Moluk. Myśleć jak dziecko.

„A w zasadzie.. to kiedy oni ostatnio dostali od nas jakąś zabawkę?” – zapytałam męża siadając w fotelu, chwilę po tym jak udało nam się położyć Stwory do łóżek. Myślałam właśnie o pewnym pokoiku ukrytym przed oczami dzieci, w którym powoli zaczęły się piętrzyć prezenty na Mikołaja i pod choinkę. Prezenty od nas i od dwóch zestawów Dziadków, wszystko rozplanowane, zatwierdzone zgodnie z obecnymi zainteresowaniami potomstwa i naszymi wymaganiami estetycznymi.

„Nie wiem, kiedy coś dostali, no nie pamiętam!” – odparł mąż po dłuższym namyśle i wcale mu się nie dziwię, bo nie licząc książeczek Stwory bardzo rzadko dostają od nas zabawki. Jak rzadko?  Ostatnio w lecie, gdy powstał ten wpis.

Nie kupujemy resoraczków przy kasie w sklepie, ani plastikowych figurek, wyżebranych gdzieś w marketach, kiepskiej jakości drobiazgów za kilkanaście złotych, na które rodzice nie skąpią zazwyczaj grosza, byleby zatkać na chwilę dziecięce buzie. Nasze Stwory nie proszą o takie rzeczy, chyba nawet nie wiedzą, że tak można.

Prezenty to u nas niemal zawsze coś wyjątkowego, przemyślanego i dopracowanego. To niespodzianki – nigdy nie kupujemy ich w obecności dzieci. A dzięki temu, że pojawiają się rzadko, sprawiają dużo więcej radości.

IMGP4181

Od czasu do czasu nurtuje mnie jednak pytanie: czy nie dostarczamy dzieciakom za mało bodźców? Reklamy, producenci, wszyscy jak jeden mąż krzyczą, że bez edukacyjnych gadżetów z milionem funkcji, guzików, melodyjek i światełek nasze latorośle nie rozwiną się jak należy, a tymczasem u nas w domu triumfy wciąż święcą stare klocki i sterta książeczek.

I dzieje się coś odwrotnego: brak wielkiej liczby „wszystkomających” zabawek powoduje, że dzieci mają cudowną wyobraźnię.

Wymyślają sobie zabawy i zabawki, z braku nowości eksploatują te stare, albo – ku mojej rozpaczy – dostosowują do swoich potrzeb elementy wystroju wnętrz. Nie przeszkadza im fakt, że ich pałace i korony są niewidzialne, a gdy akurat chcą bawić się trochę mniej abstrakcyjnie wówczas wszelkie potrzebne elementy do zabaw (ostatnio miecze, młotki i dźwigi:) budują z klocków.

IMGP4196

Ale też nie jestem przecież jakimś ortodoksem! Uwielbiam uszczęśliwiać dzieci i widzieć ten błysk zainteresowania i zachwytu w ich oczach, który pojawia się wraz z nowinkami.

Gdy dotarły do nas prezenty od sklepu Tublu zobaczyłam ten właśnie błysk, a zaraz za nim pojawiły się pytania:

„Mamusiu, a co to jest? A do cego to słuzy?” – dopytywał się Młody, nieśmiało podchodząc do wielkich, kolorowych muszelek Bilibo.

„To taka zabawka, kochanie. Do czego służy? Nie mam pojęcia, sami musicie wykombinować!” – odparłam zgodnie z prawdą. Bo właśnie takie są zabawki firmy Moluk. Nietypowe, trudne do ogarnięcia rodzicielskim, nudnym i zachowawczym umysłem. Stworzone z myślą o nieograniczonej wyobraźni dzieci, prowokujące je do działania, główkowania, co z tym fantem zrobić.

IMGP4336 IMGP4270 IMGP4250

Przyznaję: jestem chyba bardzo dorosła, bo podobają mi się typowe zabawki: drewniane kuchenki z drewnianym jedzeniem do krojenia, domki dla lalek, a w nich pedantycznie poukładane mebelki. Wiadomo do czego służą.. przynajmniej dopóki nie wpadnie tam nasze potomstwo i nie zaprowadzi swoich porządków.

W odróżnieniu od nas dzieci mają swoją wizję i nie ogranicza ich to, co ktoś sobie założył wytwarzając dany produkt. Dlatego dobrze, gdy projektanci zabawek próbują czasem.. myśleć jak dzieci.

Designerzy z rodzinnej firemki Moluk najwidoczniej przyjęli taką właśnie taktykę, stąd zaskakujące wzornictwo ich zabawek. Wyglądają one nieco dziwnie. No bo cóż to jest? Kask jakiś z tworzywa. Rozciągające się ludki z przyssawkami, piłka z dziurkami do wlewania wody. Ładnie zaprojektowane, interesująco opływowe i bardzo solidne.. ale do czego to będzie służyło?

Nie miałam zbyt wiele czasu, by zadawać sobie takie pytania, bo nie minęło pół godziny od wręczenia dzieciakom prezentów, a one już zorganizowały wspinaczkę dla gumowych ludzików po meblach i zaczęły grać w rzutki, celując nimi o szybę balkonu. Potem kręciły się w muszlach Bilibo jak na karuzeli, chodziły w nich niczym w hełmach, skakały z muszli na muszlę, udawały wielkie błotne żółwie oraz.. kobiety w ciąży (tak, matka inspiruje:), grały na perkusji, przewoziły w muszlach inne zabawki i ogólnie miały zajęcie na całe popołudnie.

IMGP4172 IMGP4174 IMGP4176 IMGP4190 IMGP4201 IMGP4242 IMGP4244 IMGP4247 IMGP4233 IMGP4236 IMGP4252 IMGP4266 IMGP4268 IMGP4269 IMGP4274 IMGP4280 IMGP4343 IMGP4406

Podoba mi się polityka firmy Moluk, wykorzystywanie materiałów z recyklingu, tworzenie przedmiotów solidnych, trwałych i uniwersalnych. Ma to dla mnie ostatnio coraz większe znaczenie.

Podoba mi się proste wzornictwo i nieoczywiste przeznaczenie, dzięki czemu dzieci mogą wymyślać coraz to nowsze zastosowania, a ryzyko, że zabawka pokryje się kurzem w jakimś kącie jest stosunkowo niewielkie. I jeszcze to motto wzięte od Antoine Saint Exupéry’ego również bardzo do mnie przemawia: „Doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można nic już dodać, ale kiedy nie można nic już zabrać.” 

IMGP4296

Ten wpis powstał w ramach współpracy ze sklepem Tublu. Kampanie reklamowe to na moim blogu coraz większa rzadkość, bo rzadko kiedy trafia się produkt, który idealnie wpisuje się w naszą estetykę, styl życia i ogólnie przekonania. Tym razem nie miałam wątpliwości.

W sklepie Tublu znajdziecie pełny asortyment zabawek Moluk.

Muszelka Bilibo – tutaj,

Ludziki Oogi – tutaj,

Piłka deszczowa Plui – tutaj.

Dodatkowo pierwszego grudnia w sklepie jest przedmikołajkowa darmowa dostawa.

AAAA Moluk

1

 

 

12 comments

    • Agata / Ruby Times says:

      Pomysł przybył ze sklepu Tublu. A matka jak zobaczyła, to stwierdziła, że zrobią furorę wśród Stworów :)

  1. Esencja says:

    Proszę jakie to proste,. A jakie może być fascynujące. Ruby, imponujesz mi swoją/Waszą rodzicielską mądrością. Dzieci rzeczywiście nie potrzebują aż tak wielu zabawek, żeby fantastycznie spędzić czas. I masz rację, nadmiar atrakcji i bodźców odbiera ich kreatywność, a przecież nie raz przekonaliśmy się, że dzieciaki mają niesamowitą wyobraźnię, otwarte głowy i chęci do wymyślania przeróżnych form spędzania wolnego czasu.
    Zabawki Moluk robią wrażenie swoją prostotą. Fajne, naprawdę.

  2. Esencja says:

    Zapomniałam dodać, że listopad w przedszkolu mojej Noeśki był miesiącem bez zabawek. Wszystkie przedszkolne zabawki wyjechały! Nawet nie wiesz co oni wymyślali i jak dobrze się bawili. Rodzice przez cały miesiąc znosili do przedszkola pudełka, papiery, rolki, waty, patyczki, mnóstwo, mnóstwo drobiazgów, a dzieciaki robiły z nich NIE-SA-MO-WI-TE rzeczy. Można? Można.

    • Agata / Ruby Times says:

      Bardzo ciekawe doświadczenie. Dużo fajnych rzeczy można zrobić wraz z dziećmi bezgotówkowo, potrzeba tylko trochę wyobraźni!

  3. FrenchKate says:

    Fajny pomysł z tymi kreatywnymi zabawkami. Dorośli często zapominają o potędze dziecięcej wyobraźni i zwykle kupują same zabawkowe gotowce (bardziej chyba dla siebie niż dla dzieci). Kiedyś na podwórku wystarczyła sama piłka i grupa dzieciaków miała zabawę na godziny (noga, dwa ognie, „pomidor”), a nawet i bez piłki dawało radę (podchody, gra w klasy). A teraz pełno niemowlaków uzależnionych od tableta, dzieci które próbują przewracać stronę w książce tak jak w ebooku! Wbrew pozorom nadmiar bodźców nie jest dla dzieci stymulujący. Tymczasem zabawki z firmy Moluk są kolorowe i zachęcają do kreatywnej zabawy, fajnie też że są ekologiczne. A taki kask można użyć jako ochraniacz na Brzuch :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.