Codzienność, Styl życia

Ostatnie takie lato

Leżę na kocu, zamykam oczy, ale pod powiekami wciąż widzę słoneczne przebłyski. Zezuję na piaskownicę, w której Stwory posypują się piaskiem po głowach. Leżę plackiem, spoglądam w górę. Niebo ma kolor ultramaryny poprzetykanej gdzieniegdzie białymi smużkami, świadczącymi o tym, że niedaleko stąd jest lotnisko.

Kadłuby przelatujących samolotów połyskują w przedpołudniowych promykach słońca. Widoczność jest dziś dobra, więc bez problemu odróżniam różowy aeroplan tanich linii od niebiesko-żółtego. Dawniej były dla mnie czymś tak powszednim jak wiejski PKS z Radomia do Tarnowa, dziś kojarzą się z wielkim światem. Z obietnicą przygody. Z wolnością. Z perspektywy koca wydają się być nieosiągalne. Wzdycham, myślę o tym, jak bardzo chciałabym być gdzieś indziej, odkrywać, zwiedzać, chwytać dzień, lecz po chwili zaczynam się zastanawiać, czy na pewno. I powoli dociera do mnie myśl, że..

Prawdopodobnie to ostatnie takie lato.

Rodzinne i leniwe, z domowym plackiem po śniadaniu, z w miarę ciepłą kawą i kartką książki przeczytaną na kocu, z obiadami wynoszonymi do ogrodowej altanki, co praktykuję dość często mimo zaawansowanej akrobatyki przy targaniu tych wszystkich garnków i talerzy z poddasza. Z luzem ubraniowym, rozwianym włosem i brakiem makijażu. Nogi stopniowo opalają się na złoty kolor. Dzieciaki biegają dookoła szczęśliwe, w poczuciu, że rodzic jest zawsze gdzieś obok. Możemy posiedzieć w parku, pójść do muzeum, zrobić piknik i dużo innych fajnych rzeczy, które nie wymagają większego nakładu finansowego. Wymagają tylko i wyłącznie naszego czasu.

IMGP9836 IMGP9837 IMGP9843 IMGP9844

Niedługo szala tej wagi przechyli się na drugą stronę.

Idzie jesień, a wraz z nią wielka niewiadoma i zmiana stylu życia o 180 stopni. Bo to, że obecnie spędzam niespieszne lato w ogrodzie nie jest życiowym wyborem, luksusową decyzją dobrze sytuowanej żony. Po prostu – pójście do pracy wiąże się ze zdeponowaniem dzieciaków w placówkach wychowawczych, których dostępność pozostawia wiele do życzenia. Gdy płatny urlop macierzyński kończy się w lutym, a przedszkole zaczyna we wrześniu, to pojawia się duży problem, co zrobić w międzyczasie? Dziadkowie zajęci pracą lub mieszkają daleko, opiekunka nie wchodzi w rachubę, bo jej wypłata w połączeniu z kosztem dojazdu do pracy wyzerowałaby doszczętnie moje wpływy do domowego budżetu. Jest więc jak zawsze – obywatelu, radź sobie sam. Utrzymaj rodzinę z jednej pensji, korzystaj z pomocy bliskich, kombinuj. Dlatego też, gdy czytam idiotyczne pytania w prasie – dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci to scyzoryk mi się w torebce otwiera.

To naprawdę nie jest żadna wielka filozofia – to raczej podrzędna matematyka. Wyobraźcie sobie dwie osoby i dwie pensje. A teraz wyobraźcie sobie cztery osoby i jedną pensję. Wszystko jasne?

I nie, nie jestem roszczeniowa, nie życzę sobie zasiłków, ani zapomóg. Możliwość pójścia do pracy, dzięki zapewnieniu dzieciom solidnej i przystępnej opieki to wszystko, czego oczekuję od państwa. Póki co staram się wykorzystać ten finansowo nieciekawy, ale bogaty pod wszelkimi innymi względami czas. To na macierzyńskim zaczęłam prowadzić bloga, dzięki któremu doskonalę warsztat pisarski, rozwijam się i poznaję ludzi. Mogę obserwować postępy moich dzieci, być blisko, tworzyć unikalną więź. To już nie wróci – to jedyny taki moment, który mamy tylko dla siebie. Już wkrótce pojawią się nowe autorytety – dzieciaki z grupy, przedszkolanki. Już wkrótce przekonam się, że dzieci nie wychowuje się dla siebie, tylko dla świata. Zapewne wpadnę też w jakiś zawodowy kierat, będę kląć na korki, rozwozić Stwory po placówkach przedszkolno-żłobkowych, w pośpiechu pakować żywność do bolida na supermarketowym parkingu, podejmować ciężkie decyzje, czy poświęcić wolną sobotę na odgruzowanie zapuszczonego mieszkania, czy zamiast tego pobyć z bliskimi. Gdy tak o tym myślę, to..

Powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że bycie kurą domową jest całkiem cool.

Nie wiem, czy chciałabym zupełnie z tego zrezygnować. Obecnie steruję swoim światem zza blatu kuchennego, mam idealny punkt obserwacyjny przy zlewie, odpalam kran, ogarniam wszystko spojrzeniem, wydaję dyspozycje. Jestem niczym kapitan J.T. Kirk w swoim fotelu głównodowodzącego U.S.S. Enterprise’a, z tym, że piekę serniki, zamiast podpiekać klingońskie statki. Oczywiście nie jest tak idealnie: dyskomfort związany z brakiem dochodu poważnie uwiera. Kończy się tusz do rzęs, paznokcie wołają o pomstę do nieba, ale czy matce wypada o tym mówić w obliczu jesiennej mobilizacji, przedszkolnych wyprawkowych zakupów i horroru pod tytułem: „buty na jesień dla całej rodziny”?

IMGP9847 IMGP9849 IMGP9851 IMGP9852 IMGP9853

W myślach widzę moją przyszłą zawodową drogę dość specyficznie.

Pół etatu, by wyrwać się z domu i mieć pretekst do kupowania ładnych biurowych ubrań, a jednocześnie nie zapomnieć o domowych obiadach. Najlepiej z możliwością pracy zdalnej, by móc się umówić na szybką kawę z przyjaciółką w czasie dnia. Oczywiście z sowitym wynagrodzeniem, bo przecież kosmetyczka sama za siebie nie zapłaci. Jako że moja biurowa doba jest zrobiona z gumy bez problemu wciskam w grafik codzienną siłkę lub basen i oczywiście pisanie bloga. Dom sprząta się sam, bo przecież sowite wynagrodzenie starcza na stałą, niezbyt urodziwą Hausfrau. Popołudniem odbieramy dzieciaki z przedszkola i spędzamy czas na długich spacerach we czwórkę. Nasze Stwory rosną i już nie musimy ich nosić wszędzie na rękach, robimy więc całkiem sporo pieszych kilometrów. Dzięki czemu jesteśmy jędrni, wysportowani i opaleni. Dalej piekę pyszne karpatki i bezy, dalej ważę 51 kg, a mąż nawet czasem rzuci łaskawym komplementem, utwierdzającym mnie w przekonaniu, że wciąż mam to coś. Przeciągam się z zadowoleniem i otwieram oczy. Chyba zasnęłam na kocu.

IMGP9857 IMGP9864 IMGP9865 IMGP9866 IMGP9869 IMGP9870 IMGP9871 IMGP9875 IMGP9879 IMGP9887 IMGP9892 IMGP9896 IMGP9897 IMGP9899 IMGP9900 IMGP9903 IMGP9907 IMGP9912 IMGP9914 IMGP9919 IMGP9923

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

9 komentarzy

  • Reply kejt 02/08/2015 at 20:38

    Doskonale wiem, co czujesz. I moje pomysły na to, jak radzić sobie z tym, co nieuchronnie nadejść musi są codziennie inne. Raz pełna zapału szkicuję biznes plan, który pozwoli mi uniknąć etatowego kieratu i pozwoli prowadzić się wieczorkami zza kompa i przynosić będzie miliony monet, innym razem pragnę porzucić pracę, żyć z dorywczych fuszek i snuję wizję naszego życia pod hasłem „biedni, ale szczęśliwi”, potem myślę, sobie, że przecież mnóstwo osób ma więcej dzieci i mniej pieniędzy i jakoś sobie radzą… Wyrzucam sobie, że nie wykorzystałam wystarczająco ambitnie tego „wolnego” czasu, jak panie z „Pytania na śniadanie”, co wymyśliły biznesy kreatywne na macierzyńskim i teraz o tym opowiadają. Heh, jednak fakty są takie, że od września idę do pracy, a połowę pensji oddam opiekunce. Taki lajf :(

    • Reply Agata / Ruby Times 02/08/2015 at 21:39

      Łączę się w bólu. U mnie pewnie będzie podobnie, chociaż dużo zależy od tego co będę robić. A to jeszcze wielka niewiadoma!

  • Reply No.2 03/08/2015 at 21:54

    To dorzuć do tego wszystkiego jeszcze studia w weekend i będziesz miała mój punkt widzenia: brak etatu, brak perspektyw, konieczność zapłaty za studia i faktycznego studiowania plus niemowlę (gdzie, chyba w torebce), i 1,5 roczna Pola. A potem… koniec macierzyńskiego, nadal brak pracy, kasa na studia, studiowanie zaciekłe bo i praktyki i staż (pewnie niepłatny). A tu 30-ka na karku, dwójka dzieci, do zapłaty za żłobek, przedszkole albo teściowa w domu 24/7 – co lepsze?! I gdzie te pieprzone marzenia o dochodowym biznesie, wolnym zawodzie i innych tam no, kosmetyczkach. Przestaną mnie rozpoznawać w Starbucks i wysyłać mi kupony zniżkowe od fryzjera – oto co się stanie. A smsy do koleżanek w stylu: „Którą torebkę kupić” zamienią się chyba na „weź moje dzieci” albo „pożycz mi do pierwszego” ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2015 at 10:00

      Nie napiszę „co lepsze”- myślę, że każdy z nas ma swoją perspektywę i swoje problemy, nie chcę tego traktować w kategoriach licytowania się komu jest gorzej/lepiej. Po prostu – obawiam się tego, co czeka za zakrętem i jak zmieni się nasze życie. Może się zmieni na lepsze? Nie wiem – powiem jesienią :)

  • Reply cytrynna 04/08/2015 at 00:01

    Bardzo smutno i nostalgicznie brzmi ten wpis. Ja też nie wykorzystałam swojego „wolnego”. Chwilami chciałabym wyjść z domu, pracować i odciążać Męża. Na szczęście finansowo nie muszę, na co dzień uprawiamy biedę ,jeździmy 16-letnim autem i jesteśmy szczęśliwi. Wolne mamy gdy Mąż może, czyli nierzadko poza weekendem. Ale boję się, że przyjdzie ten czas, gdy i dla nas lato będzie ostatnim takim, a ja- dzika po latach nieprzebywania z dorosłymi będę musiała pójść do pracy, wcale nie wymarzonej.

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2015 at 10:01

      Też jestem taka „dzika” :) I obawy mam podobne!

  • Reply Kluscka 04/08/2015 at 01:52

    A mnie przeraza, ze czytam blogi do trzeciej nad ranem. Chyba tesknie do ludzi z krwi i kosci. Czas juz do pracy. Przykra jednak sprawa, ze myslisz o powrocie, bo blog tetni zyciem i ciekawe jaki bedzie teraz jego los…

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2015 at 10:03

      Włożyłam w tego bloga masę pracy i serca. Wreszcie wygląda tak, że jestem dumna zarówno z treści jak i wizualnej oprawy. Mam wielką nadzieję, że uda mi się go jakoś utrzymać, nawet jeśli będzie to oznaczało przerzucenie się na totalne „slow blogging” z rzadziej zamieszczanymi wpisami. Nie wyobrażam sobie, by w ogóle miało go nie być :( Ale to życie zweryfikuje.

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 04/08/2015 at 14:06

    O to to! Mam bardzo podobną wizję mojej zawodowej przyszłości:)

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.