Codzienność

Master of disaster

Mam nadzieję, że kiedyś, w nieodległej przyszłości, gdy sobie wspomnimy tę sytuację, to będziemy się śmiali w głos. Siedząc w przyjemnych okolicznościach przyrody, ze świadomością funduszy pracujących na koncie, zamiast hulającego wiatru i echa odbijającego się od pustych ścian skarbca.

Usiądziemy na tarasie jakiejś wakacyjnej chatki z widokiem na morze lub nawet ocean, a na sam tekst: „A pamiętasz pierwszą połowę 2018 roku? Pamiętasz jak nas przeczołgała?” – oboje będziemy wprost pokładać się ze śmiechu.

Będzie to wspaniała anegdota o tym jak można skopać leżącego. A potem jeszcze na niego nasikać.

Ale od początku – nikt nie obiecywał, że będzie to anegdota w dobrym guście, do opowiadania w porządnym towarzystwie, to już musicie zaakceptować na wstępie czytania. Otóż zaczęło się od standardowych problemów natury finansowej, jakie zapewne spotykają wiele polskich rodzin. Nie bez kozery Piotr Sołtys, znany szerzej jako Pablopavo stwierdził kiedyś, że „większość polskiej klasy średniej dwie raty kredytu dzielą od bezdomności”. Coś w tym jest, dość często stabilizacja stoi na glinianych nogach. I nie ma się czego wstydzić – trzeba to wziąć na klatę.

Nie piszę, by ktoś okazywał nam współczucie, bo z pewnością na świecie są miliony ludzi potrzebujących go bardziej – z racji chorób, wojen i innych nieszczęść. Ja po prostu opowiadam historię z życia wziętą, a Wy zamiast pocieszać spróbujcie docenić humor sytuacyjny.

W krótkim czasie w naszym mieszkaniu zepsuło się niemal wszystko, co mogło się zepsuć, a w ramach gwoździa programu – i jednocześnie gwoździa do trumny – wystąpiła kosztowna wymiana silnika w samochodzie. Gdy już powoli godziliśmy się z myślą, że najprawdopodobniej kolejny rok z rzędu nasze potomstwo nie pozna znaczenia słowa „wczasy” i dalej będzie uparcie mówić „morze” na lokalne jeziorko, przyszedł ostateczny cios zadany nam skrycie i absolutnie po chamsku przez..

Pralkę.

Pewnego dnia wirowała sobie w najlepsze, by nagle wybuchnąć gigantycznym wyrzutem. Wyrzutem, który zapewne zbierał się w niej od dawna. Być może już wcześniej chciała wypowiedzieć służbę, wkurwiając się poważnie na tych ludzi, którzy każą jej pracować codziennie, nie szanując świąt państwowych, religijnych ani nawet niedziel wolnych od handlu. Którzy wrzucają do niej brudne łachy utytłane w podejrzanych wydzielinach, śmierdzące gacie, obsmarkane koszulki. Wreszcie uznała, że koniec tego! Czara goryczy przelała się.

Donośne łubudubu rozniosło się po mieszkaniu, głośniejsze nawet niż zwyczajowy skowyt dzieci, które dostają popołudniowej głupawki. Odgłos pralki przytłoczył wszystko. Startujący prom kosmiczny nie zrobiłby większego zamieszania. Z bólem serca wyłączyłam machinę w oczekiwaniu na werdykt Pana Fachowca.

Pan Fachowiec pojawił się wkrótce. Po krótkich oględzinach wydał bardzo optymistyczną opinię. On wie, co się zepsuło, on ma w aucie taki dinks, i zaraz przyniesie i to naprawi. Faktycznie Pan Fachowiec w krótkim czasie naprawił i skasował zapłatę, która również była optymistyczna i dwucyfrowa. Odetchnęliśmy z ulgą. Uff. Ostatnie na co byliśmy teraz przygotowani to naprawa pralki.

Wróciliśmy do pakowania na piknik, lecz nie minęło nawet pięć minut na cyferblacie, gdy pralka zaczęła wibrować, dudnić, wariować jak nigdy przedtem. Tak jakby wcześniejszy wyrzut zamienił się w jeden wielki ordynarny bluzg. Ściany domu zatrzęsły się, cała wieś zamarła w przestrachu.

Na szczęście poddasze jest dość wysoko, a Pan Fachowiec nie zdążył jeszcze usadowić się w swoim samochodzie celem odjechania do domu. Szybko wrócił na górę i wsłuchał się w niezbyt subtelne dźwięki, które nawet nasze dzielne potomstwo wprowadziły w niemą konsternację.

Werdykt zmienił się zdecydowanie. „Do wymiany jest cały bęben.” – rzekł Pan Fachowiec – „Niestety te części są cholernie drogie. Nie ma nawet odpowiednich wkrętów, by spróbować to naprawić. Firmy teraz specjalnie tak robią,  by wymienić cały sprzęt.”

„Jedyne co mogę doradzić to.. kupno nowej pralki.”

„Możecie jej oczywiście używać jeszcze póki to nie odpadnie. Ubraniom nic nie grozi, dajcie tylko niewielkie obroty. No i.. głośno będzie nie do zniesienia.” – dodał. – „Przykro mi. A co z okapem? Zdecydowaliście się na naprawę?” – zapytał jeszcze patrząc na okap kuchenny, do którego był wezwany miesiąc wcześniej.

„Na razie nie” – odpowiedział mąż bez dalszego wyjaśnienia.

„Muszę jeszcze umyć ręce.” – rzekł Pan Fachowiec i ruszył w stronę łazienki. – „Ooo, te drzwi też macie zepsute. Musicie se to naprawić, bo Wam podłogę zniszczy!”

„Tak, wiemy” – odpowiedzieliśmy z mężem niemal chórkiem.

Wkrótce pan pojechał, a my spojrzeliśmy po sobie ze smutkiem. Wrzuciliśmy do bębna pranie kolorowe i nastawiliśmy niskie obroty. Ostatnie pożegnanie, oto nasza śnieżnobiała pralka wypłynęła na spienione wody Styksu o aromacie rumiankowego płynu do płukania.

Pożegnaliśmy się bez wielkich sentymentów, zabraliśmy torbę z plackiem, koc piknikowy i ruszyliśmy na plażę zanim pralka wystartowała z kopyta. Zanim grzmotnęła bębnem z całej siły, aż wyrwał się z zawiasów po dokonaniu się ostatniego aktu tekstylnego catharsis.

Nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Okap i drzwi, to jeszcze można zignorować, ale bez pralki..

Bez pralki..

Cytując klasyka

Jak żyć?

Wzdychaliśmy ciężko, myśląc co uczynić. Zostawiliśmy czarne chmury za nami, zamiast chlipać w domu w rękawy zrobiliśmy prawdziwie epicki piknik ze świeżym plackiem owocowym i dobrą kawą. Dzieci babrały się w wodzie brudząc doszczętnie swoje ubrania, co jednak dyskretnie naprowadziło mnie z powrotem na refleksje związane z praniem. Cholera. Bez pralki, przy pięcioosobowej rodzinie! Jak, no jak??

Następny poranek zaczął się z grubej rury. O tym właśnie wspominałam we wstępie. Wiecie, gdy czuliśmy się już jak leżący, który jest kopany.

„Mamo, mamo!” – usłyszałam czyjś głosik, chociaż błądziłam jeszcze w sennych majakach. Morfeusz panował jeszcze nad moją jaźnią, gdy do świadomości niczym błyskawica przedarła się jedna informacja: dziecko (lojalnie nie napiszę które) zsikało się w naszym łóżku. Leżąc sennie o poranku pomiędzy mną i mężem jedna z przytulających się latorośli zbrukała święte małżeńskie posłanie. Dodam, że to jedyne w domu łóżko, które nie ma cholernej maty zabezpieczającej przed takimi wydarzeniami!

Pobiegłam nieprzytomna do łazienki, umyłam dziecko dość topornymi ruchami zombie, w panice prawie zderzyłam się z drzwiami (tymi, co odpadają z zawiasów), a wkrótce udało mi się znaleźć jakąś odzież dla zmarzniętej małej postaci przycupniętej bez ubrania w łazience.

Wtedy przypomniałam sobie o łóżku.

Poszłam do sypialni. Spojrzałam z czułością na męża, na jego miłą, kochaną twarz, na otwarte usta pochrapujące miarowo i spokojnie.. na rękę okalającą głowę i ściskającą poduszkę.. i to wszytko. Twarz, ręka, poduszka, prześcieradło pod spodem. Wszystko w kałuży moczu! Obudziłam męża mego, usiedliśmy na zasikanym łożu i zapłakaliśmy rzewnymi łzami.

W tym właśnie momencie leżący i kopany człowiek został na dodatek doszczętnie obsikany i to w momencie, gdy.. zepsuła mu się pralka.

P.S. Tak więc w krajobrazie naszego życia pojawiła się nowa bohaterka – wielka, plastikowa zielona balia, wypełniona tekstylnym drobiazgiem, z dużą regularnością kursująca pomiędzy poddaszem, a piwnicą, gdzie zlokalizowana jest pralka mojej Mamy. I mimo upływających tygodni Mama nie może wyjść z szoku ile tego produkujemy (znaczy dzieci) każdego dnia.

Pozdro, Mamo <3

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

10 komentarzy

  • Reply algo 04/06/2018 at 13:57

    Uśmiałam się :)
    „Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.”

    • Reply Agata / Ruby Times 04/06/2018 at 15:21

      Albo jak to mówią: „ch×jowo, ale stabilnie 😁”

  • Reply kermowka 04/06/2018 at 16:14

    Moja mama ostatnio pomagała mi wieszać pranie na strychu. Nie mogła się nadziwić ile tego produkujemy. A to była … pierwsza pralka tego dnia 😉. Pozdrowienia dla Twojej mamy 😉

    • Reply Agata / Ruby Times 04/06/2018 at 16:29

      Dziś znowu ktoś o poranku nie dotrzymał do łazienki. I akurat w miejscu,w którym kończy się mata zabezpieczająca łóżko, więc tak jakby.. wierzchnia warstwa materaca też poszła do prania :)
      Mama ma pracowity dzień!

  • Reply Lucy eS 04/06/2018 at 18:23

    Czuję, że nasza pralka ma podobne zapędy, bo z dnia na dzień słychać ją dalej od domu. Tylko do mamy 100 km…

    • Reply Agata / Ruby Times 04/06/2018 at 21:36

      Ups! Będziesz potrzebować większej balii :D

  • Reply Kasia ode bliźniaków 04/06/2018 at 21:53

    3maj się Agatko głowa do góry pozdrawiam: *

  • Reply e-milka 04/06/2018 at 22:14

    O Boze, to gorszy koszmar niz z ul. Wiazow – z dziecmi bez pralki. :( I tak bym nie znalazla slow pocieszenia. Nam poszla na poczatku tego roku, na szczescie niedaleko jest pralnia i jakos przepekalismy.
    Doceniam nie tyle dowcip, co wysmienity jak zwykle styl i polszczyzne. Wiem o pralkach i o innych sprzetach z ta jedna slabsza (plastikowa) czescia i dlatego nasza przedostatnia pralka, najtanszy noname, zastapil poprzednia z wyswietlaczem, timerem etc. – tamta zeszla zaraz po wygasnieciu gwarancji. Jak sobie pomysle, ze pralka rodzicow ma ponad 20 lat i nadal chodzi, a my przez krotszy czas malzenstwa mamy juz trzecia – i to pie…nie o sustainability. Mielismy tez taki okres, ze prawie codziennie musielismy zmieniac posciel, bo mlody czlowiek nie wyrazal zgody na pieluchomajtki, a mimo nastawiania budzika w srodku nocy nie zawsze zdazylismy na czas.

  • Reply Takamama 11/06/2018 at 09:57

    Trafiłam przypadkiem na Twojego bloga. Czytam, czytam i czytam, ciężko jest się oderwać, a sama mam dwójkę maluchów:)) Pięknie piszesz, świetnie się czyta Twoje teksty. No i nie powiem, potrafisz pocieszyć i podnieść na duchu niczym przyjaciel. Gdy już mam chwilę załamania opiekując się moją dwójką, przypominam sobie często Twoje słowa i wiem, że ktoś też przeżywa podobne chwilę i daje radę, ja też muszę dać! Pisz dalej, zaglądam często:) P.S. Cieszę się, że ktoś w końcu pokazuje normalne życie matki.

    • Reply Agata / Ruby Times 19/06/2018 at 21:25

      Dziękuję!

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.