O byciu Strzępem

Od rana byłam dziś Strzępem Człowieka. Przepis na Strzęp (tudzież „Strzępa”) jest następujący: potrzebujemy 1 sztukę męża w ciągłych rozjazdach (studia, praca, cokolwiek), 2 sztuki dzieci poniżej trzeciego roku życia, najlepiej w różnych, choć równie burzliwych stadiach rozwojowych, do tego dorzucamy garść niedokończonego remontu i rozgardiaszu przedświątecznego i na koniec (the last but not least) 3 nieprzespane noce, spowodowane ząbkowaniem młodszego stwora. To w zasadzie wszystkie składniki, które należy po prostu dokładnie wymieszać – przepis banalny, a gwarantuję, że wychodzi Strzęp jak się patrzy.

Strzęp charakteryzuje się dużą bladością, podkrążonymi oczami, włosami umytymi.. mniejsza o to ile dni temu i byle jakim dresem zarzuconym na grzbiet. Strzęp jest pasywny – nie organizuje potomstwu żadnych zabaw, tylko siedzi nerwowo patrząc na zegarek. Gdy mu przyniosą książeczkę, to czyta książeczkę, gdy mu każą układać klocki to układa klocki, ale zasadniczo Strzęp czyni to wyłącznie z grzeczności i z poczucia obowiązku rodzicielskiego, a głowę ma zajętą jedną uporczywą myślą: ile godzin zostało do powrotu Męża Wybawcy, Mistrza Kąpania i Usypiania? Strzęp, mimo swojego dość anemicznego stanu, heroicznie gotuje posiłki i pracowicie sprząta ziarenka ryżu z podłogi, wyciera stoły i nastawia pranie. Strzęp jest dzielny, ale gdy nadchodzi wieczór Strzęp ma dość i już nie chce być Strzępem, chce być SOBĄ.

Znudziło mi się bycie Strzępem, chociaż kosztowało mnie trochę wysiłku, by strząsnąć z siebie ten stan, który towarzyszył mi od rana. Posprzątałam kuchnię, gdy mąż kąpał stwory, zaparzyłam herbatę i schowałam ją pod ocieplaczem, by za godzinę wciąż była gorąca, wyciągnęłam wczorajszy placek z wiśniami i bakalie. Gdy Kropka usnęła, a mąż czytał Młodemu książeczki mogłam wreszcie popluskać się w łazience – i teraz siedzę sobie w fotelu z mokrą głową, szczęśliwa i zawinięta w przytulny szlafrok, popijając herbatę, pochłaniając placek i ciesząc się zaskakującą jasnością umysłu jak na trzy bezsenne noce pod rząd.

 Trochę na przekór pierniczkom: letni placek owocowy – z mrożonymi wiśniami – przepycha :)

Niełatwo jest być mamą dwójki dzieci – najlepszym dowodem jest mój ciągły spadek wagi, mimo braku jakiejkolwiek aktywności ruchowej poza spacerami z wózkiem i lataniem ze ścierką na przełaj po domu. Jeszcze 3 kg w dół i będę ważyć tyle, co w liceum, a byłam wówczas naprawdę chuda. Stąd też te ciasta wieczorem – wolę zachować odrobinę kobiecych krągłości tu i tam.

„Wiesz kochanie” – zaczął ostatnio mój mąż – „obserwowałem cię dzisiaj w sklepie i....” – nie dał rady skończyć, bo mój entuzjastyczny okrzyk zagłuszył dalsze słowa – „Obserwowałeś?? Mnie obserwowałeś?!!” – zapiszczczałam radośnie rzucając się na niego – „Pysiaaaku, mnie obserwowałeś, tak??”. Mój mąż zasadniczo nie mówi wiele, ale jak coś mówi, to nie rzuca słów na wiatr. Mój mąż nie obserwuje mnie po sklepach. Mój mąż nie ma pojęcia w co się ubieram, ani czy umalowałam sobie oczy, czy ta bluzka jest nowa, czy stara. Przypuszczam, że gdybym założyła buty nie od pary, prawdopodobnie również nie zarejestrowałby tego faktu. Mój mąż nie zwraca uwagi na takie rzeczy, chyba że przejdę przez mieszkanie w samym jeansach – wtedy jest szansa, że łypnie okiem na to i owo. Wyobraźcie sobie więc mój entuzjazm, gdy mąż przyznał się do obserwowania mnie w sklepie – po dwunastu (prawie) latach związku!

„No obserwowałem cię w tym sklepie” – podjął po chwili lekko zmieszany moją reakcją, wskazującą na to, że jednak psychika kobieca cierpi w odosobnieniu – „i wiesz.. te nóżki w tej spódniczce takie masz szczuplutkie. Wcześniej też były szczupłe, ale.. takich szczupłych to chyba nie miałaś!” – tak mi mówi, ha! Czasem chwilowe bycie Strzępem popłaca! I daje lepsze efekty niż Chodakowska. Polecam naprawdę – dwójka dzieci robi wspaniale na sylwetkę :).

12 comments

  1. radoSHE says:

    Haha, ależ Ty masz subtelnego i uroczego męża. Wiesz, co faktycznie, jak o tym myślę, to przecież, ani słowa z nim nie zamieniłam, ale myślałam, że to może dlatego, ze trudno mu się przebić, w końcu trzy (wróć.5) kobiet nas było! Ps. Jak na trzy bezsenne noce to działasz nadzwyczaj sprawnie! Ja po trzech nie strzęp, a zwłoki. Rozumiem, że to drugie dziecko tak hartuje człowieka, co akurat wcale nie jest argumentem za:)

  2. Zuzi Clowes says:

    Jedno dziecko też czasami tak świetnie działa! Mnie do Twoich nóżek co prawda dalej sporo brakuje, nie mniej jednak pięć kilo mniej niż przed ciążą jest mimo bezy (swoją drogą nie wiem jak to zrobiłaś że faza na nią Ci przeszła, mi nie przeszła!) pochłanianej o 22 stanowczo częściej niż się powinno pochłaniać bezy o 22…. Także ten, w razie drugiego dziecka na wszelki wypadek wyrobię kartę stałego klienta do Byfyja i zgubię gdzieś i tak już z lekka zakurzone płyty z fitnessem :)

  3. Jessi says:

    Hahaha…to wychodzi na to, że się łapie w kategorię Strzępa :-D
    Szkoda tylko, że mi tak kg nie lecą, co prawda do tych sprzed ciąży wróciłam ale do tych sprzed ślubu jeszcze sporo brakuje ;-)

  4. Kaps Love says:

    hehe to mój mąż pewnie zakończyłby opowieść, że obserwował mnie w sklepie bo miałam plamę na tyłku albo jedzenie we włosach;) Muszę pomyśleć nad drugim dzieckiem kurna;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.