Pomyśl o tym

Patrzę na mój blogowy kokpit, który pokazuje wszystkie wpisy, szkice i komentarze. Pokazuje się liczba 465. To teksty, które napisałam, wrzuciłam na internetowe głębiny, byście je mogli przeczytać. Minęło kilka lat, tekstów przybywa i nagle patrzę na to wszystko: 465. Cholernie dużo tekstów!

Gdy nad domem zapadnie wreszcie noc i zapanuje upragniona cisza wreszcie mogę zapisać swoje myśli.

Wystukuję miarowo na klawiaturze słowa wsłuchując się w oddechy domowników, a ekran laptopa rozżarza się w ciemności białym, niezdrowym światłem. Siedzę i piszę. Muszę to z siebie wyrzucić, w przeciwnym razie uleci ten tekst, pewnie jutro go sobie przypomnę wycierając podłogę lub rozwiązując jakieś niezwykle istotne konflikty między dziećmi. A wtedy przecież zapisać nie ma jak, nie ma jak pomyśleć nawet, tylko spojrzenie się robi zamglone, tekst rośnie w głowie, chce wyjść..

IMGP3934 IMGP3935

„Mamo, mamooo!” – Młody spogląda na mnie uważnie, te oczyska z długimi rzęsami patrzą prosto w moje oczy – „mamo, spójrz na mnie, mówię do ciebie!”. Natychmiast wracam do rzeczywistości i zaraz później odczuwam coś w rodzaju zawstydzenia, że się zawieszam, zamiast spędzać wartościowy czas z dziećmi, że jestem tu tylko ciałem, a głowa lata gdzieś ponad chmurami. Łapię więc głowę oburącz i sprowadzam na ziemię, przytwierdzam z powrotem do tułowia takim ruchem, jakbym wkręcała żarówkę.

Albo gdy w ogrodzie babrzą się w piaskownicy, irytująco posypując się po głowach, chociaż dzisiaj akurat chciałam sobie darować wieczorne kąpanie. No, cholera by wzięła, znów mi się ten tekst gdzieś pałęta po mózgowych zwojach, że też nie mam ołówka, serwetki jakiejś, by spisać zanim zniknie!

A gdy nawet spiszę, to przecież nie wrzucam od razu do sieci. Kształtuję, rzeźbię w słowach, wracam do niego nazajutrz, albo za tydzień. Przyglądam się krytycznie, kasuję, znów oglądam, poprawiam językowe lapsusy, którymi sypię jak z rękawa, zwłaszcza gdy mnie złapie natchnienie. A gdy natchnienia akurat brakuje to wybieram zdjęcia, poprawiam kontrast, ładuje je do tych bardziej gotowych wpisów. Zmieniam wielokrotnie położenie zdjęć względem tekstu, edytuję akapity. Pracuję systematycznie, na ile mi życie pozwala, a jak widzicie pozwala coraz mniej.

IMGP3937 IMGP3939

Wreszcie – jest! Nowy wpis. Ląduje na blogu, po czym czytam go jeszcze kilka razy. Poprawiam, nadaję ostateczny kształt. Za każdym razem znajduję kilka kompromitujących błędów ortograficznych, gramatycznych i faktograficznych.

Cały proces tworzenia to  zazwyczaj kilka godzin – od pierwszej spisanej myśli, do ostatecznej wersji, zamieszczonej czasem tego samego dnia (rzadko), a czasem miesiąc później. Kilka godzin!

Patrzę na te wpisy, którym poświęciłam ponad dwa tysiące godzin życia, na przekór temu, że czasu mam cholernie mało. Blog nie jest moją pracą – wymierne zyski zdarzają się sporadycznie, raczej odrzucam większość propozycji, przepuszczam przez sito wymagań, by tutaj pasowały, by zdarzały się z sensownymi odstępami czasu, by wzbogacały, a nie zaśmiecały to miejsce. A te prawdziwe zyski to raczej w poznanych cudownych ludziach i niezwykłych sytuacjach, których by nie było bez bloga. I jedyne, czego mi czasem brak, to Waszej reakcji. Treści w internecie są za darmo, to wiadomo, każdy może wejść i skorzystać, ale pomyśl czasem, Wędrowcze, że ktoś dla Ciebie te treści tworzy.

IMGP3940 IMGP3941 IMGP3946

Nie mam wielkiego parcia na szkło, skutecznie omijam wszelkie rady jak rozwijać bloga. Jak nadawać klikalne tytuły, jak się wybić. To taka dziwna, nieco sprzeczna mieszanka oczekiwań, bo przecież chcę być czytana, ale zależy mi na konkretnym czytelniku, nie na bylejakiej popularności, nie na wtórnym analfabecie, do którego trzeba krzyczeć tytułem.

Czasem jednak pojawia się taka uporczywa myśl, że po co ja się spinam, po nocach nie śpię, czuję się zobowiązana wobec obcych ludzi? Mam rodzinę, dzieci całe stado, co już samo w sobie usprawiedliwia nie bycie online zbyt często. Mam dom, i pranie, i gotowanie, i schody wiecznie zakurzone, i ślady małych rączek dosłownie na każdej powierzchni płaskiej, a zwłaszcza tych błyszczących. Tak samo jak Ty zmagam się z tymi codziennymi smaczkami życia, a dodatkowo piszę.

Czasem wybieram to pisanie zamiast snu, bo już tkwi we mnie potrzeba, jak drzazga jakaś, choćbym się wkurzała na siebie, że zamiast leżeć w pościeli z książką, albo w wannie z bąbelkami siedzę przed tą niezdrową poświatą ekranu o pierwszej w nocy.

IMGP3958 IMGP3963

Dlatego.. mam prośbę! Jeśli to miejsce jest Ci bliskie – napisz mi o tym czasem. Nie masz pojęcia jak to dużo znaczy.

Bloger to nie perpetuum mobile – musi się czymś napędzać, a najczęściej tym czymś jest reakcja odbiorcy.

Zdarza się, że dostanę wiadomość od obcej osoby, zupełnie przypadkowej, która pisze, że moja rodzina jest jej bardzo bliska. Ktoś się wzruszy, ktoś zainspiruje, ktoś codziennie wchodzi na stronę, by zobaczyć, czy nie ma tu nic nowego. Jedna dziewczyna dyskutuje z koleżanką o moich wpisach. Szaleństwo! Dwie obce mi osoby! Nie jest Was bardzo dużo, drodzy Czytelnicy, ale jesteście.. fajni! Po tym w jaki sposób piszecie, widzę, że nadajecie na tych samych falach, a Wasze teksty dodają skrzydeł. A wiecie ile mam tych wiadomości, że „czytam Cię od kilku lat, ale pierwszy raz komentuję” ? No to wtedy mam ochotę tupnąć nogą i powiedzieć – pisz mi to czasem, gdy nie mam motywacji, gdy mam ochotę rzucić laptopem o ścianę!

Serio! Twoje pięć minut, moje prawie pięćset wpisów, po kilka godzin czasu poświęconego na każdy z nich. Pomyśl o tym.

IMGP3965 IMGP3966 IMGP3969 IMGP3974 IMGP3975 IMGP3979 IMGP3982 IMGP3984

P.S. Zdjęcia oczywiście z P3 (o której pisałam tutaj), z przemiłego i wielce inspirującego spaceru z Mariolką (to ta ruda ze zdjęć), którą znajdziecie tutaj.

1

68 comments

  1. Mogę Ci tylko przyklasnąć, bo tak się składa (hehe:) ), że mam podobne refleksje na ten temat.
    Bloga prowadzę (od sześciu lat) w dużej mierze dla siebie – bo mi to sprawia radość i satysfakcję, ale jakaś frustracja się pojawia czasem gdy na fajny moim zdaniem wpis jest słaby odzew i gdy widzę, jak popularne są niektóre blogi – wcale moim zdaniem nie zachwycające. I jeszcze trochę smuteczek, że blogi generalnie straciły ten swój pierwotny wdzięk i stały się takie strasznie profesjonalne i traktuje się je od początku jak biznes.

    W każdym razie, bo trochę odbiegłam od tematu – jestem, kibicuję i bardzo lubię i żałuję, że mieszkasz na Śląsku:)
    wielkie pozdro

    • Agata / Ruby Times says:

      No właśnie wiele z tych popularnych blogów czyta się obecnie jak katalogi reklamowe, za mało spontaniczności i własnego stylu, za dużo korzystania z rad speców od marketingu, przez co wszystkie wyglądają tak samo. Ale najwidoczniej ludziom właśnie to się podoba :)
      Ja też żałuję, że mieszkasz tak daleko! :)

  2. Helen says:

    Codziennie sprawdzam, czy jest tu cos nowego, chociaz wiem, ze to byloby ponad matczyne sily. Bloga nie prowadze, ale staram sie tu cos czasem dodac od siebie, bo czytalam na roznych blogach, ze autorzy potrzebuja odzewu czytelnikow. A do tego: jezeli matka trojki dzieci znajduje czas na wytworzenie tekstu, ktory bardzo uprzyjemnia mi czas, to wypada znalezc chwilunie na napisanie komentarza. Mam nadzieje, ze Autorka nie rzuci laptopem o sciane i nadal bedzie pisala ku naszej radosci :) pozdrawiam!

  3. Mamuszka says:

    Bardzo się cieszę, że napisałaś ten post. Nasza rozmowa tam właśnie być może do tego przyczyniła <3 życzę Ci, Agatko, wielu, wielu komentujących czytelników i tysiąca otagowanych na Insta zdjęć posiłków z Twoich przepisów :D :*

  4. Asia says:

    Tak to ja, czytam od kilku lat, dokładnie dwóch, i komentuję po raz pierwszy. Zaczęłam czytać w ciąży, w lipcu córeczka skończy dwa lata. To jest jeden z niewielu blogów, które nadal śledzę. Lubię Pani nastawienie do życia, korzystam z przepisów (polędwiczka z gruszką), śledzę poczynania Stworów, uwielbiam zdjęcia. Proszę pisać dalej.

    • Agata / Ruby Times says:

      No właśnie o Tobie myślałam pisząc te słowa! :D
      Pozdrawiam Cię Asiu serdecznie! (i bez Pani proszę :)

  5. aczka says:

    to i ja coś skrobnę, co by Twój laptop przeżył ;)

    uwielbiam beke ze Stworów – czytam mężowi, a on później przy byle okazji opowiada znajomym, że ‚dzieci Aczki znajomej…’ także ten, bliska nam jesteś. :)

    • Agata / Ruby Times says:

      Tak, skąd ja bym brała wenę, gdyby nie codzienne życie ze Stworami! Toż to natchnienie w czystej (chociaż czasem nieco przybrudzonej) postaci ! :D

  6. kasia od Blizniakow says:

    Jestem. Sprawdzam codziennie czy cos napisalas. Z wieloma tekstami sie utozsamiam. Bardzo szanuje Twoje teksty i to ze je tworzysz przy 3 dzieci. Rozumiem ze ten tekst wzial sie z jakiegos kryzysiku tworczego? Nie dawaj sie mu! Blogow parentingowych jest wiele… takich ktore nie sa zbyt olukrowane malo. Twoj jest prawdziwy i to sie czuje :) pozdrawiam serdecznie :)

  7. tynia says:

    Czytam każdy post, a jak przez weekend nie siedzę przy kompie to pierwsze co włączam Twojego bloga, na równi z Polą (o czym wcześniej już wspominałam w którymś poście – jesteście moimi pisarkami namber łan) spragniona tylko tych wpisów i maila od znajomych :) i chłooonę te treści, zdjęcia na insta pełne kolorów. Dzisiaj nawet, wybierając farbę do pokoju zastanawiałam się, czy pomarańcz wyglądałby tak samo fajnie u mnie jak w Twoim korytarzu :D A nie odzywam się zawsze, bo tak dobrze piszesz i wyczerpujesz temat, że trochę wstyd napisać: nooo, mam tak samo – żeby nie zepsuć całokształtu. Ale się tłumaczę, booo czuję się winna i faktycznie chyba dotad nie spojrzałam na prowadzenie bloga z tego punktu.

    • Agata / Ruby Times says:

      Jak masz tak samo też możesz napisać. Przynajmniej będę wiedzieć, że mieszczę się w jakiejś normie :D

  8. At says:

    Cenię Cię za to że nie reklamujesz byle czego żeby tylko zarobić, że piszesz tak otwarcie szczerze i bez lukru .Myślę że największą bolączką blogerów jest możliwość zarobku która tak bardzo kusi,zapominają przy tym o najważniejszym ..o treści. Masz niesamowity talent!

      • Agata / Ruby Times says:

        Dzięęęki! Nie mam nic przeciwko zarabianiu na blogu, a wręcz przeciwnie – yes please – ale nie kosztem jakości bloga. Za bardzo go lubię :)

  9. K. K. says:

    Widzę, że nadszedł wreszcie czas, gdy nie mogę mojego komentarza pozostawić w myślach. Czytam i wiem, że ten tekst jest pisany do mnie. Jestem bierną internautką, dużo czytam i prawie nic nie piszę. Czasem na facebooku coś polubię, raz na pół roku wrzucę zdjęcie i na tym się kończy moja internetowa aktywność. Ale muszę coś napisać, bo Twój blog jest dla mnie bardzo ważny. Trafiłam tu przez przypadek we wrześniu zeszłego roku i od razu wsiąkłam. Żałuję, że tak późno, ale zdążyłam już przeczytać większość tekstów z archiwum. Wchodzę tu codziennie, gdy zbliżały się narodziny Lolka nawet kilka razy dziennie. Bo Twój blog jest jak dobry serial, z wypiekami na twarzy czekam na następny odcinek. Pewnie to wypadkowa kilku czynników: tego, że jestem mamą dwóch małych urwisów (2,5 roku i 10 miesięcy) i moje problemy są podobne, i również tego, że zazwyczaj myślę podobnie. Myślę jednak, że czytam ten blog przede wszystkim dlatego, że jest świetnie napisany. Piszesz, jak zawodowa dziennikarka albo pisarka, robisz wspaniałe zdjęcia, a Twoje spostrzeżenia i przemyślenia są mądre i błyskotliwe.
    Chyba starczy już tego słodzenia ;) Mam nadzieję, że po tym pierwszym „wypracowaniu”, będę miała odwagę pisać częściej.

    • Agata / Ruby Times says:

      Dziękuję serdecznie! Jeśli kiedyś postanowię wydrukować kilka komentarzy i powiesić nad biurkiem w celach motywacyjnych, ten z pewnością będzie jednym z nich :D

  10. Magda Z. says:

    Agatko! Dobrze, że wprost napisałaś, czego Ci potrzeba! Pewnie większość odbiorców Twych tekstów to kobitki, ale – jak się okazuje – czasem i nam, kobietom, trzeba wyłożyć kawę na ławę. Jesteśmy empatyczne, mamy intuicję, potrafimy analizować i wyciągać wnioski, ale też niekiedy zabiegane,zaabsorbowane codziennością, zapominamy… Na przykład o tym, że nasza ULUBIONA BLOGERKA potrzebuje odzewu…
    Po Twoim apelu nie mogłam nie napisać teraz, natychmiast! Agatko! Jeśli będziesz miała chwilę zwątpienia lub brak Ci będzie weny/motywacji, wracaj do tego wpisu i zamieszczonych pod nim komentarzy.
    Stworzyłaś bowiem miejsce, do którego nie trafia się wprost z głównej arterii i w którym dobrze jest pokazać się od czasu do czasu, ale takie, które jest niczym ulubiona kafejka, schowana gdzieś w podwórku, której atmosferę tworzą ludzie myślący podobnie, ale też lubiący się i dobrze znający.
    Zaglądam na różne blogi, interesuje mnie, co inni mają do powiedzenia, ale tylko Twój blog (może właśnie przez tę kameralność?) jest mi tak bardzo bliski.
    I wiesz, co jeszcze uwielbiam? Twoją normalność! A dla mnie to synonim kogoś, z kim dobrze się czuję.
    Na koniec dziękuję Ci za to, że stale tworzysz dla nas tę „kawiarenkę”, bo nie tylko ja znajduję tu schronienie przed zgiełkiem otaczającego świata.
    Tak trzymaj!

  11. Iga says:

    Agatko! Masz rację, to mój pierwszy komentarz a czytam Cię systematycznie od około 3 lat, codziennie śledzę Twój instagram i profil na facebooku, najpierw korzystałam z profilu męża, ale z czasem założyłam sobie fikcyjne konto, żeby moc chociaż coś u Ciebie polubic od czasu do czasu:) teraz będę się starała odzywać, więc nie bądź zdziwiona jak ktoś z profilu bez znajomych będzie komentował;) Piszesz bardzo madrze, życiowo, lekko, Twoje wpisy czyta się jak kolejne rozdziały książki.
    Krótkie posty i zdjęcia, które wrzucasz bardzo często poprawiają mi humor:) a koleżance z pracy poleciałam już kilka Twoich przepisow, obie jesteśmy zachwycone:)
    Pozdrowienia dla Ciebie, Męża i Stworow od wiernej czytelniczki, która zacznie się częściej odzywać;) Karolina, Mama trzyletniego Kubusia

  12. mamacóreczek says:

    Pięknie tu u Ciebie:) Czytam, obserwuję, podziwiam Twoje piękne dzieło- codzienność ubrana w cudowne i barwne opisy. Zazdroszczę cudownej gromadki- Młody, Kropka i Lolo są super. Będę częściej zaznaczała swoją obecność, dzięki za ten tekst.

  13. Karolina says:

    Twój blog jest jedynym, który śledzę i czytam systematycznie. Mam dwójkę urwisów na głowie :) i dzięki nim mam mało czasu na siedzenie przed komputerem. Więc mój cenny czas tracę na czytanie Twoich bardzo przydatnych mi w życiu tekstów. Piszesz o codzienności i dzięki Tobie wiem, że nie jestem jedyną często przemęczoną, zdenerwowaną, zniecierpliwioną ale bardzo kochającą swoje pociechy mamą. Za sprawą Twojego wpisu o wyprawce na dwór zaczęłam bardziej się organizować i dzięki temu nie latam z dworu co chwile do domu po jakieś drobiazgi hehe. Wreszcie odważyłam się coś napisać. To mój drugi wpis w internecie.

  14. Sylwia says:

    Też zaglądam do Ciebie codziennie, a na zdjęcia to i kilka razy w ciągu dnia. Bardzo cenię Twojego bloga, jest moim absolutnie ulubionym. Uważam, że świetnie posługujesz się słowem, umiesz i wzruszać, i bawić, masz szeroką paletę tematów, a jesteś przy tym wszystkim bardzo naturalna. Chce się Ciebie czytać. Ale w sumie to w ogóle nie powinno dziwić – w końcu jesteś matką Spidermana, Batmana i tego trzeciego, którym będzie Lolek, jak podrośnie. Musisz więc i Ty mieć supermoce ;)

  15. Indicativusitd. says:

    Ej! No!!! Uszy w górę! Czytam od około 2 lat. Moja córka jest o kilka miesięcy młodsza od Kropki. Moja druga córka będzie kilka miesięcy młodsza od Lolka. My jesteśmy chyba w podobnym wieku. Kilka razy dzięki Twojemu poleceniu wyczaiłam fajne rzeczy dla małej (która nota bene od poczęcia była Kropką, a wtedy jeszcze Twojego bloga nie czytałam :) ). Jakoś tak po drodze mi z tym, co piszesz. Odpowiada mi naturalność i normalność, oprócz tego Twoje poczucie humoru i nastawienie do wielu spraw.
    Ps. Czytam głównie z telefonu, albo tabletu i wkurza mnie lekko ten fb popupowy banner, bo wyskakuje za KAŻDYM razem. Może rozważysz ewentualne zmiany w tym względzie? :)

    • Agata / Ruby Times says:

      Ten banner, no właśnie on mi nie wyskakuje, więc zupełnie o nim zapominam!
      Muszę pomyszkować w ustawieniach w wolnej chwili („wolnej chwili” – ha-ha!:) i zobaczyć, czy da się coś w nim zmienić, by wyskakiwał rzadziej.
      Dzięki za feedback:)

  16. Daria says:

    Jestem. Jestem i zaglądam tutaj codziennie od wielu miesięcy. Komentuje hmm.. Okazjonalnie. Uwielbiam Twoje teksty. Dodatkowo mieszkamy całkiem niedaleko,tzn również województwo śląskie. Bywamy na Pogorii, odkąd mamy 3letnia córkę to rzadziej, bo jednak to jakieś 80km,ale w tym roku pragniemy nadrobić.

    • Agata / Ruby Times says:

      My w tym sezonie zdradzamy Pogorię na rzecz bardziej kameralnych miejsc, z trójką małych dzieci wolę się nie pchać na plażing wtedy, kiedy cała okolica.
      Wrócimy tam chętnie we wrześniu, gdy zrobi się spokojnie i pusto. Taką plażę lubimy najbardziej :)
      Pozdrawiam i dzięki za komentarz!

  17. Monia says:

    Agato, dziekuje Ci za bloga. Nie pamietam od kiedy wchodza na Twoja stronke. Ponad rok to juz na pewno, bo Lolka jeszcze nie bylo. Wiem, ze weszlam przez radoshe, bo ja tez strasznie lubie. Wchodze chyba codziennie zeby sprawdzic cos nowego, wzruszajacego i smiesznego. Taki jakby odcinek serialu. Bardzo lubie Twoja rodzinke i wasze perypetie. Sciskam mocno.

  18. Ola says:

    Już kiedyś to pisałam, ale powtórzę – cenię Cię za to, że nie ulegasz schematom i świetnie piszesz. Czekam zawsze na nowe teksty z niecierpliwością. Od niedawna też podglądam was na instagramie. Zachowujesz dystans i jesteś autentyczna w przeciwieństwie do „topowych” blogów parentingowych, gdzie wszystko wydaje się być na pokaz. Mam poczucie, że tym tekstem chciałaś pokazać swoją frustrację i trochę potrzasnąć nami czytelnikami, a także pokazać, że oczekujesz interakcji. Słusznie! Odwalasz kawał dobrej roboty!

    • Agata / Ruby Times says:

      Dzięki! Tak – trochę chciałam Wami potrząsnąć – musi być interakcja jakaś w końcu! :)

  19. Staszek says:

    Skorom wywołany do tablicy, to piszę… choć w zasadzie to podział ról jest tutaj zgoła inny: Ty piszesz, ja czytam, nie? ;-)

    Czytam Twoje teksty o życiu w rodzinie zazwyczaj wieczorem, gdy moje własne tałatajstwo wreszcie raczyło pójść spać, udało się mi i żonie zjeść jakąś kolację i właśnie mam chwilkę czasu, gdy czekam na wolną łazienkę (czyli gdzieś koło 23:30). Mam tylko dwójkę dzieci i jedyne co normalnie udaje mi się zrobić poza obowiązkowymi obowiązkami, to właśnie przeczytać jeden z Twoich tekstów. Nie wiem, ile doba musiałaby mieć godzin, żebym sam był w stanie napisać cokolwiek (abstrahując od moich zdolnści literackich)… ale to nie mój problem, w końcu nie ja piszę bloga ;-)

    W mojej rodzinie czytam Twój blog ja i moja żona, a właściwie odwrotnie najpierw moja żona, a potem ja. Zazwyczaj omawiamy wspólnie to, co przeczytaliśmy i porównujemy opisywane problemy/wydarzenia do własnych doświadczeń/przeżyć. Wiedz, że każdy wpis jest szczegółowo omówiony i skomentowany, tyle że offline.

    Ogólnie, to miło jest poczytać coś co napisała normalna osoba o normalnej rodzinie, w której panują normalne reguły i stosunki. Właśnie dlatego czytam ten, a nie inny blog.

    Pozdrawiam w imieniu własnym i żony.

    • Agata / Ruby Times says:

      Podział ról jest tu wprawdzie inny, ale miło je czasem odwrócić :)
      Serdecznie Was pozdrawiam!

  20. Magda Z. says:

    Widzisz, Agatko, jak porządnie i skutecznie nami potrząsnęłaś? Nami, czyli Odbiorcami Twego bloga.:D Mam wrażenie, że łączna objętość komentarzy przekroczyła liczbę znaków Twego wpisu… I po co Ci to było?;) A tak na poważnie, to aż mi się serce raduje, że zalała Cię taka fala komentarzy. Zasługujesz na nie!:D Teraz wiesz już na pewno, że jest mnóstwo ludzi, którzy wręcz nie mogą doczekać się Twoich postów, którzy omawiają je z Bliskimi i utożsamiają się z nimi. Czyż to nie piękne?:D Pozdrawiam Cię radośnie!:*

    • Agata / Ruby Times says:

      No właśnie, to jest niesamowite!
      Takich mam Czytelników przez wielkie „CZ”, którzy potrafią pięknie pisać, aż mi skrzydła rosną!
      Równie radośnie pozdrawiam :)

  21. Donna L. says:

    Ja też czytam regularnie (właściwie to zaglądam codziennie, podobnie na Insta i FB, nie licząc tych dni, kiedy jestem offline), komentuję nieczęsto, bo tak jak wszyscy, jestem nieco zaganiana. Internauci z grubsza dzielą się na czynnych i biernych. Ja jestem gdzieś pośrodku – czasem napiszę komentarz, czasem nawet napiszę coś na swojego bloga, ale nie ma w tym systematyczności (i nie będzie, bo nie). Niekiedy jest taki młyn, że człowiek ma tylko kilka minut dziennie na to, by poskakać po ulubionych blogach i przeczytać coś wartościowego. Napisanie komentarza wymaga poświęcenia kilku tych dodatkowych minut, których zwyczajnie nie ma jak wyciągnąć z planu dnia. Natomiast cenię Twojego bloga za kilku rzeczy – za inteligencję (bo choć czasam nie zgadzam się z Twoim punktem widzenia, to cieszę się, że mogę poznać odmienne od mojego stanowisko), za szczerość, za pomoc, za ładną polszczyznę (zwłaszcza znakomite obrazowanie), za „szare eminencje zachwytu”, za nobilitację codzienności, za właściwe proporcje.

  22. Zuzia says:

    O kurczę, ja też od kilku lat podglądam i przeważnie milczę :) Poranną kawę często piję z Tobą, czekam na nowe wpisy. Bardzo lubię Twoje podejście do życia i niesamowitą lekkość pisania. Szanuję bardzo, że nie pokazujesz twarzy dzieci, nie sprzedałaś ich prywatności.

  23. Marta says:

    Jestem od niedawna, ale nie zamierzam nigdzie stąd iść ? kocham twoje insta zdjęcia, nadrabiam stare wpisy. Piękne miejsce tu dla nas stworzyłaś ?

    Sama zaczęłam rok temu pisać bloga i nastawiałam się na spektakularny sukces, na szczęście okazało się, że już pisanie dla samej siebie daje mi wielką satysfakcję.

    Wiele blogów przestałam czytać, bo przestały się tam ukazywać jakiekolwiek treści poza reklamą a to wkurza. Nie chcę na to tracić czasu. Dziękuję, że znajdujesz czas dla czytelników ?

    PS. Jedyne, czego mi brakuje to opcja powiadomień, że ktoś odpowiedział na mój komentarz ?
    Pozdrawiam

    • Agata / Ruby Times says:

      Muszę poszukać takiej opcji w ustawieniach, faktycznie by się przydała.
      Dzięki za miłe słowa, pozdrawiam!

  24. kermowka says:

    Również czytam od około 2 lat. Teraz kiedy czekam na pierwszego dzidziusia (już we wrześniu!!!) przeglądam ponownie wpisy wyprawkowe :-), ale przyznam też, że często korzystam z przepisów. Uwielbiam Was dodatkowo, ponieważ mieszkacie w mojej okolicy i Twoje wpisy często inspirują mnie to wycieczek w miejsca, których jeszcze nie znałam. Pozdrawiam serdecznie!
    PS. Kiedyś przyłapałam Was w Ikei nad pulpetami – czułam się, jakbym zobaczyła celebrytów z Hollywood :-)

  25. Karolina says:

    To ja, kolejna Karolina, dużo nas :-) Komentuję rzadko ale jestem tutaj codziennie w godzinach pracy :-) . Nieraz zamierzam coś napisać jednym zdaniem a wychodzi kilkanaście, ma być pozytywnie a coś tam skrytykuję, najczęściej u innych,potem żałuję, że w ogóle się odzywałam bo wyszło strasznie jakbym się mądrowała, a wcale tego nie chcę. Twojego bloga czytam regularnie od 2lat , przeglądam zdjęcia i często się inspiruję. Bób zagościł na naszym stole dzięki Tobie, a w tym roku został nawet posiany. Zebrałam już pierwsze plony,smakuje wybornie z czosnkiem i pietruszką, wkrótce będziemy się delektować spaghetti z bobem. Kilkanaście książek , puzzle djeco, muszla i ludziki to nasze łupy inspirowane Twoim blogiem, mapa ścienna też zrobiła na nas duże wrażenie .Poza tym zdarza mi się dyskutować z mężem na jakiś temat, który tutaj znajduję. Powtarzam sobie od pewnego czasu gdy dziecko dokazuje , gdy tracę siły i nie mam chęci na nic „to jest TEN CZAS , który się nie powtórzy, będę za tym tęsknić za kilkanaście lat”. Dzięki Tobie pierwszy raz od roku wybraliśmy się rowerami na działkę na śniadanie i przez cały weekend jedliśmy pyszne jedzonko pod drzewami owocowymi…było wspaniale. Zdarza mi się powiedzieć do męża, a wiesz co ostatnio napisała Agata…albo nawet ostatnio „Agata dodała niedawno zdjęcie pięknego nieba, a u nas dzisiaj jest podobne . Twój blog jest jedynym tego typu , który czytam, bo jest normalnie, niczego nie udajesz, nie upiększasz, zdjęcia są wspaniałe, bardzo mi odpowiada wszystko co tu wrzucasz. Dzieci masz cudowne- myślę, że znalazłyby wspólny język z moim A.- tez mu nie brakuje radości i kreatywności , męża masz równie pomocnego, pomysłowego i pracowitego . Żałuję, że nie mieszkacie w okolicy. Dziękuję , pisz i pstrykaj dalej bo masz talent i robisz to świetnie. Pozdrawiam

  26. ania says:

    Agata, podobnie, jak komentująca już, Magda Z., moja Ukochana Przyjaciółka, napiszę, że dziękuję, że piszesz, jesteś, tworzysz :) Teraz i ja w końcu się odważyłam napisać, bo kiedy Komuś Bliskiemu opadają skrzydła, to trzeba pomóc je podnieść :) a Ty jesteś mi bliska, Twój blog i Twoja Rodzina :) to Ty już nie raz podniosłaś moje skrzydła :) cenię Cię za Twą mądrość, dystans, Twoje barwy i -czuć to nawet z daleka-radość życia. Dzięki jeszcze raz, jestem z Tobą :) pozdrawiam serdecznie

  27. tra says:

    Ja nigdy nie komentuję, bo czytam Cię wyłącznie w komunikacji miejskiej. Takie życie pracującej matki trojga dzieci do lat siedmiu ;-)
    Ale statystyki wyświetleń nabijam ;-)

  28. Joaleks says:

    Czekałam długo zeby sie odezwać, by myslalam, ze uda mi sie usiąść jak człowiek przed komputerem i napisać cos sensownego i bez literówek, tymczasem – jak zwykle – czytam Twojego bloga leżąc koło drzemiącej córeczki i próbuję jedna ręką ogarnąć klawiaturę telefonu… Uwielbiam Twój blog za bezpretensjonalność, lekkie pióro, sensowne tematy, ładne zdjęcia bez masakry fotoszopowej, nawet za to, że Twój dom ma swój charakter:D Słowo „kameralny”, którego użył ktoś wczesniej tutaj bardzo dobrze oddaje styl tego miejsca:) Jestes mi bliska, a po lekturze wpisów czuję się jak po wizycie przyjaciółki, serio:) Często też -przez to ze sama mam podobną sytuację życiową – mam poczucie ulgi, na zasadzie „Uff, to normalne, Ruby tez tak ma”;) Jestem absolutnie zakochana w Twoich rezolutnych dzieciach, bardzo podobacie mi się jako rodzina! Czesto opowiadam mężowi Twoje posty bo on absolutnie nie blogowy jest:)
    Czemu rzadko komentuję? Rzadko mam coś do dodania, bardzo często się z Tobą zgadzam, kiwam głową i przytakuję:) No i ta klawiatura mnie wkurza, źle trafiam palcem, telefon mnie poprawia i jeszcze większe głupoty wychodzą:D

  29. pięknie opisałaś ten proces twórczy i wielki szacun, że poświęcasz tak wiele czasu na pisanie nowych notek, że powracasz do nich, tworzysz przez tygodnie i miesiące…to naprawdę trzeba lubić.

    • Agata / Ruby Times says:

      Taak, ja to naprawdę lubię :)
      Nigdy nie należałam do systematycznych osób, blog to pierwsza rzecz, w której mi się systematyczność udaje :)
      Pozdrawiam

  30. Asia says:

    Kompletnie nie przypuszczałam, że mój komentarz ma jakiekolwiek znaczenie. Zazwyczaj czytam, nieraz popłaczę się ze śmiechu, potakuję, że u mnie tak samo albo rozdziawię buzię ze zdziwienia. I tyle.
    Teraz się to zmieni :-)

  31. Anka says:

    Zaglądam codziennie. Komentuję rzadko. Bardzo. Poprawę obiecuję :) Dziękuję za to, że piszesz, że mam co czytać (z reguły podczas karmienia Młodszego), nad czym się pochylić, pomyśleć, pośmiać się. Często dajesz mi siłę. DZIĘKUJĘ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.