Śląskie - miejsca

Stwory w skansenie

Nie wszyscy byli zachwyceni naszym celem podróży – w końcu tuż obok jest fajne zoo, w nim zwierzęta, wata cukrowa, a nawet plac zabaw! Kolejka linowa też jest blisko. Dlaczego musimy jechać akurat do skansenu? Co właściwie jest w tym całym skansenie, mamo?

Najstarszy był sceptyczny, a moja odpowiedź (że stare, drewniane domki i ich wyposażenie, a także zwierzęta gospodarskie) wcale go nie usatysfakcjonowała.  Jechaliśmy więc z lekko zauważalnym fochem w aucie. Wprawdzie tłumaczyliśmy, że jedziemy po prostu na miły spacer, a skansen – jeśli chcą – mogą potraktować jak ładny, duży park, ale foch jakoś nie znikał.

Zasmuciło mnie to trochę, bo okazuje się, że dzieci w końcu wyrastają z wieku, gdy potrzeba im naprawdę niewiele, by było interesująco. Kiedy można organizować wyjazdy na zasadzie przygody i tak naprawdę nie jest istotne dokąd jedziemy – bo zawsze będzie się działo coś ciekawego.

Tak jak wtedy, gdy dawno temu siedziałam z Kropką nad zalewem porajskim, w samym centrum zadupia świata i ona, na moje stwierdzenie, że tutaj nie ma nic ciekawego do roboty, oburzona odparła, że przecież jest – „piasek, trawa..”

Cały wpis sprzed dwóch lat jest w tym miejscu:

Jurajski Roadtrip

No właśnie. Dzieciom przestaje wystarczyć piasek i trawa i jest to zupełnie normalne. Mogłabym się martwić, gdyby ich potrzeby nie rosły wraz z wiekiem. Oznacza to jednak więcej naszej energii, i większe nakłady finansowe, które wypadałoby inwestować we wspólne wypady.

Mimo wszystko ja idę w zaparte.

Dalej uważam, że niekoniecznie trzeba jechać do parków rozrywki nęcących neonami i górą zabawkowego badziewia, by dobrze spędzić czas z potomstwem. Wcale tych parków nie neguję – też zapewne zaczniemy do nich jeździć, póki co wiek najmłodszego skutecznie studzi nasz zapał. Za rok lub dwa pewnie zaczniemy eksplorować okoliczne wesołe miasteczka, parki dinozaurów i tym podobne.

Ale tak między nami mówiąc to.. ja wolę jakiś skansen, jakiś zamek. Miejsca z historią. Być może dlatego, że jako dziecko właśnie w ten sposób poznawałam nasz kraj. Tata zazwyczaj organizował nam wycieczki po okolicy, a gdy odwiedzaliśmy rodzinę w centralnej  Polsce, wtedy również wynajdował tam  interesujące zamki, pałace, ruiny, do których można było pojechać na całodniową wycieczkę.

I może nie było tam koszulek, magnesów ani balonów. Czasem nie było nawet frytek, mówiąc szczerze to bardzo często nawet toalety nie było, ale mam wrażenie, że zwiedzaliśmy naprawdę wartościowe obiekty, idealne dla ludzi w każdym wieku.. jeśli tylko odpowiednio wprowadzi się ich w klimat i historię. Oboje z mężem skończyliśmy Etnologię, więc skansen zawsze będzie dla nas fajnym miejscem do zwiedzenia. Może niekoniecznie wiemy do czego służą maszyny wyeksponowane przy chacie kowala, ale jakiś sentyment z czasów studiów pozostał.

Na szczęście ludzie ze skansenu nie są w ciemię bici. Domyślili się chyba, że w dobie Legendii, Zatorlandu i innych Dream Parków Ochaby dzieci niekoniecznie zainteresują się starą chałupą z drewna. Ich patent na zainteresowanie małoletnich jest tyleż prosty i niedrogi, co genialny.

Przy wejściu do muzeum każde dziecko może wziąć mapę „Odkrywcy Chorzowskiego Skansenu”, a idąc według mapy należy szukać miejsc, w których zdobywa się pieczątki. Mój sceptyczny sześciolatek natychmiast wkręcił się w zabawę. Jego siostra również.

Pieczątki są usytuowane w kilku miejscach na terenie kompleksu, znajdują się w małych, drewnianych budkach. Dziecko samo otwiera drzwiczki, przybija pieczątkę i pędzi dalej, z taką prędkością, że rodzice (którzy prowadzą jeszcze wózek ze śpiącym bratem) ledwo nadążają. Na szczęście z czasem udało nam się nieco zwolnić i obejrzeć trochę starych chatek i ich wnętrz. I trochę pospacerować, wydoić sztuczną krowę.. oraz oczywiście zatrzymać się w lokalnej karczmie na frytki.

Naprawdę uwielbiam ten stary chorzowski skansen! Mam do niego duży sentyment: jeździłam doń z rodzicami jako dziecko, ze studiów na wycieczki, z koleżankami z etno przyjeżdżałam tu autostopem, a przybywając z emigracji na kilka dni również zdarzyło się, że właśnie do skansenu wpadałam z rodzicami na spacer. A teraz? Teraz mogę pokazać to urokliwe miejsce własnym dzieciom.

Na samym końcu trasy „Odkrywców” dzieci otrzymują gratulacje, ich imię zostaje uroczyście wypisane na mapce z pieczątkami oraz – za dodatkową opłatą – mogą dostać dyplom lub „złoty” medal. Zazwyczaj nie kupujemy im pamiątek w takich miejscach, tym razem nie mogliśmy.. chyba sami sobie odmówić. To była prawdziwa przyjemność patrzeć jak przy dźwiękach muzy z „Poszukiwaczy Zaginionej Arki” nasze przejęte dzieci są dekorowane medalami. To była prawdziwa radość.

Dzień był piękny, a najmłodszy spał rekordowo długo, więc zrobiliśmy dodatkowych kilka kilometrów w Parku Ślaskim.

W centrum metropolii mamy takie miejsce, w którym naprawdę możemy przenieść się do dawnego świata. Enklawę zieleni, uroczej architektury, w sam raz na letni lub jesienny spacer. Jeśli jesteście w okolicy i nie wiecie jak fajnie spędzić dzień, to polecam Wam, by skierować swoje kroki właśnie do skansenu.

Tym właśnie sposobem, po dwóch latach reaktywujemy serię wpisów „Śląskie – miejsca”.  Wcześniejsze wpisy znajdziecie w zakładce w górnym menu. Mam nadzieję, że w tym sezonie dodamy kilka fajnych miejsc do tej zakładki :).

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply e-milka 24/07/2018 at 16:03

    Calkowicie rozumiem Twoja potrzebe pokazywania dzieciom wartosciowych miejsc. I ten smutek, ze czasy, kiedy tak niewiele potrzebe so szczescie mijaja. Albo smutek, ze do szczescie potrzeba jeszcze mniej – byle komorka i WLAN byly. Ostatnio spotkalam pewna dawno niewidziana mame. Obie dosc dlugo bylysmy mamami jedynaczek i spotykalysmy sie czasem umowione, a czasem przypadkiem na roznych eventach pod mottem childhood unplugged. Teraz obie mamy dwoje dzieci i troche przyznam balam sie, kiedy okazalo sie, ze bedziemy razem podrozowac (przypadkiem). Byla dla mnie idealna mama, myslalam ze jej rezolutna corka zasypie mnie faktami z celu naszej podrozy, tymczasem ona siedziala… ze zblazowana mina i sluchawkami w uszach. Jak moja. 😄 Taki wiek?

    • Reply Agata / Ruby Times 24/07/2018 at 16:06

      Pewnie taki wiek. Nie jesteśmy w stanie tego powstrzymać, ale możemy próbować pokazywać im jakieś alternatywy :)
      Może kiedyś będą nam wdzięczni.

      • Reply e-milka 25/07/2018 at 15:26

        Staram sie, staram. I na przyklad zauwazylam, ze nawet najwiekszy foch (a Maly jest mistrzem malkontenctwa, lub powiedzmy pozytywnie – domatorem) ulatnia sie gdzies w drodze. Bo wszedzie jest cos interesujacego, chociazby kot. Ale trzeba sie ruszyc, czasem naprawde poza strefe Komfortzimmer.

  • Reply Asia 25/07/2018 at 14:42

    W zeszłą niedzielę byłam z dzieciakami w skansenie na dniach miodu. Przy atrakcjach typu „głaskanie pszczół”, malowanie własnego ula czy pokazie strażackim usówania gniazda os ten nasz piknik był naprawdę udany. W chorzowskim skansenie naprawdę dużo się dzieje. Nawet przez chwilę nie usłyszałam, że jest nudno :)

  • Reply Beata 01/08/2018 at 22:44

    Ja swoje też ostatnio do skansenu zabrałam, tylko w Lublinie :) Muszę chyba tutaj podrzucić pomysł z mapą i pieczątkami, bo naprawdę, miejsce super-ciekawe i potencjał edukacyjny wielki. Ale nie ma tej kropki nad „i”, nie ma ukłonu w stronę dzieci, i na całej wycieczce najlepiej bawiłam się ja :) Moje maluchy doceniły za to matczyny piknik w niezwykłych okolicznościach przyrody.

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2018 at 21:27

      Może warto im podrzucić taki pomysł. Jest niezwykle prosty i niedrogi. Koszt to kilka pieczątek i kilka drewnianych budek. No i ulotki dla dzieci – a z pewnością sam na sobie zarabia, bo przecież sporo rodziców połasi się na medale i dyplomy :D

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.