Sierpień u nas. Codzienność.

Lato jeszcze jest, ale jakaś nostalgia za nim powoli wszystkich dopada. Mnie zaalarmowały te dynie w tesco. Że co? Że już dynie? Czym prędzej wysłałam więc męża na targ warzywny po górę bobu, pomidorów i letnich miękkich owoców.

Dużo siedzimy w ogrodzie, ze świadomością że nasze dziecko raczej nie zginęłoby z głodu, gdybyśmy przypadkiem zapomnieli o obiedzie. Wie, gdzie rosną marchewki, gdzie małe pomidorki, poziomki, maliny, jabłuszka. Potrafi zakręcić się wokół Babci i Dziadka i konkretnie objeść się podczas spacerów. Takie owoce i warzywa prosto z krzaka mógłby jeść w każdej ilości! Zdarza się, że Młody objada właśnie Dziadków, Kropka grzecznie bawi się w swoim namiocie/łóżeczku, a mi w tym czasie uda się przeczytać parę stron książki (z naciskiem na „PARĘ”:) wystawiając nogi do słońca. I czuję się wtedy niemal jak na wakacjach.

Gdy mąż jest w domu, gdy akurat nie musi pracować w nocy, wtedy naprawdę odżywam. Mam wówczas więcej energii, więcej chęci do życia, a nawet chęci by przyszykować jakiś ogrodowy piknik, zrobić lemoniadę lub mrożoną herbatę, upiec coś słodkiego. Nie myślcie sobie, że zawsze tak jest.. w 90% przypadków do ogrodu noszę ze sobą li i jedynie dużą butelkę wody mineralnej.. ale nie będę jej przecież robić zdjęcia. Wiecie jak wygląda.
Latem zawsze żal mi tych wieczorów spędzonych na kąpaniu dzieci, podczas gdy gdzieś tam daleko, imprezy do białego rana, znany dobrze zapach upalnej nocy, rozgrzanego słońcem asfaltu, zapach wolności. Podchodzę czasem do okna i wdycham intensywnie ten zapach, przypominam sobie wieczory przesiedziane byle gdzie, na krawężniku jakimś, na ławce, na trawniku. Nie ważne gdzie, ważne że się działo, że dookoła byli ludzie, a życie było intensywne. Nie musicie mnie przekonywać, że teraz mam lepiej, jestem szczęśliwsza, a moja egzystencja ma większy sens. Wiem! Kocham słuchać dziecięcych oddechów wśród ciszy nocy i ten spokój i wdzięczność, które mnie wówczas ogarniają.. ale nie zmienia to faktu, że nostalgia za letnią imprezą dopada mnie w lecie z dużą regularnością. Teraz lato wygląda zupełnie inaczej. Stacjonarnie, ogrodowo i spokojnie.. jeśli można mówić o czymś takim jak „spokój” w towarzystwie moich małoletnich towarzyszy. Poniżej migawki z naszych domowych wakacji:
Wiadomo, że włączamy się w ogólnopolski trend jedzenia jabłek. Każdy wspiera po swojemu:)
Zabawy w ogrodzie.. Młody z żółwiową piaskownicą, Kropka  póki co raczej w towarzystwie gryzaków i maskotek.
Lubimy, gdy odwiedzają nas goście. Tutaj blogerski narybek: Młody, Kropka i Milly (Milly Me).
I Młody w objęciach ulubionej cioci Zuzi (zwróćcie uwagę na bohaterki drugiego planu,  piękne meliski z serduszkiem należące do owej cioci:).
Patrol policyjnym autem po jeziorze:)
Cukiniowo – paprykowe leczo spożywane pod chmurką smakuje jeszcze lepiej.
Szykowanie wypieków na przyjazd gości. Pamiętacie muffiny z tego przepisu?  Zrobiłam z malinami i białą czekoladą. Dobre, bardzo, bardzo dobre:).
I jeszcze mój ukochany letni wsiowy placek owocowy, stan przed upieczeniem. Przepis pojawił się na blogu rok temu i zrobił furorę, więc warto go sobie przypomnieć, zwłaszcza, że lato nie będzie trwało wiecznie.
Pozdrawiam,
Ruby Soho

18 comments

  1. Ola Fefkunia says:

    Lepiej spędzacie wakacje niż nie jedna polska rodzina. Zazdroszczę Wam basenu. Mam nadzieję, że za rok uda się nam kupić podobny :). Super dzieciaki. Kochana kiedy będą miały 18 lat spędzisz bezsenne noce w oczekiwaniu na powrót latorośli do domu :)

  2. radoSHE says:

    Nooo bardzo fajny nostalgiczny post. Zwłaszcza przedostatni akapit, cały o mnie w obecnej chwili.
    Co czytasz ciekawego? Szykuje nam się ostania wakacyjna podróż i szukam czegoś ciekawego, aczkolwiek nie łudzę się, że ogarnę więcej niż te „parę stron”:)

    • Ruby Soho says:

      Skończyłam „Cień wiatru” Zafona, zaczęłam „Dziecko dzień po dniu” Druckerman, ale w sumie to skrótowa wersja „W Paryżu dzieci nie grymaszą”, więc raczej polecam tę drugą. W kolejce czeka Murakami :)

  3. inKa says:

    Piękna fotorelacja… Ja już czuję oddech jesieni na karku, dlaczego tak szybko w tym roku?!
    A placek już znam dzięki Tobie, ale nie powiem, że nie skorzystam na dniach z przepisu :))) Tylko w jeżynowej wersji

  4. bunio says:

    Moja Droga! U mnie podobnie jak u Ciebie dynie działa wrzos w sklepach.
    Zazdroszczę własnego ogrodu. Muffiny wyglądają niesamowicie zachęcająco. Za kilka dni u nas pierwsza impreza urodzinowa to jak nic muszę powrócić do znanego i lubianego „co nieco” :)

    Super te meliski! Od kilku sezonów noszę się z zamiarem ich kupna i jakoś do dziś nic z tego :)

    • Ruby Soho says:

      „Własny ogród” uczciwie przyznaje, że nie jest do końca własny, ale na spółę z dziadkami – ale to w sumie dobrze, bo i dziadkowie są na jego wyposażeniu :))
      A meliski też są na mojej liście – Zuziowe są prze-przepiękne.

  5. tynka says:

    Ech…tak niedaleko do Ciebie…a słońca takiego nie mam ;) haha…dziś już swetry powyciągałam i jesień poczułam na dobre…dynię od czwartku mam w domu, bo me dziecię dostało gratisa na targu ;)
    Przepis na wsiowe ciacho faktycznie NADAL robi furorę :)
    Kropka już taka duża! A Młody prawdziwy kawaler :)
    W domu u nas też WSZYSCY za leczem przepadamy :)
    Z nostalgią i tęsknotą Cię rozumiem :) hehehe…najbardziej i tak mi utkwiła w pamięci Twoja nostalgia za „balkonowymi” nocami ;p
    POZDRAWIAM

  6. Po pierwsze, rzeczywiście cudne meliski. Po drugie, wspaniały wielki basen! Po trzecie, już wiem, że na dzisiejszy obiad będzie leczo :-)! Po czwarte, co czytasz po te parę stron :-)? Po piąte, buziaki wielkie!

    • Ruby Soho says:

      O książkach pisałam wyżej w komentarzach, Zafon już skończony, Murakami zaczęty (coś o wierzbie w tytule, nie pamiętam:). Oczywiście – tylko pierwszych parę stron :P

  7. Tissana says:

    A ja dziś mam dzień na czytanie blogów, oczywiście majac dziecko nie wygląda to tak jak dawniej, bo od samego rana komputer działa, a ja w międzyczasie czytam, potem pędze do dziecka i tak non stop, ale ja nie o tym… Fajnie tak poczytać i pooglądać zdjęcia, gdzie jeszcze tak ciepło, u nas niestety od kilku dni chłodno, poniżej 19 stopni od 3 dni, dziś 14 :(
    Nie da się ukryć, że jesień idzie…

    A placek piekę jutro, bo mi smaka narobiłaś :))

    http://zapisane-wspomnienia.blogspot.com

  8. Zuzi Clowes says:

    Awans na ulubioną ciocię, oł jea!!!!! Uwielbiam Wasz ogród i to leniwe lato (które wcale się jeszcze nie kończy, wypieram to!) z ciastem, kawą i pogaduchami. No dobra, i dziećmi też. Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.