Codzienność, Na temat

One of these days #*@!!

Wstaję rano i czuję dramat w powietrzu. Dziecko już prawie zdrowe, ale przeziębienie przeszło w lejący katar. Do tego szósty ząb w drodze, więc marudzenie mam dzisiaj w pakiecie. Mąż śpi po nocnej zmianie, a maluch już ma dość zwyczajowych porannych przytulasów, więc z rezygnacją zwlekam się z łóżka.

Piękne słońce za oknem zwiastuje ładną pogodę i daje trochę nadziei, że może jednak będzie fajny dzień. Czas na śniadanie. Szykuję kanapki dla siebie i michę ulubionej kaszki waniliowej dla Młodego. Zawsze zjada aż mu się uszy trzęsą. Do tego kromeczkę z masełkiem, bo on tak się cieszy, jak dostaje to, co my. Zasiadamy sobie razem w salonie – mamusia z synkiem – i zabieramy się do pałaszowania.
No i w zasadzie to.. cóż mogę napisać. Że Młody zapaćkał wszystko? No nie bardzo oddaje to grozę sytuacji, nie do końca wstrząśnie targetowymi czytelniczkami – matkami, które przecież mają to samo na co dzień. Też mi dramatyzm: obserwowałam po prostu obśliniony chleb zmieszany z kaszką lecący na podłogę. I oblepione glutem rączki – rzadkim glutem z nosa i z buzi – wymieszanym, że hoho, rączki przecierające oczy, łapiące się za głowę, drapiące po uchu, smyrające włosy, chwytające za spodnie, za nóżki, ściągające sobie skarpetki (dalej tym glutem kaszkowo-chlebowo-smarkowym), łapiące za gołe tym glutem stópki!!!! A potem dawaj wszystkimi czterema kończynami po krzesełku do karmienia. Stół był w zasięgu, więc również został oznaczony wielkim glutowym odciskiem stópki i wielkimi szaroburymi kropami z gluta na blacie. I to marudzenie, bo kaszka dzisiaj nie smakuje, oblepione jedzeniem rączki wędrują do buzi, i do oczu, bo trzeba je przecież potrzeć.. aż się całkiem zakleją i oblepią od kaszki i gluta te piękne długie rzęsy.
Pobojowisko zostało w salonie, gdy wlokłam ryczące w niebogłosy stworzenie do łazienki na mycie buzi, rączek po łokcie i nóżek aż po kolanka, i otrzepywanie koszulki, która pod śliniakiem się jako tako uchowała. Reszta świeżego przed 10 minutami ubranka była do wymiany. Oczywiście ryk Młodego nie ustawał, co generowało nowe porcje rzadkiego gluta :/. Może ja jeszcze nie jestem uodporniona na takie naturalistyczne widoki, bo Młody dopiero uczy się jeść samodzielnie (np. trzymać chlebek)? Może z czasem się przyzwyczaję do codziennej konsumpcyjnej rozwałki? A może to tylko początki są takie traumatyczne?
Ze spokojną rezygnacją przyjmuję na klatę resztę tego dnia. Pewnie teraz zostanę obsikana, obesrana i tak dalej. Nie tak dawno na spotkaniu towarzyskim jeden facet próbował wytłumaczyć dwóm matkom (w tym mnie), że gadanie o obleśnej części macierzyństwa to duże faux pas. Powinnyśmy mówić o ładnych rzeczach i wzniosłych uczuciach, jakimi przepełnia nas codzienne obserwowanie, jak młody człowiek uczy się życia. A nie o kupach i glutach. No cóż, ten teoretyk nie wiedział zapewne, że młody człowiek ucząc się życia chce też poznać konsystencję wszystkich papek, którymi jest żywiony, albo i różnych gorszych rzeczy. Ale najwidoczniej powinnam zostawić tę wiedzę dla siebie…
poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

12 komentarzy

  • Reply Mamiczka 17/03/2013 at 09:57

    Oto uroki macierzyństwa :D

  • Reply Mamajaga 17/03/2013 at 12:54

    och, norma!Chyba każda z nas to przerabia, albo przerabiała, przynajmniej u mnie było podobnie.
    A ten facet to chyba nie ma dzieci albo esceta…
    Moja Majka też tak rozrabiała w kuchni.Jedzenie lądowało dosłownie wszędzie.

  • Reply sajdi 17/03/2013 at 18:25

    Wiem, że to irytuje – mnie też. Zazwyczaj staram się panować nad tym co się dzieje, ale czasem już ręce opadają. Po prostu się NIE DA.
    Najgorzej jak właśnie podłoga została umyta… dywan odkurzony…
    Kiedyś myślałam, że uda mi się na bieżąco ogarniać sytuacje, ale jak właśnie sprzątam jedno, Jaśko już jest w nowym miejscu i nowej akcji :)

    Trzymaj się! Pozdrawiam!

    • Reply Ruby Soho 17/03/2013 at 20:48

      Dzięki :)No właśnie, czasem ręce opadają, totalna niemoc – ogarnianie mieszkania jakoś nie wychodzi, a że jestem estetką z natury, to ciężko mi z tym bywa :) Teraz Młody już wykąpany pachnący i zupełnie nieszkodliwie sobie pochrapuje. Aż ciężko pomyśleć, że za dnia taki z niego ostry zawodnik ;P

    • Reply sajdi 22/03/2013 at 12:09

      Znalazłam w sieci, od razu mi na myśl przyszedł Twój post :)

      https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/531647_449903298413948_1123171366_n.jpg

      pozdrawiam!

    • Reply Ruby Soho 22/03/2013 at 12:55

      :)))) haha, faktycznie, wszystko się zgadza:) a jak będziesz miała wyjściową bluzkę, to będą miały łapki upaćkane od banana :))

  • Reply Agnieszka 17/03/2013 at 21:35

    Ojjjj tak to już jest ……. musimy być cierpliwe :))))

  • Reply lucy 19/03/2013 at 10:27

    ah.. nic tylko się delektować etapem, gdy to jeszcze ja trzymam łyżeczkę

  • Reply BebeandCompany 20/03/2013 at 15:05

    doskonale wiem o czym mówisz, przy mojej dwójce co rusz różne dziwne i niefajne przypadki się przytrafiały, ale my Mamy posiadamy dziwną cechę umiemy to znieść, czasem lepiej czasem gorzej, ale generalnie dajemy radę, ja nigdy nie narzekam, ale też w rozmowach nie ma co słodzić, że zawsze jest super extra, ciężkie chwile też bywają i to żadne faux pas :) (moim zdaniem oczywiście :))

    • Reply Ruby Soho 20/03/2013 at 20:38

      Też myślę, że to żadne faux pas podzielić się od czasu do czasu z innymi ludźmi odrobiną naturalizmu życiowego z dzieckiem w roli głównej. Bez tego byłoby za dużo lukru! Pozdrawiam :)

  • Reply mama84 21/03/2013 at 11:58

    To niewybaczalne faux pas;) Bo przecież dzieci to sama rozkosz i słodycz, nigdy nie płaczą, nie brudzą się i kupy tez nie robią i co najważniejsze nigdy żadnemu dziecku nawet do głowy nie przyszło żeby tą kupę spróbować lub się nią wysmarować;)

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.