Czytelnia, Książki dla dzieci

Magiczne książki na Święta

Odkryłam to całkiem niedawno, i oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nieznośny truizm, zwłaszcza teraz, gdy już wiem. Odkąd wiem, Święta Bożego Narodzenia nabrały zupełnie nowych znaczeń i wzbogaciły się o pierwiastek baśniowo-magiczny, którego wcześniej nie dostrzegałam.

Gdy jest się nastolatkiem, sceptycznie patrzącym na rozmigotane wystawy sklepowe, na tłumy w galeriach handlowych rzucające się na półki z towarem, jakby jutro miał zniknąć.. albo gdy jest się „młodym dorosłym” przewracającym oczami na dźwięk świątecznych piosenek i z prawdziwą wzgardą myślącym o krzątaninie i ubieraniu choinki.. no cóż, wtedy faktycznie trudno dać się porwać urokowi końca roku. Wszystko się zmienia, gdy na świecie pojawia się potomstwo. Bo Święta mają sens dzięki dzieciom! Tak, wiem, to właśnie ten „nieznośny truizm” z pierwszego akapitu.

Dzięki dzieciom latamy dwadzieścia centymetrów nad ziemią przez cały grudzień, a dookoła dzieją się czary.

Te Czary notorycznie przerywane są przez Rzeczywistość, która wkrada się bezlitośnie do naszej Bajki i próbuje ją zatruć niczym zła królowa czerwone, dorodne jabłko. A to choroby dzieci, które przekuwamy z porażki w sukces (w wolnym czasie uczę je spania do późna:), a to morderczy grafik męża, który sprawia, że przez cały miesiąc niemal się nie widzimy, a dwudziestomiesięczny Lolek uczy się swojego pierwszego, znamiennego zdania prostego:

„Nie-ma-ta-ty”.

Próbujemy zaczarować rzeczywistość, by dużo częściej była piękną, grudniową baśnią.

Tak naprawdę nie potrzeba wiele, by to zrobić – wystarczy odrobina legendarnego „wolnego czasu”, o którym każdy słyszał (a nikt nie ma). Wystarczy poświęcić trochę uwagi, zaaranżować odpowiednią atmosferę. Być dyrygentem, który w odpowiednich momentach dorzuca dodatkowe brzmienia do świątecznej melodii.

Patrzę na moje dzieci. Niemy zachwyt na widok choinkowych lampek, odbijających się blaskiem w ich oczach. Skakanie do góry, gdy na belkach zawiesiliśmy naszą tradycyjną dekorację – śnieżynki. „Mamo, mamo, w naszym domu pada śnieg!!!”. Codzienne przestępowanie z nogi na nogę przy adwentowym kalendarzu, chociaż w nim głównie karteczki z zadaniami. I taka sama radość przy kalendarzach z czekolady, które czekają na otwarcie kolejnych drzwiczek. Albo Mikołajki. Tego dnia obudziłam się wcześnie, i chociaż nie oderwałam jeszcze głowy od poduszki, a moje powieki górne nie oddaliły się zbytnio od dolnych, to już nadstawiłam ucho na nadprogramowe dźwięki z pokoju dziecięcego. Uśmiechając się widziałam w myślach zachwycone buzie, niecierpliwe ruchy rąk przy czerwonych skarpetach. Gorączkowe tupanie z miejsca na miejsce i okrzyki wielkich odkrywców oznajmiły mi, że już wiedzą, już znaleźli. I nic to, że w skarpetach zaledwie nowy ludzik Lego, jajko niespodzianka i czekoladowa moneta. Ileż było radości! A potem jeszcze pedantyczne egzaminowanie talerzyka, na którym dzień wcześniej zostawiliśmy pierniczki dla Mikołaja, wraz z poważnym dylematem czy wypada dojadać okruchy po Świętym? I to jeszcze przed śniadaniem!

Tak właśnie, dzieci potrafią zaczarować Święta na nowo. Dzięki nim grudniowa baśń trwa mimo codziennych trudów i znojów, które zamknę pod lapidarnym stwierdzeniem „proza życia”.

A ja, oczywiście nie byłabym sobą, gdybym tej magii nie chciała jeszcze podrasować małymi rytuałami. Jednym z nich jest czytanie odpowiednich książeczek w klimacie śniegu, mrozu i choinek.

Przed Wami nasze tegoroczne typy:

„O zimie” Görel Kristina Näslund oraz Kristina Digman.

O czym książka jest bardzo konkretnie mówi tytuł. Ona naprawdę jest idealnym wprowadzeniem do tej zaskakującej pory roku. Zaskakującej zwłaszcza dla niewielkich dzieci, które średnio pamiętają co się działo rok temu. Taka Kropka na przykład zupełnie zapomniała o urokach szeleszczących kombinezonów i siarczystości mrozu na policzkach. Zeszłej zimy nie miała przecież nawet trzech lat!

Jest tu o bałwanach, aniołach na śniegu, budowaniu igloo, zamarzaniu wody, zimowych zawieruchach, podczas których najlepiej siedzi się w domu oraz o przyjemnym dźwięku wydawanym przez pękające pod butem zamrożone kałuże. Prosta lektura z uroczymi ilustracjami.

„Święta dzieci z dachów” Mårten Sandén, Lina Bodén.

Miałam obawy odnośnie tej pozycji. W odróżnieniu od miłej, beztroskiej poprzedniczki, nadającej się niemal dla każdej kategorii wiekowej, ta książka nie jest dla małych dzieci. Są w niej tematy trudne, a już na wstępie pojawiają się dzieci – uciekinierzy z domu dziecka.

Takie elementy budują książkę – dzieci, które nie mają rodziców, dorośli, którzy nie mają domów. W lekturze szarość trudnego życia bohaterów przeplata się z atmosferą świątecznego Sztokholmu. Widać to wyraźnie na ilustracjach, w których bożonarodzeniowe ciepło często zyskuje szare brzegi, zupełnie jakby baśń walczyła z prozą. Jak w życiu.

No i oczy „dzieci z dachów”, mają zdecydowanie niepokojący wyraz. Ale wbrew pozorom i mimo ponurego rozpoczęcia ta książka to najprawdziwsza baśń bożonarodzeniowa, w której dzieją się najjaśniejsze cuda. Polecam bardzo, chociaż wiecie, to nie lektura, którą można bezrefleksyjnie przeczytać bez komentarza i słowa wyjaśnienia.

Książka podzielona jest na 24 rozdziały – do czytania w każdy adwentowy wieczór, ale oczywiście my, anarchiści pierwszego świata (czy też drugiego), czytamy ile wlezie, dopóki nie padniemy :). Do Wigilii zapewne przeczytamy drugi raz.

„Bullerbyn. Trzy opowiadania”. Astrid Lindgren, Ilon Wikland.

Tylko jedno z opowiadań dotyczy Świąt Bożego Narodzenia (pozostałe są o wiośnie i o dniu dziecka), ale ta 1/3 książki wprowadza w najpiękniejszy świąteczny klimat. Nie wiem co bardziej lubię – czy cudowne ilustracje, czy bezbłędne historie, które nie dają się próbie czasu. Drobiazgowo opisane zwyczaje i kolejne przygody siódemki małych mieszkańców Bullerbyn to bardzo przyjemne czytadło, nawet gdy się jest dorosłym. Porusza takie struny w sercu, o których się dawno zapomniało. Nieokreśloną nostalgię za dzieciństwem, beztroską, życiem na wsi, Świętami wśród gór śniegu (jak to w Szwecji).

W naszej biblioteczce mamy też „Dzieci z Bullerbyn” w wersji pełnej (z żółtą okładką, którą być może pamiętacie z dzieciństwa), a w niej dodatkowe świąteczne historie, które wszyscy bardzo lubimy.

Tak się złożyło, że wszystkie powyższe lektury są ze Szwecji. Czy to przypadek? Nie wiem, ale już dawno stwierdziłam, że mało kto potrafi tak budować proste, ale bezpretensjonalnie magiczne opowiadania dla dzieci jak ludzie z tamtych stron. Uniwersalne historie, które trafiają prosto w serca latorośli, ale cieszą też rodziców. Idealnie ciepłe, otulające nas swoją magią w grudniowe wieczory, gdy siedzimy na dywanie i czytamy sobie przed snem. Jak się Wam podobają? A może znacie więcej takich książek? Dajcie znać w komentarzach.

P.S. Szyszkowy wieniec ze zdjęć zrobiła moja zdolna koleżanka Basia, którą znajdziecie na Instagramie jako @eko_deko.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

4 komentarze

  • Reply e-milka 28/12/2017 at 23:13

    Otulajace magia ksiazki? Bardzo lubilam czytac z dziecmi, niestety nieprzetlumaczona na polski ksiazke Martina Waddela zawierajaca trzy opowiadania o Duzym i Malym Niedzwiedziu, w tym boskie „Nie mozesz spac, maly niedzwiedziu?” („Cant’t you sleep, little bear?”). Czlowiek rozpoznaje siebie w tym Duzym, zabieganym i zmeczonym nieziemsko Niedzwiedziu, a swoje dzieci oczywiscie w Malym Niedzwiadku. Ilustracje sa cudowne, a szczegolnie, co wyczynia Maly, kiedy nie moze zasnac. Piekne ilustracje maja tez ksiazki Torbena Kuhlmanna o myszkach podbijajacych wschechstworza np. „Armstrong. Niezwykla mysia wyprawa na ksiezyc.” A jesli chodzi o Bullerbyn, to jest przeciez tez Lotta, ta z ulicy Awanturnikow, w oddzielnych ksiazkach ilustrowanych, w tym jednej o Gwiazdce. „Czarnoksieznik z krainy Oz” z ilustracjami Evelyn Copelman. Mam nadzieje, wkrotce zakupic „Opowiesci z Narnii”, podoba mi sie wydanie z Media Rodzina. I moze nie jest to wysokich lotow, ale Cecylka Knedelek tez ma jakis urok, lubie jakos ten klimat Starego Knedelkowa. „Nasza mama czarodziejka” – niedoscigniony ideal Matki Czarodziejki. Musierowicz – niedawno skonczylysmy jedna ze starsza pociecha, ale musialam sporo tlumaczyc, bo bylo mnostwo aluzji literackich. I podobnie bylo z „Pozyczalskimi” (a ilustracje oczywiscie Emilii Dziubak). Ogolnie – ksiazki to magia. Do siego Roku i oby nam sie!

    • Reply Agata / Ruby Times 05/01/2018 at 11:27

      Właśnie nie znam Lotty, a dużo już o niej słyszałam, jeśli jest równie fajnie wydana jak „Trzy Opowiadania” to chyba muszę się bliżej zainteresować.
      Masz rację, książki to magia <3
      Szczęśliwego Nowego Roku!

  • Reply Dorota 01/01/2018 at 10:53

    Justynka i ja bardzo lubimy książki Patrz Madika pada śnieg oraz Rózga Grzegorza Kasdepke – ja zawsze przy lekturze tych książek mam łzy w oczach. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego co najlepsze na Nowy 2018 Rok.
    Mama Dorota i Justynka

    • Reply Agata / Ruby Times 05/01/2018 at 11:25

      Dziękuję serdecznie!
      Szczęśliwego Nowego Roku!

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.