Codzienność

Sto pięćdziesiąt i sto nieskończoność

To dość nietypowy początek soboty, gdy zaparzam sobie marokańską miętę o siódmej trzydzieści z rana i słucham małych pochrapywań dochodzących z pokoju dzieci. Słyszę nawet szelest pościeli, tak głośny w wibrującej ciszy. Najmłodszy już szamocze się w łóżeczku na znak, że zaraz dojdzie do zmysłów i zacznie domagać się atencji. Starszaki śpią, każde w swojej „bazie” i jak zwykle rozczulają mnie swoją różnorodnością. Ogień i woda.

Pięcioipółletni Młody zawinięty w ciepły rulon z kołdry, ledwo mu blady nos wystaje nad jej powierzchnią. Opatulony do granic możliwości miłośnik ciepełka. Za rogiem, w różowym dziewczyńskim pokoju Kropka rozwalona na łóżku, skarpetki oczywiście zdjęte, pościel porozrzucana dookoła, dziewczę śpi zdrowym snem, rumiane, ciepłe, z kończynami na wszystkie strony. Próbuję przykryć jej chociaż nogi, ale buntowniczo wierzga nie budząc się. Nie drażnię więc drapieżnika, wycofuję się po cichu.

A potem rozpoczyna się poranny harmider i koncert życzeń z myślą przewodnią pod tytułem: „JA CHCĘĘĘ!!!”. I zastanawiające jest to, że gdy raz użyłam w ich obecności słowa „dupa”, albo mężowi wyrwało się głośne „ja pierdolę” to oni oczywiście posłyszeli to natychmiast. Natomiast gdy codziennie OD LAT upominamy by używać magicznych słów, mówić piękne „proszę”, „dziękuję”, a nawet „przepraszam” i naprawdę świecimy przykładem i stosujemy sami, to jakoś do głów wejść nie chce.

Zdarzają się momenty chwały, gdy Kropka przy stole bardzo kulturalnym głosikiem, wręcz teatralnie mówi: „poproszę szklaneczkę wody”. Ale równie często zdarza jej się krzyknąć rozkazującym tonem, niczym Kmicic wpadający do karczmy po długim galopie: „WOOOODYYYY!!!”

Ale nie o tym dziś myślę. Myślę o tym, że moje starsze dzieci są już takie duże!

Wiem, że nie piszę często o nich samych, wiele mam dylematów z tym związanych, generalnie to chodzi o ich prywatność i zaufanie jakim mnie darzą. Czym są starsi, tym bardziej nie jest mi obojętne co też mogą znaleźć w sieci na swój temat. Ale wydaje mi się, że te moje małe wspomnienia, sentymentalne powroty do przeszłości chyba będą dla nich fajne. Uchwycenie ulotnych momentów, atmosfery konkretnej chwili, konkretnej pory roku A.D. 2016 czy 2018. Przypomnienie sobie jaki mieliśmy wówczas klimat, my jako rodzina.

Na przykład ostatnio:

„Ale masz piękne falbankowe włosy!” – zachwycił się Młody patrząc na siostrę, której rozplotłam i rozczesałam warkocze. Wyglądała uroczo w bladoróżowej sukience i z pięknymi falami na głowie, zwłaszcza że zazwyczaj oglądamy raczej nieokreślony tapir, nie poddający się wszelkim próbom fryzjerskim.

„Taaak..” – rzekła Kropka łaskawie przyjmując hołd – „możesz się we mnie zakochać” – dodała od niechcenia.

Wzrusza mnie szczery zapał komplementów Młodego. Gdy ja lub Kropka mamy na sobie coś ładnego, on zawsze zauważy, zawsze powie. Docenia falbanki i kolorowe sukienki, gdy Kropka dostanie nową rzecz cieszy się razem z nią.

„No ładną masz koszulkę, z takim tutaj serduszkiem.. i błyszczącą” – mówi wówczas z uznaniem.

„Noooo” – cieszy się Kropka. – „a czy ty też chciałbyś taką mieć?” – pyta.

„Nieee” – odpowiada on, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie – „po co mi serduszka, przecież jestem chłopakiem! Ale gdybym był dziewczyną, to bym pewnie chciał” – dodaje filozoficznie, bo przecież nie wypada się przyznać macho, że brokat jest po prostu fajny, gdy jesteś przedszkolakiem. I to bez względu na płeć.

Odkąd są tacy „duzi” uwielbiam podsłuchiwać ich rozmowy. Już nie takie proste, dziecinne. Ale wypełnione milionami małych sekretów, niuansów, szczegółów, podlane szczyptą wyobraźni, chęci zaimponowania temu drugiemu. Szczerze mówiąc to już nie mam wstępu do ich świata. Przychodzę czasem a oni na mój widok nagle milkną, spoglądają okrągłymi oczyma, jakbym przerwała im rozmowę o czymś bardzo ważnym. Fruwają w świecie rycerzy, księżniczek, ninja a nawet kucyków i dyskutują zawzięcie.

Dzień się toczy zwykłym torem. I tak naprawdę nie mam dziś żadnej myśli przewodniej, tematu wpisu, wniosków ani genialnych rad. Nakreślam tylko atmosferę, zupełnie niezobowiązująco. Życia Wam tym nie zmienię, ale może chociaż uśmiechniecie się pod nosem.

A gdy przychodzi wieczór każdy z potomków zasypia w swoim królestwie. Najmłodszy Lolek anarchistycznie ściąga skarpetki piętnaście razy i chichocząc podaje mi je, bym założyła z powrotem, aż wreszcie pada upychając uprzednio skarpetki pod materac. Taki z niego rebel, „fuck the system” i w ogóle. Kropka już śpi, gdy do niej przychodzę. Śpi jak zwykle w wielkim nieładzie, z głową na kołdrze, nogami na poduszce, nie przykryta. Skarpetka smętnie zwisa jej ze stopy.

Najstarszy Młody zawija się w warstwy kołdry i narzuty, wystawia tylko kawałek twarzy, gdy przychodzę się przytulić na dobranoc. Spogląda z miłością, bierze moją twarz w swoje rączki.

„A teraz Cię pocałuję i przytulę naraz” – mówi.

Mówi tak codziennie.

„Kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś najfajniejszą ze wszystkich mam!”

„Kocham Cię…” – i tu jakby zabrakło mu słów, żeby dookreślić. Jak bardzo można kochać, gdy już powiesz „bardzo-bardzo-bardzo” jakieś dziesięć razy?

„Kocham Cię sto pięćdziesiąt i sto nieskończoność!” – mówi w końcu zadowolony z trafnego oddania uczuć.

Chwilę później wszyscy już śpią.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply e-milka 20/01/2018 at 16:42

    :) Fajne dialogi, ja tam tez slysze podziw nad brokatem, ale jeszcze bardziej ta uwaznosc i empatie Mlodego. Wiesz, takie psychologiczne – „ja jestem ok, ty jestes ok.”. Bo przeciez moglby dodac cos w rodzaju – „A dziewczynki sa tak czy siak gupie”. W takich dialogach slychac cos jeszcze – to jak my sie do dzieci odnosimy. Lubie w takich momentach myslec, ze uwaznosc, empatia i serdecznosc to owoc naszych staran, (Choc wiadomo, czasem sie wyrwie wlasnie „Ja p…e”, mnie szczegolnie, kiedy moje starsze dziecko wychodzi z domu jednak bez worka na w-f, sniadania czy klucza, mimo ze przeciez uczulalam na to nie dalej, jak piec minut wczesniej. ) Pozwalam sobie w takich momentach czuc dume, ze nie uleglam pokusie publicznego porownywania i zawstydzania dzieci i dzieki temu sa zgrana druzyna. Pozwalam na dume sobie i Tobie tez. :) Wznosze wirtualnego szampana – za „nasze” wspaniale dzieci.

    • Reply Agata / Ruby Times 20/01/2018 at 18:27

      No to zdrówko :)

  • Reply Dorota 21/01/2018 at 11:28

    Co to za regał na książki?

    • Reply Agata / Ruby Times 21/01/2018 at 23:23

      Hemnes z Ikei.

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 22/01/2018 at 10:41

    Ha, widzę, że nasze dzieci nawet śpią podobnie:D:D:D
    Fajnie opisałaś tę atmosferę:)

  • Reply Justyna 22/01/2018 at 22:34

    Cudownie się czyta Twoje teksty… są takie wzruszające i inspirujące zarazem. Moje Dziecię dopiero zaczyna mówić, chciałabym aby jego słownictwo było na takim poziomie jak Twoich Dzieci:) pozdrawiam serdecznie:)

    • Reply Agata / Ruby Times 22/01/2018 at 23:58

      To głównie dzięki czytaniu. Oni przyswajają niemożliwe ilości słów, często dość wyszukanych, właśnie z książek.
      I potem zaskakują zdaniami zaczynającymi się od „Przypuśćmy, że..”, albo pytaniami w stylu: „mamo, a co to znaczy >owszem

  • Reply Ola 24/01/2018 at 00:00

    Sto nieskończoność to naprawdę mocno. U mnie jest etap ‚bardzo, bardzo……bardzo’. Zazdroszczę Kropce takiego starszego brata komplemenciarza 😍

  • Napisz, co o tym sądzisz