Łóżeczko turystyczne Koo-di Pop Up Bubble Cot – Polka Dot

Nie kupiłam tego łóżeczka, chociaż o nim marzyłam już w ciąży będąc. Na szczęście kupiła je babcia Młodego, by mieć u siebie w domu, ewentualnie pożyczać nam na wyjazdy terenowe. Również zakochała się w nim od pierwszego spojrzenia na zdjęcie w internecie. Dzięki jej zakochaniu mogę napisać tą recenzję.

Przed zakupem przeczytałyśmy sobie recenzję na stronie Ładne Bebe. Recenzja była jak najbardziej pozytywna, co również zachęciło nas do zakupu. To znaczy mamę. Ja tylko ją dopingowałam, bo chciałam mieć to cudo dla maluszka, choćby nie w swoim mieszkaniu. Łóżeczko to nie jest niestety tanie. Z dostawą kosztuje ok. 300 zł, więc nie jest to produkt z dolnej półki. A raczej nie powinien być. Jak jest w praktyce?

Pierwsze wrażenie: szczerze mówiąc trochę rozczarowujące. Materiały, z których łóżeczko jest wykonane są niezwykle delikatne. Tkanina w kropy jest niemal przezroczysta, bardzo cieniutka, na zdjęciach reklamowych wyglądała o wiele solidniej. Moim zdaniem powinna być grubsza i sztywniejsza, bo dziecko wiercąc się przez sen może wygiąć materiał do podłogi i się uderzyć. Producent naprawdę poszedł w stronę zrobienia najlżejszego łóżeczka na rynku (tak jest ono reklamowane) i chyba dlatego użył tak delikatnych komponentów. Niestety delikatny równa się słaby – zwłaszcza gdy testerem jest mały bardzo ruchliwy i silny stwór:)

Powiedzmy sobie wprost: większość łóżeczek turystycznych jest po prostu brzydka. Albo w najlepszym razie nieforemna, zajmująca dużo przestrzeni. Nasze jest ładne i na dodatek bardzo fotogeniczne – na żywo wygląda jednak o wiele mniej solidnie niż na zdjęciach. Relacja ceny do jakości nie jest najlepsza. Duży minus należy się za materac. A raczej jego brak. W opisie producenta czytamy, że materac jest w zestawie, natomiast „dla większego komfortu w podróży możemy dokupić dodatkowy dmuchany materacyk”. To, co jest dołączone do zestawu jest najwyżej izolacją od podłogi, czy też podkładką pod materac. Wyjścia są dwa: albo kłaść łóżeczko na czymś izolującym od podłogi, np. na macie edukacyjnej albo dokupić dodatkowy materac. My wybraliśmy tą drugą opcję, dokupiliśmy najtańszy piankowy materac z Ikei (Vyssa Slappna), który docięłam do wymiarów naszego łóżeczka – i voilà  – gra i trąbi.

Dzięki temu zabiegowi łóżeczko stało się naprawdę komfortowe dla dziecka. Moim zdaniem jednak to producent powinien zapewnić w komplecie taki materac, by dodatkowe zakupy nie były konieczne. Ale z drugiej strony patrząc – by nie było tak negatywnie i zrzędząco – łóżeczko ma też (na szczęście!) jakieś plusy. Na przykład wymiary: jest kompaktowe i leciutkie, zmieści się w każdym bagażniku, czy nawet w walizce, jeśli lecimy na urlop samolotem. Składanie jest również banalnie proste i zajmuje może 2 minuty. Ostatnio mieliśmy okazję po raz pierwszy testować sprzęt na wyjeździe. Jak już wspomniałam łóżeczko zazwyczaj stoi w mieszkaniu dziadków i Młody ucina w nim sobie popołudniowe drzemki, lub po prostu się tam bawi. Niedawno pojechaliśmy do znajomych i nasz maluch po całym dniu wrażeń, zabaw z innymi dziećmi, zachłyśnięciu się górą nieznanych sobie zabawek wreszcie się zmęczył i zrobił się marudny. Gdy ubrany w swój śpiworek, z najlepszym pluszowym przyjacielem w objęciach wylądował w łóżeczku Koo-di niesamowicie się ucieszył. Zaczął się głośno i radośnie śmiać, bo poczuł się bezpiecznie, znalazł się w swojej małej enklawie. Wtedy pomyślałam sobie, że mimo pewnych mankamentów dobrze mieć to łóżeczko – namiocik, bo bez względu na to gdzie się znajdziemy, w obcym domu, czy pokoju hotelowym maluch będzie miał namiastkę swojego bezpiecznego znajomego domku.
Na rynku są też inne łóżeczka typu namiot, na przykład Deryan firmy Seal Design. Wprawdzie nie miałam okazji testować go osobiście, ale z tego co słyszałam od znajomych jest o wiele solidniejsze i porządniej wykonane niż produkt Koo-di. Zaletą jest też nieprzezroczysty dach, dzięki czemu łóżeczko przydaje się na plaży, czy w ogrodzie w słoneczny dzień. Nasze niby też się nadaje, ale trzeba będzie kłaść jakiś koc na dachu, bo siatkowany namiot nie chroni przed słońcem. Moim zdaniem łóżeczko Koo-di jest dużo ładniejsze niż Deryan, ale pewnie teraz zdecydowałabym się na to drugie – praktyczniejsze. Swoją drogą już nie mogę się doczekać wiosny i relaksu z Maluchem na tarasie, Koo-di pewnie będzie nam towarzyszyć :)
 DSC_0365 DSC_0366 DSC_0367 DSC_0368 DSC_0369 DSC_0370 DSC_0371

7 comments

  1. Mamiczka says:

    Był czas, że chciałam kupić to łóżeczko. Ale ostatecznie kupiłam na wyjazdy normalne, duże, które i tak leży i się kurzy, bo Maluch nie cierpi jeździć samochodem, więc sporadycznie gdzieś jedziemy :D

  2. anluna says:

    My do tej pory obywaliśmy się bez łóżeczka turystycznego. Majka jeszcze jakiś miesiąc temu spała z nami, więc i na wyjazdach dodatkowe łóżko nie było nam potrzebne.
    Łóżeczko Koo-di rzeczywiście wygląda ciekawie, ale jeśli podliczyć koszty łóżeczka plus materacu, wydaje mi się, że nie jest warte swojej ceny :)

    • Ruby Soho says:

      Też tak uważam, jest zdecydowanie za drogie, mimo że naprawdę ładne:) Przynajmniej jest cały czas w użyciu, bo maluch jest prawie codziennie u dziadków i bawi się w tym łóżeczku;)

  3. Mamajaga says:

    Pierwszy raz widzę tego typu łóżeczko.Może dlatego,że nie interesowałam sie wcześniej tego typu turystycznymi wynalazkami.Mamy juz turystyczne łóżeczko.
    Rzeczywiście, kiepsko wygląda ten materacyk.Za tą ceną producent mógł sie postarać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.