..potencjał niewyczerpany…

Za kilka dni skończy dwa latka. No szok po prostu, kiedy to minęło. Oczywiście matka od dwóch dni w wielkiej mobilizacji, bo czas się zająć organizacją, planowaniem menu i tak dalej. Spisuję przepisy na krem do muffinek, robię listę zakupów spożywczych, zamawiam baloniki i ozdoby na Allegro i modlę się, by wszystko dotarło na czas. Tak, wiem, można było wcześniej, ale upragniony esemes z banku, że wypłata już jest przyszedł dopiero dziś po południu.

Przestał mówić „chap-chap” na psy. Teraz mówi normalnie, „hau-hau”. Wybaczcie te rozbieżności w pisowni, ale wizualizuję sobie słówko „chap-chap” pisane właśnie przez „ce-ha”. Niby spoko, że zaczął wymawiać normalnie.. ale będzie mi brakowało chap-chapów, jak obecnie całą rodziną nazywamy psy. I takie pole do kreatywnego działania mamy, gdy z mężem wymyślaliśmy różne alternatywne wersje znanych utworów hip-hopowych! Na przykład:

„jest jedna rzecz dla której warto żyć. CHAP CHAP! I nie zmienia się nic”
albo
„o rany, rany jestem niepokonany, CHA-A-PE CHA-A-PE bez reszty oddany..”

Nauczył się kilku nowych słów ostatnio i wciąż pojawiają się nowe: „pije”, „kawa”,”mleko”, „dada” (o dziadku), ale najbardziej go cieszy słowo „biały”, chociaż wypowiada je bardziej jak „biaji”. Bardzo je lubi, chodzi po domu wykrzykując to słówko, ćwicząc wciąż. Albo słówko „dwa”, którego nauczył się przy okazji zbliżających się urodzin. Najpierw pokazywał dwa paluszki, a teraz.. Zaczął mówić „dwa”.. i szukać uzasadnienia dla wypowiadanych słów. Na przykład nakładając fasolkę na łyżkę (jak to zrobić? Proste wsadzasz rączkę do zupy, wyławiasz fasolkę i kładziesz na łyżkę. Powtarzasz operację z kolejną fasolką, po czym z entuzjazmem krzyczysz: „DWA!”)

P.S. W międzyczasie (bo mam poślizg z publikacją postów, poślizg jakże zrozumiały przy takim chaosie domowym, jaki u mnie panuje) Młody doprecyzował mi, że „hau-hau” to czasownik „szczekać”, natomiast „chap-chap” to rzeczownik określający czworonoga, więc hurrraa! Chap-chapy zostały z nami! :) Chociaż wiecie, mieszkamy na wsi, każdy sąsiad ma ze trzy, cztery psy, czasem wszystkie zaczną ujadać i wyć wieczorem, to od razu przypomina mi się „101 Dalmatyńczyków”, że one niby przekazują tak sobie wieści, z miasta do miasta, z wioski do wioski. Jako dziecko w to wierzyłam.. teraz chyba trochę też. Wszystko fajnie, ale.. upał, lato, okna otwarte na naszym poddaszu, by się nie udusić, wieczór, dzieci właśnie (wreszcie!) usnęły. A tu nagle zaczyna się wieczorny skowyt, z wielu psich gardeł, na zmianę wielkie wycie, szczekanie i ujadanie. Wówczas któreś z nas, mąż lub ja, idzie zamknąć okno, a przekleństwo samo aż ciśnie się na usta..

.. i zazwyczaj materializuje się frazą:

„Pieprzone chap chapy!”

IMGP5629 IMGP5899 IMGP5900 IMGP5939 IMGP5948 IMGP5951 IMGP5956 IMGP6002 IMGP5748 IMGP5996

19 comments

  1. tynka says:

    hehe no to gorączkowy okres przygotowań u Ciebie :)
    „chap-chapy” rządzą…u nas były „łuf-łufy” ;)
    mniej więcej w tym czasie zamiast „biajy” był „zijoni”
    ech te dzieciaki…
    apropos wsi…to widać mieszkasz na takiej gęsto zaludnionej…bo u mnie tylko bażanty w krzakach słychać ;) i moje własne „chapo-łufy”
    pozdrawiam
    ps. z tymi dziecięcymi neologizmami podobnie z mężem mamy, weszły do naszego rodzinnego słownika jako vip-y :)

    • Ruby Soho says:

      dziecięce neologizmy są super :) taaak, nasza wieś gęsto zaludniona, dom przy domu.. co zrobić, to bardziej strefa podmiejska niż wsi spokojna-wsi wesoła, więc bażantów u nas niet :)

  2. Młody jest super !
    Chap-chapy mnie rozbroiły ! I Wasze pomysły na wykorzystanie owego hm.. słowa ;) Dzieciaki są przeurocze jak zaczynają gadać ! Dzisiaj się nasłuchałam w moim żłobku maluchów, teraz będę mogła odwiedzać je częściej ! :)
    I bukiety też dostałaś przepiękne ! Zazdroszczę !

  3. Wasz Młody jest fantastyczny. Tak lubię czytać o kolejnych etapach jego rozwoju, zawsze wybiegając w przyszłość, jak to będzie u naszego Hubisia. Wszystkiego najlepszego z okazji dwóch latek Skarbie!
    Ps. U nas piesek to „au”, liczę, że od „hau hau” :-). Za to dziadek to nie wiadomo czemu „ejla” :-).
    Ps 2. Serdeczne gratulacje z okazji 100 tysięcy wyświetleń :-)!!!

    • Ruby Soho says:

      Zastanawiałam się kiedyś skąd ta niby harmonia na naszych fotach się bierze, bo już kolejna osoba mi o tym pisze.. a zapewniam, że u nas klasyczny rodzicielsko-dzieciowy nieogar panuje. I kiedyś wpadłam na to.. że zdjęcia są ciche :)

  4. Zuzi Clowes says:

    ;))) oh mój ulubieniec w akcji!!! Osobiście moim ulubionym zwrotem Młodego jest ‚me’ zwłaszcza w odpowiedzi na pytanie ‚kto jest takim przystojniakiem?’
    Ps. Kocham politycznie poprawnego Boba!

  5. mama silesia says:

    chap-chapy w piosenkach wymiatają :))) u nas jest „hau-hau”, ale za to według Bena jeszcze do niedawna wszystkie zwierzątka robiły „hau hau” i tak jak widział krowę, to tak krzyczał, jak ptaka, jak kota i każde inne :) teraz już daje się przekonać, że są rózne odgłosy :))

  6. Pola says:

    Powodzenia w przygotowaniach! Oby wszystk odotarło i odbyło sie zgodnie z planem:)

    U nas swietowanie dwóch latek zdecydowanie skromniej, bo na obczyznę dotarli tylko jedni dziadkowie, no i impreza była 3 tygodnie po narodzinach młodszej siostry, ale było ok, jubilat nie narzekał;)

    • Ruby Soho says:

      No widzisz! my się jakoś późno zmobilizowaliśmy, więc może chociaż Ty pomyślisz z wyprzedzeniem. A dziś czas na robienie próbnych wypieków.. zwłaszcza że pogoda nastraja do kuchennych aktywności właśnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.