownie. Ale mimo codziennych wzruszających momentów, dziecięcych objęć, rozweselających tekstów i wielu subtelnych cudowności, które uświadamiają mi, że jestem bardzo szczęśliwą mamą najwspanialszych dzieci na świecie.. Mimo tego wszystkiego jak każdy człowiek ja również rozpaczliwie potrzebuję zmiany otoczenia, na chwilę, na kilka godzin chociażby – by spojrzeć na swoje problemy z perspektywy, poprawić sobie nastrój spacerem, kawą, czymkolwiek.

Miłość dzieci, oblepia mnie dokładnie wraz z resztką suszonej śliwki na małej rączce, oblepia tak, że czasem nie mam siły oddychać. A chciałabym mieć szansę, by choć przez chwilę móc za nimi zatęsknić!

IMGP5259 IMGP5288 IMGP4897 IMGP4589
Tego mi w grudniu zabrakło, gdy potrzeby rodziny stały się nagle tak ważne, że ja zaczęłam znikać, aż zrobiłam się całkiem przezroczysta, już mnie za bardzo nie widać. Brzmi znajomo?

Wiele jest takich przezroczystych matek: siedzą zamknięte w czterech ścianach robiąc to, co do nich należy, wykonując mechanicznie te same codzienne czynności. Gdy siedzą cicho, to są zupełnie niewidzialne – nikt nie zwraca uwagi na ich  nieciekawy domowy kierat.

Gdy narzekają to spotykają się z podejrzliwością i niechęcią, bo pewnie w dupach im się przewraca, dawniej jeszcze trudniej było – bez pampersów i gerberków. A co się nasłuchają opowieści o babciach, które na Syberii wychowały siedmioro synów, o matkach, które za komuny wystawały w kolejkach po ochłapy! Niewidzialne matki zaciskają więc zęby, tłumią w sobie emocje, bo przecież narzekać nie wypada, gdy ma się takie cudowne, zdrowe dzieciaki i żyje we względnym dobrobycie. Ciesz się matko, przecież właśnie tego chciałaś!
Nie będę edytować tego posta, wygładzać zdań, poprawiać, by lepiej brzmiało, by nie było tak dramatycznie, rozpaczliwie i przesadnie osobiście. To są emocje, które czasem muszą wyleźć na wierzch, jestem niemal pewna, że u Was też tak bywa – jasny radosny dzień przeplata się z ciemnym i smutnym – jak w dobrym cieście marmurkowym. Zachwyt nad latoroślą walczy ze zniecierpliwieniem i apatią, by zaraz wybuchnąć wielkim wyrzutem sumienia.. tylko zazwyczaj wolimy to przeczekać, niż o tym pisać. Rzadko rozczulam się nad sobą na blogu – problemy i doły z perspektywy czasu wydają mi się zwykle banalne i nieistotne, wolę więc iść do przodu, niż dać się smuteczkom i wywalać żółć online.

Gdy jest mi źle wspominam zwykle o tym w tekstach, zamykając swe niewielkie dramaty w słowach – kluczach typu „hard core” lub „chaos” – jeśli ktoś ma trochę wyobraźni to wie, co to oznacza, jeśli nie ma, to pewnie zakłada, że nasz świat jest cały różowy, z kolorową posypką i ozdobną wisienką, a tymczasem dobre ciasto marmurkowe musi mieć dwa konkretne kolory!

Styczniu napieraj, bo czas na zmiany. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie więcej mnie we mnie, że nabiorę kolorów i znów zacznę być widoczna (*nie, to nie znaczy, że chcę przytyć ;). Grudzień odszedł w niepamięć, czas na styczeń, a wraz z nim naiwne wishful thinking, że jakoś to wszystko pogodzimy i będziemy jeszcze kreatywniej lawirować pomiędzy rodziną, pracą, obowiązkami, że wyrwiemy jak najwięcej czasu dla naszej małej komórki społecznej, na wytchnienie, relaks, na życie po prostu. A ja wreszcie znajdę czas dla siebie, wyjdę gdzieś, pobędę sam na sam z myślami, lub z ludźmi w wieku powyżej 2,5 lat, aż zatęsknię i wrócę z radością do maluchów przyklejających się do nóg już u drzwi wejściowych.
IMGP5264 zzzz-2B-2Bnew-2Bkids
P.S. Plakat Follygraph pojedzie do Kaps Love, w nagrodę za ten komentarz. 
Tekst spodobał mi się, ale nie chciałam być stronnicza (bo bardzo Kaps Love lubię), poprosiłam więc moją siostrę o pomoc, nie sugerując żadnych zwycięzców. Napisała zdecydowanie. „Kaps Love. Fajnie napisany”. Nie mam więc żadnych wątpliwości, gratuluję i proszę o dane do wysyłki. Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim!
Ruby Soho
 
 

24 comments

  1. Ania Kotynia says:

    Czy Ty byłaś u mnie w domu ;) Jakbym czytała o sobie, mama dwójki dzieci (w dodatku w podobnym wieku), prawie sama je wychowująca :p Czasami bywa ciężko, ale na pewno takich jak my jest więcej. Ja liczę, że jak dzieci będą starsze będzie w końcu łatwiej :)

    Gratulacje dla KapsLove!!! Owocnego przyrządzania nowych kaw! :) Zazdroszczę, chyba też sobie taki sprawię na.. urodziny :D

  2. Pola says:

    Ruby, trafiłaś w punkt z tym tekstem. Rozumiem doskonale. O tej miłości, o tej radości codziennej i małych cudach i wzruszeniach, przeplatanych z waleniem głową w ścianę, poczuciu przezroczystości, o tej wielkiej potrzebie zatęsknienia za rodziną.

    Będzie dobrze!

    I zdjęcia urocze, zwłaszcza to wspólne czarno białe ( w wannie?)

    pozdrawiam ciepło

    • Ruby Soho says:

      u Ciebie jeszcze ta odległość od domu musi deprymować! Ale damy radę!
      Dzięki – tak, zdjęcie w wannie – zazwyczaj nie zamieszczam łazienkowych, ale to rzeczywiście jest przesłodkie i żadnych pośladków nie widać, więc czemu nie :))

  3. Ruby, wszystkie tak mamy chyba. Każda jednak przeżywa inaczej. Ja na blogu wyrzucam popularnie mówiąc wk***y, depresyjne momenty trzymam sobie na popłakiwanie w kąpieli. Nie wkurzam się tylko przysypiam i popadam w otępienie, błędne koło oczami dookoła znaczę i oddaję Polkę mężowi, zasiadam tempo przed Harper’s Bazar, piję kawusię (BRAWO KAPSLOVE!!!) i odżywam. Nie wiem co byłoby, gdyby mąż miał większy hardcore w pracy albo Polki było 2x więcej, także, ten, jak już wielokrotnie pisałam: SZACUN!

    • Ruby Soho says:

      lubię Twoje blogowe wk***y:) myślę, że u mnie wszystko się rozchodzi o napięty mężowski grafik, bo gdy jest w domu to na wszystko mam czas i ogarniamy wspólnie sytuację. schody zaczynają się gdy pracuje 4-5 dni pod rząd, a potem jedzie na studia z noclegiem. wtedyto naprawdę zaczynam wyć do księżyca :)

  4. kejt says:

    U nas grudzień był totalnie z dupy, najpierw Hanka miała odpieluszkowe zapalenie po szczepieniu (czyli za przeproszeniem grzyba na pipce), potem ja dostałam zapalenia spojówek i jechałam w nocy sama na dyżur okulistyczny, następnego dnia się zatrułam i rzygałam (zatrucie z niewidzącym okiem i niemowlęciem? hell yeah!) a potem na koniec były święta, a po świętach Hanka dostała kataru. I nie ma żadnego zęba, co nie przeszkadza jej budzić się co 1,5 godziny. Tak, dobrze wiem, co czujesz, bo w nocy płaczę czasem ze zmęczenia, kiedy ok 4 rano moja córka postanawia wstawać i się bawić, a ja czuję żwir pod powiekami. I chyba też muszę posta walnąć na ten temat

  5. Tego się boję!
    Już teraz ( przy jednym dziecku) czuje, że rozumiem Cie w 100%.
    Też czasem mam dość, czuję się wyblakłą postacią która mechanicznie i z marszu robi wszystkie podstawowe czynności.
    Chcemy drugie dziecko.
    Niebawem rozpoczynamy starania i mimo, że baaardzo chcemy, to równie baardzo się boimy.
    Noce – jedno obudzi drugie – ja nie sypiająca w ogóle i sfrustrowana, wyżywająca się na wszystkich…
    Mój prefekcjonizm w dążeniu do idealnego domu – czytaj czysto, ugotowane i ja w miarę zadbana…
    Boję się, że przytłoczy mnie to.
    Z drugiej strony tęsknie za brzuchem, ruchami, za ciałkiem małym pachnącym, za karmieniem piersią i bliskością.
    Liczę, że rodzeństwo się pokocha, będzie bawić razem.

    Tak bardzo chcemy i tak bardzo się boimy.

    • A jak było ze spaniem? Kropka nie budziła braciszka? Ja boję się nocy najbardziej właśnie ;( Tego że drugi dzidziuś „popsuje” idelny sen Antka i będzie on się budził – przez co ja będę rano niewyspana i wkurzona na cały świat :( Kropka była od razu w pokoju z bratem nie?
      Muszę pomyśleć o wszelkiej organizacji ;)
      I do roboty ruszam! ;D

    • Ruby Soho says:

      Myślę, że czas przeszły nie jest tu wskazany. Do tej pory się czasem budzą, ale w sumie zaskakująco rzadko.
      Gdy któreś wstaje w nocy błyskawicznie transportujemy je do naszej sypialni.
      Kropka przez pierwsze 6 mies. spała u nas, w kołysce.

  6. radoSHE says:

    Tak, brzmi znajomo. Ja na grudzień, drugą jego połowę, czekałam jak na wybawienie. Myślałam, że jeszcze tydzień w wawie 24/7 głównie tylko w roli matki i o-s-z-a-l-e-j-e. Przezroczysta już byłam tak, że sama się nie widziałam:) A tu codziennie telefony z propozycjami „idźcie tu i tu”, „na imprezę jedźcie”, „wyprzedaże ogarnijcie” itd. Dzisiaj sprzedałam Matyldę dziadkom na pół dnia. Miałam sprzątać, a czytałam. Dobrze mi i tego mi było trzeba…przed tym styczniem, który niestety nadszedł, a z nim rychły nasz powrót:) Trzymaj się ciepło! Ty wiesz jak Ty będziesz tęsknić po powrocie z Warszawy? ;)

  7. Zuzi Clowes says:

    Ruby, ja mam o jednego stwora mniej (za to, tym się zasłaniam, dużo pozadziecięcych obowiązków typu praca czy inne fanaberie nie należących do przyjemnogennych szalenie, niestety) i też doskonale wiem jak się czujesz (albo tak mi się wydaje). Mnie we mnie nie wiem ile jest, ale mało ostatnio (nie licząc nadprogramowych angielskich kilogramów, rzecz jasna) – i marzę o kolejnym leniwym lecie, pełnym ogrodowych posiadowek, kaw, i braku całej reszty hardcoru. Albo chociaż czymś zimowym, przytulnym, spokojnym.

    Poza tym też post przypomniał mi że zdecydowanie ZA DAWNO się nie widziałyśmy. Więc ten…

    Xxxxxxxxx

  8. Kaps Love says:

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! Kocham wielbię i dziękuję!:) Miałam przyłączyć się do Twego bólu znikania i cierpienia ale rozwaliłaś mnie na końcu tą radosną wiadomością dlatego sorry love ale życie jest piękne:P Jak już się uspokoję i endorfiny opadną to napiszę coś mądrzejszego:) Ściskam mocno:)

  9. tynka says:

    coś w tym jest ;)
    ale już prawie półmetek stycznia hehe ;)
    będzie DOBRZE….
    zdjęcie kąpielowe do ZAKOCHANIA!! dla takich chwil Strzęp staje się Człowiekiem, przez duuuuże C :)
    Pozdrawiam

  10. Johng821 says:

    I was very pleased to discover this website. I wanted to thank you for your time for this fantastic read!

  11. KLUSCKA says:

    Ruby wydaj książkę – Twój blog to powinna być lektura obowiązkowa każdej matki – normalnie myślałam, że jakaś nienormalna jestem z moimi myślami o ucieczce z domu – teraz się uspokoiłam, że też tak macie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.