Mój Mały Człowiek skończył 1,5 roku!!

Mniej więcej w tym samym czasie co Mikołajki, obchodziliśmy 1,5 roku Młodego. Bardzo się ucieszył, gdy rano znalazł drewniane samochodziki oraz książkę „Zima na ulicy Czereśniowej” w swoim łóżeczku. Muszę jednak zaznaczyć, że ten cały Mikołaj to według mego syna jakiś szemrany gość – po jego wizycie w tajemniczych okolicznościach zaginęła „Jesień na ulicy Czereśniowej” ;) O tempora, o mores!

12

„Zima” trafiła do nas w jak najbardziej odpowiednim momencie – tego samego dnia zaczął padać pierwszy śnieg. Nie utrzymał się wprawdzie na długo, a wichry i zawieje nie pozwalały nam na opuszczenie domowego zacisza przez kilka dni, ale przynajmniej zmienna aura za oknem zaczęła odzwierciedlać to, co dzieje się w nowej książce. Jest zimno, na drzewach nie ma liści („babuuum!” – komentuje Młody ten fakt w swym indywidualnym dialekcie), a w połowie lektury nagle zaczyna ostro śnieżyć. Słowem – jesteśmy psychicznie gotowi na prawdziwe nadejście zimy.

DSC_4897 DSC_4908 DSC_4915

Powoli dostrzegam zmiany w jego zabawach – zaczyna faktycznie bawić się zabawkami, odgrywać jakieś scenki z ich udziałem, stara się wyrażać emocje poprzez swoje pluszaki. Kolejna super ważna kwestia to rozwój samoświadomości – na pytanie: „Kto zbudował taką piękną wieżę?” z dumą i lekkim zmieszaniem pokazuje sam siebie paluszkiem. Często wskazuje gdzie jest mama, gdzie tata, a gdzie on sam –  jego świadomość odnośnie tego kim jest naprawdę zauważalnie wzrosła!

Choć ciężko w to uwierzyć nasz syn zrobił się jeszcze bardziej uczuciowy – z samego rana biegnie do nas z entuzjazmem na buzi („mu-mu”) i przytulanie, głaszcze po głowie i ogólnie wzrusza:)) Dba o potrzeby emocjonalne swoich pluszowych przyjaciół, którzy codziennie są obcałowywani i przytulani. Zaczął też darzyć głębokim uczuciem różnych bohaterów swoich książeczek – całuje lwy, słonie, antylopy.. czasem nawet perłopława lub niezbyt przyjazną rybę nadymkę :). Ostatnio z pewnym zdumieniem zaobserwowałam jak całuje ścianę. Nie wiem co o tym myśleć.

11Wciąż dużo czyta – jego pokój po intensywnym porannym przeglądzie prasowym wygląda mniej więcej tak jak na fotce poniżej. Jak się zaweźmie to potrafi z rana przejrzeć wszystkie swoje lektury, na wyrywki utrwalając dawno zdobytą wiedzę i ekspresowo uzupełniając brakujące informacje. Ostatnio zaczął używać nowego „słówka”, które oznacza ogólnie literki i napisy na książkach. Brzmi mniej – więcej tak: „zizizi” :).

IMGP9674

Młody potrafi zaskoczyć swoją gościnnością –  gdy odwiedziła nas jego Chrzestna pobiegł do pokoiku i przyniósł trzy kawałki pluszowego ciasta z Ikei: jeden kawałek wręczył cioci, drugi mamie, a trzeci „zjadł” sam :))) Gdy częstuje ciastem swoje pluszaki (na przykład czarnego koleżkę Boba), to nawet mlaszcze za nie, by było realistycznie.

Wspaniale bawił się wraz z ciocią, która puszczała mu filmy o kangurach i skakała z nim po całym domu, i choć wprawdzie Chrzestna już pojechała (a mieszka daleko), to gdy tylko o niej wspominam przy Młodym, ten natychmiast rzuca hasło: „hop, hop!” i zaczyna nieporadnie, komicznie skakać. Inne słowa, których używa, gdy mówimy o cioci to „tuu, tuu” (czyli „auto” lub czasownik „jechać”), „babuuum!” ( o tym słówku za chwilę:) oraz „mu-mu”, czyli, że chętnie dałby cioci buzi. On naprawdę ma coraz lepszą pamięć, przeżywa i przypomina sobie istotne wydarzenia sprzed np. tygodnia albo dwóch.

IMGP9601

Prezenty od Cioci – ostatnio w użyciu codziennie:)
Od niedawna obserwujemy jak nasz synek łączy słówka w zdania. Wprawdzie większość tych słówek to jego własne autorskie pomysły, ale ważne, że rodzice rozumieją sens wypowiedzi. Takie słówko „babuum!” czyli „nie ma”, „puste” lub „skończyło się!” ma naprawdę wiele zastosowań. Na przykład – Młody wbiega do sypialni z okrzykiem: „tata babuumm”, i całkiem słusznie, bo ojciec właśnie udał się do pracy. Albo wskazuje na pustą butelkę, lub talerzyk, na którym zabrakło budyniu – i już informuje, że „babuum!” – pilnie potrzebna dokładka. W ogrodzie obserwuje zakątek przy żywopłocie i stwierdza „miau- babuuum!”, czyli, że gdy było ciepło, tu zawsze wygrzewał się kot. A teraz? Nie ma kota! No sami przyznacie – głęboka refleksja na temat zmian zachodzących w świecie przyrody :)))
1 IMGP9442
Uwielbia „Świnkę Peppę”, którą zawsze ogląda w angielskim oryginale. Skoro nie protestuje, to czemu nie, polski dubbing działą mi na nerwy, a w oryginale bajka jest nawet zabawna. Ta niepozorna kreskówka potrafi unieruchomić go na całe pół godzinki z rana, co bywa zbawienne dla matki, która może w tym czasie zadbać o własne potrzeby higieniczne. Poza tym ogólnie biega, skacze, wrzeszczy i wypełnia swoją małą – wielką obecnością cały dom :)
IMGP9447

7 comments

  1. Nina says:

    Linka też ogląda Peppę po angielsku – osłuchuje się z angielskim, a poza tym polski dubbing mógłby być lepszy ;)

    Zdjęcia szronu rewelacyjne!:D

    A co do wieku, w którym teraz jest to najzabawniejsze dzieciaki teraz są chyba. I jakie pomysłowe! Wystarczy pokazać coś jeden raz i zapamiętują – dużo wolnego miejsca na dysku mają jeszcze ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.