Styl życia

Niecodzienność sierpniowa.

Jak dobrze, że istnieje niecodzienność! Gdy mąż ma wolne, gdy dzień jest ładny i plan też jakiś jest. Nawet mały plan – spacer, kawa, spotkanie z przyjaciółmi czy zwiedzanie ciekawych miejsc (w promieniu 30 kilometrów od domu;). Niecodzienność to moje remedium na znużenie, rutynę i powtarzający się uporczywie ciąg zdarzeń, daje mi siłę, by potem bez frustracji znów mierzyć się z codziennością, która jakby nie było zajmuje jakieś 90% życia.

Dlatego też, gdy zdarzy się nam wolny dzień, to mimo wielkiego zmęczenia i równie wielkiej pokusy, by legnąć nieruchomo na kanapie i gapić się w jeden punkt, mimo to staramy się wziąć w garść i ruszyć z dziećmi.. noo, może nie w świat. Jeszcze nie. Ale im chyba wszystko jedno – dla nich okolica jest równie interesująca do odkrywania, chociaż wiadomo, że z Mauritiusa mielibyśmy dużo ciekawsze zdjęcia :). Z braku laku wystarcza nam obszar naszego województwa.. i też się da – intensywnie ma być, niech się zmęczą, oooo tak:
Śpiochy w samochodzie. Co zrobić z lecącą do przodu głową w aucie?  Fotela bardziej przechylić się nie da. Jakieś rady?
 
Chłopaki zwiedzają skansen:)

Każdy wyjazd, nawet spontaniczne i zupełnie nieplanowane wypady po okolicznych miejskich i wiejskich atrakcjach, są świetną okazją dla dzieci do nauki. Kropka póki co zyskuje jedynie kolejny spacer na świeżym powietrzu, natomiast Młody czerpie z tych małych wakacji pełnymi garściami. Chłonie wiedzę jak gąbka, zaskakuje nas często długo później, gdy okazuje się, że dalej pamięta miejsca i przeżycia. Że to dla niego ważne.

Wciąż w skansenie, piknik produkcji Taty – prosta męska kompozycja: pulpet, ogórek i bób. Nie patrzcie na mnie, ja bym lepiej te ogórki obrała:).
Powrót ze skansenu odbył się z przygodami. Najpierw były chmury nad stadionem..
…a potem wielka ulewa i jazda chodnikiem, bo drogę zalało.
Finisz przygody na parkingu pod centrum handlowym. Jak widzicie bagażnik to dobre miejsce do przewijania:). Szkoda, że było już za późno i maminy outfit w kolorach bieli i jasnego jeansu zdecydowanie zmienił odcień. Na brązowawy..
A bywa i tak: dzieci zostały w domu. Mąż został z dziećmi. Mama z koleżanką  poszły na spacer nad jeziorem. I jeszcze kawę wypiły i naleśniki zjadły, o!
Od pewnego czasu intensywnie wizytujemy i re-wizytujemy się z Zuzią i Milly:) To znaczy chwilowo akurat się nie wizytujemy, bo dziewczyny bawią się nad Adriatykiem. Zdjęcia były zrobione ze 2 tygodnie temu. Tutaj: my w gościach. Kropka zabiera grzechotkę Mill, Mill odpoczywa, a Młody po prostu sobie tańczy na środku pokoju. Nauka życia w społeczeństwie zabierze im chyba trochę czasu.
Ciocia Zuzia pyszne jedzonko dla nas zrobiła:)
Młodemu spodobały się widoki z balkonu. Szczególnie na plac zabaw.
Słodkie blogerskie dziecię, Mill w swoich kwiecistych majtkach:)
Nasza klasyczna rodzinna fota na bloga, czyli w tył zwrot:)
Wielką zaletą cioci Zuzi (poza wszelkimi innymi przymiotami, które długo by wymieniać:) jest lokalizacja – odwiedzając ją jesteśmy już taaaak blisko Parku Śląskiego, że żal by było nie uderzyć na spacer.. tym razem spacer zakończył się podróżą kolejką Elką – dla zainteresowanych: trójka dorosłych, dwa niemowlęta wraz z wózkami i jeden bardzo zaspany, choć zaciekawiony dwulatek mieszczą się do takiej przeszklonej gondoli:)
Zuzia & Mill (z bloga Milly Me!)
Młody ogląda świat z góry. Fajne są te „du-zie dźie-wa”.
Kropka postanowiła przespać całą akcję.
Hipsterski Kontener Cooltury znajduje się na niewielkiej wyspie.  Tym razem nie wstąpiliśmy, ale moje oko wychwyciło piasek, leżaki i nawet kosze plażowe (wspominałam już, że uwielbiam kosze plażowe?)
Ostatnio atrakcji jakby więcej – nie dość, że odwiedza nas wielu gości, i ku naszej radości zdarzają się też tacy śmiałkowie, którzy nie boją się zostać na noc (mimo podwójnego małego szczęścia w naszym domu, z którym to wieczorami różnie bywa). A na dodatek wybraliśmy się też niedawno na wesele. My i dzieciaki. I rodzice, i nawet siostra moja, która specjalnie na tą okazję przyleciała wraz z bojfrendem z tak zwanej zagranicy. Kochani teściowie zaoferowali wprawdzie, że zostaną z dziećmi, że możemy iść na imprezę sami.. ale jednak postanowiliśmy zabrać maluchy ze sobą, bo przecież to wydarzenie społeczne, ważne dla całej rodziny.. i nie podoba mi się takie wykluczanie. Na imprezie dzieci było dużo – dla Młodego wychowywanego na wsiowym odludziu to zawsze atrakcja. I jedzenia też było dużo.. i Młody zachowywał się mniej więcej, jakby w domu tego nie było:).

No bo, prawdę mówiąc, strudli ziemniaczanych i polędwicy w sosie ze starego wina na co dzień w domu nie serwujemy.. i takich obłędnych misek na lody też nie posiadamy w swoich zbiorach.

Kropka nie skorzystała ze wspaniałego jedzenia (to znaczy skorzystała, ale troszkę później, gdy mama przetworzyła na jedynie słuszny pokarm) za to zainteresowała się biżuterią.

Jadłam dużo. Naprawdę dużo.. no ale jak tu nie jeść?! I tak słyszałam wiele komentarzy jak to „zmarniałam” po tych ciążach :)

Młody szaleje w pokoju zabaw.
Kropka i ja
Dzieciaki zniosły imprezę nad wyraz dobrze. Gdy zrobiło się późno przebraliśmy je w piżamki i zawieźliśmy do domu, gdzie już czekali dziadkowie. Nawet nie zareagowały, gdy pakowaliśmy je do łóżeczek, więc szybko przebrałam się w wystrzałową, czarną, obcisłą, koronkową kieckę (niestety na zdjęciach jej nie mam), użyłam czerwonej szminki, rozczochrałam loki, zmieniłam szpilki na ..równie niewygodne i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ja kierowałam (w butach na zmianę.. w szpilkach nie!), więc mąż mógł się trochę upodlić.. tańczyliśmy, bawiliśmy się, od czasu do czasu zerkając na telefon, teściowie jednak nie odnotowali żadnego poruszenia w dziecięcym pokoiku, więc spokojnie wróciliśmy do domu po trzeciej rano. Następnego dnia po południu wybraliśmy się całą rodziną do Nikiszowca, do słynnej cukierni „Byfyj”.
Moja siostra z Młodym na Nikiszu
A tam jedliśmy i jedliśmy.. zachwycaliśmy się wszystkim. Ja naprawdę od lat nie jadłam takiej.. prawdziwej napoleonki! A najfajniejsze jest to że waga i tak uporczywie pokazuje 54 kilo z małym hakiem:). Poniżej Młody bawiący się śląską wersją gdy memo.
A na koniec chciałabym jednak wrócić do codzienności, w której też bywa fajnie – bo w końcu dzieciaki nie tylko irytują – czasem wzruszają, a coraz częściej (Młody!) rozśmieszają do łez. Albo zadziwiają swoimi postępami, bo wiecie: spieszę donieść, że Kropka to już prawdziwa królowa parkietów, raczkująca po całym mieszkaniu! Raczkuje, wstaje na czworakach, lubi sobie znaleźć jakieś podparcie i robi takie akrobacje, jakby już chciała wstawać. A wczoraj podczas zabiegów higienicznych odkryłam w jej buzi dwa malutkie ząbki (dolne jedynki). Z kolei Młody gada non stop. Ostatnio często słyszę „mama chodź!” oraz „czytaj!”. Coraz częściej składa zdania – zwykle proste jak „tata pije kawę” albo „kot kocha mleko”, czasem śmieszne. Ostatnio stwierdził, że „babcia daje zupę”.. z tym, że tą zupę tak jakoś niewyraźnie powiedział, zrozumiałam inaczej:)
Pozdrawiam niecodziennie:)
Ruby Soho
poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

9 komentarzy

  • Reply Izabela Prońko 26/08/2014 at 12:36

    fajnie macie! zazdroszczę takich spotkań z dziećmi no i tej wagi 54! zamieniamy się ? :P

    • Reply Ruby Soho 26/08/2014 at 12:41

      Skoro zazdrościsz wagi to chyba mądrzej się będzie nie zamieniać:)

  • Reply Zuzi Clowes 26/08/2014 at 20:18

    Ahhahahahhahahahah, to Ci babcia!!!! Cudowny post, i ach, jak miło u Was gościć! X

    • Reply Ruby Soho 28/08/2014 at 21:44

      Żeby nie było – Babcia ma nieskazitelną reputację, to Młody niewyraźnie gada :)

  • Reply tynka 03/09/2014 at 13:36

    co dzień to atrakcja :) ;p
    my po kilku weselach z dzieciakami w czerwcu pierwszy raz skorzystaliśmy z oferty moich Rodziców którzy zostali z maluchami i …szaleństwo do rana! haha z tym, że człowiek już pomału wychodzi z formy ;) na naszym weselu z mężem o 7 rano zamykaliśmy salę ;) a tu o 3:45 orkiestra się zebrała, poskładała i poszła sobie ;) w sumie to się cieszyliśmy ;p bo nogi już w równie niewygodnych co Twoje szpilkach nie dawały rady ;)
    SUPER te Wasze zdjęcia!
    :)

    • Reply tynka 03/09/2014 at 13:37

      a!!! zapomniałam jeszcze dodać, że obie (Ty i koleżanka) cudowne sandałki macie!!! te zielone to już czad konkretny!!! :)

    • Reply Ruby Soho 03/09/2014 at 21:15

      aa, dziękuję, dziękuję.. zwłaszcza że zielone to moje, ha! :)

  • Reply Aleksandra B 03/09/2014 at 21:21

    Kochana próbowałaś z zrolowanymi ręcznikami?

    • Reply Ruby Soho 07/09/2014 at 18:56

      No właśnie chyba czas spróbować.. ale ogólnie ten britax jest coś nie halo – płytki taki, zero oparcia dla główki podczas drzemki. w porównaniu z dualfixem bardzo jest słaby..

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.