Niby nie..

Mogłabym powiedzieć, że obchodzimy dziś Halloween, ale tak naprawdę dla nas to tylko trzydziesty pierwszy dzień października. Jutro też nie mamy planów w związku ze Świętem, poza refleksją nad upływem czasu i nad kochanymi ludźmi, których brak. Nie pchamy się tam, gdzie korki, brak miejsc parkingowych i tłumy nieuważnych, niedzielnych kierowców. Nie pchamy się tam, gdzie niebo zasnute czarnym dymem parafiny. Wolimy zaszyć się w domowych pieleszach i spędzić dzień z bliskimi. Pewne halloween’owe elementy wdarły się jednak do naszego życia, jakby przypadkiem, kuchennymi drzwiami. Niewątpliwie to wpływ blogosfery, więc i u nas się zrobiło trochę strasznie i trochę dyniowato:).

Niby nie świętujemy, ale Kropka swój tematyczny outfit ma. Dostała w prezencie od Cioci Zuzi, zresztą Milly i Pola występują dziś w takich samych mundurkach :). A tak przy okazji Kropki – Kropka jest właśnie na etapie odkrywania prawa powszechnego ciążenia. Przy stole sto razy upuszcza łyżeczkę i patrzy za nią w dół myślącym spojrzeniem. Do jedzenia używamy więc dwóch łyżeczek – jedna służy do celów badawczych (upuszczania, gryzienia, symulacji jedzenia łyżką), a druga do faktycznego karmienia, inaczej się zwyczajnie nie da. Inne przedmioty też upuszcza – na przykład swoją żyrafę, i nawet palcem wskazuje gdzie spadła!! Wiem, że dla dzieciowych laików nie jest to powód do zachwytu, ale moment, gdy dziecko zaczyna wskazywać coś palcem jest niezwykle ważny w rozwoju, więc.. ja się totalnie zachwycam!

Niby nie świętujemy ale.. zobaczyłam te pająki u Katjuszki i nie mogłam się powstrzymać robiąc śniadanie – takie są proste i efektowne! Młody był zachwycony – zjadł .. bardzo dużo pająków, wciąż prosząc o następne. Potem uznał, że jest pająkiem.. a jego siostra też jest pająkiem, i mama pająkiem, i tata pająkiem. Potem zrobił dziką minę: „Wszyscy pająki!!” – powiedział z błyskiem w oku.

Rozmowa przy śniadaniu:

– „Masz jeszcze pomidorka skarbie” – mówię ja.
– „Dziękuję pająku – mamusio!” – odpowiada Młody.

Uwielbiam jego teksty ostatnimi czasy! Obiecuję sobie, że zacznę je zapisywać, inaczej wypadają z głowy. A dobre są naprawdę, zaskakująco dobre!

Na spacerze, bawimy się w sklep.
– „Proszę dwa kilo pomidorów i mleko” – mówię ja.
– „Masz mamo, masz” – odpowiada Młody, bo nie może się nauczyć, że mówi się „proszę”.
– „Dziękuję” – odpowiadam. „Ile płacę?
– „DUŻO!” – odpowiada rezolutnie pan sprzedawca.

I jak tu go nie kochać?

Pozdrawiam,
Ruby Soho

21 comments

  1. tynka says:

    fajne pająki :)
    a teksty masz zapisane jakby co ;) tu na blogu…a potem spiszesz je do „Pamiętnika tekstów Młodego” :)
    pozdrawiam!

    • Ruby Soho says:

      Kropka towarzyszy, chociaż bywa odpychana, czasem sceny walk są drastyczne.
      A filiżanki piękne dostaliśmy w prezencie. Młody dostał i Kropka też.
      Przynajmniej tak mu mówimy, bo kolory takie nie-chłopięce :)

    • tynka says:

      czyli standard jednak? przytulanie na przemian z odpychaniem? ;)
      uff…bo już myślałam, że tylko u mnie takie „dramaty między rodzeństwem”
      ta kolory nie takie? a jak dorośli faceci różowiutką koszulę z amarantowym krawatem zakładaja to co?że niby męskie kolory? ;p hehehe
      Pozdrawiam Was.
      Zrobiłam nam do kolacji zielone pająki…u młodszego wzbudziły zainteresowanie po czym znalazły się na ziemi, starsza popatrzyła tylko i zabrała z kanapek nam wszystkim tylko ogórka ;) hehe
      bye

    • Ruby Soho says:

      Ja tam nie mam problemu z różem u mężczyzn:)
      Ale odkąd Młody zaczął używać żeńskiej wersji swojego imienia (bo jakaś koza w książeczce tak ma na imię), a w swoim kuferku z narzędziami znalazł ‚pilniczek’ (klucz francuski po prawdzie) to uznałam, że może lepiej mu jakiś parking kupię, zamiast kuchennych bibelotów, no! Dla odmiany – Kropka uwielbia autka :)

  2. radoSHE says:

    O rany! Kropka pozamiatała internety tym zdjęciem z filiżanką. Poza tym ma kropka kropkę fryzurę jak moja córka :) No to cóż, strrrrrasznego wieczoru życzymy. Ja właśnie wybieram horror na wieczór, i to by było tyle ze świętowania:)

  3. Zuzi Clowes says:

    Też jestem ogromną fanką zdjęcia z filiżanką i tekstów Młodego! My też Halloween niby nie obchodzimy, nigdy nie obchodziliśmy, ale teraz… jakoś tak z niemowlakiem w domu wszystko mi się chce obchodzić. Sesja z dynią, która zaraz na blogu, też zaliczona. A oliwkowe pająki wspaniałe, Ruby-Pająku!!!

  4. Nie-obchodzenie Halloween z niemowlakiem na stanie to łatwizna ;) A tak serio, to „za starych czasów” też się nie obchodziło, za wyjątkiem przyczynków do przebrania się za sexy whatever. Tak, to się robiło, ale raczej z braku tematycznych czy przebieranych imprez, niż z chęci uczczenia Halloween. Ja solidnie ubolewam, że to „święto” jest pod koniec października. Nadaje się na inaugurację jesieni, na używanie tych wszystkich gadgetów jesiennych (dynia). Wcześniej to jakieś takie nieoficjalne. A przecież listopad to już choinka u Haroldsa, a u nas to deadline dla kolęd. Dziś w aucie zrobiłam falstart i puściłam jakieś świąteczne „Wraped in Red” i jarałam się jak dziecko śpiewając o choince na cały głos. O, takie mamy w tym roku Halloween. No, ale nie mogę sobie wybaczyć, że nie zebrałyśmy się na wspólną sesję i na halloweenowe ciasto dyniowe. Trzeba będzie zrobić jakiś listopadowy sequel imprezy, nie ma co!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.