Po prostu dzień

Kropka ma już dwa tygodnie i nasze życie powoli nabiera jakiegoś sensownego rytmu. Zapraszam na podglądnięcie co też nowego dzieje się w naszej podstawowej komórce społecznej..

 

Młody codziennie domaga się ubierania go w szlafrok, zresztą tacie i mamie również nakazuje ubranie porannego wdzianka. To dlatego, że po powrocie ze szpitala rano często paradowałam w ciepłym szlafroku (te połogowe dreszcze..), no więc teraz mamy kolejne wymaganie stawiane nam przez syna.

Staramy się poświęcać maluchowi dużo czasu, ale nie jest to proste.. już same karmienia powodują, że muszę go zostawić na dłuższą chwilę. Znosi to ze zrozumieniem, ale czasem mam wrażenie, że jest mu przykro. Za to tatuś może się ostatnio wykazać – dużo więcej razem się bawią, czytają (na zdjęciu: nocnikowa posiadówa książkowa:), a nawet na basen ostatnio pojechali (szczęściarze! ja też bym chciała, ale jeszcze nie mogę).

Nasz syn jakoś zaakceptował obecność Kropeczki w domu, chociaż traktuje ją z dużą rezerwą. Za to w nim samym zaszły dość duże zmiany – jest marudny, częściej płacze i częściej chce coś na nas wymuszać. Syrena włącza się naprawdę wiele razy dziennie, co nie ułatwia opieki nad drugim dzieckiem. Zastanawiam się, czy jego zachowanie jest spowodowane pojawieniem się siostry, czy może też akurat wchodzi w taki okres – bunt dwulatka, te sprawy.. Przypuszczam, że zbiegło się jedno i drugie.

Tymczasem mała dziewczynka je i śpi i rośnie. Policzki nabierają słodkiej pucołowatości, oczka coraz intensywniej wodzą za osobami i przedmiotami. Mała chętnie wyciąga rączki w stronę swojej czarno białej żyrafy, wpatruje się w nią też bardzo intensywnie. Jest niezwykle silna jak na taką kruszynę – już kilka dni po porodzie położona na brzuchu podnosiła głowę do góry i potrafiła przełożyć ją z jednej strony na drugą. Nie pamiętam, jak to było z Młodym, ale wydaje mi się, że to dość wcześnie na takie akrobacje ruchowe :). Rozczulają mnie jej malutkie ubranka, które i tak są za duże – nosi rozmiar 56, chociaż stópki kończą się jej w połowie nogawek:).

Korzystając z pięknej pogody po śniadaniu wychodzimy zwykle na rodzinne spacerki. Kropka codziennie reaguje na nie wrzaskiem, którego nie da się powstrzymać w żaden sposób.. poza jednym. Okazuje się, że mała dziewczynka lubi pić w plenerze.. zupełnie jak jej mama.
IMGP2539-3- IMGP2539-90- IMGP2539-98-
Po każdym spacerku dotleniony Młody zasypia nieuchronnie w trakcie lub tuż po posiłku – poniżej: jedzenie zupy ogórkowej zakończone drzemką.. ale chlebka z ręki nie wypuścił zasypiając. Jakoś dajemy sobie radę w nowej sytuacji, chociaż najbardziej stresują mnie wieczory. Wykąpanie dwójki dzieciaków i utulenie do snu, by nie pobudziły się nawzajem nie jest sprawą prostą. A nawet jak usną, to nigdy nie wiadomo kiedy ten z trudem osiągnięty stan ciszy zostanie przerwany przez jedno z nich.. a wówczas prawie na pewno dołączy drugie. Martwią mnie nocne zmiany w pracy męża, martwi mnie organizacja kąpieli maluchów, gdy go nie będzie. Młody jest jednak trochę za młody na pozostawienie bez nadzoru. Kropka w czasie karmienia wymaga absolutnej uwagi. Słowem – do całkowitej harmonii trochę nam jeszcze brakuje, wciąż rozkminiamy jak to wszystko zorganizować.
Ale fajne jest to, że od czasu do czasu ubieram się lepiej, make up nakładam i wsiadam w auto. Dokąd jadę? Do wsiowego supermarketu uzupełnić zapas żywności i artykułów niezbędnych w gospodarstwie domowym. Ale to nie ważne, że jadę do sklepu po szynkę i papier toaletowy. Ważne, że WSIADAM W AUTO, że jadę, że słońce świeci i że czuję się wolna! W końcówce ciąży nie mieściłam się za kierownicę, więc utknęłam trochę na tym naszym zad.. odludziu, nie byłam w stanie nigdzie pojechać SAMA. A ja .. lubię być sama. Kocham moją rodzinę – męża i dzieciaki, ale odkąd pamiętam ceniłam własną samotność, a tej w obecnej sytuacji mam jak na lekarstwo. Więc doceniam chwilę samotności za kółkiem – tak, jestem ja, jest auto, jest muza i słońce za oknem. I naprawdę wiele więcej mi wówczas nie trzeba, bo czuję się jakbym co najmniej przepłynęła Amazonkę wpław, albo wspięła się na Kilimandżaro. I wracam potem do domu z tym papierem toaletowym z takim uczuciem triumfu na twarzy, że mąż się zastanawia o co kaman. Mam nadzieję, że Wam słońce i wiosna (tak! nazwijmy ją po imieniu!) również dają pozytywnego pałera :).

11 comments

  1. Meg says:

    Ah! Znam to uczucie, gdy wsiadasz do auta i jedziesz do sklepu – niby nic, a jednak czuję się jakbym co najmniej na wycieczkę do Paryża jechała :P Gdy myślę o drugim dziecku, to najbardziej przeraża mnie pierwszy miesiąc na świecie, nie mówiąc już o tym, że do ogarnięcia będzie dwójka. Nie wiem jak Ty to robisz, Młody jest przecież jeszcze taki młody!

    • Ruby Soho says:

      ~jak ja to robię? hmm… małż miał urlop przez pierwsze 10 dni, więc pomagał jak mógł.. teraz pomagają dziadkowie, którzy na szczęście są po sąsiedzku. Sama to bym chyba siadła i płakała :)

  2. Zuzi Clowes says:

    Piękne zdjęcia! I relacja z dnia cudna! Ja mieszczę się za kierownicę i trochę żałuję (bo Towarzysz Mąż to niecnie wykorzystuje i za każdym razem kiedy wychodzi/my, to on pije a ja prowadzę, life’s not fair!) bo wybitnym fanem samochodu nie jestem. Zdecydowanie wolę spacery, a są one głównie samotne. Uczucie podczas nich jest podejrzewam podobne. A wracając do Waszego dnia – dla mnie hitem jest Młodego drzemka nad ogórkową i Duży Palec z Palcem Kropki. Ach ach! <3

    • Ruby Soho says:

      widzisz, nasze auto należy do raczej małych, więc pod koniec ciąży średnio wygodnie mi było jeździć. A ostatnia przygoda jak wsiadłam za kółko w ciąży (końcem listopada), zakończyła się tak,że wjechałam w tył innego pojazdu, po czym rozładowałam akumulator.. potem już uznałam, że chyba mój pregnancy brain nie nadaje się do jazdy :)))

  3. Opisujesz to tak, że już chcę mieć dwutygodniowe niemowlę. Tymczasem… dziś obca pani, podczas targów, udzielała mi rad jak wywołać poród domowymi sposobami. Nie dogodzisz. Zazdroszczę dzieciaków, spokoju, który bije od Waszych zdjęć. A synchronizacją dzieci się nie martw… w końcu się ponoć udaje :)

  4. Ale ciepło dzisiaj u Was :-)! Nie to, żeby zwykle ciepło nie było, ale dzisiaj tak wyjątkowo… :-). Poczułam się troszkę, jak Wasza sąsiadka, która mogła wpaść na kawę w kapciach i chwilkę pożyć razem z Wami :-).

  5. Ola Fefkunia says:

    Skąd ja znam takie uczucie. Ja również uwielbiam być sama i ta chwila za kierownicą auta jest dla mnie cudownaaa. Owszem wracam później stęskniona. Każdy czasem musi pobyć chwilę sam?
    Początki są zawsze trudne i to bez względu ile dzieciaków się ma. Każde kolejne przez pewien czas dezorganizuje ustalony porządek, który trzeba zbudować na nowo. Młody mnie rozczula tym zasypianiem :) Pozdrowienia serdeczne dla Was!

  6. radoSHE says:

    Oooo. Pamiętam to doskonale. Ja się prawie popłakałam, gdy pierwszy raz po porodzie sama wsiadłam za kółko i pojechałam na zakupy (pierwszej potrzeby oczywiście:)). Kobiecie niewiele do szczęścia potrzeba:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.