Mega fajne wspomnienie urodzinowe, czyli.. wyniki konkursu!

Kochani! Jakość wszystkich zgłoszeń w konkursie ze sklepem ekoMaluch była na imponująco wysokim poziomie. A tym samym wybór trudny, bo włożyliście dużo serca i dużo pracy w opisanie Waszych urodzinowych wspomnień. Zwycięzca jednak mógł być tylko jeden. Panie i Panowie, Ladies and gentlemen! Oto zwycięska praca, świetny tekst.. chylę czoła i gratuluję pani Justyno!

„Choć urodziłam się u schyłku PRL-u i na koncie mam już sporo przyjęć urodzinowych, pośród fotografii i rodzinnych pamiątek, dokumentujących burzliwe niekiedy dzieje rodziny, trudno znaleźć taką, która mogłaby się równać z amatorskim filmem nakręconym podczas przyjęcia z okazji moich trzecich urodzin (zainteresowanych dokładną datą tego podniosłego wydarzenia odsyłam do opasłych tomów opisujących najważniejsze wydarzenia z historii świata). Będące doskonałą ilustracją naszych rodzinnych stosunków nagranie przywodzi jednocześnie na myśl filmową wersję „(Auto)portretu z rodziną” Dudy-Gracza, choć trudno podejrzewać, by był to zamierzony efekt artystyczny…
źródło zdjęcia: Dziennik.pl

Po skrupulatnym zarejestrowaniu stanu posiadania domowników (wymowna w swej długości pauza na komplecie mebli „Kujawiak”) oraz urodzinowego menu kamera przesuwa się leniwie na zgromadzonych gości, zatrzymując się po kolei na każdej twarzy. Kto jest? Wiadomo, Mama i Tata! A poza tym? Ciocia nr 1 i Wujek nr 1 wraz z dziewczynkami, Sandrą i Klaudią, które mimo postępowych, jak na tamte czasy, imion (bezpośredni efekt emigracji zarobkowej do Niemiec) zachowaniem przypominają raczej barbarzyńskich Hunów; Ciocia nr 2 i Wujek nr 2 oraz pierworodny potomek tychże, Daniel (gdyby wzorem biblijnego proroka wrzucono go do jaskini z lwami, do akcji musieliby wkroczyć obrońcy zwierząt); Ciocia nr 3 (chwilowo pozbawiona Wujka) oraz Babcia i Dziadek. Zaraz, zaraz, ci dwoje nie stanowią przecież pary, więc kogo brakuje? „Kogo brakuje, Justysiu?” pada podchwytliwe pytanie rodziców, zawsze chętnych do popisywania się rezolutnością potomstwa, choćby ta istniała tylko w ich wyobraźni. Justysia najpierw rozgląda się po pokoju jeszcze leniwiej niż kamera, następnie zaś odpowiada ze stoickim spokojem: „Babci Hani. I Śpiocha”, zachowując w ten sposób wszelkie równościowe parytety (gdyż Śpioch to pies, a pies też człowiek, jak głoszą zakochani w swych czworonogach właściciele).

Odpowiedź z miejsca podbija serca zgromadzonych i poziom ogólnego zadowolenia momentalnie rośnie, tym bardziej, że na scenie pojawia się długo wyczekiwany tort. Justysia posłusznie liczy świeczki, najpierw po polsku, a potem po angielsku (który to moment rozpoczyna długą drogę do językowej doskonałości, którą w przyszłości zwieńczy objęcie posady nauczycielki angielskiego w wiejskiej podstawówce), po czym pada kolejne rodzicielskie pytanie z rodzaju trudnych: „Justysiu, jakie masz życzenie?”. Tym razem Justysia zasępia się srodze, gdyż pragnie jednocześnie zachwycić wszystkich swą wrodzoną skromnością oraz posiąść tysiąc niedostępnych dotąd dóbr, które w tej oto chwili jeszcze wyraźniej przemawiają do jej wyobraźni. Sekundy mijają, goście zamierają w oczekiwaniu, sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. „Justysiu, życzenie…?” – ponawia pytania Mama. „Kocham Cię!” – odpala na poczekaniu Justysia i jest to jedyny moment w życiu, kiedy uroda i urok osobisty wygrywają u niej z intelektem.

źródło zdjęcia: Dziennik.pl

Życzenie wypowiedziane, świeczki zdmuchnięte (ze stratą kilku zaledwie spalonych włosów), pora na prezenty. Niestety, niczym antyczni Rzymianie publiczność domaga się nie tylko chleba (vel tortu), ale i igrzysk, padają więc kolejne trudne pytania. „Justysiu, do kogo Ty jesteś podobna?” – pytają na przemian przedstawiciele rywalizujących klanów. „Do Mamy. I do Taty” – odpowiada Justysia, potwierdzając tym samym trafność swojego imienia (łacińskie „iustus” znaczy wszak „sprawiedliwy”, ale najwyraźniej antyczne ciągoty rodziny ograniczają się do wątków ludycznych) i burząc nadzieje przeciwstawnych stronnictw. Miny rywalizujących rzedną, sytuację próbują więc ratować rodzice, proponując: „A może powiesz wierszyk, Justysiu?” Wierszyk! Justysi nie trzeba tego dwa razy powtarzać! Z błyskiem w oku zrywa się na równe nogi i rozpoczyna deklamować: „Będziesz chodził jak smutny jeżyk…” – głosi wieszcz w swym autorskim dziele; „Pomarańcza Ci zaśpiewa” – kontynuuje w podobnym tonie; „A kitka… będziesz miał!” – kończy dramatycznie swój abstrakcyjny wywód, wskazując wymownie na niepokorne kosmyki, które jedynie u osoby z bardzo bujną wyobraźnią mogłyby wywołać skojarzenia z kitkiem.

Publiczność zamiera po raz kolejny, skonsternowana, horda Hunów przerywa plądrowanie stołu („Picie, picie, skończcie już z tym piciem! Ile można! Nie ma już napojów, skończyły się. Jest tylko wino. WINO. Tak, wino!” – objaśnia okrutną rzeczywistość głos Cioci nr 1). „A… może coś do rymu?” – podpowiadają dorośli. Justysia spogląda ze zdziwieniem, nie mogąc zrozumieć artystycznej ignorancji publiczności. „A może piosenkę? O Puszku-Okruszku albo o myszkach” – sypią się dalsze sugestie. Na hasło „piosenka” zrywają się zarówno Hunowie, jak i pogromca lwów i – choć Boże Narodzenie obchodziliśmy dwa miesiące wcześniej – zgodnie intonują „Pójdźmy wszyscy do stajenki”. W wyniku dotychczasowych wysiłków Hunów dom zaczyna już powoli przypominać stajenkę, więc utwór można by właściwie uznać za okolicznościowy.

źródło zdjęcia: Dziennik.pl

Niestety (?), pieśń zamiera gwałtownie na ustach wykonawców, bo oto z czeluści korytarza wyłania się Dziadek, prowadząc wreszcie wytęskniony prezent w postaci roweru. Rower! Zanim jednak Justysia zdoła wyrazić swe ukontentowanie, trójkołowy obiekt pożądania zostaje przechwycony przez zjednoczone siły barbarzyńców, którzy przy akompaniamencie krzyków, wrzasków i rowerowej trąbki uprowadzają go do sąsiedniego pokoju. Justysia rusza z odsieczą i już-już wydaje się, że po krótkiej walce na pięści kwestia ostatecznej własności pojazdu zostanie wyjaśniona, gdy pada cios najboleśniejszy, bo zadany nie pięścią, a słowem, i ze ściśniętego płaczem trzyletniego gardła Justysi wydobyła się przeraźliwa zapowiedź najbliższej, mrocznej przyszłości: „Sandra (chlip) Mi (chlip) Powiedziała (chlip) Że (chlip) Mnie (chlip) Nie (chlip) Nauczy (chlip) Jeździć (chlip) Na (chlip) Rowerze (ryk)!!!”. Nagranie zostaje przerwane, kamera zostaje zapobiegawczo wyłączona, by nie dokumentować scen, które mogłyby zgorszyć potomnych, zaszkodzić dobremu imieniu rodziny, na zawsze skłócić jej członków oraz wywołać kolejną wojnę światową (niepotrzebne skreślić). Dalszy ciąg wydarzeń zamazuje się zarówno na filmie, jak i w pamięci…

Przed chwilą uśpiłam swojego czteromiesięcznego synka. Wczoraj nauczył się przewracać na brzuch. Świetnie, ale wiele jeszcze przed nami. Musimy jak najszybciej wziąć się za naukę jazdy na rowerze, bo Sandra ma już rocznego chłopczyka i kolejne pokolenie Hunów dybie na trójkołowy rowerek…”

Justyna J.
Zdjęcia wykorzystane w tym poście pochodzą ze strony Dziennik.pl i jak się pewnie domyślacie, nie mają bezpośredniego związku z tekstem. 
Serdecznie gratulujemy Zwyciężczyni, sklep ekoMaluch wkrótce się z Panią skontaktuje. Dziękujemy wszystkim za udział w zabawie! A tak od siebie chciałam jeszcze dodać serdeczne podziękowania za wspólną organizację zabawy dla pani Agaty z ekoMalucha. To ostatni organizowany przez nią konkurs ze sklepem, czego bardzo żałuję, bo rzadko spotyka się tak serdeczne osoby, z którymi tak fajnie i inspirująco się współpracuje. Życzę powodzenia na nowej zawodowej drodze życia, wielu sukcesów i spełnienia marzeń! A Was zapraszam na debiutującego bloga pani Agaty jacień.pl.
Pozdrawiam,
Ruby Soho

6 comments

  1. Jaki pazur narracyjny! Zdecydowanie słuszna wygrana! Dobrze, że nie startowałam jednak. Nie dość, że stylu takiego niet to jeszcze wspomnienia bardziej miałkie (moje urodziny były zawsze bardzo oszczędne, coby siostrom nie było przykro – każda z nas tak miała). Efekt – desperacki. W wykonaniu kilkulatek – lepiej nie wspominać :)

    • Ruby Soho says:

      oj tak, pazur narracyjny jest! A Ty nie bądź taka skromna, z tym stylem, bo swym niedoszłym uczestnictwem i tak wystraszyłaś konkurencję. Kto by chciał walczyć na pióro z Instytutem Doświadczeń, no kto?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.