Codzienność

Różne odcienie miłości

Rozmowy przy śniadaniu bywają rozczulające. „Najbardziej to bym chciała zakochać się w moim małym braciszku!” – mówi Kropka chrupiąc kiszonego ogórka. – „On jest taki piękny!” – dodaje przytulając Lolka trochę zbyt mocno. Maluch odwdzięcza się spojrzeniem pełnym miłości.

„A gdy będziemy się musieli rozdzielić, wiesz jak już zrobimy  się dorośli to.. czy ty będziesz do mnie przychodziła w odwiedziny?” – pyta Młody z obawą. „Kocham Cię!” – dodaje spontanicznie i ściska zaskoczoną siostrę upaćkanymi od miękkiego masła rękami.

Taka z nich banda – głośna, czasem upierdliwa, regularnie ignorująca zdanie rodziców. Dwulatek, czterolatka i prawie sześciolatek.

Ale dostrzegam tak dużo miłości między nimi, tak silną więź! Wzruszają mnie niemal codziennie małymi gestami i słowami, chociaż minęłabym się z prawdą, gdybym nie wspomniała o tym, że równie regularnie się tłuką. Z drugiej strony znamienne jest to, że tłuką się te starsze, czasem bezlitośnie, a Najmłodszy ma status nietykalnego. Nawet gdy ich napiernicza po głowie drewnianym torem od kolejki przybiegają do mnie z płaczem, zamiast mu po prostu oddać. Opiekują się nim, wiedzą, że jest mały, że trzeba odpuścić. Nawet jeśli czują złość, która nie może już totalnie znaleźć ujścia to najwyżej go uszczypną lub lekko odepchną.

Zawsze też przybiegają do nas z informacją, gdy robi coś niebezpiecznego, co wymaga interwencji dorosłych. Czuwają.

Gdy Lolek stracił przytomność, a ja próbowałam go ocucić Kropka była tuż obok. To nie pierwszy raz, wiem jak się zachować, bo Najmłodszy ma trochę neurologicznych problemów, więc co jakiś czas zdarzają się mu bezdechy. Ale i tak za każdym razem wrażenie jest upiorne.

Kropka biegła za mną do kuchni, a ja z małym na rękach. „Mamusiu, uratuj mojego Bebusia!” – piszczała cieniutkim głosem. Gdy po wszystkim tuliłam w ramionach bardzo bladego, płaczącego synka, ona powiedziała poważnym tonem, że nigdy nie chce mieć dzieci. „Oczywiście, że nie musisz, jeśli nie chcesz” – odparłam – „Tylko powiedz dlaczego? Przecież tak kochasz wszystkie dzidziusie, zawsze mówiłaś, że chcesz mieć własne!”

„Małe dzieci czasem chcą same wyjść za drzwi i robią różne rzeczy, i trzeba ciągle uważać” – odpowiedziała ona po namyśle, nawiązując do wydarzenia z życia, gdy znalazłam Lolka stojącego po drugiej stronie drzwi wejściowych, tuż przy klatce schodowej, gdy na chwilę dosłownie straciłam go z oczu. Nie miałam pojęcia, że potrafi otworzyć ciężkie drzwi i cichutko za sobą zamknąć. A jednak! Od tej pory stale zamknięte są na klucz.

„Chcę mieć tylko moją córeczkę lalkę i żadnych innych dzidziusiów” – zakończyła temat dobitnie.

W ten sposób czteroletnią dziewczynkę przygniotło niewyobrażalne brzemię odpowiedzialności. Jest taka mała, a tyle rozumie!

„Kochany Bebusiu, nie płacz! Pobawimy się jak już wrócimy z przedszkola!” – pociesza Kropka głaszcząc go po policzku, podczas gdy najmłodszy szaleje z rozpaczy przy drzwiach wejściowych.

„Wiesz, a jutro jest sobota i cały dzień będziemy w domu” – tłumaczy Młody poważnym tonem. „Więc będziemy się mogli pobawić w >Szybciaki i wolniaki<! Albo w > I autooo!<„ – wymienia autorskie, bardzo prymitywne zabawy, które interesują brata. Polegają wprawdzie głównie na bieganiu i wrzeszczeniu, ale przynajmniej jest nić porozumienia między całą trójką. Dzieci całują swojego małego braciszka, który wyrywa się teraz i rzuca.

Przez następne kilka godzin będzie co jakiś czas wspominał o rodzeństwie. Będzie pokazywał należące do nich zabawki, szczoteczki do zębów i krzesełka, rzewnie wypowiadając ich imiona.

Siedzimy przy podwieczorku. Stwory pochłaniają galaretki, rozmawiamy.

Kropka prosi o „Historie o Porodach”. Historie oczywiście oparte są na faktach z naszego życia, dostosowane nieco do wieku słuchaczy, pewne elementy pojawiające się w nich są trochę złagodzone i skrócone. Inne wyeksponowane dla wywołania wrażenia komicznego i zwiększenia zainteresowania.

Historia pierwsza opiera się na wątku z kolacją  – ravioli z parmezanem i mocno czosnkowym sosem, po którym Młody w Brzuchu mocno się wkurzył i uznał, że on już dłużej tego nie zdzierży, what the fuck? I co to w ogóle ma znaczyć, żeby do wód płodowych dowalać taką ilość czosnku! No przecież śmierdzi kiełbą na kilometr! Gdy Młody się wkurzył to oczywiście postanowił jak najszybciej wyjść. Zaczął wytwarzać oksytocynę, wywoływać skurcze i Mama z Tatą musieli jechać do szpitala. Rano Młody wyskoczył z brzucha i już .. mógł przytulić się do swojej mamy!

Zdaję sobie sprawę, że termin „wyskoczył z brzucha” dość oględnie opisuje to, czego my kobiety doświadczamy w czasie porodów, ale póki co wystarczy. Wprawdzie dzieci już wiedzą którędy odbywa się poród (nachalnie pytali, więc powiedziałam prawdę), i że jest to dość bolesne, ale na tym etapie wiedzy się zatrzymaliśmy.

Druga historia opowiada o Kropce, Która Nie Mogła Się Zdecydować. Chciała już wyjść z brzucha, ale potem stwierdziła że to jednak nie jest dobry dzień. Rodzice spędzili więc walentynkowy wieczór romantycznie na porodówce i musieli wraz z brzuchem wrócić do domu. Wkrótce potem Mama wstała rano z przepisowymi regularnymi skurczami, wykąpała się więc, ułożyła włosy, zrobiła lekki makijaż. Pomalowała nawet paznokcie u stóp. Na różowo (wiem, że to szokujące, ale tak, w dzień porodu byłam w stanie pomalować swoje własne paznokcie u stóp :D).

Wtedy Kropka uznała, że Mama jest gotowa by się z nią poznać. No i te różowe paznokcie takie zachęcające! Urodziła się w wielkiej wannie. Wyskoczyła (z brzucha) prosto we wzburzone fale niczym mała syrenka i spod tafli wody spojrzała ciekawie na Mamę po raz pierwszy. A potem owinięta w ręcznik spożyła swój pierwszy posiłek w środowisku lądowym.

Historia trzecia jest najkrótsza. Po długim dniu z dwójką dokazujących dzieci Mama położyła się do łóżka. Chciała tak bardzo, bardzo spać, że postanowiła zignorować nasilające się skurcze. „Cholera, może same miną” – pomyślała przykrywając się kołdrą. – „No na serio, tylko nie teraaaaz.”

Ale to jednak było teraz. Skurcze były wprawdzie co piętnaście minut, czyli rzadko. Według wszystkich lekarzy mogłaby jeszcze pozostać w domu. Ale skurcze były cholernie mocne. Wiedziała, że są cholernie mocne, miała doświadczenie w tej branży. Obudziła więc męża i pojechali do szpitala. W szpitalu okazało się, że głowy Lolka już nie widać na badaniu USG. Już się zaczął.. wkręcać w kanał rodny. Trzy godziny później nowy mały człowiek był już na świecie.

Dzieci uwielbiają historie o sobie w roli niemowlaków. Jedli te galaretki i słuchali przejęci! Zaśmiewali się z celowo humorystycznych fragmentów, a czasem również  z tych przypadkiem humorystycznych.

Gdy Młody skończył jeść swoją galaretkę spojrzał na mnie w taki specyficzny, poważny, rozumny sposób.

„Mamo, wiesz..” – zaczął. – „Dziękuję, że mnie urodziłaś..

Bo przecież.. mogło mnie w ogóle nie być!”

I to był koniec. Słyszysz coś takiego kurde, i już nawet nieistotne, że piętnaście minut później nastrój wzruszenia ulotnił się kompletnie, gdy nikt nie chciał sprzątnąć pokoju, gdy ktoś pokazywał komuś goły tyłek śpiewając przy tym „brzydką” piosenkę, a jeszcze ktoś inny zasikał sobie spodnie, a jeszcze ktoś inny strzelił wielkiego focha, bo dziś tylko prysznic a nie kąpiel, a jako ścieżkę dźwiękową tego chaosu można sobie wyobrazić jeszcze kogoś, kto wrzeszczał na cały głos jedno słowo w kółko, i jeszcze raz, i jeszcze piętnaście razy, miarowo, coraz głośniej, coraz bardziej piskliwie.. Nie będę wskazywać palcami kto robił co. Ale to wszystko nieważne, bo wzruszenie już zostało. To wrażenie. To, że on już wie, że to nie byle co tak powołać do życia nowego człowieka.

Że właśnie zdał sobie sprawę z tego, co to naprawdę znaczy mieć mamę.

Bezcenne.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

10 komentarzy

  • Reply Mamamagda 24/04/2018 at 23:11

    Piekny wpis, wzruszajacy 😊 kurcze, dzielna jestes z tymi bezdechami najmłodszego. Zdrówka Wam życze jak najwięcej! A ja sie pochwale (? 😉) że u nas juz niedlugo, bo w czerwcu, bedzie trzecie, tylko układ sil inny bo do najstarszego synka i mlodszej córki dołączy dziewczynka. Tak wiec za niedlugo bede miała 5latka, 3latke i noworodka na stanie… hmmm i caly cyrk od nowa 😉 takze pisz o Was jak najczesciej ku pokrzepieniu serc 😉

    • Reply Agata / Ruby Times 24/04/2018 at 23:15

      Jejku, no to faktycznie będzie ekipa! Zdrówka dużo życzę, i przespanych nocy! Dbaj o siebie <3

  • Reply mamadzika=dzikamama 25/04/2018 at 13:49

    Cudownie :) Ja jestem mama 3 latka. Łobuza ,ktory sie urodzil o wiele za wczesnie. Gdy czytam tak piekne historie jak ta to przybijam autorowi ” piątkę „. Bycie mama to mimo trosk najpiekniejsza rzecz na swiecie a rodzenstwo to ogromna wartosc. Niech wam ta milosc wciąż pączkuje. Pozdrawiam

  • Reply e-milka 26/04/2018 at 03:44

    Wzruszylam sie. Tym bardziej, ze wczoraj bylam okropna matka i powiedzialam malemu kilka slow za duzo (nie dalam rady byc cierpliwa, kiedy dwa razy pod rzad cos wysypal, a wczoraj mialam hospitacje i rozmowe o prace i bylam pod strasznym napieciem, chociaz to slaba wymowka). Ale kiedy ja jestem „mama, ktora zapomniala”, corka zawsze pelni role pocieszycielki i czasem czuje sie przez to jak prawdziwy potwor, ale wdzieczny potwor za to, ze maja siebie. Zmartwilas mnie z tymi bezdechami. Czy jest szansa, ze „wyrosnie z tego”?

    • Reply Agata / Ruby Times 26/04/2018 at 16:36

      Jest pod kontrolą neurologa. Jako maluch miał problemy z napięciem mięśniowym, a to się często łączy z innymi neurologicznymi kwestiami. Z bezdechów większość dzieci wyrasta około 6 roku życia. Nie mam pojęcia jak przetrwam czas jego przedszkola, wspinanie się na placach zabaw, szaleństwa na hulajnogach. Jest to bardzo duży, obciążający codziennie stres, bo trzeba uważać na niego bardziej niż na inne dzieci w tym samym wieku.

      • Reply e-milka 26/04/2018 at 17:33

        Rzeczywiscie, bardzo obciazajace. :(

  • Reply Magda Z. 26/04/2018 at 09:32

    Cudowny wpis! Wzruszyłam się… Samo życie… Idealnie nadawałby się na Dzień Mamy…:) Na Dzień Dziecka w sumie też!:) Wszystkiego dobrego! Fajna, normalna z Was Rodzinka!:) Pozdrawiam!

    • Reply Agata / Ruby Times 26/04/2018 at 16:33

      Dziękuję! <3

  • Reply Ewa 28/04/2018 at 01:56

    Tak, piękny wpis i wzruszający.
    Oj pamiętam jak byłaś zmęczona w ciąży z Lolkiem i Twoją chęć wykorzystania każdej minuty na odpoczynek. Uśmiecham się, bo dokładnie pamiętam tamte Twoje czasy. Ja sama dwa miesiące przed Tobą urodziłam córeczkę, a w domu jeszcze 1,5 roczny synek i podobne zmęczenie odczuwałam. ☺
    Agato, trzymaj się tego, że Lolek wyrośnie kiedyś z bezdechu. To bardzo duże pocieszenie. Pamiętam jak pierwszy raz o tym napisałaś, ja wiem, to są ogromne emocje nawet gdy się o tym czyta, a co dopiero Mama przeżywa.
    Pocieszny jest z tą miłością do parkingów. Mamy w rodzinie takiego też miłośnika aut, też w wieku Lolka. Mój Leon (4 lata) nigdy nie przeszedł takiej fascynacji pojazdami, choć książeczkę „Co robią auta” znam na pamięć. ☺
    Pozdrawiam

  • Reply Ola 02/05/2018 at 11:16

    Piękne masz wspomnienia porodowe. I piękne są relacje twoich Stworów. Bardzo bym chciała żeby moja dwójka kochała się i szanowała a przede wszystkim żeby byli przyjaciółmi. Nie wiem czy jest na to jakiś złoty przepis. Każde dziecko ma inny charakter i wymaga innego podejścia. Nam rodzicom pozostaje obserwować, wspierać i dawać dobry przykład.

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.