Lady Kropka

Zagoniona jestem, a moja doba skraca się coraz bardziej. To głównie jej wina. Oficjalnie powiem, że to najszybsze, najbardziej ogarnięte i pyskate dziecko w ogromie blogosfery. Cały dzień bezskutecznie próbuję dotrzymać jej kroku. Jeśli tylko wierzycie w moją obiektywność w tej kwestii, to sami zobaczcie jaki mam przypał z tym niepozornym na pierwszy rzut oka dziewczęciem.

Kropka kończy właśnie 17 miesięcy i robi takie rzeczy, że ja sama nie wiem, czy to normalne w jej wieku. Standardowe rodzinne określenia na nią to: „Zadzior”, „Stwór”, „Helga”, „Bufetowa” (która jak nalewa i podstawia Ci pod twarz kubeczek rozkazując „PIJ!” to ma przy tym taką minę, że boisz się nie wypić).

Zazwyczaj nie przypomina delikatnej dziewczynki jak huknie tym swoim donośnym głosem, to wiesz, że w „Krzyżakach” raczej obsadziliby ją w roli Jagienki co łupała tyłkiem orzechy, a nie delikatnej, sennej Danuśki.

Nie, że jeździ plastikowym autkiem jak to czynią rówieśnicy – ona wspina się na kierownicę i próbuje stać na masce niczym te dziewczyny z „Death Proof” u Tarantino, albo łapie równowagę rozkładając ręce jak Kate Winslet w „Titanicu”. W ogóle to wspina się na wszystko – krzesła barowe, biurka, parapety – wszędzie jej pełno, regularnie ściągam ją też ze stołów. Plac zabaw ma w małym paluszku, starsze dzieciaki mogłyby się od niej uczyć jak włazić na pajęczyny, czy zjeżdżać na brzuchu .

Wiem, że dzieci się nie porównuje, ale jej brat to jednak grzeczny, kochany geek przy tym małym zadziorze. Nigdy nie wspinał nam się po meblach i nie zdejmował z nich wszystkiego co popadnie. Ostatnio byłam świadkiem jak na placu zabaw Młody kulturalnie zapytał stojącego obok chłopczyka, czy już może zjechać ze zjeżdżalni (!!). Jego siostra nigdy nie pyta, nie prosi, nie traktuje odpowiedzi „nie wolno!” poważnie. Po prostu robi co chce, czasem rozglądając się wpierw badawczo, by sprawdzić czy nikt nie widzi. Takimi okrągłymi oczami niewiniątka, gdy już napatoczy się na Twój wzrok, a akurat pokonała już połowę schodów na antresolę.

To takie dziecko, co nawet mówić uczy się z przypałem. Poza standardowymi „mama-tata-baba” wpierw opanowała słowa typu „bób” i.. „bidet”. To ostatnie wypowiada bardzo wyraźnie pokazując na rzeczony sprzęt z triumfem w głosie. Od niedawna śpiewa też z tatą słynny hit Michaela Jacksona „Beat it” (a śpiewa mniej więcej tak: „bideeeet! bideeet! bideeet!”).

Taka scena z dzisiejszego poranka. Kropka w nastroju ćwiczeń logopedycznych nawija coś tam po swojemu.

Kropka: „Baboluuoonbuuuwoo”. Widzę w tym jakiś potencjał, zgrywam więc pomocną mamę i próbuję z nią nieco poćwiczyć.

Ja: „Kochanie, powiedz – balon”.

Kropka: „BALON!”

Ja: „Ooo jak ładnie! Powiedz jeszcze raz: BALON!”

Kropka: „BABON… DANON…”

Po czym spogląda na mnie rozradowana i jak gdyby nigdy nic, bardzo wyraźnie rzuca:

„JABOL !”

Mogłabym przysiąc, że spojrzenie ma przy tym jakby porozumiewawcze. I zupełnie nie wiem co o tym myśleć.

IMGP8033 IMGP8036 IMGP8037 IMGP8038 IMGP8040 IMGP8042 IMGP8054 IMGP8081 IMGP8084 IMGP8086 IMGP8087 IMGP8091 IMGP8092 IMGP8103 IMGP8106 IMGP8109 IMGP8125

A na zdjęciach sama słodycz, prawda?

 1

10 comments

    • Agata / Ruby Times says:

      No właśnie niezłe combo – potrafi być też przesłodka i urocza :)
      Ale jak się zdenerwuje, to strach podchodzić.
      Kwintesencja kobiecości :D

  1. No.2 says:

    Hahahaha, witaj w moim świecie :) Do „jabola” jeszcze nie doszłyśmy, ale „balo” [balon] funkcjonuje. Podobnie „beza” – mała wdaje się w mamę, taki trend najwyraźniej ;)

    • Agata / Ruby Times says:

      Haha – dobrze by było. Napisałabym coś więcej, ale muszę ją powstrzymać, bo stoi na krzesełku i włącza mi funkcję „power freeze” w zamrażarce. A to by była niespodzianka! Czyli jak już napisałam – nie ogarniaaaam!

  2. Widocznie widzi, co w domu sią popija :D
    A tak poważnie, to świetne są takie dziecięce eksperymenty z mową. Np. wg mnie mój kilkumiesięczny synek powiedział jako pierwsze słowo ‚Drzwi’, bo ten zbitek głosek i próby usto-językowe w to mu się właśnie ułożyły.
    Swoją drogą, masz jedne z moich ulubionych perfum :)

    • Agata / Ruby Times says:

      Ha! no właśnie, skąś musiała to słowo złapać :)
      a perfum mam bardzo mało, dosłownie 3-4 buteleczki, ale tylko ulubione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.