Małe zwierzątka rządzą

Gdy dziecko pokocha nową bajkę, piosenkę czy książkę, to nie ma zmiłuj. Czy nam się podoba, czy nie jesteśmy potem skazani na wałkowanie tej samej historii codziennie, wiele razy dziennie, ciągle od nowa. I nawet gdy dziecię śpi, to historia dalej kołacze się w naszej głowie, słowa wierszyków plączą się na końcu języka, a najbardziej idiotyczne teksty z filmów lub fragmenty melodii odtwarzają się non stop w pamięci aż do znudzenia.

Dlatego też staram się dobierać synkowi ładne i mądre książki, a także puszczać filmy, które mnie przesadnie nie irytują ;). Zawsze łatwiej potem przeżyć powtarzalność danej lektury, czy bajki, gdy nie psuje ona naszego poczucia estetyki i .. nie wnerwia po prostu. A ostatnio odkryliśmy do oglądania coś, co zachwyca nie tylko dzieci.

W naszym domu zapanowała moda na serial „Minuscule”, który umownie nazywamy „O małych zwierzątkach”. Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o istnieniu tej pięknej serii, aż do głośnej premiery wersji kinowej „Minuscule – La vallée des fourmis perdues”, przetłumaczonej jako „Robaczki z zaginionej doliny.” Być może słyszeliście o aferze z polskim dubbingiem.. który pojawia się w filmie, mimo że w oryginale nie pada ani jedno słowo? Polski dystrybutor trochę się zapędził chcąc dostosować animację do najmłodszego widza, chociaż kinówka podobno absolutnie nie jest stworzona z myślą o maluchach.

Serial, który oglądamy wraz z Młodym, również tak naprawdę nie został stworzony z myślą o dzieciach. Jednak uniwersalne, proste historie bez słów, przedstawiające zabawne perypetie insektów, mogą zainteresować właśnie najmłodszych widzów. Filmy są po prostu piękne – pełno w nich kolorów, bo większość osadzona jest w wiosennym i letnim krajobrazie, dużym plusem jest realizm – widzimy prawdziwe krowy, chmury, drzewa i ogródki warzywne, jedynie robaczki są tutaj dodane komputerowo. Miła odmiana po minimalistycznych lekturach i po bajkach, gdzie wszystko jest narysowane prosto i umownie. Młody pokochał małe robaczki, i bardzo często prosi właśnie o ten serial, który zupełnie zdetronizował panującą nam do tej pory „Świnkę Peppę” (którą i tak oglądaliśmy tylko w angielskiej wersji, bo polska jest denerwująca :).
Polecam Wam serdecznie „Minuscule”, chociaż pod jednym warunkiem: przed oglądaniem przyda się rodzicielska cenzura, by wybrać te odcinki, które faktycznie się dla maluchów nadają, bez robaczków rozwalających się o szyby samochodów i brutalnych pościgów na przykład. Zobaczcie ulubione odcinki mojego synka. Zakochacie się :).

O nietypowym ślimaku
O bananach
Robaczkowe love story z jabłkami w tle
O tym, czym naprawdę zajmują się pszczoły..
Genialne, prawda?

4 comments

  1. Ola Fefkunia says:

    Fajne sama się wciągnęłam. Młody nie zna teletubisiów? To dopiero wnerwiająca bajka oglądałam ją 6 lat temu z siostrzenicą, a w głowie nadal mam ich piski Po, Lala i te inne sprawiające problemy….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.