O połogu, część 2 – słowniczek pojęć

Była kiedyś taka kapela „Blood, sweat and tears”. Tak sobie myślę, że gdyby zmienić nieznacznie nazwę na „Blood, sweat, tears … and milk” to mielibyśmy słownikową kwintesencję połogu z perspektywy kobiecego organizmu.

Cóż takiego jest w tym nieszczęsnym poporodowym okresie (a przynajmniej w jego początkowej fazie), że chcemy się wtedy zamknąć w domu na cztery spusty i nie widzieć nikogo? Poniżej mały słowniczek pojęć, który być może przybliży Wam trochę stan ducha towarzyszący matce tuż po porodzie. Zaznaczam, że to subiektywna ocena, nie chcę nikogo połogiem straszyć, piszę na podstawie moich doświadczeń oraz na podstawie odpowieści znajomych mam. Wiadomo, że każdy połóg jest inny, że każda mama może mieć zupełnie inne odczucia związane ze swoim stanem w tym okresie. Zresztą sama stan po pierwszym porodzie wspominam jako jedno z bardziej traumatycznych przeżyć w życiu.. o wiele cięższe od samego porodu. Natomiast teraz właśnie przechodzę przez trzeci tydzień połogu po narodzinach małej Kropki i czuję się świetnie. Powoli zaczynam rozglądać się z ciekawością po świecie, myślę o zakupach, o spotkaniach z ludźmi, a moje libido wcale nie jest stłamszone :). Wróćmy jednak do słowniczka:

POŁOGOWY SŁOWNICZEK POJĘĆ

B – jak brzuch
Do tej pory był uwielbiany przez bliskich, głaskany (ku rosnącej irytacji matki) i kochany. Zwracano się do niego personalnie i uwieczniano kulistość na zdjęciach. Nagle w jeden dzień zamienia się w niewygodny temat tabu, któremu lepiej się nie przyglądać. No bo dalej jest – taki pusty, zbędny jak piąte koło u wozu. Kiedy będzie znów płaski? Już tydzień minął od porodu, mogłaby się ta matka pozbierać!

C – jak chaos
Z pewnością w jakimś stopniu panuje w każdym domu, który przywitał właśnie noworodka. Niby wszystko było przygotowane i zapięte na ostatni guzik, ale organizacja zwykle i tak przerasta rodziców, a teoria nie chce się spotkać z praktyką. 

D – jak depresja poporodowa
Baby blues’a doświadczyłam po pierwszym porodzie – to był szok dla mnie, dla mojego organizmu, ten naturalizm połogu po prostu mnie przerósł. Dziecię jadło non stop, temperatury powietrza wynosiły grubo powyżej 30 stopni, a ja nie miałam nawet czasu na prysznic.. a gdy już miałam to i tak z łazienki słyszałam ryk dziecka. I to nawet gdy maluch nie płakał, taką już miałam stałą jazdę w głowie. Pamiętam, że pierwszy miesiąc spędziłam jak zombie, ze łzami w oczach, bliska załamania i tylko dzięki obecności najbliższych jakoś sobie z tym poradziłam.

I – jak infekcje
Niby prosta sprawa – dziecko właśnie się urodziło, może wypadałoby dać mu czas na wzmocnienie i uodpornienie się, a nie wpadać gromadnie w odwiedziny. Z jakiegoś powodu goście odbierają ten argument zbyt personalnie („że niby my mamy jakieś zarazki?”) lub z pewnym pobłażaniem („ależ oni są nadwrażliwi”).

K – jak krwawienie
Po porodzie u matki pojawia się krwawienie, które może trwać tydzień, a może trwać i trzy. Towarzyszą mu zwykle siatkowe gacie (by się lepiej goiło) i wielkie poporodowe podpaski o wielkości książki telefonicznej. Komfort sam w sobie, a libido wcale nie leci na łeb na szyję podczas użytkowania tych seksownych gadżetów. I wcale nie mamy w takim stanie ochoty zamknąć się w domu. Zamiast tego możemy entuzjastycznie zapytać czy ktoś chce jeszcze kawy i szeleszcząc książką telefoniczną oddalić się z gracją w stronę kuchni..

L – jak laktacja
Rozmaite mleczne problemy towarzyszą wszystkim matkom karmiącym piersią. Mleka albo brak albo nadmiar – weźmy taki nawał mleczny, a za nim mleczne zastoje, powodujące obrzmienie i bolesność biustu. Subtelni goście mogą udawać, że nie dostrzegają mokrej od mleka bluzki i dyskretnych ruchów masujących nabrzmiałe piersi, wykonywanych przez gospodynię. Może się też zdarzyć, że zastaniecie matkę w stroju inspirowanym modą starożytnej Krety, wietrzącą obgryzione sutki..

N – jak niemowlę
Wiadomo, że najważniejszym skutkiem porodu jest pojawienie się niemowlęcia. Jego przybyciu z jednej strony towarzyszy radość i wielka ulga, że dziewięciomiesięczna odyseja zakończyła się szczęśliwie, z drugiej strony jest to ogrom pracy dla wykończonej porodem matki. Maraton przewijania, karmienia, utulania do snu, którego nie ułatwiają dolegliwości opisane w pozostałych punktach słowniczka.

P – jak piersi
Do tej pory na ich temat mógł się wypowiadać co najwyżej mąż. Teraz nagle okazuje się, że wujek, stryjek, szwagier i bratanek mogą bez ogródek dyskutować o Twoim biuście na domiar złego używając okropnego słowa „CYC”. Oczywiście kontekst jest związany z karmieniem piersią, czyli popularnym „DAWANIEM CYCA”.

R – jak rana
Wiadomo: naturalny poród na 90% oznacza szycie w kroczu, cesarka – to na 100% szwy na brzuchu i moim zdaniem już ten jeden punkt w połogowym słowniczku całkowicie uzasadnia niechęć do przyjmowania wizyt w pierwszych tygodniach po rozwiązaniu.. chociaż pewnie znajdą się ludzie, którzy uważają, że kobieta powinna poświęcić te pół godziny i posiedzieć przy gościach na jednym półdupku (opcja naturalna) lub powstrzymując się od śmiechu, kichnięć i innych bolesnych ruchów brzuchem (opcja cesarkowa), by szycie nie puściło.

S – jak skurcze
Hej to nie fair, przecież już urodziłam! Skąd te skurcze?? No cóż, macica obkurcza się i próbuje wrócić do poprzedniego rozmiaru, co samo w sobie jest dobrą wiadomością, złą wiadomością jest jednak to, że obkurczanie boli jak cholera. Po pierwszym porodzie odczuwałam jedynie dyskomfort, przy drugim dziecku przez tydzień zwijałam się z bólu, gdy przy każdym karmieniu następował wyrzut oksytocyny i zaczynały się te straszne bóle. Nie mogłam się nawet zwinąć w kłębek, bo mały jamochłon przyssany do człowieka zmniejsza znacznie możliwości ruchowe.

Ś – jak ślamazarność
Świeżo upieczeni rodzice uczą się obsługi dziecka, ale przede wszystkim zmagają się z wielką niepewnością i brakiem wiary we własne możliwości. Fajnie, gdy mogą oswoić się z noworodkiem w zaciszu własnego domu, na spokojnie, bez presji, a nie w krzyżowym ogniu życzliwych – choć często sprzecznych ze sobą – rad.

T – jak temperatura
Temperatura ciała robi niezłe psikusy w czasie połogu. Fale gorąca przeplatają się często z dygotaniem z zimna. Te atrakcje również często występują w czasie karmienia – dygotanie plus zimny pot plus skurcze plus przyssane niemowlę.

Z – jak zmęczenie
Zwykłe zmęczenie, zwykły brak snu, to najgorsi wrogowie młodych rodziców. Niewyspany człowiek, to człowiek poirytowany, zły i bardziej podatny na depresje. Dlatego warto się wysypiać.. chociaż łatwo się mówi, gdy radosne niemowlę budzi się co 1,5 godziny na karmienie.

Jak jasno widać z powyższego słowniczka połóg to taki czas w życiu kobiety, który nie należy do łatwych. Wiadomo – bywa różnie, jak już wspomniałam, obecny połóg jest dla mnie całkiem komfortowy odkąd skończyły się dolegliwości bezpośrednio związane z porodem, które trwały około 2 tygodni. Rozumiem jednak wszystkie mamy, które wolą przeczekać ten czas w domowym zaciszu, bez świadków, bez oceniających spojrzeń. Rozumiem, że czasem trzeba się zamknąć w sobie, odpocząć w samotności, by potem pełną parą i ze świeżą mocą wkroczyć jak nowonarodzona (sic!) na salony. Dlatego też proszę Was, nie atakujcie młodych rodziców zaraz po porodzie, dajcie im czas, dajcie im możliwość wyboru – być może będą chcieli widzieć Was natychmiast i dzielić się swoją radością ze światem. Ale jeśli nie – nie komentujcie, że przesadzają i że przecież jesteście zdrowi. Nie właźcie ludziom z buciorami do życia.

Zapraszam również do przeczytania tekstu „O połogu słów kilka”.

20 comments

  1. Zuzi Clowes says:

    Czekałam na ten tekst! Właściwie podsumowuje on wszystko, czego się spodziewam, więc zaskoczenia chyba nie będzie ;) Ale mimo wszystko i tak czekam już na koniec ciąży:)))

    • Ruby Soho says:

      to chociaż dobrze, że wiesz czego się spodziewać. Ja za 1szym razem niby wiedziałam, ale i tak mnie to wszystko zaskoczyło fest. Tym razem miałam nastawienie, że będzie ciężko.. i pewnie dlatego nie było tak źle :)

  2. Kinga says:

    Świetnie i niezwykle prawdziwie to opisałaś. Powinni przeczytać to wszyscy Ci, którzy lecą na łeb, na szyję, żeby odwiedzić nowo narodzone dziecko.
    Pozdrawiam.

  3. „K” podoba mi się najbardziej:D

    Ja jestem z tych co to połogu w ogóle nie miały, nie wiem jak to się stało… ;) no dobra, były hemoroidy, ale szybko sie skończyły^^

    To do spotkania bedziesz już jak podwójnie nowonarodzona:D

  4. Trafiłaś w dychę z tym wpisem ! :) Sama prawda, ale jak świetnie ujęta.
    Jestem tu u Ciebie po raz pierwszy, ale obiecuję będę zaglądać częściej :)
    Pozdrawiam : )

  5. Pola says:

    Oj widzę, że Ci się goście mocno dali we znaki… Ja w trakcie pierwszego połogu miałam to szczęście, że przez pierwszy miesiąc miałam odwiedziny tylko dziadków Małego – i te były często bardzo pomocne, bo i rodzice i teściowie dobrze rozumieli, że kawki i ciasteczka raczej nie ma co się spodziewać, raczej wpadali z jakims prowiantem dla nas, albo zabierali gościa na spacerek. „Dla ludzi i świata” otworzyliśmy się po pierwszym miesiącu.
    Teraz tym bardziej, wszyscy bliscy daleko;) Mają tylko przyjechać moi rodzice w kwietniu – ale to tez do pomocy a nie „w gości”

    • Ruby Soho says:

      Goście na szczęście nie dali się we znaki na samym początku- już pod koniec ciąży byłam stanowcza i oznajmiałam wszystkim, że zapraszam w odwiedziny, ale dopiero w marcu, przynajmniej 2-3 tygodnie po porodzie. Po pierwszym porodzie brakowało mi tej stanowczości – tym razem jestem bardziej świadoma, i wiem, że wszyscy powinni uszanować moją decyzję, a jeśli nie.. to cóż.. ich problem :) Moi rodzice mieszkają tuż obok, więc są pomocni na co dzień, wszyscy inni goście zaczynają się zjawiać dopiero teraz, i bardzo mnie to cieszy, bo czuję się dobrze i za ludźmi zdążyłam się stęsknić :)))

  6. Młoda Mamma says:

    bardzo podobają mi się wpisy :) chciała bym dodać do ulubionych i czytać w wolnym czasie ale niestety jestem początkująca i nie bardzo mogę znaleźć takie opcje :(

  7. KLUSCKA says:

    Wszystko przeżyłam, ale żałuję, że nie miałam okazji przeczytać tego wcześniej może bym się inaczej nastawiła. O porodzie wiem tyle, że jest on do przeżycia. W połogu miałam chwile, że myślałam, że nie dam rady – po rozpadzie łożyska miałam dotaczaną krew i czułam się słaba jakbym miała mdleć, a po szybkim prysznicu dyszałam ze zmęczenia. Serdeczne przestrogi czy rady jak to delikatnie ujęłaś to też przeżyłam i czułam się jak tarcza antyrakietowa, na którą kierują się wszystkie ataki. Najgorsze chyba były jednak hemodoidy. Stwierdziłam, że jeżeli ktoś ma milony na koncie i hemoroidy to te miliony na pewno chętnie by oddał. Mąż teraz przy drugim połogu na moje lamenty. płacze i wrzaski stwierdził: „jakie hormony? przecież już urodziłaś!” Ale przy pierwszym połogu przyniósł mi ogromną siatkę smakołyków, za plecami mamy, która serwowała mi gotowane mięso i zupki, na które nie mogłam patrzeć:) Słownik rewelacyjny. Znów moje pytanie czemu jeszcze go nie ma w wersji książkowej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.