Proza Ż.

„Cieszmy się z małych rze-czy”.. jak wyje jedna z polskich gwiazdek, sama nie wiem która, bo wszystkie brzmią tak samo.. Otóż, z jakich małych rzeczy cieszyłam się dzisiaj? Albo nie – może zacznijmy odwrotnie – jakie małe rzeczy doprowadzały mnie dziś do nerwów?

IMGP6662Ziemniaczana frustracja podczas konsumpcji.

Banalnie było, co Wam będę tłumaczyć – matka, dziecko, cztery ściany. Wkurzyły mnie dziś za małe ziemniaki. Tak, dobrze przeczytaliście: takie mikroskopijne ziemniaki, których obieranie ciągnie się w nieskończoność, a efekt w garnku i tak marny, i tak rodzina się nie naje, należy więc obrać więcej. A cenne minuty płyną, dziecko śpi, zaraz się obudzi, a matka ślęczy przy tych ziemniakach zamiast robić coś bardziej konstruktywnego. Ponieważ trwało to dłuższą chwilę pojawiła mi się w głowie natrętna myśl, że w czasach „kariery biurowej” człowiek miał trochę bardziej wyrafinowane powody do frustracji, a teraz? Brnę w banały.

Mięso tłukłam dziś w łazience, co by przedłużyć sen latorośli. Oczywiście z zachowaniem zasad higieny, owinięte w folię spożywczą, zupełnie jak u Nigelli. Co poza tym? Kilka prań, bo pluszaki wyglądały już szaro od ciągłego tarzania po ziemi, piłowanie paznokci na szybko, bo już nie mogłam na nie patrzeć, a potem to już pobudka malucha, obiad, a potem sprzątanie i od nowa.

Czasem mam wrażenie, że moje całe życie toczy się między zlewem a zmywarką, koszem na pranie, pralką i suszarką, szafką na detergenty a fotelikiem do karmienia i miejscem na szczotki. Tak jakby jakaś niewidzialna smycz trzymała mnie zawsze w pobliżu tych kilku miejsc, sprawiała, że do znudzenia powtarzam te same monotonne czynności, od rana do wieczora. Te „małe rzeczy” zaczynają mi czasem poważnie działać na nerwy! Zajmują cały czas, a są tak do bólu prozaiczne i nieciekawe, że już nawet mąż, który musi pojechać do pracy i sklepu wydaje się super-herosem, który dokonuje jakichś nieziemskich wyczynów w porównaniu do takiej matki-Polki ze ścierą w jednej i obierakiem w drugiej dłoni.

IMGP6678 IMGP6758 IMGP6767 IMGP6769Dzisiejsze „małe rzeczy”

Ale żeby nie było tak pesymistycznie to muszę przyznać, że w tym ogromie zwyczajności pojawiają się pewne iskierki, które dają człowiekowi tak zwanego pozytywnego „kopa”. Nie uniknę tutaj kolejnego otarcia się o banał, ale co tam. Piszę jak jest. Mój maluch robi duże postępy i to daje mi motywację do tej niewdzięcznej i nigdy niekończącej się roboty. Wczoraj wszedł po całych schodach na poddasze. Za rękę i z asekuracją, ale z wielkim zacięciem i radością. Dziś zszedł ze schodów, a muszę zaznaczyć, że to są dwa wysokie piętra. Rodzic w takiej sytuacji cieszy się, że dziecko chce być samodzielne i odczuwa wielką dumę, ale ma też zupełnie praktyczną nadzieję, że smyk się zmęczy i szybciej uśnie. Co robi dziecko na końcu schodów? Zaczyna płakać i prosić by iść z powrotem do góry! Ech.. Cały dzień spędzony razem z Młodym to moja wielka wewnętrzna walka między totalnym rozczuleniem, wzruszeniem, miłością oraz dumą, a irytacją, znużeniem i zniecierpliwieniem.

Ale jednak ta duma i wzruszenie przeważają – gdy dziś zaczął sam chodzić po pokoju matka myślała, że skoczy pod sufit z radości. On też wyglądał na bardzo szczęśliwego. Robił kilka małych kroczków, po czym pakował się z radosnym piskiem prosto w moje objęcia. I te wspólne wieczory, gdy leżymy na łóżku, kiedy tłumaczę mu, że jest noc i wszyscy śpią, a on przykłada swoją mądrą główkę do poduszki, patrzy mi w oczy i się uśmiecha i przestaje brykać i zupełnie poważnie udaje, że on też śpi. I ta mała ciepła rączka na mojej ręce.. to są naprawdę DUŻE rzeczy!

6 comments

  1. tynka says:

    hehe a myślałam, że to tylko ja taka leniwa na obieranie ziemniaków ;)
    u mnie 1-2 razy w tygodniu są, bo szkoda mi czasu na ich obieranie ;) a przecież jeszcze inne rzeczy do zrobienia a nie tylko „dodatek” do drugiego dania ;)
    ta prozaicznośc, codziennośc i rutyna są czasami bardzo przytłaczające…ale masz rację, potem nadchodzi taki moment, kiedy się rozczulasz przy swoim maluchu :)
    dobrze będzie :)
    :)

  2. Mamotata says:

    Oj trafiłas tym postem w samo sedno! Aktualnie mam doła,nic mi się nie chce,mam dość tego,ze kazdy dzien jest taki sam,ciagle tylko piore,gotuje,prasuje,sprzatam,przewijam,karmie:/
    Ale taki ponury nastroj znika gdy ona się usmiechnie i powie mama:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.