Ludzie z internetu..oni istnieją! – czyli Przystanek Śniadanie

Niby truizm, ale dla mnie to wciąż duże zaskoczenie spotkać ICH tak naprawdę, w realnym świecie. Człowiek jak wiadomo jest istotą społeczną i występuje zazwyczaj w jakimś kontekście wypełnionym innymi ludźmi – rodziną, przyjaciółmi, znajomymi z pracy, z uniwerka, z piwnego ogródka. Inaczej ma się rzecz ze świeżo upieczonymi mamami, których społeczny kontekst ogranicza się zwykle do własnych czterech ścian, dziecka/dzieci, partnera i ewentualnie rodziców, czasem jakiegoś placu zabaw i sklepu z żarciem.

Słowem – taka matka z dzieckiem przez kawał czasu zostaje wycięta z towarzystwa i nie widuje tylu znajomych co w przeddzieciowej epoce i tu pewnie kryje się odpowiedź na pytanie: dlaczego młode mamy (mogę napisać „młode”? mogę?) w tak olbrzymiej liczbie zakładają blogi o charakterze parentingowym, dlaczego opisują swoje codzienne zmagania, zamieszczają zdjęcia i refleksje znad kołyski, czy też miski z kleikiem.

IMGP5054 IMGP5052

Myślę, że my po prostu szukamy swojego miejsca, gdzie nie będziemy „dziwne” pisząc o bolączkach macierzyństwa lub zachwycając się bezkrytycznie naszym potomstwem. Życie nie znosi próżni, więc towarzyskie braki z realnego świata wypełniamy wirtualnymi wycieczkami do blogowych znajomych.

Mam takie blogi, na które po prostu lubię zaglądać, ot właśnie tak jakbym wpadała w odwiedziny do znajomych na kawkę i pogaduchy. Weźmy taką Zuzię z Milly Me! Czytając jej stronę po prostu nie da się nie lubić Autorki – dziewczyna wyrzuca nowe posty z szybkością światła, pisze dużo, zabawnie i dosadnie. A ja śmieję się zawsze do monitora jak głupia czytając o perypetiach Zuzi, jej Towarzysza Męża i małej Milly. Regularnie zaglądam też do Instytutu Doświadczeń, który odkryłam będąc w ciąży. Polubiłam elokwentne i pełne inteligentnego humoru teksty Olgi i oba blogi są od jakiegoś czasu w moim codziennym TOP 10 do czytania. Fajnie więc było spotkać obie dziewczyny w niezobowiązującym piknikowym klimacie.

Niedzielny poranek postanowiliśmy spędzić z rodziną na Przystanku Śniadanie, i zupełnie spontanicznie udało mi się wkręcić Zuzi w pomysł spotkania. Wydawało się to trochę nierealne – ludzie z internetów, na zielonej trawce, pod błękitnym niebem.. ale jednak da się. W całym oszołomieniu towarzyszącym sytuacji zajęło mi dobrą chwilę, by załapać, że dziewczyna towarzysząca Zuzi, jest właśnie tą Olgą (nie Agatą – edycja!) z Instytutu Doświadczeń. Moja legendarna spostrzegawczość znów dała się we znaki :). Co za faux pas! 

IMGP5068

Gdy już się pożegnaliśmy z blogowymi koleżankami, tłumy ludzi zniknęły, a impreza poczęła chylić się ku końcowi, zostaliśmy jeszcze chwilę i przeszliśmy się na spacer „po mieście”. Zrobiłam trochę zdjęć zastanawiając się, czemu wcześniej nie wyciągnęłam aparatu, by uwiecznić spotkanie?

IMGP5046 IMGP5047 IMGP5048 IMGP5064 IMGP5065 IMGP5072 IMGP5098 IMGP5106

Bardzo się cieszę, że udało się nam spotkać i mam nadzieję, że to nie ostatni raz! Było bardzo, bardzo miło i gadało nam się zaskakująco swobodnie, zważywszy na fakt, że przecież jesteśmy dla siebie ludźmi z internetu. Wiadomo, przy zaspanym po nocce mężu, głodnej Kropce i szukającym wrażeń w nowych okolicznościach przyrody Młodym możliwości były ograniczone, ale co tam, pierwsze koty za płoty i .. miejmy nadzieję do zobaczenia za tydzień! :)



16 comments

  1. radoSHE says:

    Ale trafnie to ujęłaś!! I normalnie uświadomiłaś mi, dlaczego założyłam bloga! Btw. też mieliśmy wpaść na Przystanek, ale w ostatniej chwili obraliśmy kierunek na Park Kościuszki:( Może w następny weekend uda nam się dojechać. Pozdrawiam:)

  2. tynka says:

    fajna sprawa z takimi spotkaniami :)
    haha jak następnym razem będziesz zapytaj o te obrusy w grochy ;p :)
    ja na tygodniowym „szaleństwie” z dzieciakami w moich rodzinnych stronach…małe miasto ale MIASTO…dzieciaki odkrywają nowości jakie niesie ze sobą mieszkanie nie na wsi ;p
    się nie nudzimy :)
    pozdrawiam…ps. nie narzekaj, że wózek brudny…wygląda prawie jak nówka sztuka…nasz to dopiero zdezelowany staruszek ;)

  3. Zuzi Clowes says:

    Było cudownie, cudownie! My mamy za tydzień chrzciny i teściów i pogoda ma być fatalna, ale jak jakimś cudem tak nie będzie (w sensie pogodowym, bo od teściów i chrzcin chyba nie ma ratunku) to oczywiście też będziemy (choć możliwe że z teściami :D). Za dwa tygodnie widzimy się na Trzech Stawach na pewno a może i na kolejnym przystanku śniadanie (a co, szaleć to szaleć!).

    Poza tym podpisuję się wszelkimi trzema rękoma (które wiadomo, każda matka, funkiel nówka i nie, posiada) pod Twoimi blogowymi wnioskami. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja się zderzam macierzyńsko z milionem wątpliwości. I fajnie porozmawiać z kimś o kupach, mimo wszystko (będąc w ciąży nie kumałam młodych mam gadających tylko o zupkach i kupkach – na etapie zupek co prawda jeszcze nie jestem, ale kupki już kumam;). Poza tym blogi to zło (a Twój zwłaszcza!) i promowanie gadżetów, bez wiedzy o istnieniu których było nam całkiem fajnie, a odkąd o nich wiemy spędzają nam sen z powiek (Tula, Tula, Tula!!!! Gdzie ta wypłata ja się pytam?! :))))

    I fajnie że ludzie z internetu istnieją!

  4. mama silesia says:

    żałuję, że nie mogliśmy tam być, no ale Ben osłabiony był po chorobie, to ryzykować nie chcieliśmy, niemniej jednak cieszę się bardzo, że Wam się udało i to jeszcze że cynk ode mnie wyszedł, to już cieszę się jak głupia :D

  5. Zuzi Clowes says:

    Tak tylko piszę, że my w niedzielę będziemy znowu… Większą ekipą, teściowo-szwagierkowo-dziecięco-angielską, ale hej, to spotkaniu nie zawadzi a przynajmniej nie powinno;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.