Pewność

Choć mam już trochę lat na karku ludzie nie przestają mnie zadziwiać. Zadziwiają mnie swoimi poglądami, sposobami na życie, zaskakują postawami. Ale najbardziej ze wszystkiego dziwi mnie w ludziach pewność. Może inaczej jest z tymi, których spotykam w świecie realnym. Są bardziej wyważeni w opiniach, wyrozumiali, tolerancyjni.

Nie wiem jak to się dzieje, że współczesne technologie, internet, możliwość komentowania wszystkiego zza zasłony swojego laptopa spowodował, że w świecie wirtualnym ludzie przestają tacy być. Nie są ani wyważeni ani wyrozumiali. Popadają w skrajności, krzyczą, nadużywają wykrzykników, caps locka, obrastają nienawiścią. O tym, że zasady gramatyczne, ortograficzne i logiczne polszczyzny są dla nich prawdziwą enigmą to już może nie będę wspominać.

p1160040-kopia

Przede wszystkim zadziwiają i przerażają mnie skrajności właśnie. Przekonanie o własnej słuszności, o tym, że ja jestem porządny, dobry. Że nigdy nie zachowałbym się w nieodpowiedni sposób, nie popełnił błędu, a w sytuacji próby stanąłbym na wysokości zadania.

Krytykowanie postaw, ludzkich błędów i słabości to rodzaj terapii dla komentujących. Bo, gdy na przykład wśród ofiar różnych tragedii znajdziemy winnych, wówczas nasze sumienie będzie spokojne. Dbamy w ten sposób o własny komfort psychiczny, odpychamy niefortunne zdarzenia jak najdalej od naszych rodzin, bo – jak się okazuje – dalej pokutuje w nas przekonanie, że zło zdarza się tylko tym, którzy na nie zasłużyli.

p1160077

Wszyscy znamy jeden cytat z Szymborskiejale może nie wszyscy pamiętają jego kontekst. Wiersz o nauczycielce, która uratowała czwórkę obcych dzieci z pożaru. Zwyczajna kobitka, która miała swoje życie, plany.. nie żadna bohaterka i swoje życie oddała ratując obcych ludzi. Kto by pomyślał, no kto?

„A chciała kupić
bilet,
wyjechać na krótko,
napisać list,
okno otworzyć po burzy,
wydeptać scieżkę w lesie,
nadziwić sie mrówkom,
zobaczyć jak od wiatru
jezioro się mruży.”*

Współcześni geniusze zza komputerów, siedzący w swoich wygodnych fotelach powiedzą, że oni też, oczywiście, ratowaliby te dzieci. Szliby w ogień bez obaw o własne życie, bo wiadomo, że to jest prawe, że to jest dobre. A ja.. ja zazdroszczę ludziom tej ich pewności, tego prostego obrazu świata, przekonania o własnym bohaterstwie. Z drugiej strony współczuję im naiwności i życzę, by nie musieli się w życiu rozczarować własnymi postawami.

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.

Władysław Frasyniuk opowiadał kiedyś o facecie, który zjadł ze strachu papierosa, jeszcze przed faktycznym przesłuchaniem przez UB. Tak nim poniewierali, taki był tam przerażający nastrój, krew na ścianach, krzyki, niewiadomo co. Że ten facet ze strachu zjadł papierosa. Bo najłatwiej zgrywać bohatera w czasach pokoju. Mam takie złośliwe wrażenie, że część współczesnych „żołnierzy wyklętych” w modnych koszulkach, wcinających stuprocentowo polskie kebaby złamałaby się dużo szybciej, niż zwyczajni, niepozorni obywatele. „Pamiętamy 44” mówią napisy na ich torsach, tak jak na pewnym rysunku satyrycznym, gdzie starszy dziadek, kombatant na wózku inwalidzkim odpowiada: „gówno pamiętacie!”. Zadziwiające, że ci, którzy naprawdę przeżyli tragedię, śmierć, wojnę, nie są zazwyczaj tacy butni i pewni siebie. Są bardziej skłonni do postrzegania różnych odcieni szarości, wybaczania, refleksji, pokory.

p1160086-kopia

„tylko nikt mnie dotychczas
nie wzywał na pomoc
i jeśli pożaluję
liścia, sukni, wiersza –
Tyle wiemy o sobie,
ile nas sprawdzono.
Mówię to wam
ze swego nieznanego serca”*

Bo czy to takie proste oddać za kogoś życie? Tacyśmy odważni, a może pożałowalibyśmy swoich „liści, sukni, wiersza”, cokolwiek to dla nas znaczy. „Spaceru, książki, herbaty”, a może.. „browara, melanżu, wyjazdu na Kanary”, a może „jazdy motocyklem, koncertu, biegania”. Generalnie.. tych małych rzeczy, które lubimy w naszym życiu, a życia każdy trzyma się przecież kurczowo. Każdy!

Wiecie.. i tu nie potrafię nie wejść w temat, który ostatnio jest na ustach wszystkich, ale pozwólcie, że zrobię to po swojemu, bez oceniania ludzi i postaw. Dlaczego? Bo wiem tylko tyle, ile mnie sprawdzono, tak jak każdy z nas. Paradoksalnie może gdzieś kiedyś zdarzyło się tak, że największa zwolenniczka prawa do aborcji i odczłowieczających określeń typu „zlepek komórek” widząc małe serduszko na USG wzruszyłaby się i postanowiła urodzić dziecko z ciężkim schorzeniem genetycznym. Paradoksalnie dość często zdarza się – co potwierdzają znani lekarze ginekolodzy – że ci wszyscy, którzy roszczą sobie prawo do decydowania o sumieniach i przyszłości innych ludzi dość często pękają, gdy chodzi o ich własne życie. Profesor Dębski opowiadał o licznych aborcjach w rodzinach prawicowych polityków, rodzinach biskupów, zwolenników pro life. My byśmy się normalnie na to nigdy nie zdecydowali, to wyjątkowa sytuacja – mówią ponoć w takich chwilach.

Wspaniale by było, gdybyśmy nigdy nie musieli sprawdzać jaki mamy poziom heroizmu, czy nasze nerwy są wystarczająco stalowe, czy w ciężkiej sytuacji spanikujemy, czy zachowamy kamienną twarz. Człowiek to bardzo złożona, delikatna konstrukcja, i tak naprawdę nie wiadomo, kto będzie materiałem na bohatera, a kto nie. Nie zależy to od wielkości pięści, czy grubości karku, czy ilości szumnych deklaracji, które składamy zwykle bez pokrycia.

Są czasem skrajne przypadki, o których wolę nawet nie myśleć. Bo gdybym miała mieć jeszcze jedno dziecko, i ciąża zagrażałaby mojemu życiu, to czy chciałabym jednak żyć? Dla tej trójki maluchów, które już mam? Czy zwyczajnie, po ludzku, nie bałabym się umrzeć, myśląc o tym wszystkim co chciałabym jeszcze w życiu zrobić?

Według Kościoła poświęcenie swojego życia w takiej sytuacji zasługuje na powołanie do świętości. Była faktycznie jedna kobieta, która zrobiła coś takiego. Miała kochającego męża, oraz dzieci – pięcioletniego synka, córki w wieku cztery i dwa lata. Trójkę małych dzieci, tak jak ja. W drugim miesiącu kolejnej ciąży wykryto u niej włókniaka w macicy. Wiedziała co to znaczy, bo była lekarką. Wiedziała, że to ciąża wysokiego ryzyka, postanowiła jednak urodzić dziecko, a gdy okazało się, że tylko jedno życie można uratować, wybrała śmierć własną. Osierociła męża i czwórkę dzieci, w tym nowonarodzoną dziewczynkę, która żyje do dzisiaj.

Takie przypadki jak powyższy są jak jakaś pieprzona tragedia antyczna. Nie ma dobrych decyzji, nie ma dobrych rozwiązań. Człowiek jest ofiarą okrutnego losu i musi dokonać wyboru, a każdy łamie serce. Joanna Beretta Molla wybrała śmierć, Kościół uznał ją więc za świętą, a jej czyn za bohaterstwo. Ja sama nie wiem, czy tak łatwo ocenić jej postępowanie, osierocenie rodziny. Moim skromnym zdaniem to mąż, Piotr Molla jest prawdziwym bohaterem tej historii. Według wszelkich świadectw aż do śmierci w 2010 był cudownym, kochającym ojcem. Uszanował dramatyczną decyzję swojej żony, a nie każdy człowiek byłby w stanie to zrobić. Wychował te dzieci, a wszyscy wiemy, że to nie jest łatwe.

Na szczęście żyjemy w świecie, w którym istnieje prawo. Prawo ma chronić ludzi przed przemocą, śmiercią i niesprawiedliwością. Konstytucja, ustawy, kodeks karny to wszystko tworzy pewne ramy naszemu światu, dzięki czemu możemy czuć się bezpieczniej codziennie idąc przez życie. Ale są sytuacje, w których prawo to za mało. Bo nie jest wystarczająco uniwersalne, by zrozumieć poszczególne przypadki, na tyle elastyczne by dopasować się do wymagań chwili. Nie ma w sobie empatii, uczuć.. tylko swoją prawną literę, a w przypadku antycznych tragedii to trochę za mało.

Tak sobie myślę, że w skrajnych sytuacjach ludzie powinni mieć wybór, tak jak Joanna Molla. Ona wybrała życie córki, została świętą i bohaterką, ale kluczowe jest to, że miała wybór. Nie każdy jest materiałem na świętego, czy bohatera, nie można ludzi zmuszać, by skakali w ogień. Kto jest uprawniony do decydowania które życie ważniejsze. Lekarz? Prokurator? Polityk? Ksiądz? Jakąż butę trzeba w sobie mieć, by dokonywać takich wyborów za drugiego człowieka! Tłumaczyć cierpiącym ludziom jak powinni się zachować, pouczać ich ze swojej wygodnej perspektywy, która nie narzuca przecież żadnych zobowiązań. I mieć pewność, że oni sami, oczywiście, zachowaliby się jak należy, gdyby to ich spotkała chwila próby. Bo tacy jak oni zawsze mają pewność..

p1160036 p1160040 p1160077-kopia p1160086

* Cytaty pochodzą z wiersza niezwykle mądrej poetki, Wisławy Szymborskiej. Pewnie znacie go ze szkoły – to „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”.

21 comments

  1. e-milka says:

    To prawda, ze nie wiemy, jakby to bylo, gdyby nas postawiono przed wyborem. Latwiej jest byc bohaterem, kiedy czlowiek jest mlody i egoistycnie przekonany, ze jego zycie nalezy do niego. Kiedy sie czyta klasykow, literature obozowa i jest sie jeszcze swiecie przekonanym, ze nigdy by sie czlowiek „nie zeszmacil”, nie zostal kapusiem, kolaborantem.
    Kiedy corka miala rok, a ja zgodnie z pierwotnym planem bylam w ciazy, czujac ze cos jest nie tak, chcialam zyc dla niej. To byla pozamaciczna i przyznam, ze rzadko myslalam o niej jako o straconej szansie, czesciej raczej, ze udalo mi sie. Odkad sa dzieci, odkrylam, ze jestem smiertelna i wybralabym moje zycie, wlasnie dlatego, ze juz nie jest moje wcale.

  2. fidrygauka says:

    Ja jestem z tych osób, które myślały (bo może niekoniecznie mówiły): Ja to bym nigdy! Jak ludzie tak mogą?!
    Ale życie weryfikuje.
    Teraz często myślę o sobie, że w czasie wojny, w trudnej sytuacji pewnie byłabym pierwszą, która by się złamała.
    W wersji optymistycznej myślę o sobie, że nie wiem, jak bym się zachowała.
    Nie wiem.
    Moje życie jest za proste i za mało skomplikowane, żeby wiedzieć.
    Ps. Wpis bardzo trafnie zilustrowany zdjęciami.

  3. Mama Alutki says:

    Myślę, że w wielu przypadkach to grzech pychy, przekonanie, że mamy odgórne prawo narzucać innym swoje poglądy na świat. Brak w nas nie tylko empatii, ale też zwykłej wyrozumiałości, chęci zrozumienua drugiego człowieka. Nikt nie ma prawa żądać od innych heroizmu!

    • Agata / Ruby Times says:

      No właśnie, mam wrażenie, że ci którzy teoretycznie opowiadają się za „kulturą życia” jak to sami określają, bywają przy tym.. zwyczajnie nieludzcy.

  4. Kinga M. says:

    Bardzo mądry, dojrzały tekst. Nie przekrzyczany, zachęcający do refleksji.

    Zawsze powtarzam ten cytat: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Powinien on ucinać każdą dyskusję.

    Szkoda, że kobiety musiały wyjść na ulice, by o tym przypomnieć. A niektóre są niestety w tym wulgarne i rozkrzyczane.. A to taka delikatna materia. Bo na progu tak poważnej decyzji to naprawdę przypomina grecką tragedię. I żaden wybór nie jest satysfakcjonujący :(

    • Agata / Ruby Times says:

      Dzięki! Sama protest bardzo popieram, ale też nie podoba mi się ta wulgarność i rozkrzyczanie niektórych środowisk.
      Usprawiedliwiam ich trochę, wiem, że to z desperacji, ale w ten sposób nie przekonuje się oponentów, tylko zraża..
      Widziałam ostatnio pod zdjęciem jednym hashtag #czarnyprotest a obok hashtag #pussypower
      Serio, chyba jestem z innej epoki.
      Mówimy o ratowaniu życia, o dramatycznych decyzjach, a poziom dyskusji po obu stronach czasem taki żenujący..

      • Kinga M. says:

        Całym sercem byłam ( jestem?) za czarnym protestem. Ale niestety nie jest to moja wrażliwość. Dzisiaj, po wywiadzie Natalii Przybysz i przeczytaniu w WO, że przecież kobiet nie powstrzyma żadne prawo do wykonywania aborcji, wiem, że ja nie o to maszerowałam w czarnym proteście.

        Polska jest bardzo podzielona. Nawet kobiety. Nawet kobiety, które idą ramię w ramię. Szlag!

  5. Bardzo to mądrze napisałaś Agata.
    Totalnie się zgadzam z tym nieferowaniem deklaracji i sądów, z naszej bezpiecznej, wygodnej i sytej perspektywy.

    A co mnie w tym wszystkim wkurza chyba najbardziej to to, że tematy tych zawsze dramatycznych wyborów i ludzkich tragedii służą do politycznej hucpy, bicia piany i często emocjonalnej zasłony dymnej dla innych spraw.

  6. Maja says:

    Czytając miałam wrażenie, że przelałaś moje myśli na papier. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Nigdy do tej pory nie musiałam podejmować tak trudnego wyboru i życzę sobie, i Wam by nam tego zaoszczędzono.

  7. Asia says:

    Naprawdę mądry tekst. Myślę, że wiele kobiet myśli podobnie. Szkoda tylko, że najbardziej słychać tych krzykaczy, którzy za innych wiedzą lepiej. Nigdy nie można zakładać, że w trudnej sytuacji zachowamy się jak należy i narzucać swego zdania innym, ale do tego trzeba wiele pokory, której ani ludzie z pro-life ani aborcjoniści nie mają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.