Codzienność

Noworoczny spacer

Zimą trudniej jest po prostu wyjść. Na samą myśl o żmudnym procesie nakładania kolejnych warstw odzieży na trójkę niezbyt rosłych potomków już można się poważnie zmęczyć. Kontrola jakości skarpet, czy odpowiednio naciągnięte na łydki, lustrowanie pleców, czy aby na pewno schowane pod kurtką, upychanie koszulek w rajtkach, by nie zawiało nerek, by zniwelować straty ciepła, wciąganie szeleszczących narciarskich gaci, a potem już z górki – swetry, kurtki, szaliki, cholera, znowu brakuje rękawiczki!

Krem tłusty do twarzy zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, podczas gdy całe stado z rodzicami włącznie stoi i poci się w milczeniu. Czapka najmłodszego została na poddaszu. Runda na górę, runda w dół. Uff. Ubieranie kurtek, zasuwanie licznych zamków, nie zawsze błyskawicznych, złośliwe rękawiczki, które nie chcą trafić palcami na swoje miejsca, szaliki, które otulają wszystko poza szyją i czapki, które trzeba usadowić porządnie na skroniach zakrywając przy tym uszy.

Aż sześć nóg (poza własnymi), które trzeba dopilnować by zostały obute. Nie wiedzieć też czemu w sytuacji szykowania na spacer wszystkie dzieci robią się nagle zupełnie nierozgarnięte: jedno gapi się w przestrzeń ze śniegowcem zastygłym w dłoni i zapomina o bożym świecie, drugie przeżywa regres umiejętności zakładania butów i zgaduje który jest prawy. A najmłodsze bawi się w „Człowieka Gumę” – niespodziewanie wiotczeje, rozluźnia mięśnie, buta wciskamy w końcu na stopę. Na leżąco.

Wreszcie następuje moment chwały, gdy mroźne powietrze owiewa nasze zgrzane twarze, uff, pierwsza baza zdobyta, wyszliśmy na schody. Potem jeszcze tylko szybkie pół godziny na zapakowanie się do auta, ponowne rozpinanie kurtek (bo wiadomo – na kurtki pasów nie wolno, każdy spec od fotelików Wam to powie), mocowanie się z pasami, dociskanie, a dzieci w tempie ekspresowym pozbywają się rękawiczek i czapek, więc gdy będziemy na miejscu cała zabawa w ubieranie rozpocznie się na nowo.

Ale wreszcie uff, jedziemy. Druga baza zdobyta.

Sam spacer to już niemal sama przyjemność. Niektórzy biegną, niektórzy śpią w wózkach, inni machają patykami większymi niż oni sami (ku zgrozie postronnych), jeszcze inni babrają się w błotnistych kałużach, bo czymś się należy pocieszyć z braku śniegu. I tak maszerujemy przed siebie, a arktyczne podmuchy malują różem rumieńce po naszych licach. Jezioro ma wszelkie odcienie błękitów, tak jakby w programie graficznym ktoś majstrował z suwakiem „temperatura” i z odcieni pomarańczy zjechał jak najniżej się da w chłodne tony zimy.

Badyle sterczą dookoła, wrony kraczą zajadle na czubkach łysych drzew, samolot przelatuje w oddali.

Nasz pierwszy noworoczny spacer. Zakończony kawą z widokiem na plażę, gorącą czekoladą z bitą śmietaną dla dzieci. A z tak rozgrzanymi brzuszkami mogliśmy przejść jeszcze dalej. Zaróżowieni już nie na żarty, za to posileni, z nową energią. Patrząc na rząd brzózek uginających się od jeziornej bryzy. Patrząc na nasze letnie miejsca, gdzie leniwie odpoczywaliśmy na kocach, zjadając smakołyki na śniadania i kolacje. Odganiając osy, bo przecież były ich całe stada.

„Gdzie są te osy?”– pyta Młody zdziwiony.

Cóż, zima ma jednak dobre strony. Osy śpią.

Nie chce się czasem wyjść z ciepłego domu, spod przysłowiowego koca wychynąć, oderwać dłoń od przysłowiowego kubka z herbatą-miodem-cytryną, a dzieci jakimś cudem i siłą woli niezłomną odczepić od klocków Lego i nowych Playmobil. W perspektywie przecież zimno, zmarznięte buzie, zdrętwiałe stopy i czerwone ręce. Po co ten masochizm, może lepiej sobie oszczędzić?

Tymczasem nic wspanialszego nie ma niż zimowy powrót do domu! Gdy już czeka garnek z zagotowaną uprzednio, parującą zupą. Gdy można zasiąść wspólnie, nawet czasem nie zdejmując jeszcze swetra, bo człowiek taki niedogrzany.. I już siedzimy, zajadamy, apetyty nagle urosły, opowiadamy o tym co widzieliśmy.. i nagle okazuje się, że na zewnątrz było tyle ciekawych rzeczy! I nawet te Lego i Playmobile nie wydają się być tak atrakcyjne, gdy już się dzierży w dłoni wielki sękaty kij, gdy można się bawić w wyścigi patyczków w małej rzeczce, i czekać który pierwszy wypłynie spod mostku.

Dobrze jest iść, dobrze jest rozruszać się nieco po leniwym końcu roku. Odetchnąć powietrzem w miejscu, gdzie go jeszcze trochę zostało. Poczuć jak w żyłach krąży krew, mozolnie ogrzewając wszystkie kończyny niczym prywatny kaloryfer. Jak dobrze być razem, snuć przypuszczenia i marzenia, co przyniesie Nowy Rok. Z ufnością licząc, że nie będzie gorszy niż tamten, który się właśnie skończył. Marząc by był zdrowy dla naszych dzieci i wszystkich bliskich nam osób. By rozwiązały się problemy, by ustabilizowało się zawodowo. Bym mogła ruszyć wreszcie do wymarzonej pracy, zacząć tworzyć, kreować, robić ciekawe rzeczy. I żebyśmy mieli też czas. Na zimowe spacery, na wiosenne słońce, na letnie wylegiwanie na kocach, liczne pikniki, byśmy wyruszyli z naszym nowym namiotem w świat, by trochę większy rozmiar dzieci niż rok temu ułatwił nam organizację i sprawił, że z większą odwagą podejdziemy do tematu.

Witaj Nowy Roku!

Bądź dla nas dobry!*

* Apel do Nowego Roku obejmuje rzecz jasna także Czytelników. Życzę Wam z całego serca, by ten rok był dla Was pełen sukcesów, miłości i prostego, codziennego szczęścia.

**Na niektórych zdjęciach jest jakby więcej dzieci, i nie – nie mieni Wam się w oczach, to po prostu ekipa Odpoczywalni z Lublina wpadła do nas ze świąteczną wizytą. Jeden z zimowych spacerów odbyliśmy wspólnie. I było jeszcze więcej czapek, rękawiczek i szeleszczących spodni do założenia :).

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

7 komentarzy

  • Reply e-milka 05/01/2018 at 04:27

    Dziekuje za zyczenia. Ale zaraz, pisanie bloga nie podpada pod kreatywnosc? Tak tylko pytam. :) Masz jakies konkretne perspektywy pracy, jesli wolno spytac?
    Znam z tym wychodzeniem – z mlodszym to jest niemal zawsze walka, bo ma tyle do zrobienia (od dwoch lat niezlomnie, codziennie, uklada tory kolejowe i wszystko inne, tworzac cale miasteczka), „terminy gonia”, a tu matka przekonuje, ze labedzie jeszcze dzisiaj nic w dziobach nie mialy. :) Za to jak wyjdzie, to juz nie chce wrocic, choc na spacerze nawet zlamanego wagonika nie uswiadczysz.
    U mnie ostatni rok byl rokiem pelnym zmian, bardzo intensywnym, choc z drugiej strony wreszcie bylo mnie troche wiecej w domu, choc nie zawsze duchem. Dlatego prosze rok 2018 o wiecej spokoju. I moze o powiekszenie gromadki, bo niestety czas umyka.

    • Reply Agata / Ruby Times 05/01/2018 at 11:25

      Jasne, że pisanie bloga podpada pod kreatywność, ale fajnie by było mieć jakieś zajęcie, które dodatkowo przyniesie dochód.
      A o perspektywach na razie nie chcę pisać, by nie zapeszyć. Mam nadzieję, że mam :).

      • Reply e-milka 06/01/2018 at 06:19

        Ok, to nie zapeszamy, po niemiecku jest nawet powiedzenienie, ze dopoki atrament pod umowa nie wyschnie sprawa nie jest pewna na tyle, by o niej mowic.Trzymam kciuki, zeby sie Tobie udalo.

        • Reply Agata / Ruby Times 07/01/2018 at 00:13

          O właśnie, bardzo trafne powiedzenie :)
          No to „nie dziękuję” :)

  • Reply Kasia od Bliźniaków 05/01/2018 at 21:33

    Wszystkiego co najlepsze Agatko zdrówka miłosci i spełnienia marzeń :)

    • Reply Agata / Ruby Times 05/01/2018 at 22:27

      Dziękuję Kasiu! Wszystkiego dobrego dla Was! <3

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 12/01/2018 at 21:46

    Haha, jak ja rozumiem to zbieranie się i to, że chce się totalnie przyznawać sobie medale jakies za każdy etap!
    Najlepszego jeszcze raz!

  • Napisz, co o tym sądzisz