Dziecko, Pasje

O wieczornych zajęciach (ubranka D.I.Y. dla lalek Barbie)

Gdy wreszcie zapada zmrok, a noc rozpościera swój czarny, rozgwieżdżony płaszcz nad całą wsią i dalej, aż po horyzont. Gdy ostatnie z dzieci pada w końcu niczym pacynka na swoim łóżeczku i w domu niespodziewanie zalega cudowna cisza, dzwoniąca w uszach.. wtedy można się wreszcie rozejrzeć zachłannie dookoła i zastanowić nad planem na wieczór.

A przecież wieczór to tylko trzy, cztery godziny, które masz wreszcie dla siebie!

Dramatycznie mało, zwłaszcza po długim dniu, w którym nie ma czasu na własne potrzeby, a potrzeby innych domowników są absolutnie priorytetowe, o czym chętnie przypomną Ci tupiąc nogami i wypuszczając z gardeł przeraźliwie głośne decybele.

Na regałach czekają książki, dumnie prostując grzbiety, przebierając stronami, by to właśnie one dostąpiły zaszczytu bycia przeczytaną. Wanna również nęci, by spędzić w niej więcej czasu, niż zajmuje zwyczajowy ekspresowy prysznic poranny matki, podczas którego każdy, dosłownie KAŻDY musi pilnie wejść do łazienki na kupę. Tak. Bąbelki, jakiś peeling do ciała, depilacje i inne maseczki algowe. Kiedy ostatni raz miałam taki wieczór? W tym roku jeszcze nie miałam..

I oczywiście seanse filmowe z mężem. Antresola ze słodko-cierpką perspektywą kieliszka wina, deski serów z oliwkami i innymi dodatkami, które w dużym skrócie myślowym nazywamy „kanapką z serem”. Czeka też blog, chociaż mówiąc uczciwie to on już chyba traci nadzieję. I poduszka z kołderką czekają również i dość często to one triumfują nad wszystkimi innymi potrzebami. A poza tym są jeszcze inne małe rozrywki, różne D.I.Y., które potrafią niesamowicie zrelaksować i dają poczucie spędzania czasu realnie, tu i teraz. Bo przecież widzisz efekty pracy swoich rąk.

Na przykład szycie. Ostatnio szyję głównie ręcznie, bo „dzieła” są bardzo malutkie. Szyję dla lalek Barbie.

Okej, „szyję” to może zbyt duże słowo.

Tak naprawdę to kreatywnie przerabiam materiały z odzysku. Na przykład pewnego dnia do mego domu trafiły urocze skarpetki w trójkąty. Sęk w tym, że pojawiły się w liczbie.. trzy. Jedną z nich natychmiast ujrzałam oczami wyobraźni w nowej roli – zimowej, wełnianej sukni dla Barbie. Jeśli chcecie zrobić podobną, poniżej kilka wskazówek.

Skarpetka w rozmiarze 35-38 (z Lidla) idealnie nadaje się na sukienkę. Tam, gdzie skarpetka ma miejsce na palce będzie góra sukienki – wycinamy nożyczkami dziurę na głowę (nie za dużą, bo skarpetki lubią się rozciągać), a po bokach mniejsze na ręce (najlepiej przyłożyć lalkę do skarpetki, by określić miejsca dziurawienia). Obrębiamy dekolt dookoła. Z pięty formujemy kieszonkę „kangurkę” i obszywamy ją. Dół „sukienki” nie wymaga żadnej pracy, bo ta część skarpetki, więc już jest ładnie wykończona.

Oczywiście to tylko preludium tego, co można wyczarować przy pomocy skarpetek. Z letnich typu „stopki” można zrobić urocze krótkie kiecki, a ze skarpetki w dwóch kolorach bardzo stylową sukienkę biurową. Czerwoną zrobiłam odwrotnie, zszywając górną część skarpetki, a odcinając piętę, chociaż dół wygląda przez to dużo gorzej. Opcjonalnie do kreacji można doszywać guziki, tasiemki i inne elementy dekoracyjne.

Stylizacje lalek uzupełniłam paskami z prawdziwej skóry, które zrobiłam z zepsutych sandałów. Wystarczyło przyciąć je nożyczkami. Czerwona zamszowa torebka powstała z metki dołączonej do mojego starego płaszcza. Ona również jest skórzana. Można ją odpiąć i wrzucić do środka na przykład okulary słoneczne dla Barbie. Torebka jest boska, sama nosiłabym taką!

Po pierwszych sukcesach w branży projektowania ubrań poszłam dalej. Poniżej długa spódnica w kolorze khaki zrobiona z nogawek starych bojówek, które początkowo należały do Młodego, a potem do Kropki.. a obecnie Lolka (dziury na kolanach stały się tak rozległe, że lepiej było przerobić je na szorty). Wystarczyło obszyć górę i wpuścić do środka gumkę – to cała praca jaką wykonałam! Jak widać na zdjęciu dysponuję jeszcze jedną nogawką, która najprawdopodobniej wkrótce zamieni się w spodnie dla Kena. Już szukam wykrojów, to ponoć proste.

Z kolei ze starej spódniczki tiulowej mej córki uszyłam sukienkę balową. Wyszła naprawdę spoko. Myślę, że bez obciachu można by w niej pojechać na jeden z tych letnich festiwali rockowych, w stylu hippie i boho. Wianek uzupełniający stylizację powstał z.. zepsutej ozdoby choinkowej (!).

Tak naprawdę ogranicza nas jedynie wyobraźnia. W domu można znaleźć tyle materiałów idealnych do szycia, a gdy zabraknie weny, zawsze można jechać do second handu i poszukać na odzieży na wagę jakichś fajnych tkanin, ubrań, które po niewielkiej przeróbce będą się nadawały jako ciuchy dla lalek. Skoro ja potrafię to Wam też się uda!

Do dzieła! Dajcie nową jakość tym wieczorom! Jakość wypełnioną pokłutymi palcami i satysfakcją.

Bardzo polecam.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply Marta 15/01/2018 at 09:56

    Hej Ruby, świetny wpis i świetny blog. Gratulacje :) Tez ostatnio tworzyłam czapeczki i pelerynki ze skarpetek dla Misów Episiów :) Trafiłam niedawno na Twój blog i teraz moja ulubioną aktywnością podczas karmienia Małej jest czytanie archiwum miesiąc po miesiącu :) Piękne zdjęcia. W ogóle fajne masz podejście do życia, super się czyta to co piszesz. Ja też jestem mamą trójki (tylko starszaki trochę starsze) i wiele rzeczy u mnie wygląda podobnie. A te dwa jesienne wpisy o organizacji były super. Bardzo mi się przydały. Pozdrowienia :)

    • Reply Agata / Ruby Times 15/01/2018 at 15:09

      Serdecznie Ci dziękuję Marto za ten miły komentarz.
      Idealny na chwile zwątpienia i spadek weny :)
      Pozdrawiam!

  • Reply Kasia 15/01/2018 at 21:37

    Kreacje super, w sklepach głównie brokacizna dla Barbie, a tak niewiele potrzeba, żeby coś ciekawego stworzyć.
    Mam nadzieję że blog nie straci całkowicie nadziei, a wena wróci oby jeszcze przed wiosną :) to takie klimatyczne miejsce – twórz je dalej!

    • Reply Agata / Ruby Times 15/01/2018 at 23:26

      Dzięki! Wiosną wena zazwyczaj wraca, także nie traćmy nadziei :)
      Pozdrawiam!

    • Reply e-milka 17/01/2018 at 19:13

      O to, to, podlaczam sie pod wpisem Kasi. I nawet mi troche zal, ze corka nigdy nie ulegla barbie-manii. Moze dla wnuczki kiedys bede takie robic. :)

  • Reply Monia 18/01/2018 at 17:59

    Ale boskie te kreacje, Od Swiat do Ciebie nie zagladalam i teraz milo nadrabiam z herbatka w dloni. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Monia

  • Napisz, co o tym sądzisz