Codzienność

Poranek matki, czyli klasyka gatunku

Pierwsza pobudka nastąpiła o nieludzkiej piątej trzydzieści z rana. Niania elektroniczna nagle rozbłysła na niebiesko przekazując komunikat z dziecięcego pokoju „mama, wyyyyjść!” – krzyczał dziecięcy głosik. Pobiegłam więc co sił w zaspanych nogach i chwyciłam dziecię w ramiona, pacyfikując tym samym dalsze wrzaski i ratując starsze rodzeństwo od przedwczesnej pobudki. Kropka w małżeńskim łożu wyciągnęła się wygodnie i rozejrzała dookoła przytomnym spojrzeniem. Tak, przytomnym.

Przez kolejną godzinę przytulała się, gadała, złaziła z łóżka, właziła na łóżko, skopując przy okazji moją twarz nogami, a jedna rzecz, której zdecydowanie nie robiła to spanie. Koło szóstej trzydzieści do sypialni wpadł Młody. „Ja bym chciał małe śniadanko!” – oznajmił bezceremonialnie, bez wstępów zbędnych i kurtuazji. „I mleko z miodem” – dodał po chwili.

Rozczochrana, wciąż śpiąca, z zaciętym wyrazem twarzy, jaki zdecydowanie nie przystoi matce, ubrałam szlafrok.

Ten szlafrok to taka poranna namiastka łóżka, opatulaję się w niego i będę sobie wyobrażać, że dalej wyleguję się w pościeli – myślę sobie. Moja wyobraźnia okazuje się jednak zbyt skostniała, więc z przekleństwem błąkającym się w kąciku ust wlokę się do kuchni i nastawiam mleko. Dla siebie wielki półlitrowy kubek mięty z miodem, by jakoś załagodzić poranny spleen. Próbuję rozkleić zaspane oczy, myję stosy niekapków i butelek zalegających w zlewie. Kropka radośnie rzuca swoim kubeczkiem, więc ścieram podłogę próbując nie płakać nad rozlanym mlekiem. Dochodzi siódma.

„Mamo, pzecytas mi ksiązkę?” – ładnie prosi Młody ściskając w rączkach najgrubszą lekturę z półki, z najdrobniej zapisanymi stronami. „Mama, titaj, titaj!” – entuzjastycznie podchwytuje Kropka – „titaj, dalej!”. Nie ma rady. Siadam z dzieciakami i tłumiąc nieeleganckie i rozdzierające ziewanie zaczynam czytać. Mój mózg się jeszcze nie obudził, a już ma rozkminy w stylu: „a co to jest sawanna?”, „a jak się buduje pijamidę Chełopsa?”, „a co to znacy dostojny?”.

IMGP2177 IMGP2192

Po czytaniu udaje mi się wyrwać na chwilę do kuchni, by zrobić śniadanie. Kroję pomidory, wyciągam masło i sery.

Kroję pyszny pasztet z soczewicy, którym dzieci postanawiają totalnie wzgardzić, mimo że jego przygotowanie zajęło mi wczoraj cały wieczór. Gdy stół już zastawiony, dzieciaki postanawiają rozciapać pomidory i zjeść jedynie trochę sera (Młody) i suchą bułkę (Kropka). Dojadam pomidory, kroję sobie dodatkowy kawałek pasztetu i z rezygnacją sprzątam pobojowisko po posiłku. Przebieram też dzieci w świeże ciuchy, bo to co zostało z ich outfits of the day nadaje się prosto do wybielacza. Następnie pacyfikuję kolejne konflikty, pocieszam, całuję nabite guzy i uciszam gdy postanawiają chodzić po domu jednocześnie uderzając w metalowe puszki (co rozsadza mi czaszkę).

Po dziesiątej wreszcie wstaje mąż, który z pracy wrócił dość późno w nocy. Mam swoje łazienkowe pięć minut, chociaż bez zbytniej celebracji: do szyby w drzwiach przyklejają się małe rączki, uderzając w nią i krzycząc „mama wyyyyjdź!!!”. Pośpiesznie myję zęby, zmieniam piżamę na dres: „już idęęę!” – odkrzykuję z irytacją.

IMGP2182 IMGP2178

Po chwili schodzę na dół, do mieszkania rodziców, bo mamy gości. „JAK TO JESZCZE NIE WSTALI???” – pytam swą mamę z nabożnym przerażeniem. „Przecież jest prawie jedenasta!!!”

„Ale wiesz, oni są NA WAKACJACH!” – odpowiada mama obronnie. – „chcą sobie TROCHĘ WYPOCZĄĆ!” – (wakacje?? WTF? Co to takiego?? – myślę sobie, ale nie mówię głośno) – „Poza tym K. już chyba wstała. Bierze kąpiel i SZYKUJE SIĘ na śniadanie” – dodaje mama po chwili.

„KĄPIE SIĘ?? O JEDENASTEJ? SZYKUJE NA ŚNIADANIE?” – Moje zgorszenie jest iście purytańskie. Kątem oka spoglądam na swój dres.

„Cudowne masz dzieciaczki” – jakiś czas później stwierdza K. popijając herbatkę. Ubrana w uroczy komplecik z dzianiny, spódniczkę z koszulką, ze starannym makijażem i świeżo ułożoną fryzurą. Odpoczywała z rana, potem z pewnością niespiesznie wstała, może nawet czytała książkę? Później zajęła się poranną toaletą, by następnie zjawić się na śniadaniu tuż przed południem.

„Taaak, są cudowne” – mówię bez przekonania, tłumiąc ziewnięcie. „Prawdziwe skarby mamusi”.

IMGP2135 IMGP2132 IMGP2175 IMGP2165 IMGP2170

P.S. Zdjęcia z P3, ostatnie dni upalnego sierpnia. Kawa oczywiście z Cafemobil, zabawki plażowe oczywiście Edukatorek.

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

5 komentarzy

  • Reply kejt 12/09/2015 at 08:57

    Hmmm, jakże podobne mam te poranki! Patrzę z przekąsem na „dopracowane” koleżanki za biurkami w pracy i z cichą, błogą satysfakcją piję kawę… w spokoju :)

    • Reply Agata / Ruby Times 12/09/2015 at 19:56

      Więc po to się wraca do roboty! Rozważam (chociaż pewnie będę mało dopracowana :)

  • Reply Helen 12/09/2015 at 19:10

    Dziekuje za ten wpis. Podniosl mnie na duchu :) Pozdrawiam!

    • Reply Agata / Ruby Times 12/09/2015 at 19:56

      Proszę bardzo! Te matczyne doświadczenia okazują się takie uniwersalne i podobne do siebie:)

  • Reply Zuzi Clowes 18/09/2015 at 22:11

    Poza tym że Milly sypia do 8:00 – 8:30 (wiem, pewnie mnie teraz nienawidzisz, ale ja Ciebie nawzajemnie za ćwiczenia i walkę o to, żeby nei schudnąć, więc jesteśmy kwita) – reszta absolutnie się zgadza. Co. Do. Joty.

    Też mną szarpie czasem bezdzietna zazdrość. Ale co zrobić. Ciepłe buziaki tuż po przebudzeniu od kogoś, kto kocha Cię miłością absolutną czasami – podkreślam – czasami – bywają tego warte :)

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.