Niezbędniki, bez których można się obejść

Jeśli ktoś zapytałby mnie jaki gadżet najbardziej ułatwia mi macierzyństwo to wcale nie walnęłabym wykładu na temat kojców, przewijaków i innych niekapków. Trzy słowa. Ocieplacz. Do. Czajnika. Naprawdę, wierzcie mi działa cuda. Kupiony kilka lat temu w TK Maxx, głównie ze względów estetycznych.. w życiu nie pomyślałam, że może mieć też konkretne zastosowanie praktyczne. Gdy robię sobie herbatkę, a chwilę później dziecko ciągnie mnie za rękę w stronę swojego pokoju, mogę bez obaw oddalić się od upragnionego napoju, wiedząc że za trzy godzinki będzie miał temperaturę idealną do spożycia. 

Jest wiele gadżetów, których używamy na co dzień przy obsłudze dzieci, bez których wprawdzie da się obejść, ale.. trudniej się bez nich żyje.

Przy pierwszym dziecku nie starczyło nam funduszy na kupowanie fanaberii, urządzaliśmy pokoik, malowaliśmy ściany, kupowaliśmy meble. Tym razem postanowiliśmy jednak ułatwiać sobie życie w miarę możliwości, a pomagają nam w tym rozmaite sprzęty.

IMGP2612 IMGP1905

1. Niania elektroniczna.

Bardzo chciałam kupić nianię już po urodzeniu Młodego, ale.. patrz poprzedni akapit. Przez ostatnie dwadzieścia trzy miesiące upewniałam się niemal codziennie, że byłyby to bardzo dobrze wydane pieniądze. W czasie drzemki malucha, gdy mogłabym odwiedzić mamę, mieszkającą piętro niżej lub na przykład wziąć prysznic .. lub zamknąć się w sypialni i szyć. W letni ciepły wieczór, gdy moglibyśmy z mężem posiedzieć na balkonie przy zamkniętych drzwiach, rozkoszując się muzyką.. i tak dalej i tak dalej. Tym razem postanowiliśmy więc kupić nianię – prosty dobry model Philips Avent. Na razie używamy jej głównie po to, by odseparować dzieci od siebie w czasie snu, czytaj: zamknąć drzwi od pokoju, w którym śpi Młody i nasłuchiwać czy nie płacze, podczas gdy Kropka śpi z nami. Niania ma spory zasięg i działa nawet w ogrodzie.

2. Nawilżacz powietrza.

To, że wybrałam ten właśnie model (Miniland) zawdzięczam Oli prowadzącej bloga „Świat Gabi”. Duży to wynalazek, o niezbyt designerskiej bryle, zwłaszcza jak sobie człowiek wcześniej nabił głowę różnymi tam DUUX-ami i innymi cudownościami bardziej przypominającymi rzeźby lub wazony niż sprzęt typu rtv-agd. Miniland jest za to super praktyczny i cichy, ma pilota, a co najlepsze sam ustawia sobie idealną wilgotność pomieszczenia i ..do niej dąży, a gdy ją osiągnie to sam się wyłącza. A duży rozmiar powoduje że rzadziej go trzeba napełniać. Czuć dużą różnicę w sypialni dzieci, przydałby się taki drugi do naszej.. ale cena trochę hamuje moje zapędy.. może w przyszłym sezonie grzewczym.

IMGP1917 IMGP1921

3. Turystyczny przewijak.

Przy pierwszym dziecku kupiłam jakąś porażkową matę firmy Motherhood z dwoma pieluszkami flanelowymi w komplecie. Pieluszki piękne, kropkowane, używamy do tej pory, natomiast mata po jednym praniu wyglądała jak do wyrzucenia i ogólnie była beznadziejna. Tym razem postanowiłam kupić przenośny przewijak z prawdziwego zdarzenia. Tak wiem, można przewinąć na ręczniku, albo na tetrze, albo na czymkolwiek. Jednak chodząc na spacery, jeżdżąc na wycieczki, czy przewijając w centrum handlowym wolę mieć pod ręką praktyczną i łatwą w utrzymaniu matę. Nasz wybór to Canpol, chociaż podobały mi się te wszystkie piekne i kolorowe z Babymel London i Skip Hop. Nasza różni się od nich głównie kolorystyką. I ceną, o jakąś stówkę niższą.

kurier2 kurier3

4. Kosz na pieluchy.

Bez względu na to jakich pieluch używacie, zawsze jest jakaś śmierdząca zawartość, którą gdzieś trzeba wyrzucić. My używamy wielorazówek dla Młodego, i póki co pampersów dla Kropki. Tak czy siak kosz Korbell bardzo nam się przydaje. Najważniejsze zalety kosza to fakt, że zapaszki się nie wydostają na zewnątrz i to, że ma blokadę przeciwdzieciową. Gdy dzieci jest dwoje – jeden niemowlak i jeden mobilny niespełna dwulatek, to taka blokada jest baaardzo dużą zaletą.

5. Nosidełko.

Dość drogi gadżet, ale ponoć bardzo przydatny. Przy Młodym zdecydowaliśmy się na zakup chusty i cóż.. polegliśmy, nie daliśmy sobie z nią rady. To nie tak, że jesteśmy zupełnymi ćwierćinteligentami, instrukcja wszak była dołączona do opakowania i całkiem prosta na oko. Tak naprawdę to chusta przegrała z naszym stylem życia i ogólnymi uwarunkowaniami terenu. Może prościej: mieszkamy w takiej lokalizacji, gdzie można wyjść tylko w dwa miejsca: do własnego ogrodu lub ..do auta (w celu pojechania we wszystkie inne miejsca). No chyba że jest się fanem spacerowania wąskim chodnikiem przy ruchliwej drodze.

W związku z tym, że dotarcie gdziekolwiek wymaga od nas użycia samochodu, chustę usiłowaliśmy wiązać na rozmaitych parkingach, podczas gdy dziecię się stresowało i wierciło, a co za tym idzie stresowaliśmy się i my. Dlatego szybko zrezygnowaliśmy z jej używania, mimo że te dwa, trzy spacery, które odbylismy w towarzystwie chusty były bardzo udane. Gdybyśmy mogli wiązać chustę w domu i wychodzić tak na miasto/wieś pewnie dalej byśmy jej używali, a tak leży biedna (a piękna jest, kolorowa) złożona w szafie i czeka na lepsze czasy (albo na blogową wyprzedaż:) Tym razem postanowiliśmy więc iść na łatwiznę i zakupić nosidło. Wybór padł na blogerskiego wymiatacza, czyli Tulę. Do tego niemowlęca wkładka, by Kropkę już można było nosić i wszystkie polne dróżki nasze! Jeszcze nie mam o nosidełku wyrobionego zdania, bo jest w fazie testów domowych. Ale rokowania są raczej pomyślne.

IMGP3220

To są nasze najnowsze ułatwiacze życia. Być może powiecie – strata kasy, da się bez tego obejść. No jasne, że się da! To samo czytałam w komentarzach na przykład o niemowlęcych wanienkach, że po co stelaż i odpływ, po co przepłacać, skoro można kupić tanio, postawić na ziemi..schylić się można, albo poćwiczyć muskuły wylewając wodę. A ja się cieszę, że kupiliśmy wanienkę z odpływem, służy już drugiemu dziecku, wygoda użytkowania niezrównana.

To są rzeczy, których używamy codziennie. Do znudzenia. Non stop przez powiedzmy, rok lub dwa. Jeśli wybierzemy felerne, źle pomyślane, kiepskiej jakości lub po prostu brzydkie, to będą nas denerwowały przez ten rok lub dwa, i to dzień w dzień.

Dlatego właśnie warto kupować z głową, niekoniecznie najdroższe i najpiękniejsze na rynku, bo nie oszukujmy się, fortunę można stracić na każdy element dziecięcej wyprawki. Czasem można trochę oszczędzić (jak w przypadku powyżej opisanego przewijaka, gdy różnica tylko w designie, choć nie ukrywam, że gdybym mogła to wybrałabym raczej Skip Hopa, a nie Canpol), a czasem warto zapłacić, gdy wiemy, że jakość i bezpieczeństwo użytkowania są lepsze. Reasumując: gdy ma się potomstwo to warto sobie życie ułatwiać wszystkimi dostępnymi sposobami. Bo i tak jest wystarczająco trudno!

16 comments

  1. Retromoderna says:

    Ja akurat ani przy pierwszym, ani teraz nie potrzebowałam tych rzeczy, ale każdy jest inny i jeśli faktycznie ułatwiają funkcjonowanie to jestem za. Zastanawiałam się nad nosidełkiem, ale mam problem z kręgosłupem, nie mogę nosić nic ciężkiego, więc z nosidełka korzystał by tylko mąż. A wanienkę mamy ze stelażem właśnie – świetna sprawa ;) Z tym, że dostałam ją od przyjaciółki, po jej córce.
    pozdrawiam

    • Ruby Soho says:

      Każdy ma inne potrzeby, to prawda. Dla mnie na przykład niezwykle istotna jest estetyka wykonania wszelkich sprzętów domowych i pewnie gdyby ktoś mi zaoferował coś używanego, co akurat by mi się nie podobało (łóżeczko.. krzesełko.. cokolwiek), to pewnie bym grzecznie odmówiła, mimo że nie narzekamy na nadmiar funduszy. Wiem, że dziwna jestem ale tak już mam:)

  2. Z wymienionych przez Ciebie rzeczy mam tylko Tulę, którą jestem zachwycona. Niani w naszej kawalerce nie potrzebujemy, ale cała reszta kusi i to bardzo :-). Szczególnie nawilżacz powietrza. Pozdrawiam cieplutko!

  3. Ola Fefkunia says:

    My mamy wszystko co wymieniłaś oprócz ocieplacza. Kurdę, a ja głupia zimną kawę pije!!! Nawilżacz u nas również świetnie się sprawuje i nie ma lepszego. Kosz na pieluchy coraz bardziej doceniam gdy Gabi je różne rzeczy :)

  4. Mój kosz na pieluchy zżera więcej kasy niż same pieluchy! A ja głupia myślałam, że 10 wkładów starczy mi na 10 miesięcy… cóż, Polka ma niezły przerób ;) Nie mamy jeszcze nosidła, ale mamy chustę. Też się nie sprawdza – z innego powodu. W domu, gdybym chciała Polę ponosić to ciężko w chuście zmieniać pozycję co 20 minut, dostawiać do piersi co godzinę itp. itd. Dziwne, jak małą wezmę na ręce to i z godzinę potrafi w jednej pozycji wytrzymać. A jakie to byłoby ułatwienie – mieć dwie ręce wolne, dziecko przytulone na brzuchu i coś czasem zrobić… Herbatę chociaż! Nawilżacz i nianię mamy z odzysku, od siostry. Nawilżacza używamy głównie dlatego, że buczy, co Polę usypia. Niani jeszcze nie odpalaliśmy, ale zbliża się majówka w Wiśle – trzeba będzie przetestować. Nie chcę awaryjnie używać aplikacji na iPhone’a znajomych ;)

  5. Kaps Love says:

    Oo tak zdecydowanie rodzicielstwo jest na tyle trudne, że ułatwiajmy sobie życie każdym gadżetem:) Jasne, że za wszystko trzeba płacić, a zwłaszcza za designe ale tak jak piszesz musimy z tym obcować na co dzień to po co się wkurzać. Ja na pierwszym miejscu postawiłabym nianię elektroniczną, która ułatwia nam życie od narodzin syna i kocham ją jak drugie dziecko;) A dzięki Tobie jutro wyruszam na poszukiwanie ocieplacza do czajnika bo jakże do tej pory mogłam żyć bez niego! Dziękuję Ci kochana:)

  6. tynka says:

    moje dzieci dbają by mamusia się nie sparzyła gorącą kawą ;) więc najczęściej jest „zdatna” do wypicia…smakiem ciepłej delektuje się WIECZOREM gdy maluchy idą spać hehe
    pozdrowienia dla Kropki i Młodego!
    :)

  7. Magda Miles says:

    Ta niania Avent to fajna rzecz, tak jak piszesz, żeby móc bez wyrzutów sumienia posiedzieć na balkonie czy w ogrodzie czy móc zająć się domowymi obowiązkami bez obawy, że dziecinka się obudzi:) No i na wyjazdach, też by się sprawdziła, skoro ma spory zasięg :)Nawilżacz też fajny, też mamy i się przydaje, lepiej się oddycha, jak jest wilgotniejsze powietrze:)

    • Ruby Soho says:

      zasięg niani mnie zaskoczył, mieszkamy w domu wielorodzinnym na poddaszu (czyli jakby drugim piętrze), a gdy wyszłam przed dom, kilkaset metrów dalej niania wciąż działała, sygnał był trochę przerywany,ale wyraźny. Działała również w piwnicy, a to stara solidna piwnica, którą od parteru dzieli spora warstwa betonu.. taki mały schron:) Słowem – niania ma świetny zasięg i wcale nikt mi nie płaci za jej reklamę:)

  8. Olga says:

    Z Twoich typów moim faworytem przy mikroEwce był przewijak turystyczny. Zanim rozpadł się całkowicie, był rozkładany właściwie wszędzie :D A także pożyczany innym rodzicom w pociągu ;) Nosidła nie miałam, bardzo żałuję, może teraz nadrobię, tylko to drogie cholerstwo i boję się inwestować, skoro nie wiem, czy dzieciok polubi :)

    • Ruby Soho says:

      drogie, to fakt, ale tyle już słyszałam ochów i achów nad Tulą że postanowiłam spróbować. Na razie boję się to małe stworzenie nosić w nosidle, ale mąż wrzuca małą do środka bez stresu i zajmuje się jakby nigdy nic pracami domowymi:) Pewnie wkrótce też się odważę. A cena.. akurat pół becikowego :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.