Codzienność

Lato na tacy

Szłam z tacą z ogrodu, a z tacy spoglądały na mnie malownicze resztki jedzenia. Sos jogurtowy wymieszał się z sokiem z pieczonego buraka, skórki pieczonych ziemniaczków rozpanoszyły się na brzegach talerzy wraz z resztkami żurawiny. Tylko po oscypkach z grilla nie zostało ani śladu. Nawet najwybitniejszy detektyw nie zwąchałby tu tego smakołyku, który zniknął w całości w pojemnych brzuchach całej rodziny.

Gdybym miała to lato opisać.. to w zasadzie widzę siebie z tacą. Czasem z ciastem i kawą. Innym razem z piramidą garnków, bo w jednym rosół, w drugim makaron, miseczka z zieloną pietruszką, a to wszystko zwieńczone stertą misek z chochlą. I jeszcze te śliniaki zawieszone na przedramieniu, powiewające niczym chorągwie. Bo przecież nie będę dwa razy latać, tyle schodów na poddasze! Schody do góry, schody w dół. Otwieram wielkie drewniane drzwi, pokonuję kolejne schody, zewnętrzne przy których nie ma balustrady (nie licząc takiej prowizorycznej z niebieskich rurek, którą można uznać za artystyczny performance mojego Taty), zerkam na dziką różę, która właśnie wydała owoce. Wdycham lekko wilgotne, pachnące jesienią powietrze..

Poprawiam garnki kolanem, przecinam żwirowy parking i już jestem w ogrodzie. Mijam wisienkę, mijam jabłonkę i „Jana Chrzana”. Przed altanką z ulgą zostawiam ciężki ładunek. Dzieci brudne od mokrego piasku ustawiają się w kolejce do węża ogrodowego. Wkrótce przemierzam tę samą trasę z powrotem, niosąc puste naczynia, wyskrobane do cna talerze. Wspinam się po schodach na parter, na pierwsze piętro, a potem na drugie. W kuchni doprowadzam gary do stanu używalności. A potem.. od nowa.

Czasem zamiast śniadania jest piknik. I nie zawsze taki piękny, z wiklinowymi koszykami i ładnymi talerzami. Dość często z bagietką wystającą z papierowej torby, paczką kabanosów w plastiku i pudełkiem pomidorków cherry prosto z marketu. Piknik to dla nas kawałek stylu życia. Czemu o tym znowu piszę? Ano dziwię się, że pikniki są w naszym kraju tak mało popularne. Ludzie jedzą zapiekanki na ławkach, tłoczą się na chodniku, a tu tyle miejsca dookoła na trawie lub piasku! Wystarczy mieć koc ze sobą, jedzenie i pogodę. Każdego na to stać, każdy może sobie pozwolić, a tymczasem i tak zawsze wywołujemy małą sensację i lekkie uniesienia brwiowe obserwatorów. Już nie wiem, co jest większą osobliwością – nasz stan liczebny, czy to, że spożywamy posiłek na kocu w miejscu publicznym.

Nie tak dawno wracaliśmy od lekarza z Lolkiem i Kropką. Kolejka była mała, więc szybko udało nam się wydostać z powrotem na słońce. A byliśmy przygotowani na dłuższe czekanie, nawet kanapki zabraliśmy, bo to było przed śniadaniem. Pomysł pojawił się naturalnie. Plaża? Plaża! Sezon się skończył, dzieci w szkołach i przedszkolach, wreszcie możemy reaktywować nasze pikniki na pustej plaży. Po drodze szybka wizyta w sklepie po pomidorki, pastę z suszonych pomidorów, czosnkowe bagietki i owoce. I już, można jechać. Słońce świeci, Lolek w wózku obczaja własne stopy, Kropce buzia się nie zamyka, my popijamy pyszną kawę. Nic to, że zakupy niezrobione, obiadu nawet w planach nie mamy, a zaraz trzeba jechać po Młodego do przedszkola. Liczy się ta chwila.

Wszelkie badania pokazują, że szczęście tkwi w małych momentach. Nie w nowych torebkach i butach, nie w rozpasanej konsumpcji, która oczywiście też potrafi dać satysfakcję, ale często kończy się moralnym kacem. Tak naprawdę to tylko chwile są piękne w życiu i choćbym nie wiem jak zmieniała szyk zdania i tak w końcu wyjdzie, że cytuję jednego tyskiego bluesmana..

Uruchamiam ekspres do kawy. Wyglądam przez kuchenne okno, z tej wysokości wszystko wygląda inaczej, a zwłaszcza moje dzieci brykające w ogrodzie wydają się takie niegroźne i malutkie.. No i już, znów ruszam na dół z wypełnioną po brzegi tacą. Bo piękny dzień, bo szkoda ich wołać do domu na kolejne posiłki, a jak się już wdrapiemy na ostatnie piętro to przecież później trudno będzie poznosić to całe towarzystwo z powrotem na dół. To ja wolę się nachodzić. Idę z ciastem, kawę mam w dzbanku, w dwóch mlecznikach spienione mleko. Ciężka jak cholera ta taca, już mi się muskuły zrobiły od tego dźwigania, porządne bicepsy i tricepsy bez żadnej siłki. I tak toczy się dzień za dniem, na małych codziennych czynnościach, z których staram się czerpać dobrą energię, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się być..hmm.. mało atrakcyjne. Czasem wygrywa zmęczenie i znużenie. Pojawia się bunt przeciw monotonii, olbrzymia potrzeba zmian, ucieczki, odreagowania. Innym razem barometr przechyla się na korzyść wdzięczności za to, co mam. A raczej za tych ludzi, których mam..

Stawiam tacę na stole w altanie. Dziadek siedzi w fotelu, Kropka wspina się po nim. Młody ciapka w piasku, Babcia nosi Lolka na rękach, całuje go i czułe słówka mu szepce do ucha. Mąż się rozłożył na kocu i usnął w mikrosekundę, po robocie, nie ma biedak kiedy odespać. Patrzę na nich zmęczona, z fryzurą wczorajszą i kreacją niewyjściową.. ale czy to ma znaczenie?

Ciasto upiekłam, mówię. Kawa jest gorąca, dla dzieci sok.

Coraz częściej myślę sobie, że szczęście się raczej bierze z pracy a nie z odpoczynku. Bez pracy przecież nie docenisz tej chwili ciszy i wytchnienia. Każdy rodzic to przyzna, że nie czerpał kiedyś tyle przyjemności z małych skrawków codzienności. Leciały mu przez palce, marnowane niewiadomo na co, rozbierane na czynniki pierwsze, przemieniane z igieł w widły. A teraz? Jak cieszy kawa w spokoju, gdy już usną, jakim relaksem może być siedzenie na ławce i gapienie się na liście podczas gdy dzieci na zjeżdżalni.

Tak więc najczęściej, gdy przypadkiem zapytacie jak się mam, prawdopodobnie powiem, że jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bo nikt nie powiedział, że szczęście nie będzie wymagało od nas wysiłku.

IMGP5344 IMGP5346 IMGP5375 IMGP5384 IMGP5388 IMGP5391 IMGP5402 IMGP5404 IMGP6440 IMGP6461 IMGP6487 IMGP6494 IMGP7641 IMGP7642 IMGP7645 IMGP7646 IMGP7647 IMGP7651 IMGP7656 IMGP7664 IMGP7842 IMGP7846 IMGP7853 IMGP7857 IMGP7860 IMGP7949 IMGP7952 IMGP7965 IMGP8224 IMGP8228 IMGP8232

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

15 komentarzy

  • Reply Mama silesia 19/09/2016 at 22:35

    Pieknie napisane, zgadzam sie z kazdym slowem. I pikiniki wspaniale, ja tam lubie przysiasc na trawie I cos przekasic :)

  • Reply mamamagda 19/09/2016 at 22:42

    No nieźle sie nalatasz, zeby rodzinę na powietrzu wyżywić 😉 my tez lubimy usiąść z dzieciakami, zeby zjeść w ogrodzie. Tylko mąż ma taki fach w ręku (remontowo-budowlany) ze ostatnio non stop w pracy i ciężko z tymi wspólnymi chwilami. Podziwiam Cie, ze z trojka malych dzieci tyle jeszcze robisz rzeczy dodatkowo. Ja z dwojka tez malych (3 i 1) sie staram bardzo i mam jak Ty – są dni, ze wszystko pięknie ogarnięte i ciasto upieczone, a czasami… Wiadomo jak jest😉 i z tym szczęściem ze zmęczenia tez masz racje. W ogóle w Twoich wpisach sporo racji życiowej 😊 pisz dalej bo Twój blog to najlepsza lektura. Pozdrawiam goraco 😊

    • Reply Agata / Ruby Times 20/09/2016 at 08:55

      Dziękuję pięknie!

  • Reply Justyna 20/09/2016 at 08:31

    Dbasz o piękne wspomnienia swoich dzieci z dzieciństwa :) To chyba najlepsza rzecz jaką można podarować sobie i swojej rodzinie.

  • Reply Joaleks 20/09/2016 at 11:09

    Czasem zastanawiam się, jak mogłam kiedys, w erze przeddzieciowej myślec, ze nie mam czasu?! Miałam go mnóstwo…
    A tak z ciekawostek – ostatnio na miejskich dozynkach w Poznaniu poinformowano mnie, ze wyjątkowo straż miejska nie karze mandatami ludzi przebywających w parku z psem i …leżących na kocu na trawie (!!!).

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 20/09/2016 at 11:33

    Ach i och! Cudownie
    Aż nie wiem co napisać, bo generalnie kiwam głową i biję brawo przy każdym akapicie. Przy tych piknikach, przy tych małych chwilach dających szczęście, i zmęczeniu po pracy które pozwala te chwile zauważyć.

    I te koce macie pięęękne!

  • Reply tynka 20/09/2016 at 16:59

    :)
    Dokładnie jest tak jak napisałaś Agatko :)
    Myślę, że wiele z mam podpisze się pod tym :)
    Piękne kadry…zawsze uchwycisz taki moment, który zachwyca! :)
    Jak wspinająca się na palcach Kropka, albo to zielone wiadro z bukietem od dzieci :)
    Pięknie. Warte zatrzymania na chwilę :)
    Pozdrawiam

  • Reply Aneta 21/09/2016 at 09:11

    Dlatego mój mąż chce mnie przeprowadzić na wieś, by mieć możliwość swobodnej organizacji takiego pikniku i w ogóle być i bawić się z dziećmi na swojej działce. A ja taka miastowa :( Już plany w początkowej fazie realizacji, a ja cały czas pełna strachu. Teraz mieszkam w Gdańsku, miasto pełną parą, a tu wieś na horyzoncie. Mam nadzieję, że się przekonam.

    • Reply Agata / Ruby Times 21/09/2016 at 12:22

      Ach, w Gdańsku!!! Uwielbiam Gdańsk <3

  • Reply Aneta 21/09/2016 at 15:32

    Ja nie uwielbiam, ale lubię. Przyzwyczaiłam się do miasta. A mam wyjechać na Mazury – 10 km od Olsztyna, niby też duże miasto, ale to już nie to samo.

    • Reply Algo 04/10/2016 at 20:52

      A ja tam Ci zazdroszczę

  • Reply kasia od Blizniakow 21/09/2016 at 21:45

    Pięknie napisane :) podpisuje się obiema rękami. Cudne fotki. My już tęsknimy za latem…

  • Reply e-milka 22/09/2016 at 10:12

    My tez uwielbiamy pikniki. Dzieci organizuja, pakujac, co uwazaja za stosowne (pomidorki, jesli sa, leca oczywiscie z nami), ale koc byc musi. W marcu syn tak juz tesknil za ta swiecka tradycja, ze kazal mi przysiasc na parkowej lace (koc zawsze mamy w przyczepce/wozku, jedzenie zazwyczaj tez, bo moje dzieciaki najlepszy apetyt maja na dworzu). Co bylo robic? Wialo jak w Kieleckiem na dworcu, czulam sie jak Amundsen, ale dziecko bylo takie szczesliwe. :) To tak nawiazujac do Twojego wpisu – czy pogoda jest warunkiem koniecznym ;)? Sliczne koce! I to prawda – „gnusnosc” nie przynosi szczescia, raczej pretensje, zale, zazdrosc. Tez czasami padam na twarz, doslownie i w przenosni, ale czasem ciesze sie, ze nie mam czasu pielegnowac wlasnych nerwic i bolaczek. I czasem dopada mnie strach, ze to szczescie takie kruche i wtedy czuje wdziecznosc, ze jest jak jest.

  • Reply ania 22/09/2016 at 16:35

    No i kolejny piękny, mądry tekst :) znasz się Ty na tym, co ważne, Kobieto :) i jak dobrze o tym czytać :) trzymajcie się zdrowo i ciepło

  • Reply Anka 23/09/2016 at 08:40

    Kochamy pikniki! A tegoroczne lato wyjątkowo im sprzyjało… Myślę, że odkąd mamy dzieci, jakoś tak łatwiej usiąść na tym kocu na środku parku :)

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.