Różowy stan umysłu – o zabawkach dla dziewczynek

Gdy myślę o zabawkach przypisanych do konkretnych płci przypomina mi się duży sklep dla dzieci w centrum Dublina. Wspomnienie dość rozmazane, bo sprzed mniej – więcej dziesięciu lat, ale doskonale pamiętam dwie strefy: jedna z nich była kreatywna, a druga.. różowa. Zaskoczył mnie ten podział, który w naszym kraju nie był wówczas aż tak widoczny.

IMGP7229

Jak świat światem dziewczynki zawsze bardziej ciągnęło do zabawy w dom, a chłopców do motoryzacji i majsterkowania. Jest to naturalne i nie ma co z tym walczyć, ale z drugiej strony głupio by było ograniczać dzieci i wciskać do jedynie słusznych szufladek. Zgoda – miałam w dzieciństwie piękną lalkę Barbie w fioletowo-połyskującej sukni wieczorowej, ale.. miałam też klocki Lego z piratami! Tymczasem we wspomnianym sklepie życiowa rola dziewczynki była przedstawiona dość specyficznie – wyobraźcie sobie rzędy półek z akcesoriami AGD, odkurzaczami, praleczkami i deskami do prasowania we wszelkich możliwych odcieniach różu, z niewielką domieszką bieli lub fioletu. Szczotki do zamiatania, mopy i wiaderka.

Garnki, małe kuchenki z tandetnego różowego plastiku, a pośród tego wszystkiego prawdziwa wisienka na torcie: różowa szczotka do mycia kibla.

Ale żeby nie było, że płeć piękna to tylko gary i ścierka, dostrzegłam sporo zabawek, pokazujących, że kobieta może mieć poważne życiowe aspiracje: cała seria lalek Barbie robiących karierę, na przykład  jako weterynarz lub projektantka mody. Dodam po cichu, że weterynarz to raczej dlatego, że małe pieski i kotki są taaaaakie słodkie, a nie ze względu na zdolność niewiasty do przyswojenia wiedzy z dziedziny nauk medycznych. Pamiętam też sklepową kasę z.. – uwaga, uwaga! – Mc Donalds’a (kariera marzeń :) oraz głowy lalek naturalnych rozmiarów do ćwiczenia się we fryzjerstwie i dziecięce zestawy do wizażu. Cienie do powiek, brokatowe błyszczyki i lakiery do paznokci. Lalki – dużo lalek, począwszy od cienkich w talii Barbie, po umalowane jak kurtyzanny Bratz i bobaski z pieluszkami, butelkami na mleko i wściekle różowymi nocnikami. Do tego kucyki Pony z cudownymi różowo – brokatowymi grzywami do czesania.

IMGP7230 IMGP7240

Strefa dla chłopców wyglądała zgoła inaczej. Tak jakby miała małemu mężczyźnie dać podświadomy przekaz, że może wszystko.

Być perkusistą albo gitarzystą, chemikiem, który robi szalone eksperymenty, albo lekarzem przeprowadzającym sekcje plastikowych denatów. Może składać szkielety dinozaurów, uwięzione w glinianych cegłach, albo uczyć się geografii z podświetlonego globusa. Były też oczywiście samochody, parkingi, młotki i wiertarki. Wielkie zestawy klocków, w tym Technics, z których młody człowiek może czerpać całkiem przydatną wiedzę na temat zasad konstruowania modeli pojazdów, dowiedzieć się jak działa oś w samochodzie, albo podnośnik w koparce.

Ale byłabym niesprawiedliwa, gdybym powiedziała, że w dziewczyńskiej części sklepu nie było klocków. Jasne, że były! Pastelowe centrum handlowe z manekinami na wystawach i grupką koleżanek, które wybrały się na zakupy i kawę. Różowy salon kosmetyczny, różowa cukiernia, różowy basen, różowa pijalnia soków i różowy zakład weterynaryjny, ewentualnie stadnina (kucyki – wiadomo, są słitaśne!).

Nie jestem specjalnie zasadnicza. Lubię zakupy, kawę, ciasto, kosmetyczkę, a nawet pijalnię soków, do kucyków też nic nie mam, ale.. cholera jasna! Czy kreowanie takiej konsumpcyjnej wizji życia u kilkulatek nie jest trochę chore? Czy inne aspiracje nie dotyczą piękniejszej części ludzkości? I zgadzam się, że co bystrzejsi rodzice mogliby nie przejmować się sztucznymi podziałami na zabawki przeznaczone dla poszczególnych płci i po prostu kupować, to co się im podoba. Na przykład zestaw Technics dla dziewczynki i kuchenkę dla chłopca.

Problem w tym – mówię tutaj dalej o moich spostrzeżeniach z Irlandii – że stereotypy zabawkowe były tam już tak utrwalone, że nikomu nawet nie przechodziło przez myśl, by kupować nie-różowe, chłopięce zabawki dla dziewczynki, a efekty takiego myślenia.. niestety dało się gołym okiem zauważyć wśród dorosłej populacji.

IMGP7283 IMGP7284

To, co teraz napiszę jest sporym uogólnieniem i może być dla kogoś krzywdzące, ale są to moje subiektywne – i wcale nie powierzchowne! – spostrzeżenia z kilkuletniego okresu pracy w przeciętnym dublińskim biurze (sektor finansowy). Pracowało tam dużo młodych kobiet, które można by określić jako dorosłe wersje „pink princesses”, wywodzące się z pastelowych pokoików z zabawkami.

Głowy wypełnione nowymi modelami szpilek i torebek, trendami na wiosnę/lato z kolorowej gazetki. Listy „must have” pozapisywane w mózgowych zwojach, tuż obok informacji o kolejnej wizycie u kosmetyczki i fryzjera, u których spędzają pół życia.

Powierzchowne rozmowy o niczym, martwienie się kolejną nieskuteczną dietą i tym, że tyłek nie chce schudnąć od zapijania dużego zestawu z Mc Donalds’a colą light. Dyskusja o serialu telewizyjnym – dlaczego on ją zdradził, bo przecież byli cudowną parą. A wiesz, jego brat bliźniak się odnalazł w jakimś więzieniu w Ameryce Południowej. Gdziekolwiek to jest.

Nigdzie indziej nie spotkałam się z takim obnoszeniem się własną ignorancją. Z postawą typu: „nie wiem, i nie chcę nic wiedzieć” na temat otaczającego mnie świata, bo wystarczy mi ten mały różowy mikrokosmos, w którym wyrosłam. Oparty na kupowaniu dóbr, upiększaniu się i kompulsywnym jedzeniu. Takie kobiety można zapewne znaleźć wszędzie, ale ich zagęszczenie w tym niepozornym biurze było zatrważające. „Google zatrudnia 1000 osób?” – przeczytała jedna z dziewczyn na korporacyjnym intranecie – „Ale.. po co? Przecież to tylko biała strona z napisem!”. No i.. jakby Wam to powiedzieć.. to nie był żart.

Za to gdy po pracy trafiała się jakaś night out,  im wystarczyło piętnaście minut, by przy roboczym biurku przeistoczyć się w perfekcyjnie umalowane i uczesane gwiazdy. Szczytem moich możliwości makijażowych jest smokey eye, a włosy w ogóle mnie nie słuchają, więc patrzyłam na te metamorfozy z nutką zazdrości. I refleksją, że są też pozytywne strony bycia pink princess – wszak wiedza na temat tego, gdzie leżą Bałkany może się dziewczynie przydać tak samo jak zrobienie się na bóstwo.

IMGP7288 IMGP7297

W biurze byli też faceci. Wychowani w tych samych okolicznościach kulturowo – społecznych, wyrośli z tego samego systemu edukacji. Większość tych, których poznałam to byli goście w miarę inteligentni, posiadający przynajmniej elementarną wiedzę na temat geopolityki, wydarzeń bieżących na świecie, historii, posiadający jakieś zainteresowania, czytający książki lub przynajmniej gazety. Zajęło mi dobre 3 lata, by poznać podobne kobiety. W końcu udało mi się z różowej masy księżniczek wyłuskać kilka sztuk inteligentnych i wyjątkowych dziewczyn, z którymi przyjaźnię się do tej pory. Dwie z nich nawet przyjechały kiedyś do Polski w odwiedziny i były na tyle odważne i ciekawe świata, by przemierzyć nasz kraj (autem) od Krakowa, aż po Gdańsk.

Chloe.

Uwielbiała tosty z masłem oraz bajki o Scooby Doo. Miała dużą wyobraźnię, dzięki czemu mogłyśmy wymyślać szalone zabawy, na przykład pływanie na tratwach po rozszalałym morzu.. nie ruszając się z foteli. Jeszcze w czasach studenckich byłam przez miesiąc jej opiekunką.

Pokoik Chloe to było istne królestwo kiczu w barwie pudrowego różu z fioletowo-fuksjowymi detalami i wielkimi portretami lalek Barbie. Zabawki jakie tam były.. no sami wiecie.

Kiedyś rozmawiałyśmy o tym, że ja jestem z Polski, a ona z Irlandii i narysowałam jej mapę Europy. Umiem w miarę dokładnie narysować Stary Kontynent, chociaż Skandynawia wygląda zazwyczaj dość koślawo, a i Grecy mogliby zgłaszać pretensje, gdyby zobaczyli jak ujednolicam ich linię brzegową. Narysowałam więc taką schematyczną mapkę i zaznaczyłam na niej nasze rodzinne miasteczka, a potem miejsce, gdzie mieszkała jej babcia, Amsterdam, gdzie tata jeździł na mecze, a mama na shopping i Hiszpanię, gdzie całą rodziną jeździli na wakacje. Dziewczynka była zachwycona! Potem musiałam rysować jej mapy wielokrotnie, a na pożegnanie sprawiłam jej wielką, laminowaną mapę Europy, na której kropeczkami zaznaczyłam znajome miejsca. Rodzice byli oszołomieni i zaskoczeni.

Naprawdę? Że niby dziewczynka interesuje się mapą? Podziękowali uprzejmie, ale zdziwienie ciężko im było ukryć. Zapewne uznali ten prezent za jakieś polskie dziwactwo.

Dziś Chloe ma mniej więcej osiemnaście lat. Zważywszy na wychowanie jakie dostała pewnie jest jedną z księżniczek martwiących się o dietę, uwielbiających nowe ciuszki i plotki, lubującą się w serialach i potrafiącą zrobić idealną kreskę eye-linerem. Ale.. mam nadzieję, że gdyby ktoś ją poprosił potrafiłaby pokazać na mapię Hiszpanię, Holandię i Polskę. Większość jej koleżanek zapewne nie ma tej umiejętności.

Producenci zabawek, kreskówek, książek, ale przede wszystkim sami rodzice dokonujący wyborów konsumenckich, mają olbrzymi wpływ na to, jak dzieci będą postrzegać świat. Są odpowiedzialni za to jakie wyobrażenia na temat ról społecznych wykiełkują w głowach najmłodszego pokolenia. Niestety dość często dają małym kobietkom przyzwolenie na bycie głupiutką, słodką księżniczką, myślącą jedynie o falbankach, kosmetykach i nowych lalkach. Problem w tym, że taka dziewczynka z wiekiem nieuchronnie przeistacza się w dorosłą, głupią babę.

Pewne rzeczy po prostu nie powinny mieć płci – na przykład wiedza. A mapa spokojnie może sobie wisieć obok portretu Barbie – przecież nic się tutaj nie wyklucza.

IMGP7302

P.S. Z trochę innej strony za ten sam temat ostatnio wzięła się Zuzia (czytajcie tutaj). A niedługo napiszę Wam o dziewczyńskich prezentach, jakie Kropka otrzymała na swoje drugie urodziny. Chociaż na szczęście obyło się bez różowej szczotki do sedesu ;).

1

12 comments

  1. Mikla says:

    Dziękuję Ci za ten wpis, bo dokładnie oddaje prawdziwy sens, tak krytykowanej teraz, teorii gender… Odnosi się to nie tylko do różowych garów, ale też do stwierdzeń typu ” chłopaki nie płaczą”. Nadzieja w rodzicach… Ja sama nie mam problemu z tym, że moja córcia chodzi w fajnej kurtce z działu Zara Baby Boy :)

    • Agata / Ruby Times says:

      Proszę bardzo!
      Moja córka też często chodzi w męskich ciuchach, a najbardziej lubię łączyć te dziewczęce (z łączką, różem i falbanką) z chłopięcymi ubraniami po bracie, koszulką ze statkiem pirackim, potarganymi jeansami, ciężkimi buciorami lub ramoneską. I jest stylówa jak się patrzy :)

  2. Prawda to jest. Przedziwne, ze z jednej strony się ciągle mówi o równouprawnieniu, a z drugiej od dziecka wtłacza w takie schematy… Pzede wszystkim dziwne, że rodzice tego nie rozumieją, bo producentom zabawek jakoś się do końca nie dziwię, robią to, na co jest popyt.

    We Francji jest trochę inaczej, oczywiście w dużych sieciówkowych sklepach też podział na część chłopięcą – kreatywną i rozwijającą i różowo – słodką dla dziewczynek. Ale jest mnóstwo innych sklepów, które te schematy łamią, a poza tym rodzice nie robią z tych dziewczynek takich królewien – bardzo podobają mi się francuskie dziewczynki, w granatowym, szarym, białym, a nawet czarnym.

    I jeszcze taka historyjka z własnego podwórka – mamy rodzinę, która nie uznaje zabawek innych niż grająco -świecących, najchętniej fischer srajsa. Ale nawet w takich zabawkach jest różnica. Na pierwsze urodziny Synek dostał warsztat, z którego (oprócz głupawych piosenek) mógł się nauczyć kształtów, kolorów, podziału na duży i mały, dopasowywania itd. A Iskra – torebusię (różową oczywiście), z której można wyciągac i wkładać plastikowe gadżeciki (lusterko, klucze, karta kredytowa, telefonik) a do tego śpiewa „chodźmy na zakupy!hihihi! Szykujmy sie do wyjścia!” I oczywiście też pojawiają się kolory w piosence, że który kolor jest ulubiony? Zaraz powiem już! Wczoraj to było fiolet ale dziś już róż” No wiadomka. Torebusia, zupełnie przypadkowo leży wysoko w naszej szafie;)

    Swoją drogą cieszę się, że nasza córa ma starszego brata, który jakoś naturalnie będzie ją wciągał w swój świat – teraz razem bawią się samochodami i pociągami, układają puzzle i oby tak zostało.

    Trochę się rozgadałam, ale temat tez mnie rusza mocno;)

    • Agata / Ruby Times says:

      Nie mogę patrzeć na te grające ustrojstwa, zwłaszcza FP! Przy pierwszym dziecku uznałam, że pewnie muszą być w każdym domu, przy drugim ograniczyłam do minimum, dla trzeciego trzymam te najmniej irytujące :) Torebka, o której piszesz.. to przerażająca sprawa! Właśnie o to mi chodziło – maleńka karta kredytowa, lusterko, telefonik, bo cóż więcej potrzebne kobiecie do szczęścia?
      Ja w sumie zaczynam trochę wprowadzać dziewczyńskich klimatów, również do domu (a remontuje się właśnie część pokoju Kropki), ale to głównie dlatego, że level testosteronu i męskich zabawek będzie na tyle duży przy dwójce braci, że możemy sobie pozwolić na kwiatuszkowo-romantyczne klimaty. I nawet różu nieco będzie :)

      • Kwiatuszkowo – romantyczne klimaty są ok! I nawet róż nie jest najgorszy ( w odpowiednim towarzystwie), kwestia tylko jakiegoś umiaru i nie wiem… dobrego smaku w tej dziewczyńskości;)

        • Agata / Ruby Times says:

          Mam takie samo zdanie – róż, kwiatuszki i romantyzm są ok, ale z umiarem. Lukier jest dobry, ale przecież nie da go jeść samego :)

  3. kejt says:

    Czytam teraz „Rodzicielstwo przez zabawę” i tam jest sporo na ten temat. Autor zauważa na przykład, że bajki Disneya z męskimi bohaterami np. Pinokio traktują o przygodach, odkrywaniu siebie itd, a Mała Syrenka. Kopciuszek Czy Królewna Śnieżka to historie miłosne :// Pisze też o tym, że wielki przemysł pisze scenariusze zabawa dla naszych dzieci, przygotowując je do roli konsumentów do tego stopnia, że dzieci nie potrafią się bawić bez „niezbędnych” rekwizytów, a w końcu zabawa do podstawowa dziecięca umiejętność! Wręcz organiczna! I tak naprawdę dziecko do zabawyt nie potrzebuje nic. Opisuje też, jak czasem bawi się z córką Barbie i jak łamie te utarte schemty, które dziewczynka próbuje realizować w zabawie. Prawda jest taka, że nie tylko dziewczynki są krzywdzone przez stereotypy- im nie pozwala się rozwinąć skrzydeł. Ale chłopcom nie daje się z reguły wystarczającej ilości wsparcia emocjonalnego i uczy się ich tłumienia i nieokazywania emocji…

    • Agata / Ruby Times says:

      To prawda – rzadko zdarzają się baśniowe bohaterki, którym chodzi o cokolwiek innego niż bycie piękną i złapanie bogatego męża :). Nie żebym coś miała do urody i bogatych mężów, ale w sumie fajnie by było mieć też inne aspiracje życiowe. Na szczęście trochę się to zmienia, co pokazują bajki z ostatnich lat – Merida Waleczna, Mulan itp. pokazują bohaterki, które potrafią przejąć inicjatywę, nawet Fiona ze Shreka potrafi też nieźle skopać drużynę Robin Hooda i jest w miarę samodzielną babką :)
      Z chłopcami też prawda – czasem mam wyrzuty, że jestem za bardzo uczuciowa, przytulam, całuję, do znudzenia mówię że kocham, czasem boję się, że mój syn będzie mięczakiem w swojej grupie rówieśniczej. A to przecież dobrze mówić o uczuciach!

  4. Sylwia says:

    Powtarzam się, ale naprawdę Twój blog to perełka :) Zgadzam się z Twoimi obserwacjami, mnie też to przeraża. Z tego względu też nie odwiedzam sieciowych sklepów z zabawkami. Po co się denerwować. A jest to tym bardziej drażniące, że naprawdę jest cały szereg „bezpłciowych” (ujmując to w dużym uproszczeniu) zabawek, choćby puzzle, układanki, kulodromy, instrumenty muzyczne, teatrzyki… długo by wymieniać. U nas jest i lalka z drewnianym wózkiem (tulona, usypiana, kołysana), i kuchenka z akcesoriami, i ciągnik z farmerem, i pociąg z zestawem torów. Bo to córki lubią, po prostu. Jeszcze inny aspekt tej sprawy – wszechobecny kiczo-różo-brokat zabawkowy ma, moim zdaniem, duży wpływ na kształtowanie zmysłu estetycznego dziecka. Skąd dziewczynka ma się nauczyć, co jest ładne, a co nie, jeśli otacza się ją tylko takimi koszmarkami. To samo dotyczy odzieży dziecięcej. Powieka mi drgać zaczyna, jak muszę coś kupić małym, a tam same różowości ze słodkimi misiami/kucykami/księżniczkami i innymi słodkościami. Ewentualnie z napisami w stylu „córeczka tatunia/śliczna królewna/słodki misio”. A potem zdziwienie, skąd na ulicach tyle kobiet ubranych w stylu „faszyn from Raszyn” w panterkach, futerkach, brokatach, białych kozaczkach i z różowymi gaciami wystającymi sponad za małych biodrówek.

    • Agata / Ruby Times says:

      Mój blog to perełka! Przeczytać coś takiego przy popołudniowej herbatce. Bezcenne :)
      To prawda, że nikt nie zastanawia się nad wpływem kiczowatych zabawek na poczucie estetyki dzieci. Wystarczy rozejrzeć się dookoła – nawet pod względem estetyki przestrzennej w naszym kraju jest totalna masakra – może właśnie za mało zwracamy uwagę na estetykę w naszym życiu i życiu naszych dzieci.
      Na szczęście stylu „faszyn from Raszyn” jakby mniej w młodszych pokoleniach kobiet.
      Pozdrawiam cieplutko!

  5. Aneta says:

    Moja 16 miesięczna córka znalazła sama sobie złoty środek w kwestii wyboru zabawek – wychodzimy na spacer w towarzystwie lalki wiezionej na pace ciężarówki :) Ludzie przystają i się uśmiechają – mamy w domu normalny, tradycyjny wózek dla lalek, ale lala na pace ciężarówy, która burczy kołami po klatce, okraszona krzykami mojej córki ” lala brum brum” – chyba każdy sąsiad wie, że jedziemy teraz na spacerek :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.