Codzienność

On. The. Edge.

Uffff… skończyło się. Znaczy mężowski tydzień pracy. Mówcie co chcecie, możecie mi zarzucić, żem narzekająca, że nieodporna, że nasze matki i babcie to dopiero miały hardkor. Ale ja nic nie poradzę, że jak w grafiku męża pojawia się coś takiego jak PIĘĆ ZMIAN POD RZĄD to włos mi się jeży na głowie i szykuję się jak na wojnę. Zaczyna się kombinowanie co będziemy jeść, ustalanie menu, do tego wcześniejsze zakupy i gorączkowe myślenie jak zorganizować te dni, w które permanentnie brakuje czasu.

Prosta matematyka: jedna zmiana to 10 godzin, dojazd w dwie strony to 2 godziny, odsypianie po pracy (często z rana) to przynajmniej 6 godzin. Razem 18 godzin! To jest ten czas, gdy jestem z dziećmi sama, czy to z rana, czy wieczorem, a czasem przez całą noc. Okazuje się, że w tym czasie muszę zepchnąć wszelkie potrzeby na dalszy plan.

Potrzeba kąpieli? Dobre sobie. Inna potrzeba łazienkowa? Niech będzie ale przy otwartych drzwiach, bo przecież nie zostawię dzieciaków. Potrzeba intelektualna? Książka? Internet? Gazeta? No wiadomo – za pięć dni.

Rodzice przychodzą mi pomóc z kąpielą synka, bo inaczej musiałbym go kąpać przy dźwiękach kropkowego płaczu – to jest ten czas, kiedy mała akurat je i usypia. Co ja bym zrobiła, gdyby rodzice nie mogli przyjść? Co robią samotne matki w takich chwilach? Chyba pozwalają, by jedno z dzieci zanosiło się płaczem.. no bo cóż innego mogą zrobić, przecież się nie rozdwoją.

Kryzysowe zarządzanie sytuacją, gdy dzieci załączą stereo – szacowanie który płacz łatwiej opanować, co zrobić najpierw.

Wykorzystywanie czasu chwilowego spokoju na szykowanie posiłków lub sprzątanie po posiłkach. Wykorzystywanie dobrego humoru starszego dziecka i wdrażanie go do prac domowych – wspólne rozwieszanie prania trwa wprawdzie koszmarnie długo, ale przynajmniej nie słyszę wówczas tej zastanawiającej ciszy zza ściany i nie muszę się martwić, czy on już jest na parapecie, czy jeszcze nie. Albo tego uderzania młotkiem – wtedy martwię się, czy siostra jest w zasięgu młotka! I tak mija dzień, potem wstaje mąż, te pięć – sześć godzin, w czasie których jest na chodzie płynie ekspresowo.. i znowu jesteśmy sami.

IMGP8805Ja wiem, że zasadniczo to całkiem nieźle sobie radzę, staram się uruchomić całą pogodę ducha (rano nawet działa), by bawić się z dziećmi, by czas fajnie nam płynął. Ale są sytuacje, gdy moje legendarne opanowanie i dystans mają ochotę iść do sąsiedniego pokoju i pouderzać głową w ścianę. Zwłaszcza gdy uda mi się utulić Kropkę do snu, a jej brat, gdy tylko zauważy jej zamknięte oczka od razu przybiega z wielkim krzykiem i piskiem odczuwając wyraźną satysfakcję, gdy mała budzi się gwałtownie i zaczyna płakać.

Jestem zasadniczo przeciwniczką czegoś takiego jak „klaps”, przynajmniej w teorii. Uważam, że dziecku należy się szacunek, taki sam jak dorosłym, że jest istotą rozumną, która czuje i posiada empatię. W związku z tym lubię sobie wyobrażać, że wszystko można dziecku wytłumaczyć.

Ale co zrobić, gdy dziecko jest po prostu świadomie i specjalnie złośliwe? Gdy poważna rozmowa i „nie wolno” już zupełnie nie działa? Zawsze byłam zdania, że klaps to oznaka porażki pedagogicznej rodzica, więc.. chyba muszę się Wam przyznać do takiej porażki, bo moje dziecko zupełnie nie chce mnie słuchać i nic, absolutnie nic nie działa poza groźbą. Z drugiej strony tak mnie to razi, tak nie pasuje do moich przekonań, nigdy nie podobali mi się znerwicowani rodzice, szarpiący się z dziećmi i krzyczący na nie. I kurde.. nie chcę się zamienić w takiego rodzica!

Niemniej jednak stare powiedzenie, że najlepsze trzy metody wychowawcze to szantaż, przekupstwo i groźba okazuje się w moim wypadku zaskakująco prawdziwe.. Jakieś rady?

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

22 komentarze

  • Reply Flow Mum 28/07/2014 at 12:47

    welcome to my world :) u mnie 13-15h męża do standard. Biorąc pod uwagę, że dzieci jest dwoje, trzecie szykuje się w brzuchu do wyjścia, a najbliżsi znajomi i rodzina ok.2000 km ode mnie- jestem bohaterką :)

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 13:17

      nooo, to faaktycznie słaba jestem:)

  • Reply Ola Fefkunia 28/07/2014 at 13:33

    Młody jak to facet próbuje ustalić hierarchie w stadzie, a może zabawą? Taka zabawa by nie obudzić kropki? Może jak zrozumie, że Mała śpi jesteś cała dla Niego? Może na zasadzie nagrody? Nie martw się kochana mam jedno dziecko, a czasami wychodzę z pokoju walnąć w blat ręką lub po prostu ochłonąć. Moje dziecko nie chce jeść samo musze je zabawiać by coś zjadła i przemycać jedzenie do buzi. Załamana jestem podrzucić mi proszę jakieś rady. Młody w wieku Gabi pięknie sam jadł przecież!

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 17:17

      No właśnie zabawą też się nia da. Dziś już wszystko było na dobrej drodze: ona usypia on biega dookoła strasząc mnie, że zacznie piszczeć, ale jednak tego nie robi. Po cichu tłumaczę mu, że jak siostra zaśnie i jak będzie cichutko to zaraz zjemy sobie coś dobrego, pobawimy się, opowiem mu bajkę. Już jestem w ogródku, już witam się z gąską, układam dziewczynkę w kołysce, przykrywam..aż tu nagle piiisk ryyk i ledwo odłożona Kropka zrywa się.. rzekłabym na równe nogi, ale że jeszcze nie chodzi, to po prostu zrywa się z płaczem.. i z taką nieszczęśliwą minką, która mówi:’przecież jestem taka kochana, dlaczego mi to robicie?’ A Młody uśmiecha się złośliwie.. no i co zrobić? Tłumaczyć dalej, że brzydko zrobił? Bo on wie i sobie na to bimba. Oczywiście pokazuje mu konsekwencje, mówię, że nie będziemy się teraz bawić, bo muszę się zająć siostrą.. może z czasem załapie tą zależność! Ale póki co tłumaczenia nie pomagają..

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 17:21

      jeśli chodzi o jedzenie to… hmm.. sama nie wiem. Kolorowe posiłki? Różnorodne? Pewnie tak robisz..A, czasem proszenie, by chociaż powąchać jakieś warzywo działało. Młody lubi jeść więc zasadniczo nie mieliśmy z tym nigdy problemów, powodzenia!

  • Reply kejt 28/07/2014 at 13:45

    Nie bądź dla siebie zbyt surowa, Ruby. Od klapsa jeszcze nikt nie umarł, a pomyśl, ile błędów wychowawczych popełniły nasze matki i żyjemy. Ja od matki (psychologa!) dostawałam ścierą przez łeb i nie mam traumy. Każdemu czasem puszczają nerwy, a Młody jest w trudnym wieku. W takiej sytuacji każda metoda, która działa jest dobra…
    P.S. Ale lepiej nie rób tego publicznie:))))

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 17:22

      no wiadomo.. publicznie to dopiero obciach ;)

  • Reply radoSHE 28/07/2014 at 14:37

    Oj trzymaj się Moja Droga. Nie ma czego porównywać, ale mój mąż też wraca codziennie o 18.30 a o 20 M. idzie spać… także też na okrągło tylko ja i dziecko, czasem się zastanawiam, czy zostało coś we mnie z tamtej przeddzieciatej kobiety;)

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 17:23

      Dzięki! Też się czasem zastanawiam. I wiele chyba nie zostało! Chociaż potrzebę odreagowania i wyjścia samej z domu dalej mam:)

  • Reply Instytut Doświadczeń 28/07/2014 at 19:30

    Oszalałabym!!! Wg mnie i tak super sobie radzisz :)

  • Reply Zuzi Clowes 28/07/2014 at 19:48

    Ruby, w teorii wszystkie jesteśmy świetne! Przemoc fizyczna jest fatalna i wszystko da się wytłumaczyć… ale właśnie nie wszystko. Ja raz w życiu dostałam lanie (porządnych klapsów kilka!) kiedy nie chciałam sobie przestać wsadzać widelca do oka. Przestałam. Traumy nie mam, więc nie spinaj się za bardzo Młodym. Masz u mnie +1000000000000 punktów do szacunu za publiczne przyznanie się do klapsa, bo w dobie rodzicielstwa bliskości, laktoterroru i wszystkowiedzących mam (a najbardziej tych które same nie mają dzieci ALE gdyby miały…) jest to nielada wyczyn (a jesteśmy tylko ludźmi, czego czysto teoretyczne macierzyństwo kompletnie nie bierze pod uwagę). Trzymaj się Maleńka, kto da radę jak nie Ty?! Teraz przetrwasz, a za dwa lata Młody i Kropka będą się sami sobą zajmować a Ty będziesz pić kawę w ogródku i nie pamiętać jak to jest mieć dwulatka z buntem dwulatka i niemowlaka w domu Buzia!

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 23:27

      Wow, dzięki! Tu mnie podbudowałaś :) Chociaż prawdę mówiąc taki klaps to nic fajnego i ja się chyba potem gorzej czuję niż Młody :(

  • Reply mama84 28/07/2014 at 20:05

    Trzymam za Ciebie kciuki tak samo mocno jak trzymam za siebie. U mnie mąż w domu jest fizycznie między 18/19 do 23 gdy idzie spać, ale pracę ma jaką ma więc często i wtedy pracuje przy tel albo myślami jest w pracy. Niestety najbliższa pomoc w postaci babci jest 60 km dalej, więc niby blisko, ale na kawkę nie podskoczy:(No cóż takie zycie.
    Bardzo się cieszę, że napisałaś ten post, bo już nie czuję się taka osamotniona w moich doświadczeniach.
    Do pokoju obok wychodziłam i waliłam głową w ścianę i ryczałam w poduszką, ale staram się jakoś trzymać, więc Ty też na pewno dasz radę.
    Pozdrawiam i życzę dużo siły i jeszcze więcej spokojnych chwil.

    • Reply Ruby Soho 28/07/2014 at 23:31

      Dziękuję za ten komentarz. Dobrze wiedzieć, że jest nas więcej! Dziwne to macierzyństwo – raz rozpiera nas duma, wzruszenie odbiera mowę, i ten przysłowiowy dziecięcy uśmiech wynagradza wszystko. A 10 minut później dziecię zrobi coś takiego, że tylko ręce opadają i wielka, wielka frustracja nas dopada. Ot, życie :) Równowaga w przyrodzie musi być!

  • Reply Hubisiowa mama 29/07/2014 at 07:11

    Ruby, ja mam jedno dziecko, a nie dwoje, a też mam momenty, gdy załamuję ręce, bo nic już nie działa i rozsypuję się na milion kawałków. To normalne, ludzkie, mamowe, że tak się wyrażę. Będzie coraz lepiej, zobaczysz :-). Pozdrawiam Was cieplutko

  • Reply Karolina 29/07/2014 at 10:23

    Zaintrygował mnie Pani post. Może troszkę pomogę … proszę spróbować zrobić z synem dwie korony: dla króla i królowej ciszy , po ukończeniu włóżcie je sobie na głowy i pobawcie się np. w malowanie dłoni farbami i odciskaniu na papierze i domalowywaniu oczu, uszu, nosów… powstaną różne fajne,śmieszne stworki…. a jeśli chodzi o klapsy to po pierwsze doceniam , że sie Pani przyznała do klapsa – podziwiam bo nie każdego stać na to , po drugie niestety ale zdecydowanie odradzam. Moim zamiarem nie jest pouczanie a podzielenie się wiedzą i zdaniem na ten temat . Mam syna w wieku 3 lat, wiem co to znaczy być wyprowadzoną z równowagi, ale z mojego doświadczenia wynika, że opanowanie się i tłumaczenie dziecku , poszukiwanie rozwiązań prowadzi tylko i wyłącznie ku lepszemu.Też byłam kilkanaście razy u kresu sił . Klaps nie rozwiązuje problemu na dłuższą metę, tylko na chwilę powoduje , że dziecko zaskoczone uderzeniem-bólem jest bardziej usłuchane ale ryzyko tego , że na klapsie się nie skończy jest za duże. Ja bym się obawiała , że nastepnym razem mogę sie posunąć dużo dalej i moją złość mogę bardziej i częściej wyrażac w ten sposób. Nie bijmy tych których kochamy- mimo złości, mimo zmęczenia, jesteśmy dorosłymi ludźmi musimy poszukiwać innych rozwiązań. Przecież jak nas ktoś wyprowadzi z równowagi na drodze, w sklepie, w banku czy urzędzie czy nawet mąż to nie pomyślimy nawet o tym żeby uderzyć, dlaczego więc w stosunku do dziecka tak nam to łatwo przychodzi.Życzę spokoju, cierpliwości i pomysłowości i gratuluję świetnego bloga.

    • Reply Ruby Soho 29/07/2014 at 21:57

      Dziękuję serdecznie za ten komentarz. Powiem szczerze, że klaps to dla mnie powód do wstydu, coś, co zupełnie mi nie pasuje w macierzyństwie, więc tak czy siak unikam go jak ognia i wcale nie przychodzi mi łatwo.

      Ale nie powiem, zdarzyło się. Z tym, że nigdy nie czułam aż takiej bezsilności wychowawczej, gdy miałam jedno dziecko, zawsze dużo rozmawialiśmy z synkiem, wyjaśniałam mu co wolno, a co nie i zasadniczo jest bardzo rozumnym chłopcem i grzecznym (a raczej był zanim wszedł w okres buntu dwulatka), więc jakoś dawaliśmy radę. Mieliśmy niemal dwa lata wychowania bez klapsa, nigdy nawet nie miałam takiej myśli, potrzeby. Dopiero po pojawieniu się drugiego dziecka okazuje się, że zaczyna być ciężko – pojawia się zazdrość pomiędzy rodzeństwem, a czasem chęć zrobienia rodzeństwu krzywdy, i to mimo tego, że przez pierwsze tygodnie życia córki koncentrowaliśmy się bardziej na starszym bracie niż na niemowlaczku, staraliśmy się uruchomić całą empatię i zrozumienie, by mu pomóc w tej nowej sytuacji.

      Doskonale wiem, że klaps to nie metoda – bo przemoc zasadniczo rodzi przemoc.. żaden przykład dla malucha. Ale czasem mam wrażenie, że to jedyny sposób, by maluch zdał sobie sprawę, że jego konkretne przewinienie ma cięższy kaliber niż jakaś drobna psota. Że robi coś naprawdę złego. Ciężko to wytłumaczyć, gdy nam się śmieje w twarz i wcale nie traktuje poważnie naszego surowego tonu, naszej poważnej miny. Po prostu ignoruje! :( Ale oczywiście.. nie mam zamiaru się łatwo poddać, bo nie chcę być jedną z tych sfrustrowanych matek szarpiących się z dziećmi. Pozdrawiam!

  • Reply Martyna Świerczyńska 29/07/2014 at 19:33

    Też dostałam klapsa- nie raz, nie dwa i nie tylko od mamy, ale również od babci, dziadka, ciotki i sąsiadki.- psychikę mam w porządku(chyba?), traumy tez nie mam. Zachowań aspołecznych i psychospołecznych nie zauważyłam. Wiadomo, każdy chciałby wychować dziecko bez „klapsa”, ale nie wiem czy to realne. Poza tym bardzo dobrze rozumiem co znaczy kiedy mąż pracuje w systemie zmianowym. A nieraz wypadają jakieś niezaplanowane służby- też wtedy kombinuje kogoś do pomocy, a mamy tylko jedno dziecko- więc i tak podziwiam! Radzisz sobie świetnie:)!

  • Reply Domi Z 30/07/2014 at 10:35

    Moja bratanica, przez pewien czas gdy była trzylatką była pod moją opieką ( moja mama prowadziła domowe przedszkole, ja byłam studentką i jej pomagałam ), a że była ( i nadal jest ) niezłym ziółkiem i jedynym dzieckiem tak nieusłuchanym, to zdarzyło mi się klapsnąć ją w pupę, któregoś dnia, zaprzestałam na amen ! Taka sytuacja: coś jej się nie spodobało w zachowaniu innego, mniejszego dziecka i co zrobiła? Złapała i moim przykładem dała klapsa w tyłek ! Teraz mając lat 7 jest straszną kłamczuchą, myślę że rośnie z niej patologiczny kłamca, mam kilka przykładów w rodzinie i to chyba genetyczne, ostatnio wyprowadziła moją mamę ( jest jej prawnym opiekunem i tylko ona się nią zajmuje ) z równowagi kolejnym kłamstwem, dostała w pupę na „oduczenie”, nic nie pomogło !
    Sama za młodu dostawałam na tyłek.
    Mimo wszystko do klapsów mam ambiwalentny stosunek, nie wiem czy kiedyś z bezradności nie sprzedam jakiegoś mojej córce, mam nadzieję że jednak nie dojdzie do takiej sytuacji.
    Koleżanka Karolina, wyżej pisze że jesteśmy dorosłymi ludźmi, ale tylko ludźmi, popełniamy błędy, nerwy nas ponoszą. Jeden klaps przemocy nie czyni, a nuż się uda poskromić łobuza ? ;)
    Ściskam i be brave matka !

    • Reply Domi Z 30/07/2014 at 10:37

      a może tak jak super nianie w tv, zorganizuj jakiś kącik na odbywanie kary, kącik kar, i siedzi w nim tyle minut ile ma lat, poczytaj ! :) To bardzo pedagogiczne hihi ;)

    • Reply Ruby Soho 30/07/2014 at 10:56

      oooo, dobre! ,żebyś wiedziała że spróbuję! bo ja serio uważam, że klapsy to nic dobrego. kącik kary to super myśl. dzięki kochana!

    Napisz, co o tym sądzisz