Styl życia

Morrocan Nights..

Warto celebrować wolne wieczory, nawet jeśli „wolne” to przymiotnik użyty na wyrost, z wolnością niewiele mający wspólnego. Definicja wolnego wieczoru w naszym domu to mąż, który nie musi iść na nocną zmianę, dziecko usypiające wcześnie i bez walki oraz nasze niepoddanie się senności i błogiej pokusie by paść obok niego. Czasem zdarzy się, że wszystkie sprzyjające czynniki się zbiegną i wreszcie możemy spędzić wspólny wieczór – tylko mąż i ja, bez marudzącego szkraba doczepionego do nogawki.

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: to, że mamy wolny wieczór, nie oznacza od razu, że spędzimy go w fajny i konstruktywny sposób – najczęściej zapadamy się w fotelach, każde przed swoim laptopem i nadrabiamy wszelakie zaległości w wirtualnym świecie. Na szczęście czasem udaje się nam przełamać tą konwencję i zrobić coś razem, na przykład zorganizować seans filmowy z przekąskami i dobrą herbatą. Jednym z fajniejszych akcesoriów podkreślających wyjątkowość tych chwil jest zestaw do parzenia marokańskiej herbaty. Nie używany na codzień, jak wszystkie sprzęty, których nie da się wrzucić do zmywarki, został pokonany przez wygodnictwo gospodarzy. Ale na wolny wieczór warto go wyciągnąć!

Nigdy nie byliśmy w Maroku, chociaż marzę o takiej wyprawie, a zwłaszcza o tym, by znaleźć się na jednym z legendarnych targów, bogatych we wspaniałe rękodzieło: smukłe czajniczki, ręcznie malowane szklanki, ceramiczne naczynia do tajine, misterne lampiony, orientalne tkaniny. Póki co mam namiastkę marokańskiego targu w postaci upolowanego kilka lat temu zestawu: klasyczny czajniczek z zakrzywianym dziubkiem, idealny do lania herbaty z wysoka oraz zielone szklaneczki, ręcznie malowane, w których marokańska słodka herbata smakuje zupełnie inaczej niż w kubkach, czy filiżankach.

Marokańska herbata to zasadniczo specjalna mieszanka zielonej herbaty i mięty, posłodzona już w czajniczku. Można kupić gotową mieszankę (widuję taką z Dilmah, jest też „Marrokanische Minze” z Rossmana:), a że ostatnio w mojej okolicy zniknęły ze sklepowych półek to posiłkujemy się po prostu zieloną herbatą z dodatkiem mięty, bez słowa „marokańska” na opakowaniu. Smakuje tak samo dobrze.

IMGP7413 IMGP7421 IMGP7420 IMGP7416 IMGP7411 IMGP7403 IMGP7196

W naszej hedonistycznej, przed-dzieciowej erze antresola robiła za orientalny salonik – było to miejsce do szeroko pojętego relaksu, picia dobrej herbaty oraz palenia fajki wodnej, a także do przegryzania baklawy, winogron, ciasteczek, bakalii i innych słodkości. To wszystko oczywiście w rzymskiej, półleżącej, super -zrelaksowanej pozycji. W obecnej sytuacji fajki wodne pokrywają się kurzem, bo ciąża i posiadanie małoletniego w domu raczej nie sprzyjają ‚zadymom’ w mieszkaniu. Co więcej – antresola też pokrywa się kurzem, bo odkąd jest z nami Młody, wstyd się przyznać, nie chodzimy tam wcale – zdarza się nam raz na miesiąc, dwa, by trochę ogarnąć przed ważnymi wizytami, kiedy to antresola robi za sypialnię gościnną. Excuses, excuses..

Mam nadzieję, że następnego lata wrócimy do naszych dawnych zwyczajów, wprawdzie dzieci będzie dwoje, a niemowlę znów uniemożliwi nam korzystanie z antresoli, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy w ciepłe letnie wieczory zasiadali wraz z małżonem na balkonie, wyposażeni w sziszę, herbatę (albo i odrobinę wina), słodkości i oczywiście nianię elektroniczną :) Chyba że w międzyczasie padniemy na łóżku z dwulatkiem po jednej, a niemowlęciem po drugiej stronie. Znając życie takie wieczorne rytuały będą częstsze..

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply Lucy eS 05/12/2013 at 18:09

    Przemiło musiało być

  • Reply Ola Fefkunia 05/12/2013 at 18:45

    Fajnie :) a już myślałam, że padłaś długo się nie odzywałaś :P.

    • Reply Ruby Soho 06/12/2013 at 00:52

      wieeem, ostatnio mam nowe hobby. blog trochę leży :) napiszę o tym wkrótce!

  • Reply Hubisiowa mama 05/12/2013 at 18:49

    My z Lubym nadrabiamy wtedy zaległości filmowo-serialowe :-). Ps. A Wasza antresola – marzenie :-)!

    • Reply Ruby Soho 06/12/2013 at 00:52

      my też próbujemy nadrabiać te zaległości, ale opornie nam to idzie :))

  • Reply Mama Dudusiów 06/12/2013 at 10:12

    Pięknie. My byliśmy w Maroko. Herbatę miejscowi pijają tylko w szklankach. To prawda. Tam smakuje tylko w szklance.
    Podpisuje się pod definicją wolnego czasu:)

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.