Od słowa do słowa

Tym razem bezpowrotnie pożegnaliśmy się z chap-chapami. Trochę żal, bo mam do chap-chapów wyjątkowy sentyment (pisałam o nich tutaj), ale teraz na widok czworonożnego zawodnika o wilgotnym nosie Młody mówi poważnie i dorośle: „pies”. Słów zresztą przybywa z każdym tygodniem, a maluch nabrał jakiejś wewnętrznej motywacji i całymi dniami powtarza głoski w różnych konfiguracjach.

 IMGP7280 IMGP7284

O tym jakich słów używa nasz synek pisałam w kwietniu (tutaj). Było ich dość niewiele. Teraz pojawia się ich coraz więcej, a co ważne, bardzo często z jego własnej inicjatywy. Nie zapisuję ich po to byście nudzili się czytając, tylko w celach kronikarsko-archiwizujących.. w sensie, by nie zapomnieć o tym za jakiś czas. Więc możecie sobie ominąć fragment w kurysywie.

Młody zaczął mówić: „pies”, „kotek”, „auto”, „kawa”, „mleko”, „miód” (chociaż po prawdzie brzmi to bardziej jak „muń”:), „kubek”, „ciocia”, „woda”, „dziadzia” (na dziadka), „piasek”, „kask”, „kiwi”, „banan” (brzmi bardziej jak: „mani”), „pupa”, „kupa” (ważne tematy, zwłaszcza, gdy trening czystości w toku),„pije”, „nie” (to słowo pojawiło się dość późno, zastępując „y-y” ), „chleb”, „je”, „głowa”, „gdzie”, „kwiatek”, „dzik”, „lew”, „żaba”, „dwa” (odpowiada tak na pytanie „ile masz lat?), „kop”, „gol” (wpływ brazylijskiego mundialu i piłki w ogrodzie:), „jajo”, „drzewo”, „to”... I pewnie jeszcze jakieś, ale chwilowo nie mogę sobie więcej przypomnieć.
Przyznam szczerze, że nie robimy wiele, by pomagać maluchowi w ćwiczeniach, zwyczajnie – zagonieni jesteśmy, nie zawsze jest czas. Oczywiście czytamy książeczki, ćwiczymy alfabet, a gdy Młody sam powtarza uporczywie jakiś zestaw sylab, to próbujemy odszyfrować co też chce nam powiedzieć. I tak pojawiają się nowe słowa, gdy się przykładamy to nawet dwa, trzy dziennie. Ale nie chcemy go za bardzo naciskać, bo czasem się buntuje i mówić nie chce. Wiemy, że należy mu dać czas, pozwolić na wyciągnięcie samodzielnych wniosków, które nieuchronnie prowadzą do tego, że komunikacja werbalna jest potrzebna, jest fajna. Że ułatwia życie. Już chyba sam zauważył, że odkąd mówi: „mleko!” albo: „woda!” to jest to skuteczniejszy sposób na dostanie odpowiedniego trunku niż wydawanie z siebie odgłosów””y-yyy!” i pokazywanie na kuchnię:). I, że jak rano mama robi mleko, a on poprosi o „muń” to dostanie pyszne słodkie mleczko z miodem. Słowem: warto mówić!
P.S. Wiadomość z ostatniej chwili. Nie tylko „chap-chapy” odeszły w siną dal, ale również autorskie słowo Młodego, które towarzyszyło nam przez wiele miesięcy, czyli „babum!” (oznaczaja brak, deficyt czegoś). Od wczoraj nas syn mówi najzwyczajniej na świecie „nie ma”. Żal :)

7 comments

  1. Domi Z says:

    Babum to ciekawe, o chap-chapach czytałam :D
    Rośnie chłopak, dorosły się robi ;) Ale poza co raz bogatszym słownictwem zauroczyło mnie piękne przezroczyste krzesło <3 cudo !

  2. radoSHE says:

    Pamiętam dobrze post o chap-chapach:)No, to zaraz Ci się pojawi niestrudzony towarzysz rozmów zaczynających się od słów: a dlaczego, a po co itd.. nie wiem czy Ci zazdrościć czy współczuć;)

  3. kejt says:

    Za to moja Hanka mówi jakby chap-chap, trochę stylu zombie to tak szept charczący. A ona ma dwa miechy dopiero:) Młody pięknie gada i to jest w ogóle niesamowity cud, jak człowiek zaczyna się komunikować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.