Nasz lajfstajl wymiata!

Lubię takie wieczory, gdy Małż ma akurat wolne i możemy spędzić trochę czasu razem. Lubię planować co też ciekawego sobie zjemy i jaki film obejrzymy, gdy już dziecko pójdzie spać. Zazwyczaj decyduję, by poświęcić z godzinkę na buszowanie po sieci, ewentualnie pisanie na blogu, podczas gdy Małż będzie męczył swój kurs językowy. A potem to już tylko my, zaciszna kanapa i miły film. W rzeczywistości jest jednak trochę inaczej.

Małż nie musi iść na noc do pracy – co za luksus, co za radość – euforia człowieka rozpiera! Jemy kolację wraz z Młodym, potem Małż kąpie dziecko, ja ogarniam kuchnię, pranie, zabawki i inne takie. Młody udaje się z tatusiem do łóżka na wieczorną butlę, a ja tymczasem sprzątam pobojowisko po kąpieli. Gdy już skończę i zetrę pot z czoła, to zastanawiam się.. może pójdę tam do nich, położyć się na chwileczkę? Bo Młody usypia na naszym łóżku, a dopiero potem jest transportowany do swojego pokoju. Czasem usypianie trochę trwa, a dziecko buszuje po łóżku zanim padnie. No więc myślę sobie „przytulę się na chwilę do moich kochanych chłopaków.. a potem ustalimy z Małżem jakiś sensowny plan na wieczór”. Wizja jest kusząca. Jestem już zmęczona, chwilka relaksu na łóżku i przytulenie się do czystego zasypiającego chłopczyka w pluszowej piżamce to taka miła odmiana po całym dniu biegania za szybkim, wściekłym i często brudnym chłopczykiem..

Lampka ostrzegawcza się czasem zapala, no bo wiadomo, że są skutki uboczne zrelaksowanego rozkładania się na łóżku po całym dniu wypełnionym robotą. Na przykład można usnąć. No i właśnie doszliśmy do sedna sprawy – gdy tylko Młody się zmęczy i zaczyna delikatnie posapywać odczuwamy z Małżem tak dużą ulgę, że.. po prostu padamy jak muchy obok śpiącego chłopczyka. Mój mąż przytomnieje zwykle jakąś godzinę później. Czasem próbuje mnie ocucić, ale zazwyczaj jest to niemożliwe – jak śpię to żadna siła mnie nie ruszy. No i budzę się o pierwszej w nocy, patrzę na zegarek i przekleństwo ciśnie mi się na usta. I idę tylko do łazienki na szybką toaletę i.. czas spać. Jutro kolejny dzień pełen wyzwań – może tym razem uda mi się coś z niego wycisnąć po zaśnięciu dziecka.. Może.

IMGP8195

 

12 comments

  1. mama silesia says:

    my mamy stały rytuał wieczorny czyli kąpiel, karmienie, usypianie do jego łóżeczka,a potem mamy wolne, ani myślę o usypianiu razem, bo też bym padła bez dwóch zdań :) a tak już się przyzwycziłam do późnego zasypiania i wczesnego wstawania:))

  2. cytrynna says:

    Brzmi znajomo. Przy czym podczas karmienia piersią padałam zaraz po dziecku, potem się przestawiłam na niespanie czasem aż do czwartej i dawałam radę. Teraz naszą normą jest pierwsza-druga i trochę wieczora mamy, ale zupełnie świeżo to czytamy sobie wieczorem- najpierw dziecku, a gdy zaśnie ja jeszcze czytam Mężowi. I oto po przeniesieniu się do własnego łóżka przestaję widzieć literki i odpływam w ciągu 5 minut. Przed północą!

  3. Ruby Soho says:

    Ja miałam wszystko super opanowane do czasu, aż zaszłam w drugą ciążę – i o ile wcześniej jakoś dawaliśmy radę spędzać razem wieczory, o tyle teraz mogłabym spać i 12 godzin, gdyby mi pozwolono. Więc padam – że przed północą to mało powiedziane – o dziesiątej też potrafię drzemać w najlepsze..

  4. anluna says:

    Doskonale to znam. My ostatnio planowaliśmy wieczorne wyjście. Chcieliśmy nakarmić, wykąpać i uspic dzieci a potem wyskoczyć razem na jakieś piwo. I plan nawet by się udał. Dzieci słodko spały w swoich łóżeczkach a my stwierdziliśmy, ze jedyne na co mamy ochotę to lampka wina i własne łóżko. Po pol godzinie spaliśmy razem z dziećmi…
    Ale ciągle jeszcze myślę, ze kiedyś sobie to odbijemy. Po czterdziestce też w końcu można się bawić :P

  5. Bigosstud says:

    Przepraszam bardzo, czy Wasza rodzina przypadkiem nie została sklonowana na wzór naszej :-)? A czekaj, macie dziecko starsze od naszego, więc to my zostaliśmy chyba sklonowani na wzór Was :-). Gdy czytałam Cię dzisiaj, to jakbym czytała o naszym Hubisiowie. To przerażające :-)!

    • Ruby Soho says:

      Tak to już chyba jest ;) Nasze indywidualne przeżycia okazują się takie uniwersalne, przynajmniej dobrze wiedzieć, że ktoś inny Cię rozumie i ma podobne problemy życiowe ;)

  6. tynka says:

    :)
    śpij kiedy możesz ;))
    kiedyś sen nie był takim luksusowym „towarem” jak teraz przy dzieciach ;)
    ale docenia się to, czego brakuje ;)
    pozdrawiam…

Pozostaw odpowiedź tynka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.