Codzienność

Moje mantry

Próbuję pisać. Mąż w domu, więc teoretycznie mam prawo usiąść na chwilę przed laptopem. Wiem, jestem matką, ale.. matce chyba też czasem wolno! Teoretycznie. Ktoś mi się wspina po nodze, ktoś inny już ładuje się na kolana, ktoś drapie po dekolcie. Gdy delikatnie wypraszam delikwentów i wręczam ich ojcu po chwili słyszę głośny ryk, albo niepokojący głuchy odgłos, a potem płacz. Wrrrr!!! Sprężam się w sobie: „Nie reaguję. No przecież poradzą sobie beze mnie. Jestem niewidzialna, jestem niewidzialna.. zniknęłam, więc nie ma sensu raczkować w moją stronę” – próbuję przekonać siebie i dzieci.

Poziom irytacji i dumy z dzieciaków występuje u mnie – jak pewnie u wszystkich matek – naprzemiennie, przez cały dzień. Rozczulają, wzruszają i wkurzają.. I doprowadzają do szału, na co wpływ ma też pewnie codzienna monotonia, która wkrada się chyłkiem w nasze życie. Czekam z niecierpliwością na mężowski urlop, mam nadzieję, że w październiku pierwszy raz od czterech lat pojedziemy na wakacje, bardzo potrzebne na moją głowę zwłaszcza. Bo wiecie.. termin ‚urlop macierzyński’ wymyślił chyba jakiś facet. Bezdzietny facet.

Ale oczywiście duma z dzieciaków jest uczuciem dominującym. Siedmiomiesięczna Kropka stabilnie stoi, a czasem na luzaka jedną ręką się tylko trzyma. Wspina się, ćwiczy przysiady, kombinuje. Butki jej musieliśmy kupić, niemowlakowi, cholera! Wiem, że wszystkie matki z niecierpliwością czekają aż ich dziecko ruszy w przestrzeń, ale.. tak jest głównie przy pierwszym dziecku. Przy drugim pragmatyzm zwycięża: ja marzyłam o cudownym małym leniuszku, który w 7 miesiącu zacznie nieśmiało myśleć o przemieszczaniu się.. tymczasem mam małą torpedę, która zwiedziła już cały dom pełzając, łażąc na czworakach, a teraz jeszcze wspinając się na wszystko. A mąż właśnie przesyła update z kuchni – mała siedziała samodzielnie przez chwilę!

Wiadomo więc, że większość matczynej energii (poza ciągłym sprzątaniem, gotowaniem i sprzątaniem po gotowaniu) poświęcam na asekurowanie niemowlęcia, na powstrzymywanie starszego, by niemowlęciu nie zrobił krzywdy, na usuwaniu z drogi niemowlęcia zabawek nie dostosowanych do wieku, na reagowaniu w sytuacji rękoczynów między dziećmi („to mojeee, mojeee!” – krzyczy Młody wyrywając Kropce książeczkę, i wykręcając rączki. Ech, myślałam, że rękoczyny przyjdą trochę później). Tak właśnie rozwija się mała Kropka – zapatrzona w brata, zestresowana, że pewnie jest totalnie do tyłu z tym całym rozwojem, więc trzeba się spieszyć. Jak jej wytłumaczyć, że na luzie, że daje radę, że nie musi być aż tak ambitna?

Z kolei Młody faktycznie zaczął mówić. Worek ze słowami rozsupłał się nagle, wysypując swą imponującą zawartość. Słowa zaczęły się łączyć w zdania, zdania powoli zaczęły zyskiwać odpowiedni szyk, a słówka odpowiednią odmianę. Zdania typu „To drzewo kłuje. Tamto drzewo nie kłuje”, albo: „Kubuś Puchatek je muń (czyli miód) łapką” to dla niego pestka! Nagle okazało się też, że maluch jest niezły w tworzeniu nowych słówek. Kombinuje przy tym całkiem logicznie, tylko ta polszczyzna taka pokrętna, że nie zawsze mu wychodzi. „Mam kaska!” – krzyczy biegnąc z pudełkiem po klockach. „Piesek hauczy” – stwierdza słysząc przeraźliwe wycie watahy sąsiada. „Bzykaczka” – określa małą zabawkę do wózka – brzęczącego owada.

 Kask Młodego:)
Kreatywność przejawia się również przy jedzeniu: „Patyka chcem!” – woła Młody, co oznacza, że czas podać kabanosa, chętnie pochłania też „ogony” (paski białej papryki), a dziś po prostu „paski” (czyli kawałki czerwonej papryki). Pomidory i inne rzodkiewki to zazwyczaj „kółka”. A gdy niedawno podałam na śniadanie pomidory pieczone z serem, Młody uznał, że te „ziółte brzuchy” (ser) mu bardzo smakują. Ostatnio do szału doprowadza mnie, że nauczył się mówić „tutej” – dwa lata kształtowania siatki językowej kontra jedno układanie puzzli z dziadkiem. No i dwa lata poszły się.. paść :). „Tutej, tutej” – słyszymy sto razy dziennie. „TUTAAAJ” – odpowiadamy z mocą, ale póki co nie działa. Młody poprawia się na chwilę, po czym zapomina i wraca do niepoprawnej wersji. Siatka językowa schrzaniona, a na dodatek obciach na dzielni nas czeka ;).

Nowa perspektywa, która pojawiła się w naszym domu w momencie, w którym Młody mógł wreszcie wyartykułować swoje spostrzeżenia spowodowała, że .. częściej się śmiejemy. Po ostatniej wizycie w zoo najbardziej przeżywał, że słoń „ma siusiaka”. W domu odkrył, że sedes ma oczy” (przez pięć lat zasiadania na tronie ich nie zauważyłam, daję słowo!), ostatnio wyznał babci miłość tymi słowy: „Kocham babcię! Duzią!”. Sami rozumiecie, że śmiechu jest co niemiara. A od kilku dni w naszym domu mała rewolucja. Otóż..

.. jak widzicie na powyższych zdjęciach Młody śpi już w łóżeczku bez barierki. Nie było wyjścia. Gdy zobaczyłam jak przysuwa sobie fotel do krawędzi łóżeczka, po czym skacze na główkę do środka, stwierdziłam, że to chyba ten moment. Demontaż barierki bardzo Młodego ucieszył.. i w sumie mnie także, bo podczas wieczornego czytania książeczek nie jest „za kratą” – można się do niego naprawdę przytulić. Skutkiem ubocznym tej rewolucji jest poranny tupot małych nóżek w naszej sypialni. I mały ktoś pakujący się do łóżka rodziców z wielkim uśmiechem, a dzisiaj to nawet powiedział mi „kocham mamusię” na dzień dobry.. i jak tu się nie rozpłynąć w zachwytach nad potomkiem! (nawet jeśli 2 godziny później ten sam osobnik rozsmarowuje żarcie po sobie i moment is gone).

A tymczasem znów się ktoś na mnie wspina. I ryczy dla wzmocnienia efektu, a mantra: „jestem niewidzialna, wcale mnie tu nie ma, jestem niewielką cząsteczką kurzu, unoszącą się nad fotelem przy laptopie” jakoś nie działa, niniejszym więc muszę zakończyć pisanie. Miłego dnia wszystkim :)

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

18 komentarzy

  • Reply Aleksandra B 22/09/2014 at 05:57

    Masz pełne ręce roboty. Ja czasami staram się być niewidzialna, ale im bardziej próbuje tym Gabi mnie bardziej dostrzega. Mama jest najlepsza. Mimo iż mój P. bardzo się stara czasami mam wrażenie, że do cholery jest z innej planety ….

  • Reply radoSHE 22/09/2014 at 09:34

    No dzieciaki masz takie rozkoszne, że się rozpłynąć można:)Mieszanka: radości, miłości, czułości, wzruszenia, irytacji, frustracji a czasem i wściekłości-my life:) Pytanko. Czy Kropkowe butki to ekotuptusie, bo właśnie mam zamiar zakupić. Trzymają się jako tako na stopie?

    • Reply Ruby Soho 22/09/2014 at 13:59

      Tak, to są eko-tuptusie. Wkrótce napiszę o nich więcej, ale zasadniczo to bardzo je polecam. Rok temu kupiłam jedne dla synka.. i skóra się rozciągnęła tak, że nosił je do tej pory. Wygodne, dobrze wykonane. Super po prostu. Teraz kupiłam dla Młodego i Kropki, a także na prezent dla znajomej małej dziewczynki. I wszyscy użytkownicy zadowoleni, a cena – jak na tą jakość i włoską skórę – jest bardzo korzystna :)

  • Reply Zuzi Clowes 22/09/2014 at 09:59

    Kropka to dziecko-geniusz (choć to już ustaliłyśmy, Mensa czeka!) a Młody to mój totalny faworyt (i z niecierpliwością czekam aż powie Mi-li, nawet jeśli miało by to być poprzedzone jakże wymowny ‚duzia!’). Dzieciaki są cudowne i wzruszające i tak, zgadzam się, czasem wkurzające też:) no ale przecież nie może być różowo do poczytania, nie?:>

    • Reply Ruby Soho 22/09/2014 at 14:00

      różowo do POCZYTANIA zdecydowanie nie może być :)))

  • Reply Lucy eS 22/09/2014 at 10:05

    wymyślą kiedyś coś na niewidzialność, tylko cierpliwie czekaj :)

    • Reply Ruby Soho 22/09/2014 at 14:00

      na pewno ktoś już nad tym pracuje!!

  • Reply Pola 22/09/2014 at 13:00

    A mój starszak chyba się właśnie odzwyczaja od drzemki popołudniowej… Niby położony, ale słyszę, że coś tam sobie opowiada, i to dość energicznie…
    Wygląda na to że moje święte dwie godziny odchodzą pomału w zapomnienie… Ale na szczęście idzie do żłobka zapoznawać się z małymi Francuzikami…

    A Twoje dzieci wyglądają na Rozkoszniaczki!
    Kropka faktycznie jakaś zmotywowana nieźle.
    A Młody fajnie rozgadany! To niesamowite, ze zaczynają mówić tak nagle, i okazuje się że tyle słówek, zwrotów, konstrukcji gdzieś w tej główce było zakodowanych i teraz nagle wszystkie chcą być w użyciu…

    Podobają mi się te pudełka na klocki, ale poczytałam, co o nich napisałąś w poprzednim poście i chyba pozostaniemy przy rozwiązaniach ikeowskich;)

    pozdrawiam!

    • Reply Ruby Soho 22/09/2014 at 14:01

      Rozwiązania ikeowskie są bardzo okej. W ogóle to jestem wielkim fanem ikei, ale dobrze czasem przełamać nasze proste, niemal w 100% w ikei urządzane wnętrza jakimś gadżetem z innych miejsc :)

  • Reply Matka Żywicielka 22/09/2014 at 15:06

    „urlop” macierzyński – też ostatnio zastanawiałam się kto mądry wymyślił tę nazwę? URLOP hehe – dobre sobie ;-)

  • Reply Instytut Doświadczeń 22/09/2014 at 16:28

    Na szczęście przy jednym dziecku udaje się wynegocjować czas TYLKO dla siebie (po solidnej awanturze ofkors). A Młody to i mój faworyt, nie ma co, podbija serca! Kropeczka też, ale zupełnie inaczej – na tajniaka :) Tego, tamtego, ekhm… TADAM, stoję!

    • Reply Ruby Soho 22/09/2014 at 21:52

      Młody zaskarbia sobie łaski na wszystkie strony, taki słodziak z niego (gdy akurat nic nie psuje, nie brudzi i nie bije siostry:)

  • Reply Tissana 23/09/2014 at 09:29

    Ojejj, ale Kropka „szybka”. :) Wiem, nie porównuje się i ja tego nie robię, ale ja – mama prawie 10 miesięcznej Julii marzę o tym, by sama stała, choć…patrząc na nią teraz mam wrażenie, ze nastąpi to bardzo szybko :)

  • Reply Ruby Soho 23/09/2014 at 10:57

    Tissana, z perspektywy mamy dwójki wolałabym, by się tak nie spieszyła. Mniej guzów, mniej upadków, mniej stresu :)

  • Reply Domi Z 23/09/2014 at 17:22

    Uwielbiam Twoje dzieciaki ! Kropka podobnie do Małgosi, tyle że jeszcze ze 2 -3 tyg do przodu , ruchliwiec straszliwy ! Łączę się w bólu bo też zazdrościłam trochę mamom dzieci które jeszcze sobie bezwiedne o wszelkiej mobilności leżały.
    Tutej i pies hałczy hit :D Kocham mamusię również.
    Bądź dzielna mamo ! :D I oby udało Ci się być czasem niewidzialną !

    • Reply Domi Z 23/09/2014 at 17:29

      ps. chyba zachciało mi się przez Ciebie eko tuptusiów ! Mimo że mamy hmkowe, ale na moje mają za grubą podeszwę z pianki do nauki chodzenia.

  • Reply tynka 23/09/2014 at 23:17

    te nasze mantry tylko w naszych głowach brzmią jak możliwe do spełnienia ;)
    Ostatnie zdjęcie to jakby znajomy widok, hahaha :)
    A Kropka leci do przodu jakby się jej gdzieś śpieszyło ;) do Młodego goni, co by mu oddać ;)
    A ta jej ciekawska rączka strącająca książeczkę…minka pewnie była „No matka, czego chcesz? przecież to nie ja ;) „…
    POZDRAWIAM!

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.