New

Minęło kilka miesięcy..

Tak właśnie pisarze radzą sobie z upływem czasu. Gorączkowe poranki, pośpieszne śniadania, zajęcia domowe i pozadomowe, prace i zabawy, zmienność pór roku. Wszystko można zawrzeć w tym lakonicznym stwierdzeniu.

Spróbuję więc:

„Niepostrzeżenie minęła zima, świat wygrzebał się z błota i zasp, zazieleniły się drzewa, wystrzeliła w górę trawa obficie podlewana majowym deszczem, by wkrótce zamienić się w step wypalony sierpniowymi promieniami słońca. Dzieci urosły. Kończyny wydłużyły się niepostrzeżenie, twarze spoważniały i wyszczuplały.

Minęło kilka miesięcy.”

O siódmej rano, w niedzielę oczywiście – bo mimo wszystko pewne rzeczy są niezmienne i pewne jak podatki – gdy pierwsze nieśmiałe okruchy słoneczne prześlizgują się z trudem przez zakurzone szyby, powietrze rozdziera donośny dźwięk.

Jest przenikliwy, przerażający jak sam diabeł i głośny nie do wytrzymania dla przeciętnych śmiertelników. Ale domownicy nie reagują, bo przecież wiedzą, że to tylko „jułczenie”.

„Jułczenie” jest specjalnością trzyletniego Lolka, który zafascynowany jest mitologicznym „gryfonem” – który, co powtarzam za bajką o Scooby Doo, jest pół ptakiem, pół lwem, prawdopodobnie dlatego, że „nie mógł się zdecydować”.

„Gryfony jułczą” – wyjaśnia Lolek rzeczowo, po czym przechodzi do bolesnej dla ucha demonstracji, która rozdziera mir domowy na strzępy.

„Juuuuł!! Juuuuuł! Juuuuuł!”.

Uwielbiam moje dzieci w wieku, w jakim są teraz. Stąd ten wpis, tak naprawdę najbardziej dla mnie samej, by nie stracić bezpowrotnie tych mijających ekspresowo momentów, epickich tekstów, codziennych pierdół, które za kilka miesięcy ulecą z głowy. Naprawdę, chwilowo chciałabym nacisnąć na guzik „stop” i zostawić ich sobie takich słodkich na dłużej – mądrego siedmiolatka, pyskatą i diabelnie inteligentną pięcio – i pół latkę, oraz trzyletniego, bardzo (BARDZO!) głośnego zadziora.

Uwielbiam te dzieci, chociaż może niekoniecznie wtedy, gdy postanawiają utopić w sedesie rolkę papieru toaletowego, a potem rozpuścić jej żółte, rozmoczone truchło w pobliskim bidecie, zalewając wszystko szczodrze wodą. Niekoniecznie wtedy, gdy pół dnia kłócą się kto ma posprzątać, pedantycznie wyliczając sobie każdy podniesiony z podłogi klocek. Gdy zaczynają niezdrowo fascynować się tak zwanymi „brzydkimi słowami”, jak wszystkie chyba dzieci świata, radochę mając ze smaku zakazanego owocu i zniesmaczonych min dorosłych.. i w wielu innych sytuacjach niekoniecznie..

Ale to przecież niuanse! Poza którymi naprawdę muszę ze wstydem przyznać, że rozwinęła się u mnie totalnie nieobiektywna, szalona i pozbawiona dystansu, matczyna duma wymieszana z zachwytem i codziennym wzruszem nad własnym narybkiem. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek nastąpi.

Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale to zdjęcia bez filtra. Nad Bałtykiem takie kolory!

Stworzyliśmy zarysy tych postaci, Nadaliśmy im zaledwie kontury, które oni radośnie wypełniają mocą swoich różnorodnych osobowości.

Ewoluują w zaskakujące strony, nabierając barw, nasycenia i kontrastów. Z naszego szkicownika, z kilku skreślonych czarnych kresek nagle takie kolorowe jednostki z krwi i kości!

Gorąca herbata paruje z dzbanka, widelce i noże piłują po kuchennej ceramice. Najstarszy 7 letni człowiek jak zawsze siedzi za daleko od talerza, nogi ma podwinięte, a myśli gdzieś daleko. Nad kromką chleba dyskutuje z siostrą o .. granicach atomu i rozmiarach ludzkich komórek. Potem płynnie przechodzą do zagadnień z dziedziny paleontologii, rozważając jakie sposoby obrony mógł stosować parazaurolof, by obronić się przed tyranozaurem.

Kroję kolejne kromki, układam pomidory, nalewam herbaty. Słucham jednym uchem, uśmiechając się. Przy jedzeniu są zawsze najmądrzejsze rozmowy. Imponują mi tymi dysputami! Są tacy mali, niepoważni! Ciągle coś psują, psocą, są cholernie głośni, dużo się kłócą, strzelają fochy każdy po kolei, tak jakby się wcześniej umówili.. ale przy śniadaniu przeistaczają się w intelektualistów rodem z paryskiej kawiarni.

„Mamo, w Belgii znaleziono szkielet iguanodona!” – wrzeszczy z entuzjazmem Młody znad swojej „Encyklopedii Dinozaurów”„W Belgii! Mamo, to nie jest tak daleko! Możliwe, że będę tam jeździł na wykopaliska! A na deserek będę sobie zabierał belgijskie czekoladki.. Pycha!” – rozmarza się mój profesor Geller, a jednak dalej siedmioletni chłopiec.

Najfajniejsze jest to, że moje starszaki są wprost zafascynowane światem nauki.

Mają głębokie, autentyczne przekonanie, że nauka jest niesamowita, a przyswajanie wiedzy fascynujące. Nikt w ich niedługim życiu nie zakwestionował jeszcze tego przekonania, ale szkoła zaczyna się już niedługo.. Póki co kochają się uczyć. Niemal codziennie zasypiają z książkami w objęciach. Dobór lektur jest różny, od „Scooby Doo” po komiksy „Kajko i Kokosz” oraz „Encyklopedię Juniora” i wszystkie piękne albumy z serii zapoczątkowanej przez „Animalium” (ostatnio furorę robi najnowsza, o kosmosie!).

Gdybym chciała odnieść wielki social mediowy sukces, mogłabym założyć topowe konto na Instagramie tylko zdjęciami mojej córki usypiającej z książkami lub na książkach. Codziennie mogłabym wrzucić jedno zdjęcie! Bo codziennie delikatnie wyciągam książkę z jej rąk, spod jej policzka, wyłuskuję spod głowy lub brzucha. Zawsze gdzieś tam czai się książka w roli poduszki.

„Mamo, nie chcesz umarnąć za szybko?” – pyta chytrze moja pięciolatka, która u Babci w gazecie wyczytała, że codzienna lektura wydłuża życie o kilka minut. Tak, słusznie się domyślacie! To jej sposób na namówienie matki do wieczornej lektury na dobranoc :).

Tyle mniej więcej u nas słychać, kochani! Minął niemal rok, jak zawsze jesteśmy na Instagramie, ale .. czasem brakuje mi trochę pisania zamiast samych obrazów. Nie mam pojęcia, czy ktoś jeszcze tutaj zagląda, dajcie znać w komentarzach! Pisać, czy nie pisać, o to jest pytanie :).

Zdjęcia pochodzą z czerwcowego wypadu nad Bałtyk :)

20 comments

  1. Gość says:

    Tak, zagląda zagląda! I wyczekuje nowych postów!
    Ps. To mój pierwszy komentarz (nie tylko na tym blogu)
    Pozdrawiam,
    Marta

  2. Kasia says:

    Zagląda nieustannie, dziękując za kadry z ukochanych Dębek. Lubię Twoje pisanie, Twoje śniadania, a dzieci kocham wręcz. Są bardzo podobne do moich synów w wieku lat kilku( a za parę lat, mając w domu burczące nastolatki, pokochasz wspomnienia o niezbyt grzecznych kilkulatkach. Pozdrawiam ciepło z Olsztyna

    • Agata / Ruby Times says:

      Dzięki Kasiu! Widzisz, właśnie dotarłam do tego momentu, że nie chcę, by oni szybko urośli! Teraz są tacy fajni, nawet gdy psocą, to jednak mega kochane dzieciaki! Więc czasem żal, gdy widzę jak coraz poważniejsze robią się ich buzie i jak uczą się kwestionowania naszego zdania :) :) i coraz lepsze mają argumenty! To akurat fajnie, ale ogólnie szkoda, że rosną tak szybko :)

  3. e-milka says:

    Wow, jakie mądre dzieci! Imponuje mi też, że już czytają. Ostatnio przestałam zaglądać, powoli tracąc nadzieję, ale oczywiście, że będę.

  4. Monika says:

    Pisać, Agata Pisać!!! Ja tu zaglądam regularnie i wyczekuję kiedy pojawi się powrotny post. Twoje posty są balsamem dla duszy każdej matki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.